Marzenia rywali się nie spełniają; Barça - Almería 5:0
Manita, manita, manita... która to już w tym sezonie? Szczerze mówiąc jakiś czas temu przestałem liczyć. Almería z Barceloną w tym sezonie mierzyła się dwukrotnie. Straciła 13 goli, a w zamian... oddała kilka strzałów na bramkę Valdésa i Pinto. Może odechcieć się gry w piłkę. Naprawdę. Ale to nie nasze zmartwienie.
Od początku spotkania dominacja zespołu Mistrza Hiszpanii nie podlegała dyskusji. Pierwsza dogodna okazja do zdobycia gola pojawiła się jednak ‘dopiero' w 5. minucie, kiedy to fenomenalnym podaniem popisał się ten, kto z fenomenalnych podań słynie od lat. Xavi Hernandez Creus, bo o nim mowa zagrał dokładnego jak wskazówka szwajcarskiego zegarka, crossa do Leo Messiego. Argentyńczyk bez chwili namysłu popędził na bramkę Almeríi, ale będąc naciskanym przez defensorów gości nie potrafił w sytuacji sam na sam trafić w bramkę strzeżoną przez Estebana. Barça zdążyła już nas przyzwyczaić, do tego, iż na bramkowe okazje czekać długo nie trzeba, Katalończycy nie zawiedli i tym razem. W 9. minucie podanie od Pedro przejął wcześniej wspomniany Messi, z dziecinną łatwością poradził sobie z rywalami i uderzył na bramkę Estebana. Portero Almeríi delikatnie mówiąc nie zachował się najlepiej i piłka po uderzeniu napastnika Barcelony wpadła do bramki. Bramkarz przyjezdnych dał znać o sobie także minutę później czym zaskoczył pewnie nawet swoich kolegów z zespołu. Trójkowa kontra Barçy zakończyła się podaniem Xaviego do Villi, ten po przyjęciu piłki ograł rywala i strzelił na 2:0. Esteban nie jest i nigdy nie będzie Diego Alvesem, co Barcelona bezlitośnie wykorzystała.
W 12. minucie swoją szansę mieli przyjezdni. W polu karnym nakładką zagrał Abidal i arbiter odgwizdał rzut wolny pośredni. Uderzenie jednego z zawodników Almeríi trafiło jednak tylko w szczelnie ustawiony przez Pinto mur złożony z graczy w bordowo-granatowych koszulkach. Chwili słabości defensywy Barçy, goście nie potrafili wykorzystać także chwilę później, kiedy to doskonałą szansę zmarnował Vargas. Nie chciała strzelać Almería to strzelała Barcelona. W 15. minucie pięknym podaniem popisał się Iniesta, Messi z okolic pola karnego strzelił bardzo precyzyjnie w długi róg i było 3:0. Goście wyglądali na zupełnie podłamanych, co zresztą nie powinno dziwić. Bezradna Almería nie miała nic do powiedzenia, a rycerze Guardioli bawili się w najlepsze. W 19. minucie Katalończycy postanowili przebić wszystkie poprzednie akcje razem wzięte. Pięknym przerzuceniem piłki nad obroną gości popisał się Xavi, Pedro uderzał przewrotką i do pełni szczęścia brakowało tylko kolejnego gola. Ale za pięknie być nie mogło dlatego Pedro swoim uderzeniem prędzej zaskoczyłby przelatującego gołębia, aniżeli łapacza Almeríi.
Kilka chwil później przypomniał o sobie David Villa. Były snajper Valencii popisał się bardzo efektowną szarżą w polu karnym, doskonale odegrał do Xaviego, który uderzył z pierwszej piłki na bramkę Estebana. Strzał Hernandeza został zablokowany przez jednego z obrońców, do piłki dopadł Messi, zagrał piętą do Villi i było(by) 4:0. Byłoby gdyby sędzia nie dopatrzył się (słusznie) spalonego. Nie minęły trzy kwadranse od pierwszego gwizdka, a nie było już, co zbierać. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Xaviego padło łupem Pedro, który pięknym strzałem głową podwyższył wynik spotkania. Na Camp Nou panowała fantastyczna atmosfera, bynajmniej nie z powodu zamknięcia budek z pestkami słonecznika, gra Barcelony nie pozwalała siedzieć spokojnie, nawet Culés, którzy wspaniałym dopingiem rażą równie często, co Real w pojedynkach z Barçą Guardioli. A tak propos... czy wiecie, że w ostatnim meczu Copa del Rey, Betis strzelił Barcelonie więcej goli niż Real Madryt we wszystkich meczach przeciwko drużynie Pepa razem wziętych? Nie? No to już wiecie. Ten sam Pep, którego zespół kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa przychodził do klubu jako brunet. Po paru latach spędzonych w roli szkoleniowca bordowo-granatowych można było odnieść wrażenie, że Guardiola postarzał się o 10 lat, czarnych włosów na głowie miał mniej więcej tyle, co Puyol na klatce piersiowej. Ten sezon jest jednak dla Mistera mniej nerwowy, co sprawiło, iż jego fryzura i nieodłączna broda zaczyna wracać do pierwotnego koloru.
Doskonale grających Messiego i spółkę nie sposób zatrzymać (przepisowo rzecz jasna). Gracze Almeríi grali coraz ostrzej, nie mogąc znaleźć innego sposobu na rozpędzonych barcelonistów po prostu faulowali. Po jednej z kontrowersyjnych decyzji arbitra, kiedy to w 41. minucie przed polem karnym padł Xavi, z kontrą popędzili goście i o mało nie zdobyli gola. Na posterunku był jednak Pinto, który doskonale wybronił uderzenie Vargasa. Na odpowiedź Barcelony nie trzeba było długo czekać. Świetną indywidualną akcję przeprowadził Messi, ale tym razem doskonale spisał się Esteban. Po 45 minutach arbiter zakończył pierwszą część meczu.
Druga część gry tradycyjnie zaczęła się bardzo spokojnie, gospodarze mając wypracowany bardzo korzystny wynik nie kwapili się do stwarzania kolejnych okazji bramkowych. Na pierwszą kombinacyjną akcję Mistrzów Hiszpanii czekaliśmy do 60. minuty. Piękną akcje zespołową mógł wykończyć Pedro, który otrzymał podanie piętą od Villi, ale w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Estebana. Chwilę później z 30 metrów potężnie kropnął Mascherano, ale znów świetnie spisał się Esteban. Atmosfera na Camp Nou była wspaniała, skandowanie nazwisk piłkarzy, meksykańska fala były dowodem na to jak bawili się katalońscy kibice.
W 65. minucie najlepszą okazję w meczu miał Vargas, który uciekł Piqué i Abidalowi i znalazł się w sytuacji sam na sam z Pinto. Drugi raz górą okazał się portero Barçy, który do końca wyczekał napastnika Almeríi i nie dał się pokonać. Po chwili na boisku pojawił się Afellay, który zmienił Davida Villę. Już pierwsza akcja holenderskiego pomocnika była spektakularna. Holender popisał się doskonałym, prostopadłym podaniem do Pedro, jednak ten w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Estebana (tak, tak to ten sam, co bronił w pierwszej połowie). W 78. minucie do akcji ofensywnej podłączył się grający dziś na pozycji stopera, Éric Abidal. Czarna torpeda niczym walec przejechała się po zawodnikach Almeríi ogrywając jednego za drugim z łatwością podobną do tej z jaką Body Miller pokonuje slalomowe tyczki podczas giganta. Gdy jest trzeźwy rzecz jasna. Francuz będąc już pod polem karnym dograł do Messiego, co łatwo odczytali gracze gości, którzy tym samym przerwali niesamowitą szarżę Francuza.
Niespełna minutę później o swoim wyszkoleniu technicznym przypomniał sobie Blady Cesarz, który wspaniale ograł zawodników Almeríi w polu karnym po czym upadł na murawę. Okazało się, że Iniesta zaczarował obronę Andaluzyjczyków, ale i... samego sędziego, który uznał, że o przewinieniu nie było mowy. Podczas gdy większość z nas rozmyślała już o kolejnej ofiarze Barcelony, swój geniusz pokazał Messi. W 88. minucie Leo przepięknie wypatrzył wbiegającego w pole karnym Keitę, a ten niczym rasowy snajper uderzył nie do obrony. Kolejna manita stała się faktem. Barcelona wybiła z głowy marzenia Almeríi o grze w finale o ile takowe w ogóle się pojawiły. Pozostaje nam tylko czekać na wyłonienie rywala w drugim półfinałowym pojedynku Copa del Rey. Po pierwszym spotkaniu bliżsi batalii z Barçą są ci, którzy z Almeríą 10 dni temu zremisowali 1:1. Ci sami, których zawsze okradają sędziowie jeśli nie wygrywają. Rewanż na Bernabeu zapowiada się jednak bardziej interesująco aniżeli rewanżowy mecz Barçy na Estadio de los Juegos. Dziękuję za uwagę.
FC Barcelona: Pinto; Adriano, Piqué, Abidal, Maxwell (Milito 82'), Xavi (Keita 73'), Mascherano, Iniesta, Pedro, Messi i Villa (Afellay 66').
Almería: Esteban, Pellerano, Crusat, Piatti (Ortiz 84'), Luna, Corona (Uche 60'), Michel, M'Bami, Carlos García, Vargas i Goitom (Ulloa 73').
Gole:
1:0 Messi (10')
2:0 David Villa (11')
3:0 Messi (16')
4:0 Pedro (31')
5:0 Keita (89')
Od początku spotkania dominacja zespołu Mistrza Hiszpanii nie podlegała dyskusji. Pierwsza dogodna okazja do zdobycia gola pojawiła się jednak ‘dopiero' w 5. minucie, kiedy to fenomenalnym podaniem popisał się ten, kto z fenomenalnych podań słynie od lat. Xavi Hernandez Creus, bo o nim mowa zagrał dokładnego jak wskazówka szwajcarskiego zegarka, crossa do Leo Messiego. Argentyńczyk bez chwili namysłu popędził na bramkę Almeríi, ale będąc naciskanym przez defensorów gości nie potrafił w sytuacji sam na sam trafić w bramkę strzeżoną przez Estebana. Barça zdążyła już nas przyzwyczaić, do tego, iż na bramkowe okazje czekać długo nie trzeba, Katalończycy nie zawiedli i tym razem. W 9. minucie podanie od Pedro przejął wcześniej wspomniany Messi, z dziecinną łatwością poradził sobie z rywalami i uderzył na bramkę Estebana. Portero Almeríi delikatnie mówiąc nie zachował się najlepiej i piłka po uderzeniu napastnika Barcelony wpadła do bramki. Bramkarz przyjezdnych dał znać o sobie także minutę później czym zaskoczył pewnie nawet swoich kolegów z zespołu. Trójkowa kontra Barçy zakończyła się podaniem Xaviego do Villi, ten po przyjęciu piłki ograł rywala i strzelił na 2:0. Esteban nie jest i nigdy nie będzie Diego Alvesem, co Barcelona bezlitośnie wykorzystała.
W 12. minucie swoją szansę mieli przyjezdni. W polu karnym nakładką zagrał Abidal i arbiter odgwizdał rzut wolny pośredni. Uderzenie jednego z zawodników Almeríi trafiło jednak tylko w szczelnie ustawiony przez Pinto mur złożony z graczy w bordowo-granatowych koszulkach. Chwili słabości defensywy Barçy, goście nie potrafili wykorzystać także chwilę później, kiedy to doskonałą szansę zmarnował Vargas. Nie chciała strzelać Almería to strzelała Barcelona. W 15. minucie pięknym podaniem popisał się Iniesta, Messi z okolic pola karnego strzelił bardzo precyzyjnie w długi róg i było 3:0. Goście wyglądali na zupełnie podłamanych, co zresztą nie powinno dziwić. Bezradna Almería nie miała nic do powiedzenia, a rycerze Guardioli bawili się w najlepsze. W 19. minucie Katalończycy postanowili przebić wszystkie poprzednie akcje razem wzięte. Pięknym przerzuceniem piłki nad obroną gości popisał się Xavi, Pedro uderzał przewrotką i do pełni szczęścia brakowało tylko kolejnego gola. Ale za pięknie być nie mogło dlatego Pedro swoim uderzeniem prędzej zaskoczyłby przelatującego gołębia, aniżeli łapacza Almeríi.
Kilka chwil później przypomniał o sobie David Villa. Były snajper Valencii popisał się bardzo efektowną szarżą w polu karnym, doskonale odegrał do Xaviego, który uderzył z pierwszej piłki na bramkę Estebana. Strzał Hernandeza został zablokowany przez jednego z obrońców, do piłki dopadł Messi, zagrał piętą do Villi i było(by) 4:0. Byłoby gdyby sędzia nie dopatrzył się (słusznie) spalonego. Nie minęły trzy kwadranse od pierwszego gwizdka, a nie było już, co zbierać. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Xaviego padło łupem Pedro, który pięknym strzałem głową podwyższył wynik spotkania. Na Camp Nou panowała fantastyczna atmosfera, bynajmniej nie z powodu zamknięcia budek z pestkami słonecznika, gra Barcelony nie pozwalała siedzieć spokojnie, nawet Culés, którzy wspaniałym dopingiem rażą równie często, co Real w pojedynkach z Barçą Guardioli. A tak propos... czy wiecie, że w ostatnim meczu Copa del Rey, Betis strzelił Barcelonie więcej goli niż Real Madryt we wszystkich meczach przeciwko drużynie Pepa razem wziętych? Nie? No to już wiecie. Ten sam Pep, którego zespół kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa przychodził do klubu jako brunet. Po paru latach spędzonych w roli szkoleniowca bordowo-granatowych można było odnieść wrażenie, że Guardiola postarzał się o 10 lat, czarnych włosów na głowie miał mniej więcej tyle, co Puyol na klatce piersiowej. Ten sezon jest jednak dla Mistera mniej nerwowy, co sprawiło, iż jego fryzura i nieodłączna broda zaczyna wracać do pierwotnego koloru.
Doskonale grających Messiego i spółkę nie sposób zatrzymać (przepisowo rzecz jasna). Gracze Almeríi grali coraz ostrzej, nie mogąc znaleźć innego sposobu na rozpędzonych barcelonistów po prostu faulowali. Po jednej z kontrowersyjnych decyzji arbitra, kiedy to w 41. minucie przed polem karnym padł Xavi, z kontrą popędzili goście i o mało nie zdobyli gola. Na posterunku był jednak Pinto, który doskonale wybronił uderzenie Vargasa. Na odpowiedź Barcelony nie trzeba było długo czekać. Świetną indywidualną akcję przeprowadził Messi, ale tym razem doskonale spisał się Esteban. Po 45 minutach arbiter zakończył pierwszą część meczu.
Druga część gry tradycyjnie zaczęła się bardzo spokojnie, gospodarze mając wypracowany bardzo korzystny wynik nie kwapili się do stwarzania kolejnych okazji bramkowych. Na pierwszą kombinacyjną akcję Mistrzów Hiszpanii czekaliśmy do 60. minuty. Piękną akcje zespołową mógł wykończyć Pedro, który otrzymał podanie piętą od Villi, ale w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Estebana. Chwilę później z 30 metrów potężnie kropnął Mascherano, ale znów świetnie spisał się Esteban. Atmosfera na Camp Nou była wspaniała, skandowanie nazwisk piłkarzy, meksykańska fala były dowodem na to jak bawili się katalońscy kibice.
W 65. minucie najlepszą okazję w meczu miał Vargas, który uciekł Piqué i Abidalowi i znalazł się w sytuacji sam na sam z Pinto. Drugi raz górą okazał się portero Barçy, który do końca wyczekał napastnika Almeríi i nie dał się pokonać. Po chwili na boisku pojawił się Afellay, który zmienił Davida Villę. Już pierwsza akcja holenderskiego pomocnika była spektakularna. Holender popisał się doskonałym, prostopadłym podaniem do Pedro, jednak ten w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Estebana (tak, tak to ten sam, co bronił w pierwszej połowie). W 78. minucie do akcji ofensywnej podłączył się grający dziś na pozycji stopera, Éric Abidal. Czarna torpeda niczym walec przejechała się po zawodnikach Almeríi ogrywając jednego za drugim z łatwością podobną do tej z jaką Body Miller pokonuje slalomowe tyczki podczas giganta. Gdy jest trzeźwy rzecz jasna. Francuz będąc już pod polem karnym dograł do Messiego, co łatwo odczytali gracze gości, którzy tym samym przerwali niesamowitą szarżę Francuza.
Niespełna minutę później o swoim wyszkoleniu technicznym przypomniał sobie Blady Cesarz, który wspaniale ograł zawodników Almeríi w polu karnym po czym upadł na murawę. Okazało się, że Iniesta zaczarował obronę Andaluzyjczyków, ale i... samego sędziego, który uznał, że o przewinieniu nie było mowy. Podczas gdy większość z nas rozmyślała już o kolejnej ofiarze Barcelony, swój geniusz pokazał Messi. W 88. minucie Leo przepięknie wypatrzył wbiegającego w pole karnym Keitę, a ten niczym rasowy snajper uderzył nie do obrony. Kolejna manita stała się faktem. Barcelona wybiła z głowy marzenia Almeríi o grze w finale o ile takowe w ogóle się pojawiły. Pozostaje nam tylko czekać na wyłonienie rywala w drugim półfinałowym pojedynku Copa del Rey. Po pierwszym spotkaniu bliżsi batalii z Barçą są ci, którzy z Almeríą 10 dni temu zremisowali 1:1. Ci sami, których zawsze okradają sędziowie jeśli nie wygrywają. Rewanż na Bernabeu zapowiada się jednak bardziej interesująco aniżeli rewanżowy mecz Barçy na Estadio de los Juegos. Dziękuję za uwagę.
FC Barcelona: Pinto; Adriano, Piqué, Abidal, Maxwell (Milito 82'), Xavi (Keita 73'), Mascherano, Iniesta, Pedro, Messi i Villa (Afellay 66').
Almería: Esteban, Pellerano, Crusat, Piatti (Ortiz 84'), Luna, Corona (Uche 60'), Michel, M'Bami, Carlos García, Vargas i Goitom (Ulloa 73').
Gole:
1:0 Messi (10')
2:0 David Villa (11')
3:0 Messi (16')
4:0 Pedro (31')
5:0 Keita (89')
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)