Przez Mediolan do Madrytu; Inter - Barcelona

Lucas

20 kwietnia 2010, 00:30

120 komentarzy
Po 218 dniach Katalończycy powracają na słynny stadion Giuseppe Meazzy, 85-tysięczny kolos, który w swojej wieloletniej historii był świadkiem wielkich pojedynków. Kibice, którzy zgromadzą się w jutrzejszy wieczór na jego trybunach, znów zobaczą w akcji najlepszych. Inter i Barcelona - mistrzowie swoich krajów, aktualni pretendenci do krajowego tytułu, potężni swoją tradycją, zobligowani do walki o najważniejsze trofeum - Puchar Mistrzów. Droga tych drużyn, po dwóch epizodach w fazie grupowej najlepszych europejskich rozgrywek we wrześniu i listopadzie, znów się krzyżuje.

Bez faworyta

Przypominając ostatnie starcie drużyn prowadzonych przez José Mourinho i Pepa Guardiolę, na włoskim terenie 16 września 2009 roku, trudno rozstrzygnąć, kto był w tamtym spotkaniu lepszy. Mecz 1. kolejki fazy grupowej zakończył się wówczas bezbramkowym remisem, pomimo wielu okazji z obydwu stron. Szumne zapowiedzi ze strony ekspertów, że Katalończycy i Włosi bez problemów wejdą do 1/8 finału, wzięły jednak w łeb, pomimo faktu, iż ci pierwsi na Camp Nou zademonstrowali swój pokaz siły nad ekipą Mourinho, grając przecież w osłabieniu, bez Messiego i Ibrahimovicia. Wynik 2:0 przed ligowymi Gran Derbi w listopadzie zeszłego roku po raz pierwszy unaocznił, że Duma Katalonii jest w stanie po wielkim sezonie kontynuować ścieżkę prowadzącą do obrony Pucharu Europy. Jak się okazało, nie była ona usłana różami.

Z perspektywy Katalończyków, dzisiejsza sytuacja wcale nie wydaje się łatwiejsza. Walka o finał Ligi Mistrzów, po ciężkich pojedynkach z Rubinem Kazań i Dynamem Kijów w spotkaniach grupowych, dość łatwym przejściu Stuttgartu w 1/8 finału i zmiażdżeniu Arsenalu w ćwierćfinale, przychodzi w momencie morderczego wyścigu o mistrzostwo kraju z Realem Madryt. Inter także nie ma łatwego zadania - w lidze do niedawna murowany faworyt; dziś ogląda plecy rozpędzonej Romy, będąc o 1 punkt za nią.

Męcząca ekspedycja do Mediolanu

W ostatnim czasie dwie chmury zatrzymały Barcelonę. Jedna z nich: niebiesko-biała, w sobotni wieczór na stadionie Cornellá El-Prat, stała się powodem zmęczenia zawodników przed wtorkowymi zmaganiami oraz indolencji strzeleckiej napastników, którzy nie dali rady wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Druga: w szarych kolorach pyłu unoszącego się na Europą z islandzkiego wulkanu "Eyjafjoell", który paraliżując ruch lotniczy, zmusił Katalończyków do przejazdu prawie tysiąca kilometrów autokarem.

Nie wiadomo jak kilkunastogodzinna ekspedycja wpłynie na postawę zawodników Barcelony. Pep Guardiola zapewnił kibiców - "Damy z siebie wszystko. Podróż nie była łatwa, ale nic złego się nie dzieje. Wielu podróżujących w ogóle nie miało możliwości dotarcia na miejsce. Ja wolę spędzić w drodze 14 godzin i móc zagrać w Lidze Mistrzów". Dyrektor sportowy, Txiki Begiristain również wypowiedział się w podobnym tonie - "Dla nas w tej chwili zmęczenie nie istnieje". José Mourinho natomiast, dochowując swoich zasad, postraszył przyjezdnych z Katalonii - "Jesteśmy o wiele lepsi niż w listopadzie. Taktyka i mentalność to nasze najsilniejsze punkty".

Po zwycięstwo numer 250

W drodze na Santiago Bernabéu, Barcelona znów może zapisać się na kartach historii - ewentualnie zwycięstwo nad Interem będzie 250. w rozgrywkach międzynarodowych. Takiego dorobku nie ma żaden z czołowych potentatów europejskich - Manchester United, AC Milan, Bayern, ani też Liverpool, czy Real Madryt.

Ekipa Guardioli w elitarnych rozgrywkach wciąż podąża drogą zwycięstw. W sezonie, gdy trener z Santpedor debiutował (2008/2009), jego podopieczni odnieśli osiem zwycięstw na 15 możliwych, a w obecnym roku zanotowali 5 wygranych na 10. Pięć remisów w zeszłej i cztery w obecnej edycji tylko dopełniają obraz drużyny dążącej do sukcesu. Ostatni raz takie wyniki notowała drużyna AC Milan Arrigo Sacchiego, ale przed wejściem obecnej formuły Ligi Mistrzów.

Inter José Mourinho także notuje wyniki, które wzbudzają u rywali szacunek. Podopieczni Portugalczyka tylko raz przegrali przed własną widownią wliczając w to spotkania we wszystkich rozgrywkach. Do tej pory odnieśli 37 zwycięstw i 14 remisów.

Eto'o znów postraszy

"Do zobaczenia w finale" - tak podsumował tamte wydarzenia bohater, który dziś poprzez swoją osobę łączy oba kluby. Samuel Eto'o - była legenda Blaugrany, jeden z architektów jej sukcesów z ostatnich sześciu lat, znów stanie naprzeciw swoim przyjaciołom, z którymi w ostatnim sezonie wywalczył potrójną koronę. Po przegranym meczu na Camp Nou, nie utracił nadziei. Co więcej, był pewny, że to nie jest ostatnie spotkanie z klubem, dla którego oddał serce i to nie jest ostatnia okazja, by coś udowodnić. Niewiele się pomylił - Inter i Barcelona znów staną naprzeciw siebie, grając o finał.

Zobacz skrót ostatniego pojedynku Inter - Barcelona:



Przypuszczalne składy:

Inter: Julio César; Maicon, Lucio, Samuel, Zanetti; Sneijder, Motta, Cambiasso; Pandev, Milito, Eto'o

Barcelona: Victor Valdés; Dani Alves, Puyol, Piqué, Abidal; Xavi, Busquets, Keita; Messi, Pedro, Ibrahimović


[źródło: Własne/El Mundo Deportivo]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (120)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze