Kolejny pogrom; Racing - FC Barcelona 1:4
Mecze z Racingiem nigdy nie należą dla graczy Barcelony do łatwych. Zwłaszcza te rozgrywane na El Sardinero. W zeszłym sezonie Duma Katalonii zanotowała w meczach z tym jakże niewygodnym rywalem remis 1:1 na Camp Nou oraz szczęśliwe zwycięstwo 2:1 na terenie przeciwnika po dwóch golach Messiego, który pojawił się na murawie na ostatnie 30 minut. Wydawało się, że równie trudne będzie spotkanie czwartej kolejki La Liga.
Trzy szybkie i do domu
Pep Guardiola nie zlekceważył rywala i wystawił możliwie najmocniejszy skład. Jedna pozycja, która nie była najmocniej obsadzoną to pozycja defensywnego pomocnika, ponieważ w wyjściowej jedenastce znalazł się Busquets, a nie Yaya Touré.
Mecz zaczął się niemrawo. Na boisku zawodnicy poruszali się po namoczonej murawie niczym muchy w smole. Taka sytuacja utrzymywała się do 20. minuty, kiedy to do prawdziwego natarcia ruszyli zawodnicy Barcelony. Na przestrzeni następnych sześciu minut kataloński smok ukąsił trzykrotnie oraz zaliczył jeden niewiele chybiony atak. Najpierw po sprytnym rozegraniu rzutu wolnego bramkę głową zdobył wykorzystując podanie Messiego i swój nieprzeciętny wzrost Zlatan Ibrahimović. Warto zwrócić uwagę, iż ‘przeskoczonym' obrońcą był wypożyczony z Barcelony Henrique.
Raptem kilkadziesiąt sekund później, zaraz po rozpoczęciu gry od środka boiska przez Racing, piłkę wyłuskał Messi, a do piłki doskoczył Szwed. Niestety po jego sprytnym strzale pod ręką bramkarza futbolówka trafiała w słupek. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. Około 150 sekund po trafieniu w słupek bramkę po wspaniałej akcji zdobył Messi. Argentyńczyk w gąszczu zawodników w biało-zielonych strojach wymienił piłkę z Xavim, aby następnie kompletnie zmylić defensywę przeciwnika jednym zwodem i strzelić w lewy róg bramki strzeżonej przez Toño.
Kolejne 180 sekund później było już 0:3. Po zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym Ibracadabra wspaniale wypatrzył Piqué i obsłużył go nietuzinkowym zagraniem piętą. Gerard zdobył następnie drugą bramkę dla Barcelony w La Liga w historii swoich występów.
W końcówce pierwszej połowy nieuznany został jeszcze gol samobójczy jednego z obrońców Racingu, gdyż sędzia uznał że Messi absorbował jego uwagę.
Warto na koniec przytoczyć jeszcze procent posiadania piłki w pierwszej połowie: 26% Racing Santander (warto zaznaczyć: gospodarz)/ 74% FC Barcelona.
Ale nuuudy...
Dla przeciętnego kibica każdej innej drużyny oprócz mierzących się dzisiaj rywali ten mecz mógł skończyć się po 26 minutach. Wyraźnie widać było, że jednym się niezbyt chce, a drudzy niezbyt potrafią. Dopiero w końcówce meczu zawodnicy nieco się ożywili, ale trwało jedynie kilka minut. Tak naprawdę ozdobą drugiej połowy były bramki Oscara Serrano (72 minuta) oraz Messiego (63 minuta), a także pojedynki tego pierwszego z Danim Alvesem toczone na prawym skrzydle.
Bramka na 4:0 dla Barcelony zdobyta przez Argentyńczyka niewiele odstawała pod względem estetycznego wrażenia od tej z pierwszej połowy. Z tą różnicą, że tym razem Lionel całą akcję rozpoczął, rozegrał oraz wykończył sam. Schodząc z prawego skrzydła zmylił balansem ciała całą linie defensywna gospodarzy i ponownie strzałem w lewy róg sfinalizował swoje działo zniszczenia. Kilka sekund później, apelujący o pozostawieniu w stolicy Katalonii ‘zmęczonego' Messiego trener Racingu, mógł odetchnąć. W jego miejscu na placu gry pojawił się Iniesta.
Ciekawostką jest to, że chyba po raz pierwszy w historii ofensywne trio stanowili w tym momencie Pedro (zastąpił wcześniej Zlatana), Henry oraz Iniesta.
Honorowe trafienie dla gospodarzy w 73 minucie po indywidualnej akcji zdobył Oscar Serrano. Zawodnik ten założył piłkarską ‘siatkę' Márquezowi (zastąpił zakrwawionego i zabandażowanego Piqué) i uderzył piekielnie mocno na bramkę Valdésa. Portero Barcelony nie miał nic do powiedzenia, zwłaszcza że piłka otarła się jeszcze o słupek.
Procent posiadania piłki w całym spotkaniu: Racing 28%/ Barcelona 72%.
Łyżka dziegciu
Warto zwrócić uwagę na to, że Barcelona notuje jeden z najlepszych startów w lidze w historii. Rekordem jest sześć zwycięstw z rzędu na początku ligi, a po meczu z Racingiem Barcelona ma na swoim koncie już 12 punktów w czterech spotkaniach. Jednakże Pep Guardiola nie byłby sobą, gdyby nie znalazł powodów do zmartwień po dzisiejszym spotkaniu. Jakież to mogą być powody? Oto kilka moich propozycji:
1) Nierozważna gra w defensywie przy wysokim prowadzeniu
Podobnego błędu gracze Barcelony nie wystrzegli się podczas spotkania w sobotę z Atletico Madryt, a kosztowało to dwie stracone bramki i kilka groźnych sytuacji. Również w spotkaniu z Racingiem można była ze zdziwieniem obserwować zabawy zapałkami na beczce prochu w wykonaniu prawie całej formacji defensywnej Katalończyków. Brylowali w tym Valdés (może z nudów?), Abidal oraz Alves.
2) Słaba gra Henry'ego i asekurancka postawa Iniesty
Niestety trzeba przyznać, że Francuz źle wszedł w sezon. Odstaje od reszty drużyny pod względem motorycznym. Jest często spóźniony o ułamki sekund, nie utrzymuje tempa gry, często się przewraca przy drobnym kontakcie z przeciwnikiem. Z drugiej strony prezentuje naprawdę dobrą grę w ataku pozycyjnym.
Jeśli chodzi o Iniestę, to widać, że jest na razie cieniem zawodnika z zeszłego sezonie. Na pewno brakuje mu ogrania, ale co rzuca się w oczy, to ewidentny unikanie kontaktu z przeciwnikiem, asekurancka gra, strach przed odnowieniem kontuzji.
3) Potencjalna kontuzja Zlatana Ibrahimovicia, zakrwawiona głowa Piqué
Chrupnięcie kostki Zlatana słychać było prawie z ekranów. Niby Szwed wrócił na boisku na kilka minut, ale wciąż widać było grymas bólu na jego twarzy. Należy mieć na dzieje, że po latach treningów taekwondo, które od najmłodszych lat uprawiał, wzmocniło na tyle jego stopy by nie odnieść kontuzji po tak fatalnym stąpnięciu.
Z kolei Piqué otrzymał przypadkowy cios korkiem w głowę, co spowodowało olbrzymi wyciek posoki z jego narządu standardowo odpowiedzialnego jedynie za myślenie. Nie przeszkodziło to Katalończykowi w zdobyciu bramki, więc miejmy nadzieje, że nie wykluczy go z gry w następnych spotkaniach Barcelony.
FC Barcelona:
Valdés, Alves, Piqué (Márquez), Puyol, Abidal, Busquets, Xavi, Keita, Henry, Ibrahimović (Pedro), Messi (Iniesta).
rezerwowi: Pinto, Maxwell, Márquez, Czyhrynski, Touré, Iniesta, Pedro.
Racing:
Toño, Pinillos, Morris, Henrique, Sepsi, Diop (Colsa), Lacen, Serrano, Arana, Munitis (Luis García), Geijo (Xisco).
rezerwowi: Coltorti, Moraton, Oriol, Crespo, Colsa, Luis García, Xisco.
Racing Santander - Barcelona 1:4 (0:3)
0:1 Ibrahimovic 20'
0:2 Messi 23'
0:3 Piqué 26'
0:4 Messi 63'
1:4 Serrano 72'
Trzy szybkie i do domu
Pep Guardiola nie zlekceważył rywala i wystawił możliwie najmocniejszy skład. Jedna pozycja, która nie była najmocniej obsadzoną to pozycja defensywnego pomocnika, ponieważ w wyjściowej jedenastce znalazł się Busquets, a nie Yaya Touré.
Mecz zaczął się niemrawo. Na boisku zawodnicy poruszali się po namoczonej murawie niczym muchy w smole. Taka sytuacja utrzymywała się do 20. minuty, kiedy to do prawdziwego natarcia ruszyli zawodnicy Barcelony. Na przestrzeni następnych sześciu minut kataloński smok ukąsił trzykrotnie oraz zaliczył jeden niewiele chybiony atak. Najpierw po sprytnym rozegraniu rzutu wolnego bramkę głową zdobył wykorzystując podanie Messiego i swój nieprzeciętny wzrost Zlatan Ibrahimović. Warto zwrócić uwagę, iż ‘przeskoczonym' obrońcą był wypożyczony z Barcelony Henrique.
Raptem kilkadziesiąt sekund później, zaraz po rozpoczęciu gry od środka boiska przez Racing, piłkę wyłuskał Messi, a do piłki doskoczył Szwed. Niestety po jego sprytnym strzale pod ręką bramkarza futbolówka trafiała w słupek. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. Około 150 sekund po trafieniu w słupek bramkę po wspaniałej akcji zdobył Messi. Argentyńczyk w gąszczu zawodników w biało-zielonych strojach wymienił piłkę z Xavim, aby następnie kompletnie zmylić defensywę przeciwnika jednym zwodem i strzelić w lewy róg bramki strzeżonej przez Toño.
Kolejne 180 sekund później było już 0:3. Po zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym Ibracadabra wspaniale wypatrzył Piqué i obsłużył go nietuzinkowym zagraniem piętą. Gerard zdobył następnie drugą bramkę dla Barcelony w La Liga w historii swoich występów.
W końcówce pierwszej połowy nieuznany został jeszcze gol samobójczy jednego z obrońców Racingu, gdyż sędzia uznał że Messi absorbował jego uwagę.
Warto na koniec przytoczyć jeszcze procent posiadania piłki w pierwszej połowie: 26% Racing Santander (warto zaznaczyć: gospodarz)/ 74% FC Barcelona.
Ale nuuudy...
Dla przeciętnego kibica każdej innej drużyny oprócz mierzących się dzisiaj rywali ten mecz mógł skończyć się po 26 minutach. Wyraźnie widać było, że jednym się niezbyt chce, a drudzy niezbyt potrafią. Dopiero w końcówce meczu zawodnicy nieco się ożywili, ale trwało jedynie kilka minut. Tak naprawdę ozdobą drugiej połowy były bramki Oscara Serrano (72 minuta) oraz Messiego (63 minuta), a także pojedynki tego pierwszego z Danim Alvesem toczone na prawym skrzydle.
Bramka na 4:0 dla Barcelony zdobyta przez Argentyńczyka niewiele odstawała pod względem estetycznego wrażenia od tej z pierwszej połowy. Z tą różnicą, że tym razem Lionel całą akcję rozpoczął, rozegrał oraz wykończył sam. Schodząc z prawego skrzydła zmylił balansem ciała całą linie defensywna gospodarzy i ponownie strzałem w lewy róg sfinalizował swoje działo zniszczenia. Kilka sekund później, apelujący o pozostawieniu w stolicy Katalonii ‘zmęczonego' Messiego trener Racingu, mógł odetchnąć. W jego miejscu na placu gry pojawił się Iniesta.
Ciekawostką jest to, że chyba po raz pierwszy w historii ofensywne trio stanowili w tym momencie Pedro (zastąpił wcześniej Zlatana), Henry oraz Iniesta.
Honorowe trafienie dla gospodarzy w 73 minucie po indywidualnej akcji zdobył Oscar Serrano. Zawodnik ten założył piłkarską ‘siatkę' Márquezowi (zastąpił zakrwawionego i zabandażowanego Piqué) i uderzył piekielnie mocno na bramkę Valdésa. Portero Barcelony nie miał nic do powiedzenia, zwłaszcza że piłka otarła się jeszcze o słupek.
Procent posiadania piłki w całym spotkaniu: Racing 28%/ Barcelona 72%.
Łyżka dziegciu
Warto zwrócić uwagę na to, że Barcelona notuje jeden z najlepszych startów w lidze w historii. Rekordem jest sześć zwycięstw z rzędu na początku ligi, a po meczu z Racingiem Barcelona ma na swoim koncie już 12 punktów w czterech spotkaniach. Jednakże Pep Guardiola nie byłby sobą, gdyby nie znalazł powodów do zmartwień po dzisiejszym spotkaniu. Jakież to mogą być powody? Oto kilka moich propozycji:
1) Nierozważna gra w defensywie przy wysokim prowadzeniu
Podobnego błędu gracze Barcelony nie wystrzegli się podczas spotkania w sobotę z Atletico Madryt, a kosztowało to dwie stracone bramki i kilka groźnych sytuacji. Również w spotkaniu z Racingiem można była ze zdziwieniem obserwować zabawy zapałkami na beczce prochu w wykonaniu prawie całej formacji defensywnej Katalończyków. Brylowali w tym Valdés (może z nudów?), Abidal oraz Alves.
2) Słaba gra Henry'ego i asekurancka postawa Iniesty
Niestety trzeba przyznać, że Francuz źle wszedł w sezon. Odstaje od reszty drużyny pod względem motorycznym. Jest często spóźniony o ułamki sekund, nie utrzymuje tempa gry, często się przewraca przy drobnym kontakcie z przeciwnikiem. Z drugiej strony prezentuje naprawdę dobrą grę w ataku pozycyjnym.
Jeśli chodzi o Iniestę, to widać, że jest na razie cieniem zawodnika z zeszłego sezonie. Na pewno brakuje mu ogrania, ale co rzuca się w oczy, to ewidentny unikanie kontaktu z przeciwnikiem, asekurancka gra, strach przed odnowieniem kontuzji.
3) Potencjalna kontuzja Zlatana Ibrahimovicia, zakrwawiona głowa Piqué
Chrupnięcie kostki Zlatana słychać było prawie z ekranów. Niby Szwed wrócił na boisku na kilka minut, ale wciąż widać było grymas bólu na jego twarzy. Należy mieć na dzieje, że po latach treningów taekwondo, które od najmłodszych lat uprawiał, wzmocniło na tyle jego stopy by nie odnieść kontuzji po tak fatalnym stąpnięciu.
Z kolei Piqué otrzymał przypadkowy cios korkiem w głowę, co spowodowało olbrzymi wyciek posoki z jego narządu standardowo odpowiedzialnego jedynie za myślenie. Nie przeszkodziło to Katalończykowi w zdobyciu bramki, więc miejmy nadzieje, że nie wykluczy go z gry w następnych spotkaniach Barcelony.
FC Barcelona:
Valdés, Alves, Piqué (Márquez), Puyol, Abidal, Busquets, Xavi, Keita, Henry, Ibrahimović (Pedro), Messi (Iniesta).
rezerwowi: Pinto, Maxwell, Márquez, Czyhrynski, Touré, Iniesta, Pedro.
Racing:
Toño, Pinillos, Morris, Henrique, Sepsi, Diop (Colsa), Lacen, Serrano, Arana, Munitis (Luis García), Geijo (Xisco).
rezerwowi: Coltorti, Moraton, Oriol, Crespo, Colsa, Luis García, Xisco.
Racing Santander - Barcelona 1:4 (0:3)
0:1 Ibrahimovic 20'
0:2 Messi 23'
0:3 Piqué 26'
0:4 Messi 63'
1:4 Serrano 72'
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (430)