Oceny za pierwszy półfinał z Almeríą
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".
Oceniający: challenger; SZUMI
Okiem oceniających: Już na wstępie trzeba zaznaczyć, że taka Barcelona, jaką oglądaliśmy w pierwszych 45-ciu minutach, jest nie do zatrzymania dla kogokolwiek. Rozdzierające szeregi przeciwników wejścia z drugiej linii pomocników lub obrońców oglądaliśmy tego wieczora co chwilę. Masche z obrońcami starania rywali czynili beznadziejnymi. Szarżujący pomiędzy obrońcami Iniesta, Messi czy nawet Piqué potrafią być nie do zatrzymania. Jedyną opcją pozostaje przerwanie akcji faulem, dające podopiecznym Guardioli stały fragment gry. A bramka Pedro pokazuje, że ta Barça doskonale wie, jak z nich korzystać.
Magia!
Pinto - 6 - Tym razem należy go pochwalić za grę nogami. Stronił od ryzyka, pewnie i precyzyjnie zagrywał do kolegów. W porównaniu do meczu w Sewilli - jak byśmy widzieli innego bramkarza. Całe szczęście, że w 19. minucie miał nerwy ze stali, bo skończyłoby się na golu po błędzie Piqué. Zanotował jedną znakomitą interwencję w 40. minucie. Przy strzale Goitoma byłby raczej bez szans, ale piłka poszybowała nad bramką. Z kolei w 65' dobrze wyszedł do Szweda mając swój udział w tym, że jego lob minął bramkę. Pozytywny występ drugiego bramkarza Barçy.
Adriano - 7 - Nie był, nie jest i nie będzie Alvesem, ale w tym spotkaniu miał niezwykle dużo wyjść do przodu. Większość była bardzo udanych, m.in. akcja, po której Xavi z wolnego asystował Pedro. Adriano stale starał się być "pod grą", pokazywać się kolegom, oskrzydlać akcje. Z drugiej strony, zdarzało mu się zagrać nieporadnie, a 6 strat to wciąż sporo. Wciąż brakuje mu zaskakujących, nieszablonowych zagrań, co jest wizytówką podstawowego z Brazylijczyków, ale bardzo w tym spotkaniu starał się pokazać, że zasługuje na uznanie kibiców. Będzie o nie z pewnością łatwiej, gdy prędko pozbędzie się tendencji do ostrzeliwania górnych rzędów trybun.
Piqué - 3 - Kilka razy rozkojarzony (co przy słabszym przeciwniku i dobrym wyniku nie zdarza mu się pierwszy raz). Wśród tych błędów wymienić trzeba 3 największe: 14' pod presją Goitoma podał piłkę Crusatowi co dało dogodną okazję temu pierwszemu; chwilę później zagrał jak junior do Pinto (powinna być bramka); wreszcie w 65. minucie minięty niczym pachołek przez Goitoma, który w prezencie wyszedł na sam na sam z Pinto (strzał napastnika Almeríi minął o pół metra bramkę Barcelony). To, że z tych akcji nie było bramek, nie zmienia faktu, że błędy Piqué były karygodne i muszą mieć rażące odbicie w ocenie. Tym bardziej, że spektakularnych interwencji w obronie nie miał (raczej zwykła regularność), a 5 przechwytów to jak na niego nic wielkiego... Poza tym, zwyczajowo skutecznie wyprowadzał piłki (jeden rajdzik), często odbierał. Trochę szkoda, że po wrzutce Iniesty zmarnował dogodną szansę przed bramką rywali.
Abidal - 9 - Świetne pod każdym względem zawody Francuza. Szybko pokazał atakującym Almeríi, że jeśli chcą szukać szans na bramkę, to nie w jego rewirze. W poczynaniach defensywnych wisienką na torcie była jego interwencja 14. minuty, kiedy z wielkim polotem wyłuskał piłkę w polu karnym od dwóch napastników. Ponadto, mimo grania na pozycji stopera, częściej niż Maxwell włączał się do akcji ofensywnych (z dobrym skutkiem, m.in. 40' oraz 78'). Łącznie zanotował na rywalach aż 15 (!) przechwytów, co jest wynikiem jeszcze bardziej fenomenalnym, skoro straty miał tylko... dwie! Oby grał na Camp Nou do końca kariery, o czym sam marzy i często wspomina w wywiadach ("Nie chcę pieniędzy, chcę lat").
Maxwell - 5 -Z rzadka włączał się do akcji ofensywnych w początkowej fazie spotkania, kiedy Barcelona odskakiwała graczom z Almeríi na trzybramkową przewagę. Wypatrzyć go mogli tylko uważni widzowie, w trzecioplanowej roli odgrywającego piłki. Z czasem zmieniło się to dyskretnie na plus, co zaowocowało m.in. szansą na bramkę po idealnym dograniu Messiego (62'). Takich akcji powinno byc jednak więcej, szczególnie w meczu z rywalem, który pozwala Barcelonie zdobyć pięć bramek z czego 4 w pół godziny. W obronie Maxwell grał bez widocznych błędów, ale większa ilość strat niż przechwytów jest w przypadku obrońcy wymownym świadectwem nieskuteczności. Tak "oszczędny" występ ocenić można maksymalnie na "5".
Mascherano - 7 - Pełnił niewdzięczną, ale ważną, rolę zabezpieczającego harce Messiego, Iniesty i reszty przed ewentualnymi kontrami. Wydawałoby się, że był mało widoczny przy mało wymagającym przeciwniku, jednak wystarczy ponownie włączyć mecz i cierpliwie liczyć skuteczne interwencje Argentyńczyka. Nazbiera się ich całkiem pokaźna ilość, co potwierdza statystyka aż 7 odbiorów (w tym jeden bardzo efektowny przy kontrze w 22') przy ledwie 2 stratach. Miłym urozmaiceniem jego występu były dwa strzały z dystansu. Ten z drugiej połowy mógł skończyć się golem, gdyby nie udana interwencje bramkarza rywali.
Xavi - 8 - Szybko dał wyraz swojej wysokiej formy genialnym podaniem w 5' do Messiego, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Estebanem. Jednak "Generał" na tym nie poprzestał i kilka minut później otrzymywał wyrazy wdzięczności od szczęśliwego Davida Villi. Xavi rozgrywał świetne zawody i był lepiej dysponowany już od pierwszych minut niż w większości tegorocznych meczów. Widoczne to było zwłaszcza po dokładności przy bardziej ryzykownych zagraniach, z których w styczniu wiele było zatrzymywanych przez przeciwników. Kilkakrotnie imponował dynamiką, a jego rozegranie i asysta przy drugiej bramce Barcelony były najwyższych lotów. Drugą asystę zaliczył z rzutu wolnego, gdy "na nos" zacentrował do Pedro. Kółeczek i niezliczonych pomniejszych przejawów jego geniuszu w tym meczu - nie zliczymy. Świetne spotkanie Xaviego.
Iniesta - 8 - Kolejny z niezastąpionego kwintetu Xavi-Iniesta-Messi-Villa-Pedro rozjeżdżającego szeregi przeciwników niczym swego czasu polska husaria. Genialnie rozciągał akcje przy kontrach. Akcja na 3:0 dla Barcelony to w dużej mierze jego zasługa (choć wcześniejsze przejęcie Abidala, przepuszczenie piłki między nogami przez Xaviego, rozegranie Pedro i wykończenie Messiego też miały swój udział). Poza tym brał udział niemal w każdej akcji Dumy Katalonii, raz po raz rozdzielając wraz z Xavim piłki przez środka boiska. W 79. minucie zaimponował genialną kiwką a'la Zidane w polu karnym i źródła nie są jednoznaczne względem tego, czy przypadkiem nie był faulowany.
Pedro - 8 - W zajmowanym przez siebie miejscu na boisku daje swój własny koncert. Asysta przy pierwszym golu, świetne zachowanie przy trzecim, bramka na 4:0. Mało? To musimy dodać kilka innych najwyższej klasy zagań, dynamikę, próby strzałów i tak, będziemy nudni i powiemy to znowu: pracowitość. Mówiąc krótko, Pedro w formie prezentuje szeroką paletę piłkarskich barw. A bramka główką? To chyba tylko możliwe w pojedynku z hiszpańskim zespołem...
Messi - 9 - Widać, że nowe obuwie wreszcie dopasowało mu się do stóp. Zaczął mecz od bardzo dobrej sytuacji w 5. minucie po pięknym dograniu Xaviego, lecz mimo zostawienia w tyle dwóch obrońców chybił z kilku metrów od bramki. Co się odwlecze to nie uciecze, już trzy minuty później po dograniu Pedro, otworzył wynik spotkania. Miał też swój udział przy kolejnym trafieniu Barcelony, kiedy wraz z Iniestą, Xavim oraz Villą przeprowadzili idealny kontratak w najlepszym stylu Blaugrany... No a zanim minęła połowa godziny gry, Leo miał już na swoim koncie dublet. Do przerwy jeszcze dwukrotnie mógł podwyższyć wynik (milimetry obok bramki w 34. minucie oraz świetna obrona Estebana w 43. minucie). W drugiej połowie, podobnie jak cała drużyna, zdecydowanie zwolnił, aby nadmiernie się nie eksploatować. W końcówce spotkania ostatni raz odpalił fajerwerki, asystując w absolutnie genialny sposób przy golu Keity. Wielki mecz Leo!
Villa - 7 - W pierwszej połowie brał udział w prawie każdej akcji Barcelony, miał wiele ciekawych zarań i zdobył swoją bramkę. Po przewie mniej widoczny nawet na tle mało aktywnych partnerów z drużyny. Swoje jednak zrobił.
Rezerwowi:
Afellay - 7 - Świetnie wszedł w mecz i nie spuścił z tonu do ostatniego gwizdka sędziego. Nie bał się brać gry na siebie i przynosiło to bardo optymistyczne skutki. Już chwilę po wejściu, w 68. minucie, wypracował Pedro sytuację sam na sam z bramkarzem Almeríi. Widać, że początkowa trema już go opuściła, zaczął podejmować się dryblingów, prób indywidualnego rozegrania akcji, zaskakujących podań, lepiej dostrzegać kolegów. Brawo!
Keita - 6 - Odciążył Xaviego i wsparł środek pola. Ponownie zdobył bramkę wchodząc w końcówce spotkania. Tym razem dopełnił kolejnej manity po genialnej akcji Messiego. Świetne przyjęcie Camp Nou przyjęło z wielkim podziwem, a wykończenie godne rasowego napastnika pozwala kandydować Malijczykowi na strzelca bramki meczu. Ach, ten Seydou!
Milito - bez oceny -Grał za krótko.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".
Oceniający: challenger; SZUMI
Okiem oceniających: Już na wstępie trzeba zaznaczyć, że taka Barcelona, jaką oglądaliśmy w pierwszych 45-ciu minutach, jest nie do zatrzymania dla kogokolwiek. Rozdzierające szeregi przeciwników wejścia z drugiej linii pomocników lub obrońców oglądaliśmy tego wieczora co chwilę. Masche z obrońcami starania rywali czynili beznadziejnymi. Szarżujący pomiędzy obrońcami Iniesta, Messi czy nawet Piqué potrafią być nie do zatrzymania. Jedyną opcją pozostaje przerwanie akcji faulem, dające podopiecznym Guardioli stały fragment gry. A bramka Pedro pokazuje, że ta Barça doskonale wie, jak z nich korzystać.
Magia!
Pinto - 6 - Tym razem należy go pochwalić za grę nogami. Stronił od ryzyka, pewnie i precyzyjnie zagrywał do kolegów. W porównaniu do meczu w Sewilli - jak byśmy widzieli innego bramkarza. Całe szczęście, że w 19. minucie miał nerwy ze stali, bo skończyłoby się na golu po błędzie Piqué. Zanotował jedną znakomitą interwencję w 40. minucie. Przy strzale Goitoma byłby raczej bez szans, ale piłka poszybowała nad bramką. Z kolei w 65' dobrze wyszedł do Szweda mając swój udział w tym, że jego lob minął bramkę. Pozytywny występ drugiego bramkarza Barçy.
Adriano - 7 - Nie był, nie jest i nie będzie Alvesem, ale w tym spotkaniu miał niezwykle dużo wyjść do przodu. Większość była bardzo udanych, m.in. akcja, po której Xavi z wolnego asystował Pedro. Adriano stale starał się być "pod grą", pokazywać się kolegom, oskrzydlać akcje. Z drugiej strony, zdarzało mu się zagrać nieporadnie, a 6 strat to wciąż sporo. Wciąż brakuje mu zaskakujących, nieszablonowych zagrań, co jest wizytówką podstawowego z Brazylijczyków, ale bardzo w tym spotkaniu starał się pokazać, że zasługuje na uznanie kibiców. Będzie o nie z pewnością łatwiej, gdy prędko pozbędzie się tendencji do ostrzeliwania górnych rzędów trybun.
Piqué - 3 - Kilka razy rozkojarzony (co przy słabszym przeciwniku i dobrym wyniku nie zdarza mu się pierwszy raz). Wśród tych błędów wymienić trzeba 3 największe: 14' pod presją Goitoma podał piłkę Crusatowi co dało dogodną okazję temu pierwszemu; chwilę później zagrał jak junior do Pinto (powinna być bramka); wreszcie w 65. minucie minięty niczym pachołek przez Goitoma, który w prezencie wyszedł na sam na sam z Pinto (strzał napastnika Almeríi minął o pół metra bramkę Barcelony). To, że z tych akcji nie było bramek, nie zmienia faktu, że błędy Piqué były karygodne i muszą mieć rażące odbicie w ocenie. Tym bardziej, że spektakularnych interwencji w obronie nie miał (raczej zwykła regularność), a 5 przechwytów to jak na niego nic wielkiego... Poza tym, zwyczajowo skutecznie wyprowadzał piłki (jeden rajdzik), często odbierał. Trochę szkoda, że po wrzutce Iniesty zmarnował dogodną szansę przed bramką rywali.
Abidal - 9 - Świetne pod każdym względem zawody Francuza. Szybko pokazał atakującym Almeríi, że jeśli chcą szukać szans na bramkę, to nie w jego rewirze. W poczynaniach defensywnych wisienką na torcie była jego interwencja 14. minuty, kiedy z wielkim polotem wyłuskał piłkę w polu karnym od dwóch napastników. Ponadto, mimo grania na pozycji stopera, częściej niż Maxwell włączał się do akcji ofensywnych (z dobrym skutkiem, m.in. 40' oraz 78'). Łącznie zanotował na rywalach aż 15 (!) przechwytów, co jest wynikiem jeszcze bardziej fenomenalnym, skoro straty miał tylko... dwie! Oby grał na Camp Nou do końca kariery, o czym sam marzy i często wspomina w wywiadach ("Nie chcę pieniędzy, chcę lat").
Maxwell - 5 -Z rzadka włączał się do akcji ofensywnych w początkowej fazie spotkania, kiedy Barcelona odskakiwała graczom z Almeríi na trzybramkową przewagę. Wypatrzyć go mogli tylko uważni widzowie, w trzecioplanowej roli odgrywającego piłki. Z czasem zmieniło się to dyskretnie na plus, co zaowocowało m.in. szansą na bramkę po idealnym dograniu Messiego (62'). Takich akcji powinno byc jednak więcej, szczególnie w meczu z rywalem, który pozwala Barcelonie zdobyć pięć bramek z czego 4 w pół godziny. W obronie Maxwell grał bez widocznych błędów, ale większa ilość strat niż przechwytów jest w przypadku obrońcy wymownym świadectwem nieskuteczności. Tak "oszczędny" występ ocenić można maksymalnie na "5".
Mascherano - 7 - Pełnił niewdzięczną, ale ważną, rolę zabezpieczającego harce Messiego, Iniesty i reszty przed ewentualnymi kontrami. Wydawałoby się, że był mało widoczny przy mało wymagającym przeciwniku, jednak wystarczy ponownie włączyć mecz i cierpliwie liczyć skuteczne interwencje Argentyńczyka. Nazbiera się ich całkiem pokaźna ilość, co potwierdza statystyka aż 7 odbiorów (w tym jeden bardzo efektowny przy kontrze w 22') przy ledwie 2 stratach. Miłym urozmaiceniem jego występu były dwa strzały z dystansu. Ten z drugiej połowy mógł skończyć się golem, gdyby nie udana interwencje bramkarza rywali.
Xavi - 8 - Szybko dał wyraz swojej wysokiej formy genialnym podaniem w 5' do Messiego, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Estebanem. Jednak "Generał" na tym nie poprzestał i kilka minut później otrzymywał wyrazy wdzięczności od szczęśliwego Davida Villi. Xavi rozgrywał świetne zawody i był lepiej dysponowany już od pierwszych minut niż w większości tegorocznych meczów. Widoczne to było zwłaszcza po dokładności przy bardziej ryzykownych zagraniach, z których w styczniu wiele było zatrzymywanych przez przeciwników. Kilkakrotnie imponował dynamiką, a jego rozegranie i asysta przy drugiej bramce Barcelony były najwyższych lotów. Drugą asystę zaliczył z rzutu wolnego, gdy "na nos" zacentrował do Pedro. Kółeczek i niezliczonych pomniejszych przejawów jego geniuszu w tym meczu - nie zliczymy. Świetne spotkanie Xaviego.
Iniesta - 8 - Kolejny z niezastąpionego kwintetu Xavi-Iniesta-Messi-Villa-Pedro rozjeżdżającego szeregi przeciwników niczym swego czasu polska husaria. Genialnie rozciągał akcje przy kontrach. Akcja na 3:0 dla Barcelony to w dużej mierze jego zasługa (choć wcześniejsze przejęcie Abidala, przepuszczenie piłki między nogami przez Xaviego, rozegranie Pedro i wykończenie Messiego też miały swój udział). Poza tym brał udział niemal w każdej akcji Dumy Katalonii, raz po raz rozdzielając wraz z Xavim piłki przez środka boiska. W 79. minucie zaimponował genialną kiwką a'la Zidane w polu karnym i źródła nie są jednoznaczne względem tego, czy przypadkiem nie był faulowany.
Pedro - 8 - W zajmowanym przez siebie miejscu na boisku daje swój własny koncert. Asysta przy pierwszym golu, świetne zachowanie przy trzecim, bramka na 4:0. Mało? To musimy dodać kilka innych najwyższej klasy zagań, dynamikę, próby strzałów i tak, będziemy nudni i powiemy to znowu: pracowitość. Mówiąc krótko, Pedro w formie prezentuje szeroką paletę piłkarskich barw. A bramka główką? To chyba tylko możliwe w pojedynku z hiszpańskim zespołem...
Messi - 9 - Widać, że nowe obuwie wreszcie dopasowało mu się do stóp. Zaczął mecz od bardzo dobrej sytuacji w 5. minucie po pięknym dograniu Xaviego, lecz mimo zostawienia w tyle dwóch obrońców chybił z kilku metrów od bramki. Co się odwlecze to nie uciecze, już trzy minuty później po dograniu Pedro, otworzył wynik spotkania. Miał też swój udział przy kolejnym trafieniu Barcelony, kiedy wraz z Iniestą, Xavim oraz Villą przeprowadzili idealny kontratak w najlepszym stylu Blaugrany... No a zanim minęła połowa godziny gry, Leo miał już na swoim koncie dublet. Do przerwy jeszcze dwukrotnie mógł podwyższyć wynik (milimetry obok bramki w 34. minucie oraz świetna obrona Estebana w 43. minucie). W drugiej połowie, podobnie jak cała drużyna, zdecydowanie zwolnił, aby nadmiernie się nie eksploatować. W końcówce spotkania ostatni raz odpalił fajerwerki, asystując w absolutnie genialny sposób przy golu Keity. Wielki mecz Leo!
Villa - 7 - W pierwszej połowie brał udział w prawie każdej akcji Barcelony, miał wiele ciekawych zarań i zdobył swoją bramkę. Po przewie mniej widoczny nawet na tle mało aktywnych partnerów z drużyny. Swoje jednak zrobił.
Rezerwowi:
Afellay - 7 - Świetnie wszedł w mecz i nie spuścił z tonu do ostatniego gwizdka sędziego. Nie bał się brać gry na siebie i przynosiło to bardo optymistyczne skutki. Już chwilę po wejściu, w 68. minucie, wypracował Pedro sytuację sam na sam z bramkarzem Almeríi. Widać, że początkowa trema już go opuściła, zaczął podejmować się dryblingów, prób indywidualnego rozegrania akcji, zaskakujących podań, lepiej dostrzegać kolegów. Brawo!
Keita - 6 - Odciążył Xaviego i wsparł środek pola. Ponownie zdobył bramkę wchodząc w końcówce spotkania. Tym razem dopełnił kolejnej manity po genialnej akcji Messiego. Świetne przyjęcie Camp Nou przyjęło z wielkim podziwem, a wykończenie godne rasowego napastnika pozwala kandydować Malijczykowi na strzelca bramki meczu. Ach, ten Seydou!
Milito - bez oceny -Grał za krótko.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)