Kiedy do twojej ukochanej drużyny przychodzi nowy piłkarz, czujesz się bardzo dziwnie. Emocje wszystkich kibiców mieszczą się w takim momencie gdzieś pomiędzy ogromnym podekscytowaniem a wielkimi obawami; między szaloną radością a stanem ogromnego strachu.
Jako piłkarscy kibice niemałą część naszego życia spędzamy na luźnych rozmowach o tym, kto powinien przybyć, a kto odejść z danej drużyny. Fani zawsze oczekują sukcesów. Wystarczy, że spojrzycie na komentarze pod jakimkolwiek newsem na tej stronie i bez problemu utworzycie listę graczy, którzy powinni zasilić Barcelonę i którzy powinni ją opuścić. Takiej debacie zawsze towarzyszą ogromne emocje, a kibice znajdują dużą przyjemność w wymianie argumentów na zasadzie cios za cios.
Kiedy jednak dojdzie już do podpisania kontraktu, wtedy nasze emocje, pełne zwątpienia i obaw, sięgają zenitu. Czy jest wystarczająco dobry? Czy nie zapłaciliśmy za niego za dużo, a może zbyt mało? Czy w jego miejsce moglibyśmy pozyskać kogoś innego? Jeśli tak, to kogo? Czy tym transferem przebiliśmy zakupy Realu? Wszystkie te pytania i wiele, wiele innych pojawiają się w naszych głowach w czasie, gdy nowy zawodnik pierwszy raz ubiera trykot i w obecności kamer wykonuje kilka sztuczek z piłką przy nodze.
Z jednej strony jesteśmy ekstatyczni - wreszcie pojawił się poważny temat do rozmów. Z drugiej zaś jesteśmy przerażeni - co będzie, jeśli nowy gracz okaże się kompletnym niewypałem? Dlaczego w ogóle tak bardzo się tym przejmujemy? Myślę, że to po prostu jedna z przyjemności bycia kibicem piłkarskim.
Wielu z nas obecnie bacznie przygląda się nowemu piłkarzowi Barcelony - młodemu Ibrahimowi Afellayowi. To dobry czas aby zastanowić się nad jedną kwestią: co sprawia, że odczuwamy tę dziwną mieszankę emocji? Przecież Klub ciągle kupować będzie nowych zawodników - przynajmniej do czasu, aż Señor Sandro nie schowa klucza od sejfu z pieniędzmi - tak więc to niezła okazja, by spróbować zapanować nad naszymi nerwowymi emocjami.
Gdy rozważałem kwestię transferu do Barçy Ibiego, przyszło mi do głowy kolejne pytanie: czy powinienem martwić się bardziej, gdy Barcelona kupuje młodego grajka czy też wtedy, kiedy w drużynie pojawia się doświadczony na arenie europejskiej zawodnik. Przykład Afellaya jest tutaj na miejscu. Wielu kibiców zgodzi się ze mną, że ten chłopak ma potencjał i talent, by stać się graczem wielkiego kalibru, jednak właśnie w jego młodym wieku tkwi szczegół, który mnie martwi. Nie jest łatwo zmienić swój status: z bycia grubą rybą w małym stawie na bycie małą płotką, która znajduje się obok rwącego nurtu pełnego wielkich okazów. Zastanawiasz się, kiedy dostaniesz szansę, by wskoczyć w ten nurt i czy nie okaże się on dla ciebie zbyt silny w porównaniu z umiejętnością pływania.
Nie znaczy to jednak, że mam wątpliwości dotyczące Afellaya. Wręcz przeciwnie, jak chyba każdy kibic Barcelony zdaję sobie sprawę, że stać go na to, by zajść wysoko. Niemniej jednak martwię się bardziej niż w momencie, gdy do stolicy Katalonii przychodzili tacy piłkarze jak Seydou Keita, Maxwell czy Lilian Thuram. Pewnie dlatego, że mieli styczność z najlepszymi ligami Europy, występowali w czołowych zespołach. Być może też dlatego, że sam dorosłem i wreszcie zrozumiałem jak straszny i pełny presji może być dla ciebie świat, gdy jesteś młody.
OK, Afellay jest tylko dwa lata młodszy ode mnie, ale Camp Nou to przecież ogromne miejsce. Wiecie, może się na przykład zgubić na parkingu czy coś w tym stylu!
Być może też troska o Holendra spowodowana jest naszymi niedawnymi transferami młodych zawodników. Martín Cáceres i Dmytro Czyhrynski nie odnaleźli się w tej trudnej rzeczywistości i sprawiali wrażenie, jakby byli nieco wystraszeni. Oczywiście, od każdej reguły są wyjątki. Wspomnieć tutaj należy Gerarda Piqué, który mimo młodego wieku jest filarem Barcelony. Wydaje się jednak, że styl gry Klubu 24-letni Hiszpan przejął w genach, dodając do tego specyficzną osobowość, która pozwoliła mu podjąć wyzwanie gry w stolicy Katalonii.
Takie cechy osobowości posiada często wielu dojrzałych graczy, więc w ich przypadku przyjście lub odejście z drużyny nie stanowi tak wielkiego problemu. Przykład - Thierry Henry. W jednej chwili kibice potrafili go nie cierpieć (teksty typu "przepłacony transfer"), chwilę później nazywali go "ulubionym Francuzem", który stanowi fundamentalną część "Barçy 6 pucharów". W przypadku, gdy młodsi i niedoświadczeni gracze po pierwszym nieudanym sezonie pewnie wylecieliby z drużyny, Henry wiedział, że jeśli tylko zacznie wykonywać powierzone mu zadania i wykorzystywać swój talent, szybko przemówi do krytyków. Tak się rzeczywiście stało i Francuz jest mile wspominany w stolicy Katalonii. Ba, stał się częścią pięknej historii.
To nie znaczy, że Chyggy czy Cáceres takich cech nie posiadają. Jednak by dojść do etapu, w którym Henry pokazał swoją klasę, przed piłkarzami daleka droga, a przeszkód jest wiele, jak na przykład bariera językowa w przypadku Ukraińca. Wejście do drużyny wielkich gwiazd może być trudne, a dla wielu potencjalnych, utalentowanych kandydatów zrobienie tego jednego kroku jest ponad ich siły.
Barcelona dokonywała oczywiście nieudanych transferów "starych" piłkarzy. Alexander Hleb, Eiður Guðjohnsen czy Zlatan Ibrahimović często nie spełniali ekstremalnie restrykcyjnych norm, narzuconych przez ekipę. Powiem szczerze, że z większym żalem patrzyłem na odejście Czyhrynskiego niż Ibrahimovicia. Bynajmniej nie z powodu konfliktowej natury Ibry. Po prostu poczułem jak ciężko musiało być Ukraińcowi. Był tak blisko, by przeżyć coś niezwykłego i w tym momencie przed nosem zatrzasnęli mu drzwi tylko dlatego, że jego talent nie pasował do standardów. Z tego powodu ciągle mam nadzieję, że Chyggy jeszcze kiedyś , w pewnym momencie swojej kariery, wróci na Camp Nou. Będę w to wierzyć dopóty, dopóki długowłosy obrońca nie założy pewnej białej koszulki.
Jutro ukaże się druga część tekstu, w której przeczytacie o równowadze między zawodnikami z La Masía a nowymi graczami oraz o wpływie Pepa Guardioli na aklimatyzację sprowadzonych do Barcelony piłkarzy.
[źródło: TotalBarca]
Agonia i ekstaza - część pierwsza
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)