Oceny za partidazo z Villarrealem

challenger

16 listopada 2010, 05:25

45 komentarzy
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.

Wyjątkowo, to będą oceny dłuższe niż zwykle. Ale to był mecz inny niż zwykle.

Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5.5".

Oceniający: challenger

EDIT: Oceny zostały ściągnięte w niedzielę w wyniku wewnątrzredakcyjnej prośby do korekty. W swej poprzedniej formie były tu czy ówdzie przesadzone. Po konstruktywnej wymianie poglądów w gronie redakcyjnym, pojawiają się poniżej w nieco zmienionej wersji. Żeby nie było żadnych niedopowiedzeń: tak, oceniałem wtedy na trzeźwo:), po prostu z kilku boiskowych sytuacji wyciągnąłem niewłaściwe wnioski - co otwarcie przyznaję.

Tytułem wstępu: Miejmy świadomość, jak wielki był to mecz. Prawdopodobnie najlepszy w Primera Division w tym sezonie. Zdecydowanie jeden z najlepszych meczów Barçy za kadencji Guardioli.

Pamiętam Barçę, która nie tylko nie wygrywała takich meczów, ale je przegrywała. Gubiła rytm pod wpływem deprymująco układających się (tak, jak sobotnie) wypadków, wspaniałomyślnie oddając rywalowi najpierw pole gry, potem kontrolę nad meczem i wreszcie 3 punkty. Jakby "Gwiazdka" była 15 razy do roku, a gospodarze Camp Nou - "jedenastką" Mikołajów.

Te czasy to już historia. Mamy ogromne szczęście, przywilej i honor oglądać inną Barçę. Taką, która przegrywa z rywalami, a nie sama ze sobą. Taką, której żadna boiskowa sytuacja nie jest w stanie złamać, bo trener ją na to zaimpregnował. Taką wreszcie, która oczywiście zawsze może być pokonana. Ale nie wcześniej niż zabrzmi ostatni gwizdek sędziego... Flashback. GD, jesień 2008. Kolejny: Athletic w finale CdR. Stamford Bridge. Rewanż z Interem... Bez względu na końcowe wyniki - ten zespół walczył do końca, a fani byli z niego dumni.

Po Villarrealu są jeszcze bardziej. Na przekór wszystkim przeciwnościom (których nie ma już sensu roztrząsać i proszę unikać tego pod newsem) sobotniego wieczoru podopieczni Guardioli dali występ wspaniały. Epicki w staromodnym, szlachetnym znaczeniu tego słowa. Popis dzielności i deklarację oddania tej drużynie.

Meczami takimi, jak ten, brukowane są autostrady do nieba... Przepraszam, to oczywiście w przypadku nas, kibiców. Mając na myśli piłkarzy, powiedzieć trzeba: autostrady do tytułów. TO JEST BARCA!*


Valdés 7 - Nienaganny występ. W 21. minucie do końca zachował spokój, ale miał sporo szczęścia, bo jego koledzy z obrony zrobili wszystko, by Villarreal zdobył bramkę - nim wreszcie jakimś cudem Abidal wyekspediował piłkę poza pole karne. Trudno zarzucić Valdésowi cokolwiek przy golu, bo taką sytuację chyba tylko stwór o gabarytach Buki mógłby wybronić. Portero Barçy jest trochę bardziej kieszonkowy, ale zrobił wszystko, co mógł: skrócił kąt, rozstawił ręce - a Nilmar i tak zdołał obić słupek; zdobywając po prostu bramkę niebagatelnej urody.

Jak już zrobił się remis, Valdés wyszedł obronną ręką z małego tornada, jakie barcelońska obrona przeżywała pomiędzy 29. a 40. minutą. M.in. błyskawicznie pofrunął po rykoszecie od Iniesty (33') i z najwyższą pewnością złapał groźny i trudny (!) do obrony strzał Rossiego z rzutu wolnego (34'). Chwilę wcześniej byłby w ogromnych opałach, gdyby pomiędzy słupki i poprzeczkę trafił Santi Cazorla (32'). Ale Cazorla, mając około 9 metrów do bramki i piłkę idealnie na woleju, wolał posłać piłkę w trybuny**... W drugiej połowie Valdés nie zanotował żadnej interwencji, jednak nie tracił czujności przy stałych fragmentach gry i innych dośrodkowaniach.

Alves 6 - Za spory błąd uznać należy jego zachowanie z 32. minuty, gdy stanął przy Puyolu i przyglądał się, co zrobi Nilmar. Cóż mógł nieborak zrobić, wziął i wypuścił Cazorlę na czystą pozycję. Alves częściej dawał rywalom okazję, by wykorzystali jego nieobecność na swojej pozycji w obronie, ale w kilku innych sytuacjach bardzo przydała się drużynie jego waleczność i dynamika, był bliski zdobycia bramki na 3:1 (80'). Na samym początku meczu znakomicie obsłużył Messiego, ale główkę Argentyńczyka "wyciągnął" Diego López. Innym ładnym zagraniem Dani popisał się w 53. minucie, gdy dobrą sytuację wypracował Villi. Dobrze przekazywał piłki w ofensywie, w całym meczu grał na połowie rywala z bardzo wysoką celnością podań. Ogólnie, pozytywny występ Daniego, ale poza ww. akcją z 32' bezmyślny drybling pod własną bramką w 35. minucie (po którym Abidal dostał kartkę) i kilka innych niekonsekwencji w obronie każą ostatecznie wystawić mu "6".

Puyol 4 - Wyjątkowo obfitujący we wpadki występ Kapitana i wyjątkowo trudno o większe pozytywy. W 20. minucie zupełnie umknął mu Rossi, na dokładkę schodząc do środka w tej samej akcji wypuścił Puyola w pole na bocznej linii pola karnego. Próbował ratować sytuację przy strzale, może nawet musnął piłkę, którą wybijał Abidal. Przy golu - kompletnie zostawiony w blokach przez Nilmara. Trochę lepiej spisywał się pod koniec pierwszej połowy i po przerwie, gdy zanotował większość ze swoich 10 przechwytów. Wystarczyło, by nie obniżyć oceny radykalniej, ale był to chyba najgorszy "urodzinowy" występ "Tarzana".

Abidal 6 - Na nietypowej dla siebie pozycji przeciw wymagającemu rywalowi zanotował nie najgorszy występ. Nie popisał się z interwencją w 20. minucie (przepuszczone podanie Rossiego), ale jego bezkompromisowe wybiciem sekundy później uratowało drużynę przed stratą gola. Niewiele później zdarzył mu się spory błąd przy wyrównującym golu. Nie najlepszym ustawieniem i bezsensownym zbiegnięciem do środka (był tam już Maxwell) zostawił wolny korytarz do bramki Nilmarowi. W 35' dał rywalom rzut wolny na metr przed "16", ale naprawiał wtedy błąd Alvesa.

W dalszej części meczu było na szczęście znacznie lepiej. Często wybijał głową piłki zmierzające ze wszystkich stron w strefę obronną Barçy, notując w sumie aż 11 przechwytów. Na duży plus trzeba mu także zaliczyć udane uwalniające wyjścia z piłką ze strefy obronnej Barçy i wywarcie presji na Cazorlę w 32. minucie (głównym marnotrawcą tej sytuacji był sam Cazorla, ale bez "pomocy" Abidala pewnie oddałby spokojniejszy strzał). Bilans zysków i strat skłania do solidnej "6".

Maxwell 6 - Tu czy tam zgubione krycie, praktycznie nieobecny w ofensywie, nad beznadzieją wybicia z 21. minuty nawet nie ma się co rozwodzić. Generalnie nie rozegrał najlepszego meczu, ale "generalnie" nie ma tym razem dużego znaczenia. Interwencją z 68. minuty uratował wynik. Mógł za nią wylecieć z boiska i wówczas nazwałbym go męczennikiem***. Jakiekolwiek inne zachowanie gwarantowałoby wynik 2:2 z prawdopodobieństwem 99%... Mimo tego, że na szali w takich sytuacjach jest wynik - niewielu obrońców ma "cojones" na taki wślizg. Uwzględniając ponadto, że dobrze pracował w odbiorze i czyścił przedpole bramki Valdésa z bezpańskich piłek (łącznie 7 przechwytów) - końcowa ocena jest właśnie taka.

Trener gości Garrido powiedział po meczu, że wynik rozstrzygnęły małe detale. Absolutnie tak. Interwencja Maxwella bezdyskusyjnie była jednym z nich. Meczowe błędy zawodnika mocno przy czymś takim blakną... Gdybym był tego dnia na Camp Nou - ode mnie przy zmianie dostałby owację na stojąco. Mówię najzupełniej serio.

Busquets 4 - Wyjątkowo kiepski występ Busiego, jak na jego średnią w tym sezonie. Co rodzi pytanie: czy było to wynikiem słabszej formy jego samego, czy wymagań, jakie podyktowała linia pomocy gości? Niezależnie od tego, faktem pozostaje aż 5 strat i zostawianie rywalom mnóstwa swobody w konstruowaniu akcji ofensywnych. Busi nie przeszkadzał piłce krążyć na skrzydła i do napastników. Długimi fragmentami meczu (nawet wtedy, gdy "działo się" na połowie Barçy) zaskakująco niewidoczny. Tym razem bez konsekwencji dla wyniku.

Xavi 8 - Po przechwycie Villi znakomita "klepka" do Iniesty przy bramce nr 1 i światowej (xaviowej?) klasy prostopadłe podanie chwilę później do wychodzących samotnie na bramkę Messiego i Pedro. Piłkarze kończą kariery bez ani jednego takiego zagrania na koncie, Xavi notuje je przy każdej możliwej okazji. Miał potem okres cichszej gry, pozwalał brać odpowiedzialność partnerom, ale na koniec meczu to Xavi podaniem do Pedro wykreował akcję na 3:1.

Natomiast zainicjowanie akcji na 2:1 to osobna historia. Lekcja od Profesora Xaviego. W tak newralgicznym momencie meczu? Niesamowite. Nie ma mowy o "brudnym" zagraniu****, to doświadczenie starego lisa. Albowiem piłka to gra ludzkich błędów i gdy zdarzają się rywalowi - trzeba je wykorzystywać. Inaczej on wykorzysta Twoje... Nie miej złudzeń, on nie zastanowi się dwa razy.

Kluczowa akcja dla losów meczu, bo w tych nerwowych okolicznościach, jakie wszyscy oglądaliśmy - wygrać było niezwykle trudno. Panie i panowie, oklaski dla Hernandeza!

Iniesta 9 - Wielki mecz Andrésa. Który nie wyraża się w bramkach czy asystach, lecz ciężkiej harówie - na pełnych obrotach - dla drużyny, od pierwszej do ostatniej minuty. Bez niezłomnej postawy Iniesty nie byłoby tego zwycięstwa.

Pokaz geniuszu zaczął już w 5. minucie, gdy nie mając komu podać - w polu karnym okiwał dwóch rywali naraz. Kwadrans później zanotował znakomitą asystę przy golu Villi. Mnóstwo innych cudownych zagrań w przekroju całego meczu. Przy tym wszystkim brał na siebie odpowiedzialność w najcięższych chwilach spotkania, gdy kibice darli się do telewizora, by tego nie robił i czym prędzej pozbywał się piłki widząc, jak rywale niemal co akcję kopią go po achillesach albo koszą równo z trawą. Iniesta nie myślał w tych chwilach o możliwości odniesienia kontuzji; to nie miało znaczenia, bo liczył się wyłącznie zespół. Dlatego w żadnej sytuacji nie zawahał się, nie odpuścił, nie oddał piłki bez walki. Niesamowity występ! Wyjątkowo zanotował też kluczową akcję we własnym polu karnym; OK, mógł zdobyć samobója (acz asekurował go Valdés), ale niewykluczone, że gdyby Andrés nie przeciął tego dogrania - byłoby 1:2 już w 33. minucie.

Nie mniej niż to, jak nakręcał akcje zespołu, musiało imponować, że po straconej piłce natychmiast, niczym pitbull, doskakiwał do rywala, by ją odzyskać. W dwóch przypadkach dało to spektakularne przechwyty, w innych przypadkach mocno utrudniało i spowalniało potencjalnie groźne akcje rywali... Andrés dał z siebie wszystko, by drużyna wygrała ten mecz. Udało się. Nam, kibicom, pozostaje się tylko cieszyć, że nie przypłacił tego zdrowiem. W kilku sytuacjach było tego naprawdę bardzo, bardzo blisko.

Pedro 8 - Czy to ocena za jedną akcję? No pewnie, w bardzo dużym stopniu. Bo ilu zawodników na świecie potrafiłoby rozegrać tak zjawiskową akcję z Leo Messim - poważnie, ilu? Xavi, Iniesta, kto jeszcze? I to w jakim momencie! To tylko uzmysławia, jak wyjątkowym Pedro jest zawodnikiem, jaki wciąż drzemie w nim potencjał... Ale odłóżmy zachwyty, tu liczą się fakty. Na merytoryczną obronę tej oceny skwapliwie odnotujmy: druga asysta przy golu na 3:1; akcja z 41. minuty, gdy po dobrym zgraniu Messiego znalazł się na subtelnym spalonym; kilka ciekawych wymian z Villą, Messim i pomocnikami.

Poza tym - czy Pedrito nie zdobył bramki? Zdobył. Tylko sędzia wie, czemu jej nie uznał... Powtórki akcji Kanaryjczyka z tego meczu przypominają o zachwytach. Ulegnijmy im bez kręcenia nosem. Szanujmy tego chłopaka także z innego powodu - nie każdy napastnik potrafi w 88. minucie gry, przy dwubramkowym prowadzeniu swojej drużyny, uganiać się za pomocnikami i obrońcami rywala, jak ratlerek na duracellach. Czapki z głów.

Messi 9 - Geniusz, geniusz, geniusz. Brak słów, by opisać, co ten chłopak zrobił w 58. minucie. I to prawą nogą. Pewnie niedługo NASA albo Mossad opublikują wyliczenia z jakiego kąta strzelał argentyński mag. Niezależnie od ich wyniku, już dziś można o tymże kącie powiedzieć jedno: oszałamiający. Ilu 30-latków, starych wyjadaczy, wykorzystałoby tę sytuację z TAKĄ precyzją, z TAKIM spokojem, w TAKIM momencie? A Messi ma lat przecież... Aha --- że wszyscy wiecie, ile? Że nudzę już? Słusznie, pardon.

Geniusz. Kropka.

Villa 7 - Piękny gol. Przerzucenie piłki nad będącym już w ślizgu i niemal uciekającym z nią Marcheną (Przepraszam, a kto to? Ahaaa, Mistrz Świata i Europy, dziękuję) to absolutny majstersztyk. Przy samym strzale López też nie miał nic do powiedzenia. Poza tym warto wyróżnić Villę za dużą aktywność w pierwszych minutach - gdy drużyna potrzebowała jej najbardziej, by szybko otworzyć wynik. Poza tym, miał jeszcze jedną dobrą okazję (53'), co daje wniosek, że wykorzystał 50% swoich szans. Chyba nie będziemy mieli nic przeciwko, gdy utrzyma taką skuteczność do końca sezonu.

Villa to snajper, a nie rozgrywający, więc nie szkodzi, że później gościł trochę rzadziej w kadrze kamery. Zwróćmy przy tym uwagę, że po zdobytej bramce był bardzo solidnie i licznie kryty - co dawało wystarczająco swobody sami-wiecie-komu. Zasłużona "7".

Rezerwowi:

Keita 7 - Na pierwszy rzut oka dał "zwyczajną" zmianę - ale ocena zwyżkuje, im dokładniej się jego występowi przyglądniemy. Przy popełniającym błędy środku barcelońskiej obrony, Keita w kilka minut odwalił w środku pola znakomitą robotę. Trzy przechwyty w 20 minut, przy 5 Busiego w dziewięćdziesiąt! Imponująco walczył o każdą piłkę, nie cofał nogi przed bezpardonowo atakującymi rywalami (co czasami mu się zdarza). W kilku akcjach przy stanie 2:1 potrafił dłużej utrzymać się przy piłce (sic!), odciążając podmęczonych kolegów i czekając na nich z wyprowadzeniem piłki. Szczerze mnie zachwycił.

Adriano - bez oceny - Może Pep też liczył na owację dla Maxwella i dlatego ściągnął go tuz po trzeciej bramce? W każdym razie, występ Adriano był tyleż krótki, co niemrawy.

Mascherano - bez oceny, ale na plus - Oglądaliśmy go ledwie 5 minut, ale w tym czasie kilka razy zrobił użytek z piłki, a po faulu na nim Villarreal (za sprawą Senny) zarobił 33% swoich kartek w tym meczu. Czyli nieźle, Masche.


* Nie zabrania się krzyknąć na głos, na całe mieszkanie, przez otwarte okno. Kto oglądał "300" - ten zna melodię. Kto nie oglądał - też zna. Każdy zna.
** Owszem, piłka po drodze obiła Abidala i sędzia podyktował rzut rożny. Strzał Cazorli co prawda "nie szedł" w światło bramki, ale udział Francuza w tej akcji zostanie odnotowany.
*** Dylematów natury egzystencjalnej związanych z taką interwencją Maxwella niniejsza samozwańcza jednoosobowa komisja etyczna nie rozpatruje. Tym bardziej, że nie był to faul brutalny, a "jedynie", co tu dużo mówić, taktyczny.
**** To taki sam błąd obrońców Villarrealu, jak wpadka Fabiańskiego w Porto w zeszłym sezonie. Ich własny. Poza tym, czy ktokolwiek w żółtym trykocie ruszył z pretensjami do sędziego, jak to byli uczynili gospodarze na czele z Xavim (co też nie ma w sobie przypadkowości i powszechnie znane jest w NBA, jako "wywieranie presji na arbitrach") po bramce Nilmara i zaraz po gwizdku na przerwę? Nie. "Żółte łodzie podwodne" wiedziały, że o bramkę na 2:1 mogą obwiniać wyłącznie siebie i własne gapiostwo (OK, może troszeczkę: geniusz Messiego także). Taka reakcja piłkarzy gości ostatecznie potwierdza, iż zachowanie Xaviego zakwalifikować można wyłącznie jako moralnie obojętne.


[źródło: Foto: AP]

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (45)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze