Zeszły sezon pokazał, że sprawiedliwa i rzetelna ocena to dla RFEF wyzwanie. Komisja ligi uznała, że wynalazki kamery i mikrofonu są nazbyt awangardowe, by uznać je za wiarygodny materiał dowodowy. Wyżej cenione są "nieomylne" raporty sędziowskie. Guardiola werdykt storpedował przy pierwszej możliwej okazji, ale na trybunach potulnie zasiąść musiał. Rywale zacierali ręce, culés wierzyli w Tito Vilanovę. Asystent pierwszego trenera nie gości często w blasku reflektorów, ale jego ciężka praca za kulisami cieszy się wysokim uznaniem barcelonismo. Nie zawiódł i tym razem. Spotkanie z Valencią zakończyło się przekonującym zwycięstwem Barçy.
Nie tak dawno, podczas wyjazdu Guardioli na konferencji trenerów FIFA w Nyonie, Vilanova zastępował pierwszego trenera na treningu. Piłkarze mówili po nim, że nie było żadnej różnicy w jakości prowadzenia zajęć. Potraktujmy to jako okazję, by bliżej przyjrzeć się tej pozostającej przeważnie w cieniu postaci.
Wyboisty powrót na Camp Nou
Tito Vilanova nie znalazł się na ławce Barçy przypadkiem, aczkolwiek prowadząca do niej droga była długa i wyboista... Przeważnie zapomina się, że Vilanova to tak samo, jak Guardiola, dziecko systemu szkoleniowego FC Barcelony. Kariera zawodnika ułożyła mu się jednak trochę mniej pomyślnie.
Urodzony 17.09.1969 w Bellcaire d'Empordà (okolice Girony) Francesc Vilanova i Bayó miał to samo marzenie, co wszyscy katalońscy chłopcy grający w piłkę. Trafić kiedyś do Barçy. Marzenie spełniło się niedługo przed 17. urodzinami i Vilanova znalazł się w składzie FC Barcelony B. Rozegrał ponad 50 spotkań na pozycji pomocnika dzieląc przez pewien okres szatnię z Josepem Guardiolą. Pochodzili z oddalonych od siebie o niecałe 100 km małych katalońskich miejscowości i szybko się zaprzyjaźnili.
Tito nie miał talentu młodszego o 2 lata Guardioli i nie zdołał przebić się do pierwszej drużyny. Latem 1990 roku 19-letni Pep wchodził do pierwszego składu, a Vilanova podjął decyzję o opuszczeniu Camp Nou. Otrzymał szansę w skromnym UE Figueres. Był tam ważną częścią najlepszego zespołu w historii klubu. W 1992 roku awans do Primera División był na wyciągnięcie ręki, ale Cádiz CF okazał się za mocny w barażach. Dla Vilanovy był to bardzo udany sezon i znalazł po nim angaż w Celcie Vigo. Trafił wreszcie do Primera División, ale w trzy lata zanotował tam tylko 26 występów. W 1995 roku wrócił do drugiej ligi. Pięć kolejnych lat spędził w Badajoz, Realu Mallorca, UE Lleida i Elche. Tylko w tym pierwszym klubie był zawodnikiem podstawowego składu i dwa ostatnie sezony piłkarskiej kariery spędził w Segunda B w barwach Gramenet.
Zaczął myśleć o zostaniu trenerem. Jego pierwszą posadą poza boiskiem było stanowisko dyrektora technicznego w Terrassie (wówczas Segunda B). Sprawdził się i szykowano dla niego posadę trenera. Miał też oferty trenowania innych klubów trzeciej ligi. W tym samym okresie 2007-ego roku pojawiła się jednak szansa, że trenerem drugiej drużyny Barçy (wówczas w czwartej lidze) zostanie Pep Guardiola. Vilanova nie wahał się długo nad dołączeniem do przyjaciela z boiska. Rok później obaj świętowali awans do Segunda B. Na uroczystej kolacji kilka godzin po sukcesie, Guardiola przypomniał w gronie piłkarzy i władz klubu: "Szczególnie dziękuję Tobie, Tito, ponieważ rok temu miałeś oferty, by samodzielnie trenować zespoły z wyższej [tj. trzeciej - przyp. red.] ligi. Mimo to, zdecydowałeś się dołączyć do mnie." Słowa Guardioli były miłe, ale oczywiście czysto kurtuazyjne. Każdy wolałby wrócić na Camp Nou. "Trenerka" w anonimowych dla świata zespołach hiszpańskiej trzeciej ligi to kiepska alternatywa.
Guardioli partner idealny
Gdy przychodzili do Barcelony B, Vilanova wnosił nie tylko pomoc w pracy szkoleniowej. Podczas pobytu w Terrassie nabrał szerokiego rozeznania o drużynach Segunda A, Segunda B i Tercera División. Wiedza ta okazała się bezcenna przy poszukiwaniu nowych, zdolnych zawodników, którzy w trakcie sezonu okazali się ogromnym wzmocnieniem Barçy B. Pozwoliło to też Vilanovie doskonale rozpracowywać kolejnych ligowych rywali. Mimo wszystko, Guardiola nie dziękował swemu asystentowi bez powodu.
Awans do Segunda B był efektem całorocznej pracy. Po ogłoszeniu decyzji o zwolnieniu Rijkaarda z funkcji pierwszego trenera, duet Guardiola-Vilanova z dnia na dzień awansował do pierwszej ligi. Na ławkę jednej z najznakomitszych drużyn świata i pierwsze strony gazet. Spory awans. Nie zmieniło to zadań Vilanovy. Nadal miał analizować rywali i doradzać Guardioli taktykę najlepszą dla najbliższego meczu. Zmienili się tylko podopieczni. Nie wpłynęło to jednak na jakość współpracy obu trenerów. Niezmiennie kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, budując wspólnie chwałę FC Barcelony. Guardiola najlepiej zna rolę w historycznych sukcesach, jaką odgrywa Tito - to dlatego tak usilnie zabiegał swego czasu o przedłużenie kontraktu i podniesienie pensji drugiego trenera.
Mówi się, że Vilanova tak dobrze dogaduje się z Guardiolą, bo mają to samo spojrzenie na futbol. Dla obu jest wielką pasją. W pracy łączy ich profesjonalizm i perfekcjonizm. Jest coś jeszcze: obaj uznają canterę za absolutną podstawę długoterminowej stabilności sportowej klubu. Guardiola nie mógł znaleźć sobie lepszego asystenta.
Wyjątkowy "debiut" Vilanovy
Nie jest żadną tajemnicą, że podczas meczu Vilanova konsultował się telefonicznie z Guardiolą. Kilkakrotnie widziano ich omawiających rozwój wydarzeń na boisku. Istnieje jednak podejrzenie, że najważniejsza decyzja taktyczna tego wieczoru nie była inicjatywą pierwszego trenera.
"Debiut" Tito Vilanovy został zapamiętany głównie ze względu na hat-trick Messiego. Jednakże kluczem do odniesienia zwycięstwa po bezproduktywnej pierwszej połowie (0:0; Barça nie stworzyła praktycznie żadnego zagrożenia pod bramką rywali) były roszady dokonane w przerwie. Zmiana personalna (wszedł Henry) miała tu ogromne znaczenie, ale jeszcze ważniejsze były zmiany dokonane w ustawieniu. A mowa tu o ustawieniu niesztampowym, swobodnym 4-2-4 w konfiguracji przypominającej zwycięski skład Brazylii z mundialu w Meksyku.
Tego dnia nie mógł zagrać Ibrahimović, zawieszony za czerwoną kartkę z Almeríą. W miejsce Szweda wyszedł Bojan. W pierwszej odsłonie na szpicę częściej schodził Leo, ale przy tęgich obrońcach Valencii - zupełnie się to nie sprawdziło. Krkić zagrał zaś słabiutkie 45 minut i nie było wątpliwości, że nadaje się do zmiany. Po przerwie na lewe skrzydło przesunięty został z pomocy Iniesta. Jako klasyczny wysunięty napastnik pojawił się na boisku Thierry Henry. Tuż za plecami Francuza ustawiono Messiego. Przy prawej linii operować miał Pedro, mniej więcej "na wysokości" Iniesty po drugiej stronie boiska. (Po bliższe szczegóły tego interesującego ustawienia odsyłam na meczową infografikę portalu zonalmarking.)
Porównanie do legendarnej Brazylii 1970 jest bardzo na miejscu. W pomocy ostali się Xavi z Busim, mając przed sobą kwartet napastników. Bez dodatkowego wsparcia - i "Generał", i Busquets przesunęli się bliżej swojej bramki. Pragnąc w tej sytuacji zdobyć przewagę w środku pola, pomocnicy Valencii musieli wyjść do przodu. Napastnikom Barçy dało to automatycznie więcej miejsca. Ofensywa Katalończyków współpracowała fenomenalnie. Ogromna siła rażenia wypracowała pierwszą bramkę, po której padły dwie kolejne. Trzy błyski Messiego i znakomity występ Henry'ego (dwie asysty) dały drużynie pewne zwycięstwo. Francuz rozegrał jeden ze swych najlepszych meczów w barwach Blaugrany. (Usunięcie z boiska Maduro miało znaczenie, ale po pierwsze: było bezpośrednim efektem ofensywnego szału Barçy, a po drugie: nastąpiło nie wcześniej niż 20 minut przed końcem meczu.)
Wyjątkowe w tym meczu było właśnie wprowadzenie Henry'ego, determinujące całe nietypowe ustawienie barcelońskiego ataku. Guardiola w sezonie 2009/2010 rzadko wprowadzał go w roli jokera mającego odmienić losy meczu. Jeszcze rzadziej pozwalał mu rozegrać pełne 45 minut w roli środkowego (!) napastnika. Stąd wniosek, że mógł (musiał?) to być pomysł Vilanovy. Co daje podstawę do przypuszczenia, że gdyby to Vilanova był głównym odpowiedzialnym za ustalanie składu - to może takich występów francuskiego napastnika, jak z Valencią, oglądalibyśmy w zeszłym sezonie więcej? To pytanie naprawdę brzmi sensownie dla każdego, kto na bieżąco śledził zeszły sezon i zastanawiał się, czemu czujący się z wiekiem coraz gorzej na skrzydle Henry - nie może być ustawiany na środku? Przecież na wiosnę spadała forma Ibrahimovicia, a Bojan jeszcze długo nie będzie zawodnikiem na tym poziomie. Niestety, ustawienia z Titim na środku ataku, a Messim i Iniestą/Pedro na skrzydłach Guardiola unikał jak ognia, przez co Francuz (przy słabszej postawie na skrzydle) dostawał mniej minut i w bieżącym sezonie w barwach Barçy już go nie zobaczymy.
Vilanova - wieczny giermek Guardioli czy przyszły trener FC Barcelony?
Przy analizie postaci Vilanovy mecz z Valencią jest szalenie istotny, gdyż daje pewne wyobrażenie o tym, że uważany za wiecznego druha Guardioli asystent wcale nie musi podzielać wszystkich wizji i decyzji swego szefa. Czy Zarząd widzi w nim potencjalnego następcę Pepa? Trudno powiedzieć, choć niemające wczesnym latem nic ciekawszego do roboty hiszpańskie media wymieniały Vilanovę jako jeden z planów awaryjnych na wypadek, gdyby Guardiola jednak nie dogadał się z nowymi władzami.
Problemu na pewno nie trzeba rozstrzygać dziś. Rosell sprzedał co prawda Czyhryńskiego wbrew woli Pepa, ale na razie nie widać pomiędzy nimi większych zgrzytów. Jeśli sezon nie zakończy się katastrofą - Guardiola powinien przedłużyć swój kontrakt i tego samego można się spodziewać po jego asystencie. To dobrze dla klubu. Tito wydaje się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
W ciszy stadionu. Vilanova - jedyny człowiek, któremu ufa Guardiola
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (25)