Oceny za mecz z Realem Madryt
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Piqué 7, a Iniesta 5.5".
Komentarz: Zacznijmy od tego, że El Clasico zawsze wywołuje ogromne emocje i gdybyśmy mieli wystawiać oceny wczoraj, to zapewne Puyol zostałby przez nas całkowicie zmitologizowany, a Sergio w sposób niewybredny zmieszany z błotem. Już wczoraj w składzie, który obserwował spotkanie w poznańskiej "Warce" (Blazeq, Challenger, Looky, Robertinho, SZUMI) stworzyliśmy zarys ocen, a dziś, nieco zmęczeni po świętowaniu sukcesu, podjęliśmy się analizy meczu. Po powtórnym obejrzeniu spotkania możemy zapewnić, iż oceny przez nas wystawione nie są obarczone błędem spowodowanym nadmierną euforią.
Komentarz 2: Chcielibyśmy także nadmienić, że ostatecznie zdecydowaliśmy się podnieść Inieście ocenę za mecz z Interem o jedno oczko.
Valdés - 9 - Jeden błąd naszego portero mógł nas pozbawić punktów. Na szczęście Victor błędów nie popełniał, dobrze czytał grę i świetnie się ustawiał. Fantastycznie obronił strzał Cristiano Ronaldo. Ponadto bardzo mądrze wychodził do podań obrońców, dzięki czemu zawsze mieli oni alternatywę w razie dobrego pressingu przeciwnika. Valdés był wczoraj praktycznie bezbłędny i po raz kolejny udowodnił swoją wartość. Jego gra na przedpolu, umiejętność szybkiego startu do piłki, a przede wszystkim zrozumienie specyfiki gry w bramce Barcelony po raz wtóry przepełniły nas zdumieniem.
Alves - 8 - Jego pierwsze dośrodkowania wołały o pomstę do nieba. Z czasem spisywał się jednak coraz lepiej, ale obrońcy Realu nie pozwalali mu w pełni rozwinąć skrzydeł. W pierwszych trzydziestu minutach każde jego wyjście do przodu powodowało natychmiastowe posłanie piłki na prawe skrzydło przez rozgrywających Realu, co powodowało destabilizacje w szykach obronnych Katalończyków. W drugiej połowie dwa razy dograł na tyle precyzyjne, że można go uznać za jednego z głównych twórców wczorajszego sukcesu. Pierwsze dogranie na bramkę zamienił Ibrahimović, natomiast drugie zmarnował Leo Messi. W defensywie Brazylijczyk zagrał solidnie, ale nie zawsze był w stanie zdążyć wrócić przy szybkich kontratakach rywala.
Puyol - 10 - Jeden z najlepszych występów Carlesa w historii Barçy. Pierwsze przegrane starcie z Cristiano Ronaldo podziałało na niego jak płachta na byka. Z wielkim poświęceniem wybijał piłki, które fani Realu (i Barcelony) już widzieli w siatce Dumy Katalonii. Powstrzymywał piłkarzy gości w powietrzu i na ziemi. Dyrygował grą i wnosił do zespołu ducha walki. Jego ofiarne interwencje kilkakrotnie uratowały zespół od utraty bramki. Chyba pierwszy raz w historii widzieliśmy (około 85. min) kapitana "ziejącego" ze zmęczenia. Jak na dającego przykład kapitana przystało, zostawił serce na boisku. Nie wyobrażamy sobie, żeby kapitan był w stanie wznieść się na jeszcze wyższy poziom. Genialny mecz Puyola.
Piqué - 9 - Gerard Piqué i Carles Puyol to takie dwa dobra komplementarne, które wzajemnie się uzupełniają. Nasi stoperzy tworzyli, zwłaszcza po przerwie, zaporę nie do przejścia. Piqué, podobnie jak Tarzan, znakomicie czyścił przedpole Barçy, kilkakrotnie niwelując zagrożenie ze strony Kaki, Ronaldo czy Higuaina. To był chyba jeden z najtrudniejszych meczów, jakie przyszło młodemu obrońcy rozegrać w barwach Barcelony. Często musiał interweniować, co gorsza w większości przypadków w polu karnym. Mimo to tylko raz dał sędziemu pretekst do podyktowania rzutu karnego. W tej, patrząc obiektywnie, dość kontrowersyjnej sytuacji Mallenco nie zdecydował się wskazać na wapno. Piqué miał wiele odbiorów i grał bardzo mądrze. Mógł nawet rozstrzygnąć losy spotkania, ale jego uderzenie głową było minimalnie niecelne. Rewelacyjny występ " Piquénbauera".
Abidal - 7 - Dominował na lewej stronie boiska, zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Jedna z jego zaskakujących szarż ofensywnych mogła zakończyć się bramką, niestety piłka po strzale Francuza minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Casillasa. Ocenę może obniżać jego głupia strata, która mogła dać bramkę Realowi.
Sergio Busquets - 4- Skrócony wzór wyliczenia oceny Sergio: (7+1)/2=4. W pierwszej połowie młody Hiszpan zasłużył na "siódemkę" - nie przestraszył się rywala, starając się spełniać nie tylko defensywne zadania, ale także dryblując w ofensywie. Często odbierał piłkę i popełniał niewiele błędów. Szybko złapane 2 żółte kartki w drugich 45. minutach zaowocowały kartonikiem koloru czerwonego. O ile pierwsza kartka była spowodowana typowym zagraniem dla defensywnego pomocnika, o tyle drugie napomnienie było spowodowane głupotą w postaci przedziwnego odruchu, którego młodzian nie potrafił powstrzymać. Po meczu powiedział: "Nie miałem zamiaru zagrać ręką. Wiedziałem, że mam już żółtą kartę na koncie i chciałem przeciąć lot piłki nogą". To jednak nie umniejsza faktu, że poważnie naraził zwycięstwo w najważniejszym spotkaniu pierwszej połowy sezonu. A reakcja Guardioli nie wróżyła młodzianowi zbyt przyjemnej pogawędki z coachem.
Keita - 5 - Malijczyk nie zachwycił. Podawał zbyt późno lub za wcześnie, był często spóźniony przy interwencjach w defensywie. Bezwzględnie powinien odpocząć, ponieważ taki brak czucia gry ewidentnie wynika ze zmęczenia. Nie można oczywiście odebrać mu woli walki, ale w tym meczu same chęci to było za mało.
Xavi - 6 - Trzeba to oddać zawodnikom Realu - wykluczyli oni rozgrywającego Barcelony z gry. Rzadko był on w stanie zaskoczyć przeciwnika prostopadłym podaniem, a na dodatek był skutecznie wypychany jak najdalej pola karnego gości.
Iniesta - 6 - Gra się tak jak przeciwnik pozwala. Tym razem rywal nie pozwolił na to, by Iniesta wraz z Xavim pokazali pełnie swoich możliwości. Iniesta tracił zbyt wiele piłek na rzecz graczy Realu. Wielokrotnie po dobrym zagraniu, za które należały mu się brawa, notował stratę spowodowana zbyt szybkim uwierzeniem w siebie. Z całą pewnością na plus zaliczyć mu można wiele sekund, które w końcówce spotkania "odebrał" graczom Królewskich długo holując piłkę oraz humorystyczne starcie z C. Ronaldo.
Henry - 4 "Powiedz, gdzie jesteś?" Tytuł piosenki Krzysztofa "Kasy" Kasowskiego byłby idealnym tytułem panelu dyskusyjnego na temat formy Francuza. Bez polotu, bez fantazji, bez szybkości. Za to z ogromną ilością spalonych i nietęgich grymasów na twarzy. Francuz w niczym nie przypominał siebie z ostatnich derbów, kiedy to miał ogromny wkład w wyjazdowe zwycięstwo 6-2. Niemal całkowicie bezproduktywny. Spośród wszystkich napastników grał najsłabiej w destrukcji, a jednocześnie nie stanowił żadnego zagrożenia pod bramką Realu.
Messi - 7 Zdecydowanie brakło postawienia kropki nad "i" w ostatnich minutach spotkania, kiedy to stojąc oko w oko z Ikerem zdecydowanie się nie popisał. Z drugiej strony gra z taką obstawą jaką miał Messi wymaga nie lada wysiłku oraz umiejętności. Kiedy Argentyńczyk przyjmował piłkę, zazwyczaj miał obok siebie 3 rywali. Efektem tego był fakt, iż prawie cały blok defensywny Królewskich został obdarowany żółtymi prezentami od sędziego za nieczyste zagrania na Argentyńczyku. W pierwszej połowie zgaszony, w drugiej zaś poczynał sobie znacznie lepiej. Po uzyskaniu prowadzenia Leo Messi bardzo długo utrzymywał się przy piłce, zyskując dla Barçy cenne sekundy. Warto przypomnieć kilka dobrych powrotów Leo pod własne pole karne.
Rezerwowi:
Ibrahimović - 8 - Byliśmy świadkami wstąpienia śmiertelnika do panteonu bóstw. Nic bardziej nie wykuje nazwiska piłkarza złotymi zgłoskami na kartach historii piłki nożnej, niż bramka strzelona po 6 minutach przebywania na boisku, gdy drużynie niezbyt się wiedzie w poczynaniach ofensywnych, podczas najważniejszego piłkarskiego święta na świecie, które wg różnych szacunków ogląda na żywo od 700 milionów do 1 miliarda ludzi. Poza tym spełniał swoje zadania wygrywając walkę o górne piłki, bądź gdy je przegrywał to był faulowany. Nie mógł w pełni rozwinąć skrzydeł, co spowodowane było bardziej defensywnym nastawieniem zespołu po czerwonej kartce dla Busquetsa. Jego występ można zatytułować "Wejście smoka", choć Ibra ani nie wygląda na Bruce'a Lee ani nic nam nie wiadomo o jego innych korzeniach niż bałkańskie.
Yaya Touré - 7 Dał drużynie potrzebny spokój. Zastąpił Keitę, ale zagrał na pozycji Sergio Busquetsa. W pełni wywiązał się ze swoich zadań, pozwalając Barcelonie toczyć wyrównany bój z mającym przewagę liczebną Realem.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Piqué 7, a Iniesta 5.5".
Komentarz: Zacznijmy od tego, że El Clasico zawsze wywołuje ogromne emocje i gdybyśmy mieli wystawiać oceny wczoraj, to zapewne Puyol zostałby przez nas całkowicie zmitologizowany, a Sergio w sposób niewybredny zmieszany z błotem. Już wczoraj w składzie, który obserwował spotkanie w poznańskiej "Warce" (Blazeq, Challenger, Looky, Robertinho, SZUMI) stworzyliśmy zarys ocen, a dziś, nieco zmęczeni po świętowaniu sukcesu, podjęliśmy się analizy meczu. Po powtórnym obejrzeniu spotkania możemy zapewnić, iż oceny przez nas wystawione nie są obarczone błędem spowodowanym nadmierną euforią.
Komentarz 2: Chcielibyśmy także nadmienić, że ostatecznie zdecydowaliśmy się podnieść Inieście ocenę za mecz z Interem o jedno oczko.
Valdés - 9 - Jeden błąd naszego portero mógł nas pozbawić punktów. Na szczęście Victor błędów nie popełniał, dobrze czytał grę i świetnie się ustawiał. Fantastycznie obronił strzał Cristiano Ronaldo. Ponadto bardzo mądrze wychodził do podań obrońców, dzięki czemu zawsze mieli oni alternatywę w razie dobrego pressingu przeciwnika. Valdés był wczoraj praktycznie bezbłędny i po raz kolejny udowodnił swoją wartość. Jego gra na przedpolu, umiejętność szybkiego startu do piłki, a przede wszystkim zrozumienie specyfiki gry w bramce Barcelony po raz wtóry przepełniły nas zdumieniem.
Alves - 8 - Jego pierwsze dośrodkowania wołały o pomstę do nieba. Z czasem spisywał się jednak coraz lepiej, ale obrońcy Realu nie pozwalali mu w pełni rozwinąć skrzydeł. W pierwszych trzydziestu minutach każde jego wyjście do przodu powodowało natychmiastowe posłanie piłki na prawe skrzydło przez rozgrywających Realu, co powodowało destabilizacje w szykach obronnych Katalończyków. W drugiej połowie dwa razy dograł na tyle precyzyjne, że można go uznać za jednego z głównych twórców wczorajszego sukcesu. Pierwsze dogranie na bramkę zamienił Ibrahimović, natomiast drugie zmarnował Leo Messi. W defensywie Brazylijczyk zagrał solidnie, ale nie zawsze był w stanie zdążyć wrócić przy szybkich kontratakach rywala.
Puyol - 10 - Jeden z najlepszych występów Carlesa w historii Barçy. Pierwsze przegrane starcie z Cristiano Ronaldo podziałało na niego jak płachta na byka. Z wielkim poświęceniem wybijał piłki, które fani Realu (i Barcelony) już widzieli w siatce Dumy Katalonii. Powstrzymywał piłkarzy gości w powietrzu i na ziemi. Dyrygował grą i wnosił do zespołu ducha walki. Jego ofiarne interwencje kilkakrotnie uratowały zespół od utraty bramki. Chyba pierwszy raz w historii widzieliśmy (około 85. min) kapitana "ziejącego" ze zmęczenia. Jak na dającego przykład kapitana przystało, zostawił serce na boisku. Nie wyobrażamy sobie, żeby kapitan był w stanie wznieść się na jeszcze wyższy poziom. Genialny mecz Puyola.
Piqué - 9 - Gerard Piqué i Carles Puyol to takie dwa dobra komplementarne, które wzajemnie się uzupełniają. Nasi stoperzy tworzyli, zwłaszcza po przerwie, zaporę nie do przejścia. Piqué, podobnie jak Tarzan, znakomicie czyścił przedpole Barçy, kilkakrotnie niwelując zagrożenie ze strony Kaki, Ronaldo czy Higuaina. To był chyba jeden z najtrudniejszych meczów, jakie przyszło młodemu obrońcy rozegrać w barwach Barcelony. Często musiał interweniować, co gorsza w większości przypadków w polu karnym. Mimo to tylko raz dał sędziemu pretekst do podyktowania rzutu karnego. W tej, patrząc obiektywnie, dość kontrowersyjnej sytuacji Mallenco nie zdecydował się wskazać na wapno. Piqué miał wiele odbiorów i grał bardzo mądrze. Mógł nawet rozstrzygnąć losy spotkania, ale jego uderzenie głową było minimalnie niecelne. Rewelacyjny występ " Piquénbauera".
Abidal - 7 - Dominował na lewej stronie boiska, zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Jedna z jego zaskakujących szarż ofensywnych mogła zakończyć się bramką, niestety piłka po strzale Francuza minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Casillasa. Ocenę może obniżać jego głupia strata, która mogła dać bramkę Realowi.
Sergio Busquets - 4- Skrócony wzór wyliczenia oceny Sergio: (7+1)/2=4. W pierwszej połowie młody Hiszpan zasłużył na "siódemkę" - nie przestraszył się rywala, starając się spełniać nie tylko defensywne zadania, ale także dryblując w ofensywie. Często odbierał piłkę i popełniał niewiele błędów. Szybko złapane 2 żółte kartki w drugich 45. minutach zaowocowały kartonikiem koloru czerwonego. O ile pierwsza kartka była spowodowana typowym zagraniem dla defensywnego pomocnika, o tyle drugie napomnienie było spowodowane głupotą w postaci przedziwnego odruchu, którego młodzian nie potrafił powstrzymać. Po meczu powiedział: "Nie miałem zamiaru zagrać ręką. Wiedziałem, że mam już żółtą kartę na koncie i chciałem przeciąć lot piłki nogą". To jednak nie umniejsza faktu, że poważnie naraził zwycięstwo w najważniejszym spotkaniu pierwszej połowy sezonu. A reakcja Guardioli nie wróżyła młodzianowi zbyt przyjemnej pogawędki z coachem.
Keita - 5 - Malijczyk nie zachwycił. Podawał zbyt późno lub za wcześnie, był często spóźniony przy interwencjach w defensywie. Bezwzględnie powinien odpocząć, ponieważ taki brak czucia gry ewidentnie wynika ze zmęczenia. Nie można oczywiście odebrać mu woli walki, ale w tym meczu same chęci to było za mało.
Xavi - 6 - Trzeba to oddać zawodnikom Realu - wykluczyli oni rozgrywającego Barcelony z gry. Rzadko był on w stanie zaskoczyć przeciwnika prostopadłym podaniem, a na dodatek był skutecznie wypychany jak najdalej pola karnego gości.
Iniesta - 6 - Gra się tak jak przeciwnik pozwala. Tym razem rywal nie pozwolił na to, by Iniesta wraz z Xavim pokazali pełnie swoich możliwości. Iniesta tracił zbyt wiele piłek na rzecz graczy Realu. Wielokrotnie po dobrym zagraniu, za które należały mu się brawa, notował stratę spowodowana zbyt szybkim uwierzeniem w siebie. Z całą pewnością na plus zaliczyć mu można wiele sekund, które w końcówce spotkania "odebrał" graczom Królewskich długo holując piłkę oraz humorystyczne starcie z C. Ronaldo.
Henry - 4 "Powiedz, gdzie jesteś?" Tytuł piosenki Krzysztofa "Kasy" Kasowskiego byłby idealnym tytułem panelu dyskusyjnego na temat formy Francuza. Bez polotu, bez fantazji, bez szybkości. Za to z ogromną ilością spalonych i nietęgich grymasów na twarzy. Francuz w niczym nie przypominał siebie z ostatnich derbów, kiedy to miał ogromny wkład w wyjazdowe zwycięstwo 6-2. Niemal całkowicie bezproduktywny. Spośród wszystkich napastników grał najsłabiej w destrukcji, a jednocześnie nie stanowił żadnego zagrożenia pod bramką Realu.
Messi - 7 Zdecydowanie brakło postawienia kropki nad "i" w ostatnich minutach spotkania, kiedy to stojąc oko w oko z Ikerem zdecydowanie się nie popisał. Z drugiej strony gra z taką obstawą jaką miał Messi wymaga nie lada wysiłku oraz umiejętności. Kiedy Argentyńczyk przyjmował piłkę, zazwyczaj miał obok siebie 3 rywali. Efektem tego był fakt, iż prawie cały blok defensywny Królewskich został obdarowany żółtymi prezentami od sędziego za nieczyste zagrania na Argentyńczyku. W pierwszej połowie zgaszony, w drugiej zaś poczynał sobie znacznie lepiej. Po uzyskaniu prowadzenia Leo Messi bardzo długo utrzymywał się przy piłce, zyskując dla Barçy cenne sekundy. Warto przypomnieć kilka dobrych powrotów Leo pod własne pole karne.
Rezerwowi:
Ibrahimović - 8 - Byliśmy świadkami wstąpienia śmiertelnika do panteonu bóstw. Nic bardziej nie wykuje nazwiska piłkarza złotymi zgłoskami na kartach historii piłki nożnej, niż bramka strzelona po 6 minutach przebywania na boisku, gdy drużynie niezbyt się wiedzie w poczynaniach ofensywnych, podczas najważniejszego piłkarskiego święta na świecie, które wg różnych szacunków ogląda na żywo od 700 milionów do 1 miliarda ludzi. Poza tym spełniał swoje zadania wygrywając walkę o górne piłki, bądź gdy je przegrywał to był faulowany. Nie mógł w pełni rozwinąć skrzydeł, co spowodowane było bardziej defensywnym nastawieniem zespołu po czerwonej kartce dla Busquetsa. Jego występ można zatytułować "Wejście smoka", choć Ibra ani nie wygląda na Bruce'a Lee ani nic nam nie wiadomo o jego innych korzeniach niż bałkańskie.
Yaya Touré - 7 Dał drużynie potrzebny spokój. Zastąpił Keitę, ale zagrał na pozycji Sergio Busquetsa. W pełni wywiązał się ze swoich zadań, pozwalając Barcelonie toczyć wyrównany bój z mającym przewagę liczebną Realem.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (95)