Xavi kimś, kogo brakuje Chelsea i Manchesterowi

Mystique

20 kwietnia 2010, 13:17

16 komentarzy
Carrickowi i Lampardowi brakuje umiejętności kontroli gry...

Nie chcemy dawać satysfakcji Simonowi Cowellowi*, ale Anglia naprawdę potrzebuje więcej Czynnika X.*

Pomijając katastrofę, czyli brak angielskiej drużyny w finałowej czwórce Ligi Mistrzów, trzeba sobie uświadomić szerszy aspekt sprawy. Mianowicie Anglia posiadała trzy drużyny w półfinałach przez ostatnie trzy sezony.
Europa nie rozwinęła się piłkarsko aż tak bardzo.

Włochy są nadal bardzo daleko od swojego optymalnego poziomu. Bayern jest cieniem swoich byłych 'jedenastek', nawet Lyon nie jest tak dobry, jak czarny koń prowadzony przez Juninho, Michaela Essiena i spółkę na początku dekady.

Po prawdzie - wszystkie cztery drużyny Premier League miały ogromną szansę zrobienia postępu w Lidze Mistrzów (trzeba dodać, że szanse Arsenalu były bardzo niewielkie). Ale w wypadku Manchesteru United, bardziej niż u pozostałych, odbija się nieumiejętność kontrolowania meczu, gdy prowadzi piłkę. Kosztowało to ubiegłoroczny finał i tegoroczną, straconą już, szansę na półfinał.

Oba mecze United, ale szczególnie rewanż, pokazały szeroką grę i stanowczy atak w porywającym stylu, który wyprowadza drużynę na zdecydowane prowadzenie. Zostaje jednak ono później zdewaluowane przez brak umiejętności spowolnienia gry, utrzymywania się przy piłce i wymuszenia na przeciwniku podporządkowania się do swojego stylu. Nawet przed czerwoną kartką dla Rafaela, rozpędzony wcześniej Manchester dawał pierwsze oznaki zmęczenia, spowolnienia. Bayern to świetnie dostrzegł i wykorzystał.

Nani i Valencia byli idealni, Fletcher i Gibson wspaniali, Rooneya nie można winić, podobnie Rio Ferdinanda, Vidića czy Van der Sara. Evra pozostawił swój fatalny błąd z pierwszego meczu za sobą i grał, jak na niego przystało. Rafael zaś, co prawda niekonsekwentny w kluczowych momentach, na pewno nie był powodem odpadnięcia.

Michael Carrick wydawał się być odpowiedzialnym za dystrybucję piłek w środku pola - łącząc defensywę z pomocą i pomoc z atakiem. Jego gra jednak wyglądała chaotycznie i największa odpowiedzialność powinna spaść właśnie na niego. Co gorsza, to on został wypchnięty przez Ivicę Olica, przez co Bayern strzelił bardzo ważną bramkę przed przerwą.

Chelsea ucierpiała podobnie. Inter momentami przewyższał przeciwników tempem gry, co było niespodziewaną zamianą ról. Pomoc Chelsea miała górować nad Interem, ale to geniusz kreatywności Wesleya Sneijdera ostatecznie zadecydował o triumfie Jose Mourinho.

Grupa Liverpoolu była dość silna, ale nie usprawiedliwia to braku awansu do fazy pucharowej. The Reds nie potrafili kontrolować żadnego kluczowego meczu, nie radzili sobie z przeciwstawieniem się pressingowi rywali. Zaowocowało to utratą goli, które zadecydowały o zajęciu trzeciego miejsca w grupie (choć po wyeliminowaniu Benfiki nadal ratują honor angielskiej piłki w europejskich pucharach).

Niepokoi, że problem ten może być również prawdziwą plagą dla Fabio Capello podczas tegorocznych Mistrzostw Świata. Anglia ma solidną drużynę, ale nigdy nie była w stanie narzucić swojego stylu gry przeciwnikom z najwyższej półki. Dopóki zatem nie wypracuje stylu opartego na efektywnych kontratakach - a nie ma nawet obecnie ku temu żadnych sugestii - może w tym turnieju zakończyć swój udział podobnie, jak najwięksi reprezentanci Premier League w obecnym sezonie Ligi Mistrzów.

Arsenal nie ma takiego problemu. Cesc Fàbregas , Tomáš Rosický i Samir Nasri są w stanie przejąć inicjatywę w środku boiska w pojedynku z każdym rywalem.

Albo, będąc bardziej precyzyjnym - z prawie każdym rywalem. Wprawdzie Fabregas nie był w pełni formy fizycznej, gdy jego klub gościł FC Barcelonę, Xaviego nie jest w tanie zatrzymać nikt, oprócz... samego Xaviego. Doskonale wie to Cesc, doskonale wie to każdy.

To jest człowiek, który jest sercem reprezentacji Hiszpanii, najlepszej w historii. Jest kluczowym graczem w obu niesamowitych 'jedenastkach' Barcelony ostatnich pięciu lat. Drużyna Ronaldinho pod wodzą Rijkaarda i Messiego za kadencji Pepa Guardioli, miała coś ważniejszego od wszystkiego - mowa o Xavim.

Nawet, gdy Barcelona zwolniła tempo podczas meczu na Emirates, Xavi była nadal wielki. Dowodem na to jest jego postawa w meczu rewanżowym. Bez wątpienia był najlepszym graczem dwumeczu, grając pełne 180 minut.

Ma 30 lat, ale jest tak skromny, że nigdy nie był przedmiotem transferowych spekulacji, ani priorytetowym celem stacji telewizyjnych chcących przeprowadzić z nim wywiad. Wygląda tak zwyczajnie, że pomimo swojego talentu, nie interesowałby pewnie producentów i nie stanąłby przed wspomnianym Simonem Cowellem twarzą w twarz.

Na szczęście Barcelona nie funkcjonuje jako koncern medialny. Xavi dostał swoją szansę i od dekady sprawia, że wszystko wygląda tak łatwo. Jest częścią jej wdzięku. Wiele jego aspektów gry jest niedocenianych, mało widocznych, ale zespolenie w jedno takich cech, jak: sposób poruszania się, świadomość, tempo gry i niesamowiy zakres efektywnych podań sprawia, że efekt jest niesamowity.

Wartość udziału reżyserów gry często może być niedostrzegana w takich zespołach, jak Barcelona. Xavi sprawia nie tylko, że Barcelona jest zespołem groźnym przy posiadaniu piłki - jak Bayern. On powoduje, że jego drużyna jest ciągle niebezpieczna, bo jest nieprzerwanie przy piłce. Jest klasycznym pomocnikiem, którego wkład jest niemal nieuchwytny.

Paul Scholes sprawił, że United był niesamowitą drużyną, ale nigdy w pełni nie wykorzystano go efektywnie w reprezentacji Anglii. Michael Carrick jest do niego podobny, ale nigdy nie osiągnie takiego poziomu. Frank Lampard i Steven Gerrard mają wiele cech godnych podziwu, ale nie można ich porównywać do Xaviego. Po prostu nie wydają się być na tyle ważną częścią reprezentacji, a nawet swoich klubów, by zaliczać ich do rasy playmakerów. Posiadanie jednego, ale absolutnie genialnego - dopiero sprawi różnicę na najwyższym poziomie.

PS
Manchester United zdaje sobie sprawę z konieczności małego przetasowania swojego składu, podając właśnie informację [08.04.2010 - przyp. red.] o osiągnięciu porozumienia z Javierem Hernandezem. Co prawda dzieli nazwisko (z różnicą pomiędzy katalońskim a hiszpańskim) z bardziej utytułowanym Xavierem Hernandezem, okazał się być 21-letnim napastnikiem z Meksyku.
Może następnym razem.

*od red.: Simon cowell - angielski łowca talentów i producent telewizyjny, znany jako juror w programach: Pop Idol, American Idol, Britain's Got Talent i X Factor. Jest również właścicielem firmy telewizyjnej i wydawnictwa muzycznego Syco.

[źródło: goal.com]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (16)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze