W ciszy stadionu. Dlaczego właśnie 'culés'?

Karol Chowański 'Challenger'

25 maja 2010, 18:26

42 komentarze

FC Barcelona to klub o historii długiej, skomplikowanej i pełnej tytułów. Pod wieloma względami wyróżnia się (dalekim od pustej egzaltacji, taki fakt) od wszystkich innych sportowych organizacji. Można by się spodziewać, że fani wyjątkowego klubu mają dla siebie równie wyjątkowe określenie. Trudno tymczasem o bardziej banalne.


Dawno, dawno temu na Les Corts...
Przez pierwsze 10 lat istnienia Foot-Ball Club Barcelona (to pod tą nazwą w 1899 założył klub 22-letni handlowiec ze Szwajcarii, Hans-Max Kamper) rozgrywał swoje mecze "na dziko": w parkach, terenach podmiejskich lub boiskach wynajmowanych od miasta. Pierwsze oficjalne mecze rozgrywano na boisku w Bonanova; to dzisiejszy Parc del Turó, leżący tuż obok słynnego Parku Güell.

W 1909 roku FC Barcelona przeniosła się na "swoje". Zakończono budowę pierwszego klubowego stadionu, Carrer Indústria. Po organizacyjnym i finansowym kryzysie lat 1905-1908, nastąpił błyskawiczny rozwój Barçy. Przybywało nieprzeciętnych piłkarzy, tytułów, kibiców i członków. Mieszczący 8 tysięcy widzów obiekt stawał się za mały. Władze klubu podjęły decyzję o budowie większego obiektu. Dnia 22.05.1922 roku odbyła się inauguracja Camp de Les Corts.

Były to wciąż czasy dla futbolu pionierskie; idea powstania krajowej ligi zrodzi się w Hiszpanii dopiero w 1927 roku, do jej realizacji dojdzie dwa lata później. Nie może zatem dziwić, że Les Corts raczej nie sprawia imponującego wrażenia (nie zmieni się to przez wiele lat jego istnienia). Mieścił początkowo "ledwie" 22.000 osób. Dopiero późniejsze modernizacje odmienią wygląd tego obiektu. Finalnie osiągnie on 60-tysięczną pojemność, a domem Barçy przestanie być po 35 latach.

Niecodzienny widok dla przechodniów
Stadion położony był blisko zabudowań przemysłowych i dzielnicy mieszkaniowej, bezpośrednio przy ulicy (dzisiejsza Calle de Numancia). Doskonale widać to na poniższym zdjęciu (z 1929 r.; do tego czasu stadion nie był przebudowywany). Tylna część konstrukcji bocznej trybuny (przeciwległej do krytej) prawie wychodzi na jezdnię, która klinem wbija się w głąb osiedla.

Konstrukcja korony stadionu przypominała to, co dziś znamy z cyrku i małomiasteczkowych festynów. Trybuna nie była zabudowana i po prostu kończyła się w powietrzu (bezpieczeństwo widza miało wówczas słabiutki PR, ważniejsza była minimalizacja kosztów). Kibicom siadującym na jej krańcu wcale to nie przeszkadzało - ba, preferowali to miejsce; w niższych partiach stadionu entuzjastycznie reagujący tłum mocno ograniczał widok. Najwierniejsi i najbardziej cwani kibice Barçy wybierali zatem miejsca w ostatnim rzędzie, gdzie mogli wygodnie oprzeć się lub przysiąść na lichej "barierce". Jak widać na fotografii, na pewnym odcinku pełniła ona jednocześnie funkcję ogrodzenia.

Wspomnianej ulicy towarzyszył chodnik. Każdy, kto podczas meczu spacerował wokół Camp de Les Corts, chcąc nie chcąc musiał trafić na wystawę kibicowskich pleców... z przyległościami.

Od "cul" i "culér" do "culés"
Po otwarciu Camp de Les Corts obrazek ten stał się tematem anegdot w całej Barcelonie. Szybko się rozprzestrzeniły. Dało to początek nazywaniu fanów klubu mianem "culés". Termin ten pochodził bardziej od kastylijskiego "culér" (l. poj.) niż katalońskiego "cul" (l. poj.), oznaczających, co tu dużo mówić, szlachetne zakończenie pleców. (Należy dla porządku stwierdzić, że wersja kastylijska zmieniła od początku XX wieku znaczenie, współcześnie zastąpiło je wyrażenie "culo"). Pod względem fonetycznym wyraz "culé" stanowi bliźniaczą odmianę wersji kastylijskiej (wymowa "é" i "er" jest praktycznie identyczna), której pisownię mieszkańcy Barcelony dostosowali do własnej transkrypcji. Swoją drogą, to interesujące, że dzisiejsze określenie fanów Dumy nomen omen Katalonii wywodzi się właśnie z języka kastylijskiego. To też ma swój kontekst.

Na początku XX wieku przywrócono używanie katalońskiego, a po upadku dyktatury Primo de Rivery (1930) region Katalonii otrzymał autonomię w ramach Republiki. Czynniki te sprawiały, że na przełomie lat 20. i 30. w Katalonii swobodnie posługiwano się oboma językami, choć polityka rządu centralnego zwyczajowo zabraniała używania katalońskiego w przestrzeni społecznej. Wszelako, omawiane lata, to jeden z rzadkich okresów historii regionu, gdy "legalnie" był on językiem publicznej debaty, de facto na równi z kastylijskim. Swobody te przyczyniły się do przychylniejszego podejścia samych Katalończyków do rządu w Madrycie. Jego ambasadorem najbliższym ulicy był oczywiście język, Castellano. W ówczesnej Barcelonie, oba języki przenikały się, czego subtelną pozostałością jest właśnie fakt, iż etymologia miana fanów FC Barcelony ma bardziej kastylijski niż kataloński rodowód.

"Culés" na wysokości wzroku
Skoro architekt stadionu nie zadbał o oszczędzenie przechodniom widoku "od kuchni strony", nie należy się dziwić, że słowo-twórczość ludowa podchwyciła tę kwestię dla krotochwili. Wszak, czy można wyobrazić sobie wdzięczniejszy powód? :) Co warto podkreślić, określenie to nie miało prześmiewczego charakteru (i nie ma go do dzisiaj), a sami kibice przyjęli je wręcz z humorem. Po części dlatego, że zjawisko to było powszechnie komentowane na samym stadionie; poza tym można pokusić się o generalną tezę, że w tamtych czasach ludzie po prostu mieli do siebie więcej dystansu. Ukute przez mieszkańców miasta i rozpowszechnione przez media nowe miano zupełnie im nie przeszkadzało.

Z kronikarskiego obowiązku należy jeszcze wyjaśnić, dlaczego "culés" tak bardzo rzucały się w oczy; koronom stadionów bliżej przecież ku gwiazdom niż krawężnikom. Otóż, niuans ten tłumaczy ulokowanie samego stadionu Les Corts. Teren budowy nie był równy. Na drugiej fotografii widać, że "bliższy" kraniec stadionu leży na delikatnej skarpie, a druga strona boiska wchodzi w lekką nieckę. Ten architektoniczny detal sprawia, że trybuny położone od strony dzielnicy mieszkalnej od pewnego momentu "schodzą" do poziomu chodnika. Tym samym, fani siedzący na przeciwległym (z perspektywy zdjęcia) krańcu stadionu rzeczywiście znajdowali się blisko przechodnia. Doprawdy, trudno obwiniać przechodnia, że śmiał zwrócić na to uwagę :)

Perspektywa ta nie zmieniała się przez dekady. Na poniższym zdjęciu widzimy Les Corts już po tym, jak znacznie rozbudowano trybuny za bramkami (w 1944, z tego roku pochodzi też zdjęcie).

Można zatem powiedzieć, że Klub przyzwyczaił się do przezwiska, jakie "zafundował" swoim fanom, "zaślepienia" trybun Les Corts nawet brano pod uwagę. Trudno, uznali fani i nowe miano przyjęli z otwartymi ramionami; odzierając je tym samym z wszelkiego ładunku śmieszności czy kpiny.

Dziś "culé" to synonim dumnego fana FC Barcelony. Tak, jak prawie 100 lat temu, kibice klubu wcale nie przejmują się jego genezą. Historia okryła ją gęstniejącą mgiełką anonimowości. Słusznie. Bardziej liczą się niepowtarzalne uczucia, emocje i wspomnienia, jakie określenie to utożsamia.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (42)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze