Nadzieja umiera ostatnia... jesteśmy z Tobą Barço!
14 maja roku 2000. Mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów pomiędzy FC Barceloną a Chelsea Londyn. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem jak gra klub, dla którego dziś bije moje bordowo-granatowe serce. Miałem 12 lat, samemu grałem w trampkarzach w miejscowym zespole. Piłka dopiero stawała się moją pasją, nie miałem drużyny, której kibicowałem. Tego pamiętnego wieczora wraz z ojcem zasiadłem przed telewizorem by obejrzeć mecz miedzy dwoma wielkimi zespołami. Dopiero z przebiegu relacji komentatorów dowiedziałem się jaki wynik padł w pierwszym meczu i jak ciężkie zadanie czeka Dumę Katalonii. Przepiękna mozaika na trybunach, fantastyczna atmosfera wśród kibiców, wielkie zaangażowanie piłkarzy, ogromna dramaturgia meczu i cudowne zwycięstwo wielkiej Barçy. Zdarzył się cud, Rivaldo i spółka rozgromili rywali 5-1 i wielkim stylu awansowali do półfinału. Wtedy wiedziałem, że pierwszą koszulką piłkarską jaką chce dostać na urodziny jest ta w barwach bordowo-granatowych. Wkrótce moje marzenie się spełniło i przygoda z Blaugraną zaczęła się na dobre...
Los chciał, że niespełna 10 lat później klub, który wtedy zdobył moje serce ponownie staje w niesamowicie trudnej sytuacji. Przez te 10 lat były momenty piękne, były też takie gdzie po przegranym meczu pojawiały się łzy smutku. Pierwsze kilka lat mojego związku z klubem z Camp Nou nie były najpiękniejsze. Z czasów prezydentury Gasparta Barça zajmowała wtedy odpowiednio dwa razy czwarte i raz szóste miejsce w rozgrywkach ligowych nie odnosząc także sukcesów w europejskich pucharach. Gaspart ustąpił, przyszedł Laporta, Rijkaard, Ronaldinho... i sprawili, że sezony 2004/2005 oraz 2005/2006 były wspaniałe, a Barçą zachwycał się cały świat. Zwycięstwa w lidze, tryumf w Lidze Mistrzów, i piłka jakby z innego świata. Myśleliśmy, że piękniej już grać nie można. Niestety dwa kolejne sezony nie były już tak piękne, Rijkaard i kilku piłkarzy musiało opuścić klub. Na ławce trenerskiej zatrudniono Guardiolę i część kibiców (w tym ja) pukała się w czoło nie mogąc uwierzyć, że tak wielki klub będzie miał tak niedoświadczonego trenera. Ten sam człowiek, którego na początku nie chciałem na trenerskiej ławce szybko sprawił, że wszystko co robiła Barça wcześniej zostało przebite, a ja sam stałem się wielkim fanem talentu i wizji Pepa.
Pierwszy, debiutancki sezon Mistera i Barcelona na czele z Messim zdobyła wszystko co było do zdobycia. Po dwóch latach niepowodzeń Barça znów pojawiła się na ustach całego świata, a futbol, który prezentowała był iście fenomenalna. Guardiola na trenerskiej ławce Dumy Katalonii dokonywał cudów odnosząc zwycięstwa o jakich nam się nawet nie śniło. Podczas swojej krótkiej kariery w stolicy słonecznej Katalonii przegrał zaledwie 10 razy. W poprzedni wtorek po raz pierwszy różnicą dwóch bramek. Wszyscy byliśmy w szoku nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Jak ta idealna maszyna mogła przegrać aż 3-1? Dziś mija ósmy dzień od tego feralnego spotkania, a w całej Barcelonie zapanowała niespotykana atmosfera. Doprawdy nie pamiętam kiedy ostatnio miała miejsce tak ogromna kampania mająca na cel sprawić by piłkarze i trenerzy poczuli, że nie są sami, że mają oparcie w tych dla których zawsze grają.
Jesteśmy cholernymi szczęściarzami. Żyjemy bowiem w czasach gdy Barça przeżywa najlepszy okres w swojej długoletniej historii. Wielu wiernym fanom nie było dane dożyć chwil tak pięknych jakie przeżywamy właśnie teraz. Zrównanie z ziemią Madrytu na ich własnej ziemi 6-2, cudowny gol Iniesty na Stamford Bridge, finał w Rzymie, Mistrzostwo Świata czy kolejne upokorzenia Realu... można by tak dalej wymieniać, ale wszystkie te mecze sprawiały, że w oczach pojawiały się łzy szczęścia, a bordowo-granatową koszulkę nosiliśmy z dumą. Ta Barça z genialnym Xavim, kosmicznym Messim czy fantastycznym trenerem wielokrotnie sprawiała, iż czuliśmy się wyjątkowo, byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Ale dziś to właśnie ci, którzy dawali nam tyle szczęścia potrzebują naszego wsparcia.
Nie możemy być na Camp Nou by wspomóc naszych ulubieńców dopingiem, ale mówi się, że wiara czyni cuda, a nadzieja umiera ostatnia. Rok temu tylko najwięksi optymiści w 92 minucie wciąż wierzyli, że cud może się zdarzyć. Barça grała wyjątkowo słabo, Chelsea doskonale wywiązywała się z zadań taktycznych. Aż do chwili gdy...
Oszaleliśmy ze szczęścia nie mogąc uwierzyć, że to stało się naprawdę. ‘The Blues' już byli jedną nogą w finale, ale Barça się nigdy nie poddaje, Barça zawsze gra do końca. Tamtego dnia piłkarze Guardioli udowodnili, że niemożliwe nie istnieje.
Cały świat wstrzymuje oddech by dzisiejszego wieczora zobaczyć zespół, który znów stworzy nową historie. Barça Pepa wielokrotnie grała piłkę fenomenalną, ale dziś muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Zagrać najlepszy mecz swojego życia. Prawie 100 tysięcy fanów na Camp Nou i miliony widzów przed telewizorami. Mourinho i jego zawodnicy staną dziś nie tylko przeciwko 11 genialnym piłkarzom Barcelony. Zmierzą się również ze wspaniałymi kibicami, którzy wierzą, że zespół który kochają dziś znów sprawi cud. W każdym z nas płynie bordowo-granatowa krew, i dziś wiara w Messiego i spółkę musi być większa niż kiedykolwiek. Tylko albo aż tyle możemy zrobić by odwdzięczyć się za te wszystkie wspaniałe chwile. Wiara przenosi góry, wiara czyni cuda... a nadzieja umiera ostatnia. Ten zespół już nie raz udowadniał, że nie można ich skreślać i warto w nich wierzyć. Nie dopuszczamy do siebie myśli o porażce, dziś Barça znów zachwyci cały świat, dziś znów wielu będzie mówiło o najlepszej drużynie w historii futbolu... My wierzymy!
Czy ktoś z Was Cules wątpi w awans Dumy Katalonii? Do usłyszenia 22 maja!
Los chciał, że niespełna 10 lat później klub, który wtedy zdobył moje serce ponownie staje w niesamowicie trudnej sytuacji. Przez te 10 lat były momenty piękne, były też takie gdzie po przegranym meczu pojawiały się łzy smutku. Pierwsze kilka lat mojego związku z klubem z Camp Nou nie były najpiękniejsze. Z czasów prezydentury Gasparta Barça zajmowała wtedy odpowiednio dwa razy czwarte i raz szóste miejsce w rozgrywkach ligowych nie odnosząc także sukcesów w europejskich pucharach. Gaspart ustąpił, przyszedł Laporta, Rijkaard, Ronaldinho... i sprawili, że sezony 2004/2005 oraz 2005/2006 były wspaniałe, a Barçą zachwycał się cały świat. Zwycięstwa w lidze, tryumf w Lidze Mistrzów, i piłka jakby z innego świata. Myśleliśmy, że piękniej już grać nie można. Niestety dwa kolejne sezony nie były już tak piękne, Rijkaard i kilku piłkarzy musiało opuścić klub. Na ławce trenerskiej zatrudniono Guardiolę i część kibiców (w tym ja) pukała się w czoło nie mogąc uwierzyć, że tak wielki klub będzie miał tak niedoświadczonego trenera. Ten sam człowiek, którego na początku nie chciałem na trenerskiej ławce szybko sprawił, że wszystko co robiła Barça wcześniej zostało przebite, a ja sam stałem się wielkim fanem talentu i wizji Pepa.
Pierwszy, debiutancki sezon Mistera i Barcelona na czele z Messim zdobyła wszystko co było do zdobycia. Po dwóch latach niepowodzeń Barça znów pojawiła się na ustach całego świata, a futbol, który prezentowała był iście fenomenalna. Guardiola na trenerskiej ławce Dumy Katalonii dokonywał cudów odnosząc zwycięstwa o jakich nam się nawet nie śniło. Podczas swojej krótkiej kariery w stolicy słonecznej Katalonii przegrał zaledwie 10 razy. W poprzedni wtorek po raz pierwszy różnicą dwóch bramek. Wszyscy byliśmy w szoku nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Jak ta idealna maszyna mogła przegrać aż 3-1? Dziś mija ósmy dzień od tego feralnego spotkania, a w całej Barcelonie zapanowała niespotykana atmosfera. Doprawdy nie pamiętam kiedy ostatnio miała miejsce tak ogromna kampania mająca na cel sprawić by piłkarze i trenerzy poczuli, że nie są sami, że mają oparcie w tych dla których zawsze grają.
Jesteśmy cholernymi szczęściarzami. Żyjemy bowiem w czasach gdy Barça przeżywa najlepszy okres w swojej długoletniej historii. Wielu wiernym fanom nie było dane dożyć chwil tak pięknych jakie przeżywamy właśnie teraz. Zrównanie z ziemią Madrytu na ich własnej ziemi 6-2, cudowny gol Iniesty na Stamford Bridge, finał w Rzymie, Mistrzostwo Świata czy kolejne upokorzenia Realu... można by tak dalej wymieniać, ale wszystkie te mecze sprawiały, że w oczach pojawiały się łzy szczęścia, a bordowo-granatową koszulkę nosiliśmy z dumą. Ta Barça z genialnym Xavim, kosmicznym Messim czy fantastycznym trenerem wielokrotnie sprawiała, iż czuliśmy się wyjątkowo, byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Ale dziś to właśnie ci, którzy dawali nam tyle szczęścia potrzebują naszego wsparcia.
Nie możemy być na Camp Nou by wspomóc naszych ulubieńców dopingiem, ale mówi się, że wiara czyni cuda, a nadzieja umiera ostatnia. Rok temu tylko najwięksi optymiści w 92 minucie wciąż wierzyli, że cud może się zdarzyć. Barça grała wyjątkowo słabo, Chelsea doskonale wywiązywała się z zadań taktycznych. Aż do chwili gdy...
Oszaleliśmy ze szczęścia nie mogąc uwierzyć, że to stało się naprawdę. ‘The Blues' już byli jedną nogą w finale, ale Barça się nigdy nie poddaje, Barça zawsze gra do końca. Tamtego dnia piłkarze Guardioli udowodnili, że niemożliwe nie istnieje.
Cały świat wstrzymuje oddech by dzisiejszego wieczora zobaczyć zespół, który znów stworzy nową historie. Barça Pepa wielokrotnie grała piłkę fenomenalną, ale dziś muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Zagrać najlepszy mecz swojego życia. Prawie 100 tysięcy fanów na Camp Nou i miliony widzów przed telewizorami. Mourinho i jego zawodnicy staną dziś nie tylko przeciwko 11 genialnym piłkarzom Barcelony. Zmierzą się również ze wspaniałymi kibicami, którzy wierzą, że zespół który kochają dziś znów sprawi cud. W każdym z nas płynie bordowo-granatowa krew, i dziś wiara w Messiego i spółkę musi być większa niż kiedykolwiek. Tylko albo aż tyle możemy zrobić by odwdzięczyć się za te wszystkie wspaniałe chwile. Wiara przenosi góry, wiara czyni cuda... a nadzieja umiera ostatnia. Ten zespół już nie raz udowadniał, że nie można ich skreślać i warto w nich wierzyć. Nie dopuszczamy do siebie myśli o porażce, dziś Barça znów zachwyci cały świat, dziś znów wielu będzie mówiło o najlepszej drużynie w historii futbolu... My wierzymy!
Czy ktoś z Was Cules wątpi w awans Dumy Katalonii? Do usłyszenia 22 maja!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (184)