Albert Benaiges: Iniesta był bardzo silny

Blazeq

8 maja 2009, 13:48

14 komentarzy
W roku 1996 Albert Benaiges trenował w Barcelonie sekcję Aleví A. W położonej pod Madrytem miejscowości Brunete odbywał się turniej piłki nożnej, w którym brały udział drużyny młodzieżowe ze wszystkich zespołów Primera Division, w tym także Aleví A Barçy.

W drużynie Albacete występował wtedy młodzieniec, który olśnił wszystkich swoją grą, cechującą się wielką elegancją. Utalentowanemu chłopcu i jego rodzicom szybko przedstawiono odpowiednią ofertę i dzięki temu Andrés Iniesta stał się członkiem słynnej szkółki piłkarskiej La Masia.

Albert Benaiges był głównym pomysłodawcą sprowadzenia Andrésa do La Masia. W wywiadzie dla Barça TV oraz www.fcbarcelona.cat obecny koordynator drużyn młodzieżowych wspominał początki Iniesty w Barcelonie.

Jaki był twój pierwszy kontakt z Andrésem Iniestą?

Jako trener Aleví A uczestniczyłem w turnieju w Brunete, w którym Iniesta był najlepszym zawodnikiem. Poprzez moich przedstawicieli skontaktowaliśmy się z nim i jego rodziną. Następnie po uzyskaniu zgody Oriola Torta i Martíneza Vilaseci, rozpoczęliśmy z jego rodzicami rozmowy, dotyczące sprowadzenia Andrésa do La Masia. Zakończyły się one sukcesem. Kiedy po raz pierwszy Andrés pozostał w La Masia sam, postanowiłem zabrać go na mecz towarzyski Aleví A. Choć ze względu na wiek powinien ćwiczyć w sekcji Infantil B, przekonałem trenerów drużyny przeciwnej i pozwolono mu zagrać. Spisał się bardzo dobrze i był najlepszy na boisku. Później jednak nie było już tak wielu powodów do radości.

Źle znosił pierwsze miesiące pobytu w La Masia?

To ważne, żeby zdać sobie sprawę z tego, że w roku 1996 najmłodsi chłopcy przebywający na stałe w szkółce należeli do sekcji Cadet, a dwunastoletni Andrés ćwiczył wraz z Infantil B. On nie miał w La Masia swoich rówieśników i choć wszyscy pomagali, to nie było mu łatwo. Był bardzo związany ze swoją rodziną i kiedy rodzice wyjeżdżali po weekendowych odwiedzinach, przeżywał mały dramat, dużo płakał. Andrés był częstym gościem w domu moim i mojej mamy. Widok uśmiechniętego Iniesty wciąż zadziwia moją mamę, która ma w pamięci cierpiącego małego chłopca.

Musiałeś być dla Iniesty niczym ojciec?

Wykonywałem tylko swoją pracę, pomagając najmłodszym chłopcom ze szkółki. Zabierałem ich do kina, na mecze. Robiłem wszystko, żeby dobrze się bawili. Pamiętam, że w La Masia był chłopiec w jego wieku, Jorge Troiteiro, ale on miał więcej szczęścia, ponieważ rodzina pochodziła z pobliskiej Badalony. Rodzice Andrésa z trudem znajdowali czas, by odwiedzić go dwa, trzy razy w miesiącu. Taka sytuacja spowodowała, że adaptacja była trudna, ale dzięki temu Iniesta stał się bardzo silny i dużo łatwiej radził sobie z wszelkimi trudnościami. Chciałbym podkreślić, że błędem jest mówienie o tym, kto sprowadził Iniestę do klubu. Jeśli reprezentowałbym klub z Sants lub Mataró to Andrés nie dołączyłby do nas. Iniesta przeszedł do Barçy, ponieważ to wielki klub i nie ma w tym wielkiej zasługi negocjatorów.

Jaką osobą był Andrés? Dobrze się uczył?

Andrés od pierwszego dnia pokazywał, że nauka ma dla niego wielkie znaczenie, poważnie traktował swoje obowiązki. Zawsze zachowywał się wzorowo i dostawał dobre stopnie. W tej chwili studiuje na INEF i wciąż udowadnia, że jest wzorem do naśladowania dla młodych ludzi.

Jesteś osobą, która poznała wielu obecnych zawodników pierwszej drużyny, jako młodych chłopców w drużynach młodzieżowych. Co czujesz widząc, jak odnoszą sukcesy?

Gerarda Pique przyprowadził do nas jego dziadek Amador Bernabéu. Wydawało się, że nie ma warunków by zostać piłkarzem. Jednak, kiedy zobaczyłem jak gra, to stwierdziłem, że ma spore możliwości. Później przez wiele miesięcy ćwiczyliśmy pół godziny po każdym treningu, aby udoskonalić jego grę w powietrzu. Messi nie mieszkał w La Masia, a jedynie trenował, uczył się i jadał posiłki. Był bardzo zamknięty w sobie, trenowałem go do momentu, w którym przeszedł do grupy Cadet B. Teraz widzę Lionela robiącego niesamowite rzeczy. Sergio Busquetsa również poznałem jako małego chłopca, kiedy przyszedł do nas razem z tatą. W podobnych okolicznościach poznałem Victora Valdésa.

To wszystko daje mi wielką satysfakcję. Tego nie da się kupić za żadne pieniądze. To coś wspaniałego, patrzeć na zawodników, którzy stali się w La Masia przyjaciółmi, grali w zespołach młodzieżowych, a teraz współpracują wraz z Vilanovą i Guardiolą w pierwszej drużynie Barcelony.

[źródło: FCBarcelona.cat]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (14)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze