Ciężkie chwile
Bawarczycy rozpoczęli spotkanie z niezwykłą determinacją, chcąc zmazać hańbę, jakiej tydzień temu doznali na Camp Nou. Już w 5. minucie Toni mógł otworzyć wynik, lecz po świetnej wrzutce na piąty metr nie potrafił umieścić piłki w siatce. Chwilę później, po rzucie rożnym, padł gol dla gospodarzy, jednak sędzia zasygnalizował spalonego.
W 13. minucie Bayern znów mógł objąć prowadzenie po świetnym kontrataku z udziałem Toniego i Ribery'ego. Ten ostatni z 15 metrów uderzył minimalnie ponad poprzeczką. W 19. minucie akcja przeniosła się pod bramkę Butta, lecz dwa strzały Eto'o nie znalazły drogi do siatki rywala. Trochę później Xavi wraz z Messim przeprowadzili kombinacyjną akcję, ale Argentyńczyk stracił piłkę. Wkrótce w szrankach z Franckiem Ribery, Puyol musiał uciec się do faulu, za co dostał żółtą kartkę. Nie był to najlepszy okres naszej drużyny. Od dłuższego już czasu zanosiło się na stratę gola.
Obraz gry zmienił się nieco pomiędzy 30. a 40. minutą meczu. Samuel Eto'o mógł trafić do siatki, lecz obrońca Bayernu zablokował jego strzał. Równie groźne było uderzenie Alvesa z 18 metrów, które o kilka centymetrów minęło bramkę. Następnie w polu karnym próbował dryblować Leo Messi, czym wprowadził niemałe zamieszanie w szykach gospodarzy. Przed przerwą znów do głosu doszedł Bayern. Po prostopadłym podaniu po raz kolejny bliski zdobycia prowadzenia był Luca Toni, jednak futbolówka, mierzona w okienko, przeleciała obok spojenia słupka z poprzeczką.
Wyrównanie sił
Druga odsłona rozpoczęła się strzeleniem bramki na 1:0 przez Bayern. Ribery, otrzymawszy prostopadłe podanie, podbiegł w stronę Valdésa, zwodem położył go na murawie i z zimną krwią kopnął piłkę do siatki.
Po tym zdarzeniu dało się zauważyć wyraźną poprawę w grze FC Barcelony. Już w 53. minucie, po dośrodkowaniu Alvesa, Leo Messi był bliski wyrównania, lecz jakimś cudem Lucio wybił piłkę na rzut rożny. Arbiter meczu kilkukrotnie miał podstawy, aby podyktować rzut karny dla Dumy Katalonii, ale nie skorzystał z tej możliwości. Tymczasem, zespół Bayernu wyraźnie rozluźnił szyki. Efektem tego była przepiękna, koronkowa akcja Barcelony z 73. minuty. Futbolówka z prawego skrzydła powędrowała do Samuela Eto'o, który posłał ją Inieście na lewą flankę. Andres oddał ją koledze, po czym szybko zbiegł do przodu, gdzie już czekało odegranie od Kameruńczyka. Następnie Iniesta zacentrował w pole karne w kierunku Xaviego. Rozgrywający Blaugrana przytomnie podał piłkę do Keity stojącego tuż za "szesnastką". Mierzony strzał Malijczyka nie dał żadnych szans Buttowi.
Akcja ta była ozdobą drugiej połowy, w której po uzyskaniu wyrównania przez Blaugranę działo się coraz mniej. Z wartych odnotowania momentów należy wspomnieć o golu Bayernu strzelonego z pozycji spalonej oraz o rzucie wolnym Xaviego z 85. minuty, po którym futbolówka o około pół metra minęła okienko bramki. Wynik już się nie zmienił, a sędzia nie zdecydował się przedłużyć spotkania nawet o jedną minutę.
Boso, ale w ostrogach
Bayern Monachium pokazał, że jest drużyną ambitną. Zespół Klinsmanna chciał naprawić swoją reputację, mocno nadszarpniętą przez blamaż na Camp Nou i ciągłe spekulacje niemieckich brukowców. Toni wraz z Franckiem Ribery stanowili zgraną parę, a Francuz w dzisiejszym meczu udowodnił, iż jego aspiracje do gry w zespole pokroju Barçy są jak najbardziej na miejscu. Gdyby Bawarczycy tydzień temu trochę bardziej się postarali, mogło być emocjonujące widowisko, a tak mieliśmy tylko przygrywkę. Dla fanów Dumy Katalonii to dobrze, ale w ujęciu całościowym - źle, iż taki klub jak Bayern od paru ładnych lat tuła się po niższych fazach Ligi Mistrzów lub w Pucharze UEFA.
Co do FC Barcelony, w zasadzie nie zagrała ona złego spotkania, mimo że przez całą pierwszą połowę miała niewiele do powiedzenia. Bardzo irytujące były głupie straty w linii obrony, które napędzały kibicom niezłego stracha. Po raz kolejny okazało się, iż wobec agresywnego pressingu, Barca, ze swoją kombinacyjną grą, bywa czasami bezradna. Na szczęście nie wymyślono jeszcze metody umożliwiającej zawodnikom jakiegokolwiek klubu bieganie przez cały mecz z wywieszonym językiem za rozgrywającą Barceloną. Było to widać dziś, kiedy Bayern na chwilę poluźnił szeregi obrony. Akcja Dumy Katalonii z 73. minuty, była po prostu nie z tej ziemi i konia z rzędem zespołowi, który na tym poziomie powtórzy taką wymianę piłek.
Czas na Getafe - ostatni przystanek przed "Everestem". Później czekają na nas takie firmy jak Sevilla, Real czy Valencia, a w międzyczasie Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów. Za kadencji Mourinho mecze te były klasykami, lecz obecny szkoleniowiec "The Blues", Guus Hiddink w dziedzinie podgrzewania atmosfery nie dorównuje słynnemu Portugalczykowi. Swego czasu Jose Edmílson mawiał: "lubię grać z Chelsea, bo to wielki rywal, ale całą radość psują mi potem głupoty wygadywane przez jej trenera".
Bayern Monachium: Butt; Lell, Lucio, Demichelis, Lahm; Ottl, Van Bommel, Sosa (Altintop, 78 min.), Zé Roberto (Borowski, 78 min.); Ribéry, Toni.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Puyol, Piqué, Abidal; Touré, Xavi, Keita; Messi, Iniesta (Hleb, 78 min.), Eto'o.
Gole: 1-0, 47 min. - Ribéry. 1-1, 73 min. - Keita.
Arbiter: Roberto Rosetti (Włochy)
Żółte kartki: a Alves (18 min.), Puyol (25 min.), Lucio (36 min.), Demichelis (42 min.), Lell (83 min.).
Widzów: 66.000
w tym gości: 2.000
Bayern - FC Barcelona
38.2% Posiadanie piłki 61.8%
12 Strzały 11
2 Strzały w światło bramki 1
0 Interwencje bramkarzy 0
4 Rzuty rożne 4
9 Faule 18
10 Spalone 3
4 Żółte karki 2
0 Czerwone karki 0
30 Odbiory 22
299 Podania celne 543
40 Podania niecelne 88
Komentarze (306)