Powrót syna marnotrawnego - felieton

Choder

4 lutego 2011, 18:07

Brak komentarzy

W przypadku piłkarzy kategorii jest wiele. Są piłkarze-magicy (Messi), są piłkarze-nieudacznicy (Maciej Iwański). Są i rzemieślnicy (Mascherano), "piłkarze szklani" (Robben), artyści (Iniesta), sprinterzy (Walcott), boiskowi brutale (de Jong) i tak dalej. Naprawdę można by tak wymieniać bez końca, wzdłuż i wszerz, pionowo i poziomo. Są jednak wreszcie piłkarze, którzy niezmiennie frapują ekspertów, trenerów, a wreszcie kibiców. To bodaj najbardziej bolesna reprezentacja. Reprezentacja wiecznie niespełnionych talentów. W omawianym poniżej przypadku, do takiego stwierdzenia daleko. Giovani dos Santos jest jednak na jak najlepszej drodze.

Tras los pasos de Ronaldinho. Taki podtytuł ma jedna ze stron internetowych, poświęcona młodemu piłkarzowi, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "śladami Ronaldinho". - Marzenia ściętej głowy - mógłby ktoś pomyśleć. Nie do końca. Dos Santos ze swoim talentem faktycznie był bowiem porównywany do genialnego Brazylijczyka. Dziś takie analogie wzbudzają gorzki uśmiech politowania. Popularny Gio wyraźnie się pogubił.

A wszystko zaczęło się w Meksyku. Urodzony w 1989 roku piłkarz rozpoczął swoją przygodę w miejscowym klubie w Monterrey. Dos Santos od początku zwrócił uwagę trenerów. W wieku 12 lat po uzdolnionego piłkarza zgłosili się przedstawiciele FC Barcelony, którzy zapragnęli oszlifować talent młokosa w swojej szkółce La Masía. Przyszłość piłkarza rysowała się w jasnych barwach i nikt wtedy nie przypuszczał, że za kilka lat dos Santos okaże się wielkim rozczarowaniem w Barcelonie i ostatecznie opuści stolicę Katalonii. Po latach gry w młodzieżowych drużynach Barçy, czas Giovaniego właśnie nadchodził. - Zamierzam wykorzystać swoje pięć minut - zapowiadał piłkarz. W okresie przygotowawczym do sezonu 2007/08, dos Santos był prawdziwym objawieniem, a zarazem najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny zdobywając pięć bramek. Początek sezonu w wykonaniu piłkarza również był bardzo dobry. Młodzian grał, asystował i robił różnicę na boisku. Jak się później okazało, były to miłe złego początki. - Moim marzeniem jest rozwój w Barcelonie, najlepszym klubie świata - zapewniał. Ku rozczarowaniu zwolenników wielkiego talentu piłkarza, z każdą następną kolejką sezonu, Giovani wypadał coraz słabiej, grał coraz mniej i ostatecznie tylko sporadycznie występował w pierwszej drużynie na Camp Nou. Oliwy do ognia dolał Edmílson, który po jednym z przegranych spotkań Barçy i słabej postawie dos Santosa powiedział, że "są piłkarze, których bardziej interesują pieniądze i własny majątek niż dobro zespołu".

Rozstanie piłkarza z Barceloną było symboliczne. Zakończył je występ w ostatniej kolejce sezonu 07/08 przeciwko Realowi Murcia, w którym dos Santos po raz ostatni zabłysnął, popisując się hattrickiem. To było jednak za mało. Z Klubem w napiętej atmosferze rozstawał się Rijkaard, wielki zwolennik talentu Meksykanina, a Barcelonie potrzebna była mała rewolucja kadrowa. Czas dos Santosa w stolicy Katalonii dobiegł końca.

Po sezonie piłkarz za blisko 5 milionów funtów odszedł do Tottenhamu, w którym nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Od 2008 roku, zawodnik rozegrał zaledwie dwadzieścia spotkań w barwach Kogutów. W międzyczasie był wypożyczany do Ipswich Town, a później do tureckiego Galatasaray. Mimo wątpliwych sukcesów sportowych, piłkarz bardzo dobrze dał się zapamiętać kibicom Tottenhamu. Podczas jednej ze świątecznych imprez, dos Santos bawił się wraz z kolegami z drużyny w londyńskim Taman Gang Club. "Trudów" zabawy nie wytrzymał i po kolejnym drinku odnalazł swe miejsce na parkiecie klubu w pozycji horyzontalnej. Jonathon Woodgate, Gareth Bale i Kevin Prince-Boateng byli naocznymi świadkami upadku wielkiej nadziei futbolu. O tym jak gorzka była przygoda Meksykanina z Kogutami, niech świadczą reakcje angielskiej prasy. - To najbardziej imponujący występ dos Santosa w barwach Tottenhamu - złośliwie komentowano incydent w Taman Gang Club.

Osobnym rozdziałem w karierze piłkarza był Mundial w RPA. Na zielonych murawach afrykańskich stepów, gwiazda zawodnika rozbłysła na nowo. Dos Santos był motorem napędowym Meksyku, w którym rozegrał wszystkie spotkania i awansował do fazy pucharowej. Dopiero tam reprezentacja odpadła po spotkaniu z Argentyną, typowaną jako jeden z faworytów do końcowego triumfu. Gio pozostawił po sobie jednak bardzo dobre wrażenie i wydawało się, że dla byłego mistrza świata z reprezentacją Meksyku U-17, wreszcie nadchodzą lepsze czasy. Nic z tego.

Giovaniego raz jeszcze "zesłano", tym razem do słonecznej Hiszpanii. Piłkarz został wypożyczony do Racingu Santander do końca sezonu. 21-letni zawodnik powrócił do miejsca, w którym przepowiadano mu wielką przyszłość i gdzie miał rozpocząć się jego marsz po największe sukcesy w futbolu. Historia zatacza koło. Być może po raz ostatni.

[źródło: Własne]

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze