Okiem Johana Cruyffa. Arsenal i jego koszmary
Najświeższy felieton Johana Cruyffa. Na łamach El Periódico ukazał się 7.03.
Są dwie ligi. Zawsze tak było i będzie. Jedna - tych 'większych' i druga - tych 'malutkich'. Dla pierwszych liga to tytuł, dla drugich to walka o przetrwanie. Cele jednych i drugich - wygrać mistrzostwo czy nie spaść do Segunda - nie mają ze sobą nic wspólnego. Możliwość grania w rozgrywkach europejskich i spokojne dryfowanie w środku tabeli to kolejna, trzecia już liga. Taka spokojna oaza pośród zażartych walk na końcu tabeli.
Czy kogoś zaskoczył fakt, iż Málaga, od wczoraj ostatnia w tabeli, wyszła na Bernabéu składem mocno rezerwowym? Czy ktoś był zaskoczony, że Saragossa zrobiła to samo w sobotę na Camp Nou? Różnica między jednym i drugim meczem to jedynie liczba goli. Grad bramek na Bernabéu i jednobramkowe zwycięstwo Barçy. Plan działania tych 'mniejszych' w jednym i drugim meczu był taki sam. Na swojej połowie, przetrwać spotkanie i trzymać kciuki, aby bramkarz miał swój dobry dzień, a nie mieli go napastnicy rywala. I jeśli choć raz będzie można wyjść z kontrą i trochę postraszyć przeciwnika, idealnie.
Anegdotą stało się już to, co powiedział trener Málagi o meczu z Realem. Prawda jest taka, że wszyscy musieli grać trzy mecze w ciągu ośmiu dni. I jeśli już dla 'większych' taki terminarz może być problemem, to co dopiero dla 'mniejszych'. Nie są przecież przyzwyczajeni do trzech spotkań w tak krótkim okresie czasu, ani nie mają odpowiedniego składu do takiej gry.
Wielki dylemat
Nie chcę przez to powiedzieć, aby nie przesądzać z góry wyników meczów. Nikt nie jest na tyle niemądry. Czasem wygrywa się nawet tego nie chcąc. Bądźmy szczerzy, wyobraźmy sobie jak to jest być w skórze tego 'mniejszego'. Grać z Barçą. Albo z Madrytem. Co zrobisz? Będziesz się bronił. I aby to zrobić, czego potrzebujesz? Masz w drużynie zapewne dobrych strzelców i dobrych wojowników. I wiesz, że nie będziesz zbyt często w posiadaniu piłki. Kogo więc wystawiasz? Na pewno nie strzelców. Aby bronić, na boisko wychodzą ci najbardziej waleczni. I tak przegrywasz, i tak wyjeżdżasz z zerem na koncie. Różnica to szczęście twojego bramkarza i celność lub jej brak napastników przeciwnika. I nic więcej.
Kwestią jest tutaj nie to, czy na boisku pojawiła się najlepsza wersja twojej drużyny. W zależności od tego jaki przyjmiesz plan działania, nie zawsze podstawowa jedenastka będzie dobrym rozwiązaniem. I tak brakuje wielu z nich z powodu kartek. Logiczne. To już marzec, im więcej spotkań, tym więcej kartek. Często je wymuszano... Sportowe zachowanie? Nie. Zresztą nie jest to ważne, bo nawet najlepszy strzelec z czterema żółtymi na koncie nie zagra z tym ‘większym' przeciwnikiem, bo jego trener w tym meczu chce widzieć na boisku piłkarzy wojowników, a nie strzelców. Skuteczne? Widząc wczorajsze spotkanie Málaga - Osasuna (bramkę dla Osasuny zdobył w 90 minucie Sergio) jest oczywiste, że nie. W piłce, sporcie błędów, nigdy nie mamy żadnej gwarancji. Widząc to, co działo się w Santander, mamy jej jeszcze mniej. Gra podstawowym składem (Racing) też niczego ci nie gwarantuje. Real zaprezentował dobrą ofensywę, pierwszego gola nie powstydziłaby się sama Barça. I to bez Ronaldo. Przypadek czy konsekwencja?
Powrót Ligi Mistrzów
Barça wyczerpała już swój limit błędów na Emirates i jutro nie może sobie pozwolić na więcej. Jeśli Saragossa była w stanie wyprowadzić dwie czy trzy kontry, nie możesz oczekiwać, że Arsenal zgotuje ci ich mniej. Przyjadą w okrojonym składzie? Wątpię. Van Persie, na pewno się nie pojawi [choć ostatecznie znalazł się w meczowej kadrze Arsenalu - przyp. red.]. Natomiast co do reszty, przypuszczam, że będą wszyscy. To nie zabawa w chowanego. To wielki mecz i żaden piłkarz nie chce go przepuścić. I to, że gracz podstawowy zaczyna spotkanie na ławce, nie oznacza kontuzji czy strachu, ale chęć zadania ciosu w późniejszej części meczu, który może zmienić jego przebieg.
Mimo, że Arsenal jest w komfortowej sytuacji, musi zmierzyć się z dwoma rzeczami: Barçą, jej stylem i piłkarzami oraz z własnymi koszmarami. Piłka to sport, gdzie gra się głową, gdzie trzeba mieć psychiczną siłę. W przeciągu sezonu mamy wiele meczów, jedynie kilka z nich musisz wygrać na pewno. I tutaj właśnie Arsenal zawodzi. Ostatnie mecze tylko to potwierdzają. Przegrana w Carling Cup, w sobotę jedynie remis. Jutro będzie jeden z takich dni. Finał bez tytułu.
[źródło: El Periódico]
Są dwie ligi. Zawsze tak było i będzie. Jedna - tych 'większych' i druga - tych 'malutkich'. Dla pierwszych liga to tytuł, dla drugich to walka o przetrwanie. Cele jednych i drugich - wygrać mistrzostwo czy nie spaść do Segunda - nie mają ze sobą nic wspólnego. Możliwość grania w rozgrywkach europejskich i spokojne dryfowanie w środku tabeli to kolejna, trzecia już liga. Taka spokojna oaza pośród zażartych walk na końcu tabeli.
Czy kogoś zaskoczył fakt, iż Málaga, od wczoraj ostatnia w tabeli, wyszła na Bernabéu składem mocno rezerwowym? Czy ktoś był zaskoczony, że Saragossa zrobiła to samo w sobotę na Camp Nou? Różnica między jednym i drugim meczem to jedynie liczba goli. Grad bramek na Bernabéu i jednobramkowe zwycięstwo Barçy. Plan działania tych 'mniejszych' w jednym i drugim meczu był taki sam. Na swojej połowie, przetrwać spotkanie i trzymać kciuki, aby bramkarz miał swój dobry dzień, a nie mieli go napastnicy rywala. I jeśli choć raz będzie można wyjść z kontrą i trochę postraszyć przeciwnika, idealnie.
Anegdotą stało się już to, co powiedział trener Málagi o meczu z Realem. Prawda jest taka, że wszyscy musieli grać trzy mecze w ciągu ośmiu dni. I jeśli już dla 'większych' taki terminarz może być problemem, to co dopiero dla 'mniejszych'. Nie są przecież przyzwyczajeni do trzech spotkań w tak krótkim okresie czasu, ani nie mają odpowiedniego składu do takiej gry.
Wielki dylemat
Nie chcę przez to powiedzieć, aby nie przesądzać z góry wyników meczów. Nikt nie jest na tyle niemądry. Czasem wygrywa się nawet tego nie chcąc. Bądźmy szczerzy, wyobraźmy sobie jak to jest być w skórze tego 'mniejszego'. Grać z Barçą. Albo z Madrytem. Co zrobisz? Będziesz się bronił. I aby to zrobić, czego potrzebujesz? Masz w drużynie zapewne dobrych strzelców i dobrych wojowników. I wiesz, że nie będziesz zbyt często w posiadaniu piłki. Kogo więc wystawiasz? Na pewno nie strzelców. Aby bronić, na boisko wychodzą ci najbardziej waleczni. I tak przegrywasz, i tak wyjeżdżasz z zerem na koncie. Różnica to szczęście twojego bramkarza i celność lub jej brak napastników przeciwnika. I nic więcej.
Kwestią jest tutaj nie to, czy na boisku pojawiła się najlepsza wersja twojej drużyny. W zależności od tego jaki przyjmiesz plan działania, nie zawsze podstawowa jedenastka będzie dobrym rozwiązaniem. I tak brakuje wielu z nich z powodu kartek. Logiczne. To już marzec, im więcej spotkań, tym więcej kartek. Często je wymuszano... Sportowe zachowanie? Nie. Zresztą nie jest to ważne, bo nawet najlepszy strzelec z czterema żółtymi na koncie nie zagra z tym ‘większym' przeciwnikiem, bo jego trener w tym meczu chce widzieć na boisku piłkarzy wojowników, a nie strzelców. Skuteczne? Widząc wczorajsze spotkanie Málaga - Osasuna (bramkę dla Osasuny zdobył w 90 minucie Sergio) jest oczywiste, że nie. W piłce, sporcie błędów, nigdy nie mamy żadnej gwarancji. Widząc to, co działo się w Santander, mamy jej jeszcze mniej. Gra podstawowym składem (Racing) też niczego ci nie gwarantuje. Real zaprezentował dobrą ofensywę, pierwszego gola nie powstydziłaby się sama Barça. I to bez Ronaldo. Przypadek czy konsekwencja?
Powrót Ligi Mistrzów
Barça wyczerpała już swój limit błędów na Emirates i jutro nie może sobie pozwolić na więcej. Jeśli Saragossa była w stanie wyprowadzić dwie czy trzy kontry, nie możesz oczekiwać, że Arsenal zgotuje ci ich mniej. Przyjadą w okrojonym składzie? Wątpię. Van Persie, na pewno się nie pojawi [choć ostatecznie znalazł się w meczowej kadrze Arsenalu - przyp. red.]. Natomiast co do reszty, przypuszczam, że będą wszyscy. To nie zabawa w chowanego. To wielki mecz i żaden piłkarz nie chce go przepuścić. I to, że gracz podstawowy zaczyna spotkanie na ławce, nie oznacza kontuzji czy strachu, ale chęć zadania ciosu w późniejszej części meczu, który może zmienić jego przebieg.
Mimo, że Arsenal jest w komfortowej sytuacji, musi zmierzyć się z dwoma rzeczami: Barçą, jej stylem i piłkarzami oraz z własnymi koszmarami. Piłka to sport, gdzie gra się głową, gdzie trzeba mieć psychiczną siłę. W przeciągu sezonu mamy wiele meczów, jedynie kilka z nich musisz wygrać na pewno. I tutaj właśnie Arsenal zawodzi. Ostatnie mecze tylko to potwierdzają. Przegrana w Carling Cup, w sobotę jedynie remis. Jutro będzie jeden z takich dni. Finał bez tytułu.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)