Zimny prysznic; Betis - Barça 3:1

makaj

19 stycznia 2011, 21:27

Brak komentarzy
"Aktualny lider Segunda Division to bardzo dobra drużyna. Posiada bowiem wiele zalet, umożliwiających wygrywanie meczów" - w taki sposób określił drużynę Betisu po pierwszym, wygranym przez Barcelonę 5:0 spotkaniu Pep Guardiola.

Jak się okazało już tydzień później, nie była to czcza gadanina czy kurtuazja, ale stuprocentowa prawda. W meczu rewanżowym Betis pokazał bowiem wszystko to, co ma najlepszego. Łącząc to ze słabą dyspozycją gości, wynik może robić wrażenie: Betis w pięknym stylu pożegnał się z Pucharem Króla, pokonując Barcelonę 3:1.

Zgodnie z oczekiwaniami, Guardiola postawił na rezerwowych, wpuszczając na plac gry jedynie trzech graczy pierwszego składu: Piqué, Xaviego i Messiego. Mecz rozpoczął się kapitalnie dla gospodarzy. Już w 2. minucie bramkę zdobył Molina, wykorzystując dokładne i mocne podanie Sevilli oraz bierną postawę obrońców Barçy. Nie minęło pięć minut, a Pinto musiał po raz drugi wyciągać piłkę z siatki. Betis wyprowadził doskonałą kontrę, którą strzałem po ziemi obok wychodzącego bramkarza Barcelony wykończył, podobnie jak chwilę wcześniej, Molina. Na stadionie Betisu zapanowała euforia, a piłkarze ze stolicy Andaluzji nadal grali jak z nut, całkowicie dominując na boisku.

W 15. minucie mogło i powinno być 3:0. Znów sprawcą całego zamieszania był Molina, któremu piłkę spod nóg w ostatniej chwili wybił Piqué. Gra Barcelony pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Defensywne ustawienie wyraźnie nie sprzyjało piłkarzom Guardioli, którzy w konsekwencji niezwykle rzadko dochodzili do sytuacji strzeleckich, a jeśli takie próby się już pojawiały (Keita, Afellay), nie stanowiły one zagrożenia dla Casto.

Od 20. minuty na boisku zaczęło wiać nudą. Gra toczyła się głównie w środku pola, a żadna z drużyn nie kwapiła się do atakowania. Kibiców (przed telewizorami i ekranami komputerów, bo na stadionie atmosfera była wspaniała) z letargu obudził dopiero Leo Messi, wcześniej zupełnie niewidoczny. W 38. minucie otrzymał piłkę na połowie Betisu, minął Isidoro i ze spokojem pokonał Casto. Gol ten uratował honor Barcelony w pierwszej, beznadziejnej w jej wykonaniu połowie. Na domiar złego, w doliczonym czasie gry trzecią bramkę strzelił Betis. Błąd w komunikacji między Milito a Pinto wykorzystał Arzu, który uderzeniem z kilku metrów podwyższył wynik meczu.

Po przerwie Barça grała zdecydowanie lepiej. Dłużej utrzymywała się przy piłce, konstruowała składne akcje, ale wciąż brakowało strzałów i bramek. W 53. minucie w polu karnym gospodarzy znalazł się Messi, a piłka po jego strzale trafiła w rękę interweniującego wślizgiem Isidoro. Futbolówkę na jedenastym metrze od bramki ustawił sam Argentyńczyk, ale fatalnie spudłował i rezultat nie uległ zmianie. Kilka minut później znów w roli głównej wystąpił Messi. Sprytnie rozegrał rzut wolny, mocno bijąc piłkę w pole karne, ale mimo obecności kilku graczy w bordowo-granatowych strojach żaden z nich nie zdołał przeciąć lotu piłki. W 66. minucie znów dali o sobie znać gospodarze, a konkretnie Nacho, który potężnym strzałem trafił w słupek bramki Pinto.

Chociaż awans pozostawał raczej w sferze marzeń, kibice Betisu bawili się znakomicie. Nieustannie dopingowali swoich piłkarzy, a ich styl gry do tego stopnia spodobał się fanom, że przez kilka dobrych minut, gdy zawodnicy Pepe Meli wymieniali podania w środku pola, słychać było gromkie "Ole! Ole!".

Pod koniec meczu kontaktowego gola starali się zdobyć jeszcze goście. W 83. minucie w polu karnym rywali znalazł się z piłką przy nodze Adriano, ale zamiast strzelać wolał dogrywać do Messiego, w czym połapali się defensorzy Betisu i wybili futbolówkę na rzut rożny. Podobna sytuacja miała miejsce chwilę później i skutek był dokładnie taki sam. Carlos Clos Gómez nie przedłużył spotkania ani o minutę i piłkarze obu drużyn mogli wznieść ręce w geście triumfu: Barcelona z powodu awansu do kolejnej rundy, Betis z kolei po dość nieoczekiwanej wygranej z jedną z najlepszych drużyn świata.

Podsumowując grę poszczególnych zawodników, na pewno można pochwalić Afellaya, jednego z bardziej aktywnych graczy gości. Słabo grała dziś obrona, w przypadku której brak zrozumienia powodował wiele niebezpiecznych sytuacji dla Betisu. Bezbarwny występ Bojana, jednak młody Hiszpan nie otrzymywał wielu piłek, nie był więc w stanie pokazać pełni swoich umiejętności.

Brak ośmiu zawodników z pierwszego składu nie może być w żadnym wypadku usprawiedliwieniem: Barcelona była dziś po prostu słabsza i mówiąc szczerze, nie miała zbyt wiele do powiedzenia w starciu z drugoligowym Betisem. Drużyna z Andaluzji kończy tym samym piękną passę Katalończyków - 28 meczów bez porażki. Ostatni raz gracze Guardioli schodzi z boiska pokonani 11 września 2010 roku, gdy sensacyjnie przegrali z Hérculésem. W obecnej sytuacji i wszechobecnej euforii kubeł zimnej wody na pewno się przyda. Szczęśliwie porażka praktycznie nie ma swoich konsekwencji, bo Barcelonie i tak udało się awansować do kolejnej rundy.

W walce o finał Pucharu Króla Barça zmierzy się z Almeríą, która wyeliminowała Deportivo.

Real Betis 3:1 FC Barcelona

Bramki: 2' Molina, 7' Molina, 45+2′ Arzu - 38' Messi.

Żółte kartki: Isidoro, J. Pereira - Adriano.

FC Barcelona: : Pinto, Adriano, Piqué, Milito, Maxwell, Mascherano, Keita, Xavi (78' Busquets), Afellay (78' Abidal), Bojan (86' Jeffrén) i Messi.

Real Betis: : Casto, Isidoro, Belenguer, Roversio, Nacho, Iriney (62' Cañas), Salva Sevilla, Ezequiel (65' Vega), Arzu, J. Pereira i Molina (79' Israel).


[Źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze