W Madrycie puszczają nerwy
Widząc nagłówki madryckich gazet po zwycięstwie Barçy na El Molinón każdy kibic Dumy Katalonii mógłby pomyśleć, że dziennikarze ze stolicy Hiszpanii oglądali inny mecz niż wszyscy. Według nich, Pedro strzelił decydującą o zwycięstwie bramkę wbrew przepisom, ponieważ w momencie podania znajdował się... Na spalonym! Kibice Barçy pisali do redakcji Sportu alarmujące maile, z których wynikało, że graficy z madryckich gazet "poprawili" nieco zdjęcia dokumentujące bramkę Pedro, aby wyglądało tak, że młody piłkarz znajdował się za ostatnim obrońcą w momencie otrzymania podania od Andrésa Iniesty.
Powtórki telewizyjne nie pozostawiały złudzeń co do słuszności decyzji sędziego. Jednak ze zdjęć w gazetach niespodziewanie zniknęły pasy na murawie, według których można było stwierdzić o zgodnym z przepisami zagraniu Barçy. Cules z miejsca wzniecili bunt przeciwko fałszywym oskarżeniom - na Facebooku powstała grupa o nazwie "Marca przerabia zdjęcia w Paincie", a portal anti-marca.com natychmiast przekazał do redakcji Sportu zdjęcia ze spotkania, które udowodniły że Pedro - w momencie podania - znajdował się na dozwolonej przepisami pozycji.
Nikt w Gijón nie wątpił w prawidłowość strzelonej przez Pedro bramki, a jedyne głosy protestu podniosły się ze stolicy Hiszpanii. Także zagraniczne media nie zwróciły uwagi na jakiekolwiek nieprawidłowości przy zagraniu Pedro. "Czyżby cały świat się mylił, a tylko Madryt miał rację?", pyta retorycznie Sport.
Przy okazji stołeczne media po raz drugi w ciągu ostatnich tygodni odwołały się do "Villarato", czyli domniemanej współpracy FC Barcelony z prezydentem Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, Angelem Marią Villarem. Po raz pierwszy mówiono o niej przy okazji porównywania fauli Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, a teraz temat wrócił jako tło przy "nieprawidłowym" golu w meczu ze Sportingiem.
Oczywiście, media madryckie wciąż starają się zepsuć atmosferę wokół Leo Messiego, nazywając go "brutalnym". Tym razem "As" zwrócił uwagę na zbyt pobłażliwe potraktowanie Argentyńczyka po faulu na Diego Castro - zdaniem gazety powinien on zostać ukarany czerwoną kartką. Z dziewięciu kartek pokazanych na El Molinón, tylko ta powinna ich zdaniem "zmienić kolor".
Madrycka obsesja na punkcie szkalowania opinii FC Barcelony może być wytłumaczona jedynie gniewem na to, że po raz kolejny to kataloński klub jest faworytem do mistrzostwa kraju, grając jednocześnie najpiękniejszy futbol w Europie. Poza tym, Florentino Pérez niewątpliwie obawia się, aby nowy "Projekt Galacticos" nie zakończył się tak, jak pierwsza jego odsłona - czyli bez tytułów. Barcelona wspaniale radzi sobie w La Liga, a Real nie może odrobić do niej strat. W Madrycie mówiono, że Real ostatecznie przeskoczy Barçę w tabeli po meczu na Santiago Bernabeu, jednak do tego spotkania pozostało jeszcze 10 kolejek, a Los Blancos nadal mają pięć punktów straty do lidera.
[źródło: Sport]
Powtórki telewizyjne nie pozostawiały złudzeń co do słuszności decyzji sędziego. Jednak ze zdjęć w gazetach niespodziewanie zniknęły pasy na murawie, według których można było stwierdzić o zgodnym z przepisami zagraniu Barçy. Cules z miejsca wzniecili bunt przeciwko fałszywym oskarżeniom - na Facebooku powstała grupa o nazwie "Marca przerabia zdjęcia w Paincie", a portal anti-marca.com natychmiast przekazał do redakcji Sportu zdjęcia ze spotkania, które udowodniły że Pedro - w momencie podania - znajdował się na dozwolonej przepisami pozycji.
Nikt w Gijón nie wątpił w prawidłowość strzelonej przez Pedro bramki, a jedyne głosy protestu podniosły się ze stolicy Hiszpanii. Także zagraniczne media nie zwróciły uwagi na jakiekolwiek nieprawidłowości przy zagraniu Pedro. "Czyżby cały świat się mylił, a tylko Madryt miał rację?", pyta retorycznie Sport.
Przy okazji stołeczne media po raz drugi w ciągu ostatnich tygodni odwołały się do "Villarato", czyli domniemanej współpracy FC Barcelony z prezydentem Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, Angelem Marią Villarem. Po raz pierwszy mówiono o niej przy okazji porównywania fauli Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, a teraz temat wrócił jako tło przy "nieprawidłowym" golu w meczu ze Sportingiem.
Oczywiście, media madryckie wciąż starają się zepsuć atmosferę wokół Leo Messiego, nazywając go "brutalnym". Tym razem "As" zwrócił uwagę na zbyt pobłażliwe potraktowanie Argentyńczyka po faulu na Diego Castro - zdaniem gazety powinien on zostać ukarany czerwoną kartką. Z dziewięciu kartek pokazanych na El Molinón, tylko ta powinna ich zdaniem "zmienić kolor".
Madrycka obsesja na punkcie szkalowania opinii FC Barcelony może być wytłumaczona jedynie gniewem na to, że po raz kolejny to kataloński klub jest faworytem do mistrzostwa kraju, grając jednocześnie najpiękniejszy futbol w Europie. Poza tym, Florentino Pérez niewątpliwie obawia się, aby nowy "Projekt Galacticos" nie zakończył się tak, jak pierwsza jego odsłona - czyli bez tytułów. Barcelona wspaniale radzi sobie w La Liga, a Real nie może odrobić do niej strat. W Madrycie mówiono, że Real ostatecznie przeskoczy Barçę w tabeli po meczu na Santiago Bernabeu, jednak do tego spotkania pozostało jeszcze 10 kolejek, a Los Blancos nadal mają pięć punktów straty do lidera.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (103)