Txiki: Model Barçy nie podlega dyskusji

Mystique

21 maja 2010, 15:27

12 komentarzy
Sekretarz techniczny Barcelony opisał sezon jako spektakularny. Czuje, że poleganie na tak wielu wychowankach to właściwe podejście. Jego zdaniem, przyszłość klubu zależy teraz od nowego prezydenta klubu.

4 tytuły w sezonie, 12 tytułów w 7. Txiki Begiristain jest jednym z architektów drużyny bijącej wszelkie rekordy. To on zatrudnił Franka Rijkaarda, który wygrał Ligę Mistrzów w Paryżu. Holendra zmienił Pep Guardiola, on dołożył kolejnych siedem tytułów. Jego pozostanie na stanowisku zależy od oczywistych czynników, niemniej nie można kwestionować jego dobrze wykonanej pracy. Po przedyskutowaniu polityki transferowej najbliższych dni, Txiki Begiristain odpowiada na pytania Barça TV i oficjalnej strony klubu.

Jakim przymiotnikiem opisałbyś miniony sezon?

Spektakularny. Nie chodzi tylko o liczbę trofeów, które wygraliśmy - ale o to, że celowaliśmy ponownie we wszystkie możliwe do zdobycia. We wspaniały sposób, grając piękny futbol. Kiedy odpadliśmy, mieliśmy poczucie, że jesteśmy lepsi od rywali. Byliśmy wierni swojemu stylowi, sposobowi gry. Czyniąc tak, wypadasz lepiej niż przeciwnik.

Czy twoje podsumowanie roku byłoby takie same, gdyby Barcelona nie wygrała ligi?

Można czuć się podobnie, ale rezultat nigdy nie będzie taki sam. Szczególnie, jeśli wygraną drużyną będzie wielki rywal - Real Madryt. W innych okolicznościach, mówilibyśmy o bardziej wyrównanej lidze. W tym roku mieliśmy jasną sytuację - jeśli nie wygramy ligi, wygra ją Real. Rodzi to pewne trudności, gdy znów trzeba przebudować drużynę. Atmosfera wokół niej jest skomplikowana. Tak to już wygląda. Czujemy, że wykonaliśmy swoją pracę dobrze, mieliśmy wspaniały sezon, ale również, że byliśmy drużyną lepszą od naszych przeciwników. Pokazaliśmy im to grając z nimi dwukrotnie i pokazaliśmy to wygrywając tytuł.

Czy był to wyczerpujący sezon?

Przede wszystkim, terminarz nie był zbyt dobry. To był problem. Na koniec sezonu musieliśmy grać w Villarreal. Mecze u siebie graliśmy z zespołami walczącymi o utrzymanie, ale wygraliśmy. Musieliśmy pokonać Sevillę na wyjeździe. Ostatni etap pokazuje, jak to wszystko było dla nas trudne. Można się naprawdę zmęczyć, to ogromny ładunek presji - Real miał nieziemski sezon. Oni zmotywowali nas do wygrania wszystkiego, pozwolili przegrać tylko jeden mecz, postawili poprzeczkę niewiarygodnie wysoko.

Guardiola stwierdził, że część madryckiej prasy nie uszanowała Barcelony tak, jak powinna. Przypominasz sobie tak głośny sezon?

Poprzedni sezon był taki sam. Był moment, kiedy prowadziliśmy w tabeli 4 punktami i jechaliśmy na Bernabéu. Media mówiły, że oni wygrają. Broniły drużyny, którą popierają. Musieliśmy walczyć z tym wszystkim. W tym sezonie skupiono się na aspekcie sędziowania. Ponowne przekonanie o faworyzowaniu przez arbitrów Barçy. To jest najbardziej denerwujące. Powinno się pisać o grze jednej bądź drugiej drużyny. Wszyscy widzą, że Barcelona była lepsza od Realu. W Madrycie natomiast tworzy się spiski typu 'villarato', które tworzą tyle medialnego szumu. Ostatecznie bowiem, to sędzia czuje presję. Słowo 'villarato' może być niszczące, kibice zawsze patrzą arbitrom na ręce...

Co myślałeś po zdobyciu Klubowego Mistrzostwa Świata?

Barça nigdy go nie wygrała, choć jest wielkim klubem i powinniśmy mieć ten tytuł wcześniej w swojej kolekcji. Nigdy nie mówiono o nas jako o mistrzach świata. W drodze po to trofeum zdawało się, że nigdy go nie wygramy. Teraz jednak niczego nie brakuje. Jest Puchar Króla, jest Puchar Mistrzów, liga... Ale czuliśmy, że musimy postawić kropkę nad "i", udało się.

W obliczu sukcesu zawsze mówi się, że drugi rok jest cięższy od poprzedniego. Jak poradziła sobie z tym drużyna?

Graliśmy na poziomie, który był od nas wymagany. Sednem wygrywania wszystkiego jest zadanie sobie pytania: co możemy teraz zrobić? Drużyna potraktowała to poważnie. Zdobyła więcej punktów niż rok wcześniej, zagrała lepiej niż w zeszłym sezonie. Trudno jednak utrzymać ten sam rytm. W kilku momentach nie byliśmy tak dobrzy jak rok temu. W lidze jednak udało się to w każdym aspekcie.

Czy tak wielki skok w jakości drużyny ma coś wspólnego z dużą liczbą wychowanków w składzie i wiarą, jaką pokładają w nich szkoleniowcy?

Potwierdza to, że nasza polityka jest właściwa. Powinni tu być najlepsi gracze świata. Ale to najlepsi gracze stają się takowymi właśnie tutaj i stąd wychodzą na świat. To niesamotiwy sukces. Na koniec sezonu, z różnych przyczyn, graliśmy z formacją ofensywną, która nic nas nie kosztowała. Wystarczy spojrzeć na inne europejskie drużyny i sprawdzić, ile kosztowały ich formacje ofensywne. Pokazuje to, że nasza polityka jest słuszną.

Przyjrzyjmy się twojej pracy sekretarza technicznego. Czy to, co stało się faktem pod koniec twojej kadencji, było planowane od początku?

Jestem szczęśliwy z tego, jak to wszystko się potoczyło. Najlepiej wszystko obrazują zdobyte tytuły, niemniej cały czas z szacunkiem odnosiliśmy się do naszej wizji, filozofii piłki nożnej. Cały czas było to naszym priorytetem. To prezydent i zarząd zaproponował mi stanowisko, które szanowałem od pierwszego do ostatniego dnia. Układało mi się dobrze zarówno z Frankiem, jak i z Pepem. Zawsze grać tak samo. To dla mnie ważne, że ten model nie podlega dyskusji. Jestem szczęśliwy. Ponownie gramy widowiskową piłkę, starając się wyprowadzać ją i stworzyć szansę napastnikom, którzy wygrali dwa Puchary Europy. I to za kadencji dwóch różnych trenerów. Zatem... tak, jestem dumny.

Czy rola sekretarza technicznego jest niedoceniana?

Tak, ale tylko dlatego, że musi on chronić menadżera. To mój obowiązek. Wybierasz trenera i bronisz go. Trener wybiera piłkarzy, którzy potrafią zdobyć tytuły, zwykle 15, 16 z nich. To pierwszy skład. Reszta jest uzupełnieniem kadry, od 16 do 21 zawodnika. A jeśli nie są zawodnikami pierwszego składu, natychmiast media informują, że sekretarz techniczny popełnił błąd. To moja rola, wiem to od drugiego roku pracy. Zawsze byłem dyskretny. Wiem, że prawdziwymi zwycięzcami są zawodnicy i ich trener.

Czy praca ta przynosi więcej bólu niż radości?

Tak, ale nie będę z tego powodu płakał. To fantastyczna praca. Ponosisz konsekwencje rezultatów. Drużyna gra dobrze, jesteś szczęśliwy, ale to nie wystarcza. Nie oszukujmy się. Trzeba wygrywać tytuły, wtedy prezydent patrzy bardziej łaskawym okiem na swoich współpracowników. Miałem szczęście, że prezydent zawsze bronił naszego modelu i sprawiał, że wszystko było bardziej stabilne. W ten sposób swoje zadania powinien wykonywać sekretarz techniczny i powinno tak to wyglądać również w przyszłości.

Prezydent zawsze podkreślał, że jego najlepszą decyzją było zatrudnienie Txikiego.

Mówi to najlepszy prezydent w historii klubu, a to sprawia, że czuję się... bardzo dumny. I, ponad wszystko, wspierany. Musisz czuć takie wsparcie, kiedy podejmujesz decyzje, ponieważ nie są one łatwymi. Trudny jest wybór odpowiedniego piłkarza. Wspierali mnie również inni pracownicy mojego departamentu. Mam fantastycznych kolegów, którzy zawsze świetnie sprawdzają rynek. Czuję się silny dzięki tak dobremu zespołowi.

Co było twoim najgorszym momentem?

Najgorszą chwilą był mecz na Bernabéu z Frankiem Rijkaardem jako trenerem. Potwierdziło się, że niektóre rzeczy szły w złym kierunku. Sprawy zaczęły wymykać się spod kontroli, której Frank nie mógł dłużej nam zagwarantować. Była to najcięższa decyzja. Cieszę się, że prezydent pozwolił mi z nią zaczekać do czerwca. Dało to nam stabilność i było jednocześnie wyrazem szacunku w stronę trenera, który wygrał dwa tytuły mistrzowskie i Puchar Europy. To była dobra decyzja, ale jednocześnie bardzo ciężka.

Najlepsza decyzja?

Zmiana trenera. Budowa nowego projektu wokół trenera Barçy Atlètic była niesamowita. Był silny, chciał zrealizować swoją wizję. Zdobycie Pucharu Europy przez trenera trzecioligowej drużyny - to najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć.

Czy twój czas jako sekretarza technicznego kończy się z dniem 23 czerwca?

To zależy od nowego prezydenta. Będzie on musiał zapytać sekretarza technicznego o mnóstwo rzeczy i vice versa. Oczywiście jeśli dostanę taką szansę.

Chciałbyś kontynuować, czy masz dość?

Nie jestem wypalony. Przyszedł czas budowy nowego składu i będę szczęśliwy mogąc w tym pomóc. Kocham swoją pracę. Cieszę się nią, mimo że czasem nie należy do najłatwiejszych. Zawsze czuje się spokój, gdy masz wsparcie trenera. Wszystko zależy od nowego prezydenta.

Niektórzy kandydaci zadeklarowali, że w przypadku zwycięstwa nie będą zmieniać sekretarza technicznego.

Tak, ale mam mnóstwo pytań, których nie stawiałem w 2003 roku. Doświadczenie nauczyło mnie wielu rzeczy, dlatego musiałbym o wszystkim porozmawiać z nowym prezydentem. Ta praca nie jest łatwa.

[źródło: FCBarcelona.cat]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (12)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze