Laudrup: Barcelona Guardioli gra niesamowicie
Michael Laudrup, który swego czasu był piłkarzem Barcelony, rozpoczął 8 lat temu karierę trenerską. Po czterech sezonach w Brondby Kopenhaga oraz epizodach w Getafe i Spartaku Moskwa, w obecnym sezonie jest bezrobotny. Niedawno odrzucił ofertę powrotu do Primera Division jako szkoleniowiec Atlético Madryt, ponieważ, jak sam stwierdził, wybiera tylko stabilne drużyny. Powiedział, że wróci do trenowania tylko wtedy, kiedy znajdzie się klub, który złoży mu solidną, długoterminową ofertę. Wolny czas spędza czas obserwując postępy FC Barcelony i grając w drużynie weteranów Realu Madryt. W rozmowie z dziennikarzami El Mundo Deportivo porównuje odwiecznych rywali, odnosząc się do swoich doświadczeń w obydwu drużynach.
Dlaczego nie przyjął Pan oferty Atlético Madryt?
To już przeszłość. Nieczęsto wracam do tego tematu, po prostu powiedziałem "nie, dziękuję".
Często wraca Pan myślami do meczu Getafe z Bayernem w Pucharze UEFA?
Dziwię się, że po dwóch latach od tamtego wydarzenia kibice na całym świecie wciąż o nim pamiętają. Gdziekolwiek bym nie pojechał, wszędzie ludzie pytają mnie o Getafe i mecz z Bayernem. Wydaje się, jakby pół świata oglądało tamto spotkanie. Niewątpliwie przejdzie ono do historii... Nie tylko historii Getafe.
Czy kibice Getafe pamiętają Pana szczególnie z powodu ćwierćfinału Pucharu UEFA?
Nie, nie tylko. Zrobiliśmy razem dużo dobrego - pokonaliśmy przecież Benficę, Tottenham, Anderlecht.
Co Pan sądzi o stylu gry FC Barcelony?
To coś niesamowitego. Barça to bardzo silna drużyna, i grają bardzo dobrze. Poza tym, kibice nie są przyzwyczajeni do zespołów, które nie przegrywają spotkań przez pół sezonu. Sam nie mogę sobie żadnego przypomnieć... Barcelona nie przegrywa, a imponuje tym bardziej, że wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza swoim wychowankom. To nie jest sukces, który osiąga się dzięki dwóm czy trzem sezonom pracy. Wydaje mi się, że to wszystko zaczęło się od przyjścia Cruyffa w 1988 roku. Przez ponad 20 lat Barça gra w jednym stylu, mimo że grało w niej tak wielu piłkarzy. Był okres, kiedy występowało tam zbyt wielu obcokrajowców, ale teraz jest idealnie. Idealna mieszanka piłkarzy zagranicznych i wychowanków.
Dlaczego szkółka FC Barcelony działa tak wspaniale, a inne, na przykład Realu Madryt, nie?
Kluczem do sukcesu jest uczenie stylu gry już od najmłodszych lat. Kiedy piłkarz przechodzi przez kolejne stadia cantery, wie doskonale, jak ma grać. Już najmłodsze roczniki drużyny są przygotowywane do gry w takim samym ustawieniu, jak pierwszy zespół. Niewiele klubów w Europie hołduje takiemu stylowi, wydaje mi się, że dobrym przykładem byłby tu Ajax.
A Pep? Ma coś wspólnego z sukcesem zespołu?
Oczywiście, pracuje bardzo ciężko dla dobra ekipy. Znam go tylko jako piłkarza, więc nie mam pojęcia, jakie są jego metody treningowe, jednak wyniki mówią same za siebie. To, co najważniejsze, to jego pochodzenie. Pep pochodzi z Barcelony - tu się wychował, tu stawiał pierwsze kroki w piłkarskiej karierze. Doskonale zna otoczenie i umie się w nim poruszać. Wiem o tym, bo sam grałem tam przez pięć lat. To, co mówi Guardiola o klubie, zawsze ma sens. Wie, kiedy trzeba podnieść morale, a kiedy wymusić więcej pracy. Jest świadomy, jak działa FC Barcelona i wykorzystuje to wspaniale.
Jego jedynym doświadczeniem przed przyjściem do pierwszego zespołu było trenowanie rezerw...
I nikt nie wierzył, że może być wspaniałym trenerem. Dzięki temu, co zrobił z Barçą, wiele rzeczy w świecie futbolu uległo diametralnym zmianom. Na przykład, teraz już nikt nie powie, że żeby trenować wielki klub, trzeba być doświadczonym trenerem. Trzydziestokilkuletni Pep zrobił więcej, niż wielu szkoleniowców z wieloletnim doświadczeniem. Nawet, gdyby Barça odpadła z Ligi Mistrzów w meczu z Chelsea, nikt nie mógłby umniejszać jego zasług.
Michel powiedział niedawno, że w piłce nożnej kiedyś punktem odniesienia był Milan Sacchiego, a teraz jest nim Barça Guardioli. To prawda?
Czas pokaże. Już teraz wygrali wszystko, i na pewno w tym sezonie też coś wygrają. Zależy, jak długo utrzymają się na szczycie. To tak samo, jak z porównywaniem, która Barça była lepsza: ta Cruyffa, ta Rijkaarda czy obecna. Na wszystkie pytania odpowiedzą tytuły i styl, który najbardziej przypadnie do gustu kibicom. Jak na razie, tytuły przemawiają za Cruyffem, ale Pep ma wszelkie predyspozycje, aby go dogonić. Szczerze mówiąc, uważam obecny zespół za lepszy od naszego, ale nas wszyscy wspominają z uczuciem, bo byliśmy pierwsi.
Mówi Pan, że Barça wygra coś w tym sezonie?
Sądzę, że tak. W lidze jedynymi, którzy mogą jej zagrozić, są Królewscy. Mimo dużej ilości punktów, jaką zgromadziła do tej pory Blaugrana, musimy pamiętać, że Real traci do niej tylko pięć "oczek". Dodatkowo, patrząc na kalendarz rozgrywek wydaje mi się, że Los Blancos będą mieli łatwiejszą rundę wiosenną. Czas pokaże.
Real Madryt gra nudno. Nie wydaje się Panu, że wciąż czegoś im brakuje?
Piłkarze Pellegriniego grają inaczej niż Barca, od zawsze tak było i każdy się z tym zgodzi. Nie można porównywać stylu gry obu drużyn. Madryt nigdy nie grał jak Blaugrana, nawet gdy pięć razy z rzędu wygrywali La Liga. Zawsze koncentrowali się bardziej na umiejętnościach indywidualnych swoich gwiazd, niż na grze zespołowej. Teraz ten aspekt się wyrównał.
Dlaczego więc nie grają pięknie?
Real sprowadził latem wielu piłkarzy, wiele gwiazd, przyzwyczajonych do tego, że cały zespół gra dla nich. Teraz, w jednym klubie spotkały się trzy takie gwiazdy - Kaká, Benzema i Ronaldo. Do tej pory zawsze robili na boisku co chcieli, a teraz muszą nauczyć się grać razem. Jeżeli trzech piłkarzy w jedenastce ma wolne pole do popisu, to można łatwo zmylić rywala - ale jeszcze szybciej zmyli się wtedy własną ekipę. Ostatnio grają coraz lepiej, wydaje mi się, że zaczęli się poznawać i współpracować.
Jako były piłkarz obu klubów, który z nich jest bliższy Pana sercu? Komu będzie Pan kibicował w walce o mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów?
Dla mnie to obojętne. Jestem dumny, że mogłem grać w dwóch największych hiszpańskich klubach. Nie mam faworyta, lubię oglądać obie drużyny w akcji, jednak w ciągu ostatnich dwóch lat częściej oglądam Barçę. Obserwowanie rozwoju Realu także jest przyjemne, szczególnie to, jak zgrywają się ze sobą największe indywidualności światowego futbolu. W Barcelonie nie brakuje gwiazd, jednak od dawna grają razem, i działają jako zespół.
Sądzi Pan, że Pep Guardiola będzie trenerem FC Barcelony przez wiele sezonów?
Nie mam pojęcia. Jest wielka różnica między grą na wysokim poziomie i trenowaniem klubu na wysokim poziomie. Jako piłkarz, jakkolwiek byś się nie nazywał, zawsze masz ponad dwudziestu kolegów w klubie. Jako trener, wygląda to trochę inaczej - jeśli masz szczęście, możesz odnaleźć przyjaciół w sztabie technicznym, jednak w większości przypadków jesteś bardziej samotny. Musisz myśleć o wszystkim - o piłkarzach którzy grają, o tych którzy nie grają, o kolejnym spotkaniu, o spotkaniu, które właśnie się zakończyło...
Bycie trenerem to cięższa praca niż bycie piłkarzem?
O wiele trudniejsza. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia jakiegokolwiek trenera przed przyjściem do klubu i po jakimś czasie. Ciąży nad nimi wielka presja, a oni sami nie wiedzą, kiedy przestać. Uważam, że najlepszym wyjściem dla trenerów jest odpoczywanie od pracy co kilka lat. Takie przerwy pozwalają wrócić do równowagi.
Gra Pan w zespole weteranów Realu. Wciąż czuje Pan potrzebę biegania po murawie?
Teraz robię to dla czystej przyjemności. Nie myślę o występach w oficjalnych spotkaniach zespołu, nie planuję również znowu zakładać koszulki Realu Madryt.
[źródło: Mundo Deportivo]
Dlaczego nie przyjął Pan oferty Atlético Madryt?
To już przeszłość. Nieczęsto wracam do tego tematu, po prostu powiedziałem "nie, dziękuję".
Często wraca Pan myślami do meczu Getafe z Bayernem w Pucharze UEFA?
Dziwię się, że po dwóch latach od tamtego wydarzenia kibice na całym świecie wciąż o nim pamiętają. Gdziekolwiek bym nie pojechał, wszędzie ludzie pytają mnie o Getafe i mecz z Bayernem. Wydaje się, jakby pół świata oglądało tamto spotkanie. Niewątpliwie przejdzie ono do historii... Nie tylko historii Getafe.
Czy kibice Getafe pamiętają Pana szczególnie z powodu ćwierćfinału Pucharu UEFA?
Nie, nie tylko. Zrobiliśmy razem dużo dobrego - pokonaliśmy przecież Benficę, Tottenham, Anderlecht.
Co Pan sądzi o stylu gry FC Barcelony?
To coś niesamowitego. Barça to bardzo silna drużyna, i grają bardzo dobrze. Poza tym, kibice nie są przyzwyczajeni do zespołów, które nie przegrywają spotkań przez pół sezonu. Sam nie mogę sobie żadnego przypomnieć... Barcelona nie przegrywa, a imponuje tym bardziej, że wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza swoim wychowankom. To nie jest sukces, który osiąga się dzięki dwóm czy trzem sezonom pracy. Wydaje mi się, że to wszystko zaczęło się od przyjścia Cruyffa w 1988 roku. Przez ponad 20 lat Barça gra w jednym stylu, mimo że grało w niej tak wielu piłkarzy. Był okres, kiedy występowało tam zbyt wielu obcokrajowców, ale teraz jest idealnie. Idealna mieszanka piłkarzy zagranicznych i wychowanków.
Dlaczego szkółka FC Barcelony działa tak wspaniale, a inne, na przykład Realu Madryt, nie?
Kluczem do sukcesu jest uczenie stylu gry już od najmłodszych lat. Kiedy piłkarz przechodzi przez kolejne stadia cantery, wie doskonale, jak ma grać. Już najmłodsze roczniki drużyny są przygotowywane do gry w takim samym ustawieniu, jak pierwszy zespół. Niewiele klubów w Europie hołduje takiemu stylowi, wydaje mi się, że dobrym przykładem byłby tu Ajax.
A Pep? Ma coś wspólnego z sukcesem zespołu?
Oczywiście, pracuje bardzo ciężko dla dobra ekipy. Znam go tylko jako piłkarza, więc nie mam pojęcia, jakie są jego metody treningowe, jednak wyniki mówią same za siebie. To, co najważniejsze, to jego pochodzenie. Pep pochodzi z Barcelony - tu się wychował, tu stawiał pierwsze kroki w piłkarskiej karierze. Doskonale zna otoczenie i umie się w nim poruszać. Wiem o tym, bo sam grałem tam przez pięć lat. To, co mówi Guardiola o klubie, zawsze ma sens. Wie, kiedy trzeba podnieść morale, a kiedy wymusić więcej pracy. Jest świadomy, jak działa FC Barcelona i wykorzystuje to wspaniale.
Jego jedynym doświadczeniem przed przyjściem do pierwszego zespołu było trenowanie rezerw...
I nikt nie wierzył, że może być wspaniałym trenerem. Dzięki temu, co zrobił z Barçą, wiele rzeczy w świecie futbolu uległo diametralnym zmianom. Na przykład, teraz już nikt nie powie, że żeby trenować wielki klub, trzeba być doświadczonym trenerem. Trzydziestokilkuletni Pep zrobił więcej, niż wielu szkoleniowców z wieloletnim doświadczeniem. Nawet, gdyby Barça odpadła z Ligi Mistrzów w meczu z Chelsea, nikt nie mógłby umniejszać jego zasług.
Michel powiedział niedawno, że w piłce nożnej kiedyś punktem odniesienia był Milan Sacchiego, a teraz jest nim Barça Guardioli. To prawda?
Czas pokaże. Już teraz wygrali wszystko, i na pewno w tym sezonie też coś wygrają. Zależy, jak długo utrzymają się na szczycie. To tak samo, jak z porównywaniem, która Barça była lepsza: ta Cruyffa, ta Rijkaarda czy obecna. Na wszystkie pytania odpowiedzą tytuły i styl, który najbardziej przypadnie do gustu kibicom. Jak na razie, tytuły przemawiają za Cruyffem, ale Pep ma wszelkie predyspozycje, aby go dogonić. Szczerze mówiąc, uważam obecny zespół za lepszy od naszego, ale nas wszyscy wspominają z uczuciem, bo byliśmy pierwsi.
Mówi Pan, że Barça wygra coś w tym sezonie?
Sądzę, że tak. W lidze jedynymi, którzy mogą jej zagrozić, są Królewscy. Mimo dużej ilości punktów, jaką zgromadziła do tej pory Blaugrana, musimy pamiętać, że Real traci do niej tylko pięć "oczek". Dodatkowo, patrząc na kalendarz rozgrywek wydaje mi się, że Los Blancos będą mieli łatwiejszą rundę wiosenną. Czas pokaże.
Real Madryt gra nudno. Nie wydaje się Panu, że wciąż czegoś im brakuje?
Piłkarze Pellegriniego grają inaczej niż Barca, od zawsze tak było i każdy się z tym zgodzi. Nie można porównywać stylu gry obu drużyn. Madryt nigdy nie grał jak Blaugrana, nawet gdy pięć razy z rzędu wygrywali La Liga. Zawsze koncentrowali się bardziej na umiejętnościach indywidualnych swoich gwiazd, niż na grze zespołowej. Teraz ten aspekt się wyrównał.
Dlaczego więc nie grają pięknie?
Real sprowadził latem wielu piłkarzy, wiele gwiazd, przyzwyczajonych do tego, że cały zespół gra dla nich. Teraz, w jednym klubie spotkały się trzy takie gwiazdy - Kaká, Benzema i Ronaldo. Do tej pory zawsze robili na boisku co chcieli, a teraz muszą nauczyć się grać razem. Jeżeli trzech piłkarzy w jedenastce ma wolne pole do popisu, to można łatwo zmylić rywala - ale jeszcze szybciej zmyli się wtedy własną ekipę. Ostatnio grają coraz lepiej, wydaje mi się, że zaczęli się poznawać i współpracować.
Jako były piłkarz obu klubów, który z nich jest bliższy Pana sercu? Komu będzie Pan kibicował w walce o mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów?
Dla mnie to obojętne. Jestem dumny, że mogłem grać w dwóch największych hiszpańskich klubach. Nie mam faworyta, lubię oglądać obie drużyny w akcji, jednak w ciągu ostatnich dwóch lat częściej oglądam Barçę. Obserwowanie rozwoju Realu także jest przyjemne, szczególnie to, jak zgrywają się ze sobą największe indywidualności światowego futbolu. W Barcelonie nie brakuje gwiazd, jednak od dawna grają razem, i działają jako zespół.
Sądzi Pan, że Pep Guardiola będzie trenerem FC Barcelony przez wiele sezonów?
Nie mam pojęcia. Jest wielka różnica między grą na wysokim poziomie i trenowaniem klubu na wysokim poziomie. Jako piłkarz, jakkolwiek byś się nie nazywał, zawsze masz ponad dwudziestu kolegów w klubie. Jako trener, wygląda to trochę inaczej - jeśli masz szczęście, możesz odnaleźć przyjaciół w sztabie technicznym, jednak w większości przypadków jesteś bardziej samotny. Musisz myśleć o wszystkim - o piłkarzach którzy grają, o tych którzy nie grają, o kolejnym spotkaniu, o spotkaniu, które właśnie się zakończyło...
Bycie trenerem to cięższa praca niż bycie piłkarzem?
O wiele trudniejsza. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia jakiegokolwiek trenera przed przyjściem do klubu i po jakimś czasie. Ciąży nad nimi wielka presja, a oni sami nie wiedzą, kiedy przestać. Uważam, że najlepszym wyjściem dla trenerów jest odpoczywanie od pracy co kilka lat. Takie przerwy pozwalają wrócić do równowagi.
Gra Pan w zespole weteranów Realu. Wciąż czuje Pan potrzebę biegania po murawie?
Teraz robię to dla czystej przyjemności. Nie myślę o występach w oficjalnych spotkaniach zespołu, nie planuję również znowu zakładać koszulki Realu Madryt.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (3)