Fiesta trwa
Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando gospodarzy, którzy kropkę nad "i" w wyścigu po mistrzostwo chcieli postawić w obecności ponad 90-tysięcznej publiczności. W 12. minucie wszystko zaczęło iść zgodnie z planem, bowiem na 1:0, strzałem zza linii pola karnego, trafił Seydou Keita. Dziesięć minut później szybki atak Villarrealu na gola zamienił Llorente, który strzelił do pustej bramki po dokładnym podaniu Rossiego.
Ale Barça była w pierwszej połowie niezwykle umotywowana i przed przerwą zdobyła jeszcze dwie bramki. Najpierw rzut wolny sprytnie rozegrał Messi, podał do Iniesty, który przy linii końcowej zwodem, z "przyklejoną" piłką do nogi ograł obrońcę gości, podał do niepilnowanego Eto'o, a ten pewnym uderzeniem trafił do siatki. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy z rzutu wolnego fantastycznie przymierzył Dani Alves i do szatni Barcelona schodziła pewnie prowadząc 3:1.
Fiesta odłożona
Od początku drugiej połowy Barça wciąż dominowała i do niej należała inicjatywa. W 51. minucie powinno być 4:1, ale sędzia niesłusznie odgwizdał pozycję spaloną i bramka Xaviego nie została uznana. Po kwadransie piłka ponownie zatrzepotała w bramce Diego Lópeza, ale ponownie, tym razem już słusznie, arbiter dopatrzył się spalonego.
Wydawało się, że nic nie stanie już na przeszkodzie w świętowaniu 19. w historii klubu mistrzostwa Hiszpanii, ale rozluźnieni gracze Guardioli zaczęli pozwalać Villarrealowi na coraz więcej. W efekcie w 77. minucie Abidal faulował szarżującego w polu karnym Nihata i za to zagranie został wyrzucony z boiska. Jedenastkę na bramkę pewnie zamienił Mati Fernandez.
Pep Guardiola zareagował i za Eto'o wprowadził Sylvinho, a w ciągu kolejnych 10 minut za Xaviego Gudjohnsena i za Messiego Busquetsa. Barça miała więc dowieźć zwycięstwo do końca, ale rzec można, że popełniła ten sam błąd co Chelsea w środę, nie dobijając będącego już w parterze rywala. W 92. minucie Llorente trafił na 3:3 i tym samym uciszył Camp Nou, odkładając mistrzowską fetę przynajmniej o 7 dni.
Poczekamy? Poczekamy!
Czekaliśmy dwa lata, więc czy tydzień robi nam różnicę? Musiałaby się stać ogromna katastrofa, żeby Barcelona nie sięgnęła w tym sezonie po mistrzowski tytuł. A i ona niekoniecznie spowodowałaby przegranie walki o zwycięstwo w lidze ze słaniającym się na nogach Realem Madryt. Szkoda jedynie, że bohaterowie są zmęczeni, a dziś żaden z nich nie odpoczął. Z drugiej jednak strony, w środowym finale Copa del Rey mogą zagrać zmiennicy. Bo to przecież w dużej mierze dzięki nim Katalończycy zagrają na Mestalla z Athletic Bilbao.
Na koniec warto dodać, że z powodu czerwonej kartki Eric Abidal nie zagra w finale Pucharu Króla. Wobec kontuzji Márqueza, Henry'ego i teraz Iniesty, absencja Francuza to kolejny kadrowy problem Pepa Guardioli.
58% - posiadanie piłki - 42%
15 - strzały - 6
3 - w światło bramki - 4
1 - interwencje - 0
4 - rzuty rożne - 0
19 - faule - 14
7 - spalone - 3
1 - zółte kartki - 3
1 - czerwone kartki - 0
442 - podania celne - 302
83 - podania niecelne - 59
3 - FC Barcelona: Víctor Valdés; Alves, Puyol, Piqué, Abidal; Touré, Xavi (Sergio Busquets, m.84), Keita, Messi (Gudjohnsen, m.89), Eto'o (Sylvinho, m.79), Iniesta.
3 - Villarreal: Diego López; Javi Venta, Godín, Gonzalo, Capdevila; Eguren, Pires (Bruno, m.64), Cani, Ibagaza (Matías Fernández, m.71), Rossi (Nihat, m.64), Llorente.
Gole: 1:0, m. 12: Keita. 1:1, m.22: Llorente. 2:1, m.36: Eto'o. 3:1, m.45+1: Alves. 3:2, m. 78: Matías Fernández (karny). 3:3, m.90+2: Llorente.
Sędziował: Fernando Teixeira Vitienes.
Widzów: 95 776.
Komentarze (365)