W ciszy stadionu. Podsumujmy

Karol Chowański 'Challenger'

14 sierpnia 2010, 19:33

84 komentarze

Ulubiony spiker nonsensopedii, Dariusz Szpakowski, lubuje się (bez wzajemności) w podsumowaniach. Niezależnie od wyniku, startuje z nimi około 70. minuty. Nic dziwnego, w czasach reklam i nowo-mody studia, gości, flamastrów, wywiadów z boiska o czas antenowy na swe autorskie (po)meczowe impresje współczesny komentator musi po prostu walczyć. A gdy słuszność wróżb zmąci przypadkowy samobój w 90+3 minucie? Nic to, "przecież każdy może się pomylić".

Jam wszelako tradycjonalista. Z podsumowaniem sezonu wolałem zaczekać dopiero na jego koniec. Z drugiej strony, ktoś błyskotliwie zgryźliwy zwróciłby tu uwagę na fakt, że ww. koniec nastąpił już jakiś czas temu. Nie da się ukryć, mamy sierpień. Nordycko-azjatycki tour już za nami, w kalendarzu wigilia krajowego Superpucharu... Trzymiesięczny staż w Walencji nie pozwala mi się nudzić, stąd - pardon - lekkie opóźnienie. Zresztą, upływający czas dostarcza czasem ciekawszych refleksji.

Pucharowe awanse na wyciągnięcie ręki

Trypletu obronić się nie udało. Nikt na to nie liczył. Zabrakło niewiele. Rewanż z Sewillą mógł zakończyć się trzykrotnie wyższym zwycięstwem Barcelony. By awansować, zrobili podopieczni Guardioli wszystko i jeszcze trochę. Mimo to, niemoc pod bramką rywali przy mnóstwie stworzonych sytuacji (pamiętny słupek Messiego) oraz fantastyczny mecz Palopa (szkoda, że tamtego wieczoru nie zagrał tak, jak na wiosnę z Realem) zakończyły przygodę Barçy z Pucharem Króla. Wygrana 1:0 nie wystarczyła. Od awansu dzieliły Katalończyków milimetry. Kilkakrotnie.

Znakomity mecz gospodarzy na San Siro "ustawił" z kolei rozstrzygnięcie półfinału Ligi Mistrzów. Inter był 20 kwietnia lepszy. Kosmiczny futbol, fenomenalna skuteczność, ogromna determinacja oraz gol po minimalnym spalonym dały "Włochom" wymarzoną zaliczkę przed rewanżem. Barça nie złożyła jednak broni. W rewanżu znów odniosła pyrrusowe zwycięstwo. Od awansu dzieliło ją pół bramki i, niezależnie od jej słuszności bądź błędności, jedna decyzja sędziego. Trochę mało, jak na późniejsze chełpliwe wypowiedzi Mourinho, nieprawdaż?

Pożegnanie z pucharami fani Azulgrany obserwowali z żalem i zawodem. Lecz bez dojmującej potrzeby pozbycia się telewizora oknem. Sezon 2009/10 pokazał, że można odpadać w znacznie żałośniejszym stylu. Barça nie popełniła futbolowego seppuku (MU), nikt nie zmiótł jej z boiska (Porto), nikt nie ośmieszył (AC Milan), ani nie ośmieszyła się sama (Liverpool i tradycyjnie Real). Barcelona odpadła w walce równej, do ostatnich sekund, do ostatniego tchu. W walce, o której ostatecznym wyniku zadecydowały niuanse piłkarskiego rzemiosła. Zwycięskiej, ale w niewystarczającym do awansu stopniu. Nie szkodzi. Kolejna szansa za rok.

Sezon lepszy od poprzedniego?

Naprawdę, nie wymagam od chłopaków Pepa niczego więcej ponad wolę walki, krew, pot i akcję za akcją. Nawet jeśli taką wiosnę Barça zakończyłaby bez ani jednego tytułu. Nie zamierzam tego szerzej tłumaczyć - jeśli ktoś tego nie rozumie, to prawdopodobnie należy do osób, które i tak zapamiętały wyłącznie zraszacze, nowe auto parkują na chodniku przed domem, by bezzwłocznie zauważyli je sąsiedzi, a meandry polskiego sprawiają, że w sieci preferują wypowiadanie się językiem emotów, wykrzykników i WIELKICH LITER.

Z bezdusznie matematycznego punktu widzenia, wiosna 2010 ze swą poprzedniczką równać się nie może. Pojedyncze mistrzostwo ligi vs majestat potrójnej korony. Czyli ubogo. Wydawałoby się, że nie ma z czym polemizować. Jakżeż złudne bywa spoglądanie przez okular ilości.

Można by zbudować Neuschwanstein argumentów, by tylko udowodnić tezę, że był to w wykonaniu Barçy sezon pod każdym względem gorszy od poprzedniego. Nie kupuję żadnego z nich. Choruję na futbol za długo, by wierzyć tak banalnym uproszczeniom. OK, wiosna nie zakończyła się drugim trypletem z rzędu. Ale ostatni sezon Barçy też należy uznać za ogromny sukces.

Nowa "9" = nowa drużyna

Transakcją Eto'o-Ibra Laporta nie tylko zasponsorował Morattiemu interes życia i, pośrednio, historyczny sukces. Przyjście wysokiego Szweda musiało też wywrócić do góry nogami boiskową tożsamość Barcelony. No i wywróciło.

Barça stanęła przed koniecznością wypracowania nowych wariantów gry. Za dynamiką poczynań kolegów z formacji ofensywnych Blaugrany Ibrahimović niekiedy zwyczajnie nie nadąża. Rzadziej od Eto'o gra z pierwszej piłki. Nie zdołał też przejąć po Kameruńczyku roli pierwszego obrońcy, prędzej zarobi żółtą kartkę niż błyskotliwym przechwytem zainicjuje kontratak. Częściej czeka na podanie niż wyrywa po prostopadłe piłki. Wszystkich tych negatywów Szweda nie wolno bagatelizować. Czyli absolutna porażka? Nonsens!

Nie jest to Eto'o - ale nie może to dziwić nikogo, kto napastnika z Malmö zna wzrost i wagę. Zgranie Ibry z drużyną i drużyny z Ibrą to proces złożony i nieskończony do dziś. Mimo tej pozornej niekompatybilności, mimo wrażenia, że nie raz gra on odrębny mecz niż cała drużyna - Dumie Katalonii nie przeszkadzało to w nowej konfiguracji zwyciężać. I to musi być najważniejszy wniosek po minionym sezonie! Pomimo rewolucyjnej zmiany na kluczowej pozycji, ta "nowa Barca" ze Szwedem w składzie uzupełniła klubowe muzeum o kolejny tryplet odnosząc niełatwe triumfy w SE, SH i KMŚ. Jego bramka w GD okazała się "złotym golem" sezonu ligowego. Odnajdując drogę do zwycięstw z Ibrahimoviciem w składzie, Barça stoi przed ogromem możliwości w ataku na sezon 2010/2011, skoro do składu dołączył Villa, który z Messim, Xavim i Iniestą mógłby grać z zamkniętymi oczami. Wobec tego Ibra nie jest już niemrawą Ostatnią Nadzieją Cules. Jest wielkim (!) dopełnieniem składu.

Owszem, mogło być dużo lepiej. Lecz wydaje mi się, że zabrakło jednej rzeczy. Alternatywy. Transfer Davida Villi zmienia ten stan rzeczy. Nikt nie ma wątpliwości, że z przyjściem El Guaje lepiej będzie grać Barca. Ja nie mam wątpliwości, że z przyjściem El Guaje lepiej będzie grać Zlatan Ibrahimović. Może będzie występował rzadziej, ale współobecność Villi zdejmie z niego presję, a Guardioli da komfort dostosowywania obsady pozycji środka napadu do danego przeciwnika. Może zobaczymy nawet próby ustawienia 4-4-2? Fakt, ze swoją charakterystyką Ibra pasuje idealnie do Włoch, gdzie taki styl gry daje więcej drużynie, a La Liga opiera się na grze kombinacyjnej. Miniony sezon udowodnił, że Ibra potrzebuje tu partnera/zastępcy - nie mógł pojawić się lepszy. Ufam, że taka sytuacja pozwoli znacznie lepiej wykorzystywać atuty Ibry w Barçy, a w ocenach jego występów określenie "wartość dodana" zacznie pojawiać się częściej niż "nieefektywność" czy "rozczarowanie".

2009/10: werdykt

Miniony sezon nie był gorszy od poprzedniego. Był inny, jeszcze bardziej wyczerpujący z powodu napiętego grafiku (KMŚ i MŚ) oraz bizantyjskich wzmocnień Realu. Niewątpliwie dojrzał Guardiola, jego taktyka nabrała wyrachowania (mecze ligowe przed/po starciami pucharowymi drużyna starała się rozgrywać najmniejszym nakładem sił i tylko raz, z Osasuną, nie zachowała dyscypliny taktycznej do ostatniej minuty), a zbudowany skład okazał się wyjątkowo suplementarnym. Pozytywnie ocenić należy wprowadzenie młodzieży w osobach Thiago i dos Santosa. W pamięci zapadły kolejne wielkie mecze, a passa zwycięstw w GD i 99 ligowych punktów to już teraz historia Klubu. Nawet jeśli culés zapamiętają sekstet jako rok, nie zmienia to faktu, że Barça zakończyła niedawno sezon 4 pucharów. Wielki sezon, napawający radością całe barcelonismo. Obyśmy to samo mogli powiedzieć o kolejnym!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (84)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze