Okiem Johana Cruyffa. Rozwiązaniem są zmiany w kalendarzu

majik, challenger

14 października 2010, 00:56

9 komentarzy
Następujący artykuł jest tłumaczeniem cotygodniowego felietonu Johana Cruyffa dla El Periódico. Oryginał został opublikowany 11.10.2010. Wyjątkowo dla siebie, legenda FC Barcelony kontynuuje wątek swojego poprzedniego tekstu.

Lekkomyślność Federacji
Kibice chcą oglądać piłkarzy zawsze w szczytowej formie, a to nie jest obecnie możliwe. Są przemęczeni. Zawodnicy potrzebują, niezależnie od wszystkiego, czterech tygodni wakacji i czterech tygodni przygotowań do sezonu. Czy taką szansę mieli Mistrzowie Świata z RPA? Odpowiedź jest oczywista. Towarzyskie spotkania w Meksyku i Argentynie na przełomie sierpnia i września były horrendalnym błędem. Upierasz się, żeby rozegrać takie mecze? To wypróbuj zmienników. Daj szansę młodym. Właśnie po to są takie mecze. Szczególnie, gdy rozgrywa się je zaraz po Mundialu.

Czy jestem przeciwko kadrom narodowym? Nie. Wręcz przeciwnie. Futbol to nie tylko ligi krajowe. Taki byłby nudny. Mecze Mistrzostw Świata czy Europy są czymś fascynującym. Porywają nie tylko tłumy kibiców. Porywają narody. Jednak finały to nie wszystko. Oczywiście trzeba uprzednio przejść fazę eliminacji.

Wiecie, ile meczów kwalifikacyjnych do finałów Mistrzostw Europy 2012 rozegra w tym sezonie Hiszpania? Pięć. I drugie pięć w przyszłym sezonie. Łącznie dziesięć (dwanaście, jeśli w grę wchodziłyby baraże). Tyle meczów reprezentacji Hiszpanii w ciągu dwóch sezonów to nie jest liczba powalająca.

W związku z tym, niesłusznie jest winić na pierwszym miejscu sztab trenerski, że w ogóle ma czelność powoływać piłkarzy do kadry. To, co jest dla mnie naprawdę nie do przyjęcia, to naleganie, by wszyscy bezwzględnie musieli stawiać się na rozrzucone po krańcach świata spotkania towarzyskie. Szczególnie w niewygodnych dla siebie terminach. To, co zrobiła Federacja Hiszpańska tego lata z Mistrzami Świata, można nazwać tylko ogromną pomyłką.

To jednak zwraca naszą uwagę na inny problem. Dopóki nie odciąży się terminarza ligi i Pucharu Króla, jest absurdem winić za wszystko Vicente del Bosque i Fernando Hierro.

Uprzątnąć własne podwórko
Zadajmy sobie proste pytanie. Jak możemy ulepszyć piłkę nożną? Odciążając terminarz. Aktualna formuła Ligi Mistrzów wydaje mi się jak najbardziej poprawna. Zrezygnowano jakiś czas temu z drugiej fazy grupowej. Pozostawiono 6 meczów pierwszej fazy plus system pucharowy w kolejnych rundach (7 meczów w przypadku finalistów). W sumie: trzynaście spotkań.

Skoro nie możemy zarzucić nic rozgrywkom europejskim, trzeba się przyjrzeć własnemu podwórku. W tej kwestii Hiszpania przoduje w Europie: 47 meczów oficjalnych, 38 w lidze i 9 w Pucharze. To już przesada. Jeśli dołączysz do tego 13 spotkań Ligi Mistrzów, wychodzi liczba 60 meczów. I jeśli dodasz jedenaście spotkań kadry narodowej (pięć oficjalnych, sześć towarzyskich), liczba zwiększa się do 71. W przypadku Barçy trzeba do tego dodać 2 mecze Superpucharu Hiszpanii. W sumie, sezon 2010/11 szykuje nam maksymalnie 73 spotkania!

Piłkarze muszą mieć miesiąc wakacji, drugi miesiąc pre-sezonu i dodatkowy tydzień wakacji w święta Bożego Narodzenia. To absolutne minimum. Wychodzi dziewięć tygodni bez futbolu. Od 52 tygodni, które mamy w roku, odejmujemy 9 i zostajemy z 43 tygodniami. W ciągu tego czasu musimy "upchnąć" 73 mecze... Bez Mundialu czy Mistrzostw Europy na horyzoncie, ale z ledwo co rozegranym Mundialem w nogach i płucach.

Średnia, jaka nam wychodzi to 1,5 meczu na tydzień, czy też 6 spotkań w miesiącu. Da się? Cóż poradzić... A czy da się to ulepszyć? Z pewnością. Przestańmy krzywo spoglądać na hiszpańskiego selekcjonera czy sekretarza technicznego i spójrzmy na ich przełożonego. To prezydent hiszpańskiej Federacji. Wchodzimy w nowy sezon. Za nami ciężki poprzedni, rozegrany Mundial i niepełne wakacje. Wiedząc to wszystko z góry... możecie mi wyjaśnić dlaczego, do diabła, nalega się na dwa mecze w eliminacjach Pucharu Króla?

Formuła, która mogłaby sprawdzić się lepiej
Skoro rozpoczynamy sezon ledwo po Mistrzostwach Świata czy Europy - ograniczmy, przynajmniej, kolejne fazy Pucharu Króla do jednego meczu. Liczby mówią same za siebie. Mając mecz u siebie i na wyjeździe, zostanie rozegranych dziewięć meczów. Dziewięć! Jeśli zostaniemy przy jednym spotkaniu - mistrz zostanie wyłoniony po pięciu. Jaki sens ma rozgrywanie dwóch spotkań między Ceutą i Barçą? Żadnego. Więcej sensu miałoby, gdyby byłby to tylko jeden mecz. I to w Ceucie. Skoro Barça jest faworytem, to i tak sobie poradzi, a kibice będą mieli więcej emocji.

Fundamentem Pucharu Króla jest cenzus natychmiastowej eliminacji. To właśnie odróżnia te rozgrywki od ligi i sprawia, że jest tak emocjonujący. Tutaj nie ma miejsca na poprawki. Przechodzisz dalej albo wylatujesz. Po co rewanże? Rozgrywką, gdzie możesz się poprawić, gdzie masz drugą i kolejne szanse - jest La Liga. Niech tak zostanie. Ale kolejne poziomy Copa del Rey powinny być bardziej bezkompromisowe... Podobnież Superpuchar - jeden mecz, poproszę.

Tym cudownym sposobem mamy sześć spotkań mniej. Jeśli widzimy, że formuła Pucharu oparta na jednym meczu działa w innych krajach - czemu nie możemy jej skopiować? Zdajmy sobie wszyscy sprawę, że futbol to produkt. Im więcej meczów, tym mniejsza jego wydajność. Im mniej meczów - tym większe emocje i potencjalne zyski z całych rozgrywek. Wprowadzając formułę jednego meczu, Puchar odżyje na nowo, a terminarz zostanie odciążony. Terminarz, czyli organizmy piłkarzy.

Można iść dalej? Nawet trzeba. Dwadzieścia drużyn w Primera División (38 kolejek) to przesada. Idealnie byłoby mieć szesnaście (30 kolejek). Idąc na kompromis, niech liga ma 18 ekip (34 kolejki). Każdy mecz powinien mieć jakiś cel. Ma zachwycać. Liczba dwudziestu drużyn w lidze sprawia, że co najmniej kilku meczom sezonu brakuje polotu. I znaczenia.


[źródło: El Periódico]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (9)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze