Zwycięstwo dla Érika Abidala; Barça - Getafe 2:1
Do dzisiejszego spotkania obrońcy tytułu przystępowali bardzo zmobilizowani. Grając dla swojego przyjaciela, który walczy z chorobą chcieli efektownie zwyciężyć i zadedykować mu wygraną. O zwycięstwo nie było jednak łatwo, gracze Getafe zwłaszcza w końcówce udowodnili, że są bardzo niewygodnym rywalem..
Na murawę zawodnicy obu drużyn wybiegli w koszulkach zadedykowanych leżącemu w szpitalu Érikowi Abidalowi. Pierwszy gwizdek sędziego poprzedziła także minuta ciszy ku pamięci ofiar Tsunami w Japonii.
Początek meczu zgodnie z katalońską tradycją optował w niezliczoną liczbę podań podopiecznych Pepa Guardioli, którzy pieścili futbolówkę niemniej czule niż facet swoją kobietę podczas gry wstępnej przed pierwszym razem. Getafe piłkę dotykało od święta, oczywiście tylko na chwilę. W 8. minucie włączyłem playstation. Przynajmniej tak mi się przez chwilę wydawało. Artysta nad artystami (znany też jako Xavi) popisał się fenomenalnym, podciętym z wielką elegancją podaniem zaadresowanym do będącego w polu karnym Messiego. Argentyńczyk przyjął piłkę na klatkę piersiową, efektownie uderzył z przewrotki, ale bardzo dobrze ustawiony Codina zatrzymał akcję marzeń gospodarzy. Chwilę później przykład z Xaviego wziął Messi, który doskonale dostrzegł wybiegającego na czystą pozycję Villę, który po starciu z Codiną utracił futbolówkę, by za chwilę ponownie ją odzyskać, dograł z powrotem do Leo, a ten minimalnie chybił.
W 15. minucie jeden z nielicznych wypadów gości pod pole karne Dumy Katalonii nieomal skończył się bramką. Błąd popełnił Milito, jednak natychmiastowe uderzenie Arizmendiego bezpiecznie minęło lewy słupek bramki Valdésa. Na odpowiedź Barçy 'zmuszeni' byliśmy czekać niecałe 60 sekund. Piękną kombinacyjną akcję trójki Messi, Xavi, Bojan zakończył świetną interwencją jeden z obrońców, który w ostatniej chwili wybił piłkę na rzut rożny. Barça napierała z każdą minutą coraz bardziej i defensywa przyjezdnych w końcu nie wytrzymała. Zamieszanie w polu karnym Getafe starał się wyjaśnić jeden z obrońców, który wybił piłkę głową przed pole karne. Pech gości polegał na tym, że idealnie w miejsce wybicia piłki wbiegał Dani Alves, który huknął jak z armaty zewnętrzną częścią stopy nie dając najmniejszych szans Codinie. Widziałeś to Sandro!? Widziałeś!? Wiecie, co mam na myśli. Barça na jedno bramkowym prowadzeniu nie zamierzała poprzestać. W polu karnym faulowany był David Villa, czego nie dostrzegło prawie uważne oko arbitra spotkania, zdezorientowanych graczy gości zaskoczył pressingiem Iniesta, który wyłuskał piłkę i dograł do Messiego. Argentyńczyk będąc w sytuacji sam na sam minął bramkarza przyjezdnych i trafił w słupek. Dobitka Villi o centymetry przeleciała nad poprzeczką bramki zespołu z przedmieść Madrytu.
W 22 minucie miał miejsce wyjątkowo piękny moment. Publiczność zgromadzona dzisiejszego wieczora na Camp Nou efektownym standing ovation pozdrowiła walczącego z chorobą Érika Abidala. Francuz kosmiczną grą w obecnym sezonie rozkochał w sobie Culés, którzy nie opuszczają swojego idola w tak trudnych chwilach, czego dowodem była inicjatywa zaproponowana przez samych kibiców. Po kilku minutach przestoju kolejną znakomitą akcję zagrała Barca. Messi przepięknie podał do Villi kompletnie zaskakując obronę gości, jednak David będąc w doskonałej sytuacji do podwyższenia wyniku zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału. W 34. minucie fatalny kiks Piqué a'ka Waka Waka sprawił, iż idealną okazję do wyrównania miał Casquero. Zawodnik Getafe uderzył, ale świetną interwencją popisał się Valdés, który uratował skórkę młodszemu koledze, którego forma ostatnimi czasy jest równie dobra, co gra Polonii Warszawa w polskiej ekstraklasie. Pep ma jednak większą cierpliwość aniżeli Józef Wojciechowski, dlatego kataloński playboy raczej nie skończy w Klubie Kokosa. Chwilę później kombinacyjną akcją odpowiedziała Barcelona. Niezliczoną ilość udanych dryblingów zaliczył Messi, podał do Alvesa, ten odegrał do wbiegającego w pole karne Xaviego, ale kapitan gospodarzy nieczysto trafił w piłkę i uderzył obok bramki Codiny. W 40. minucie zarażony chorobą Alvesa, Adriano świetnie wpadł w pole karne gości, mijając po drodze gracza Getafe, ale zabrakło wykończenia. Przed końcowym gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy swoją kolejną szansę zmarnował Villa, który ambitnie powalczył z trójką defensorów Getafe po czym będąc w trudnej sytuacji uderzył niecelnie. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą część gry w której dzielili i rządzili rycerze króla Guardioli.
Druga połowa rozpoczęła się od... gola dla Barçy. Niestety nieuznanego. Pięknym podaniem do Alvesa popisał się ten, co zawsze, Dani będąc sam na sam z portero gości zagrał do Villi, który trafił do pustej bramki. Arbiter liniowy dopatrzył się spalonego. Słusznie. Na prawidłowo zdobytego gola Barçy długo czekać jednak nie musieliśmy. W 49. minucie do akcji ofensywnej podłączył się Adriano, podał w pole karne do Messiego, który skupił na sobie uwagę trójki rywali, oddał do będącego w trudnej sytuacji Bojana, który bez namysłu uderzył i pokonał Codinę! Wielki szacunek dla młodego Krkica, który zdobył gola będąc w naprawdę mało komfortowej sytuacji. Po kilku minutach oddechu dla defensywy z burger kingiem na przedzie koszulki znów zaatakowała Barca. Wybiegającego na czystą pozycję Villę doskonale dostrzegł Iniesta, ale El Guaje w sytuacji sam na sam zachował się fatalnie nie wiedząc chyba samemu, co tak naprawdę w tej sytuacji chce zrobić. Nie minęło 120 sekund, a Villa znów zachował się jak... amator. Były snajper Valencii będąc na ósmym metrze otrzymał podanie od Iniesty i będąc bez jakiejkolwiek opieki rywali uderzył... wprost w Codinę. Formę (duże słowo) Davida w dzisiejszym meczu określiłbym jednym niecenzuralnym słowem, ale po prostu mi nie wypada. Chyba za często przebywa ostatnio w towarzystwie Piquénbauera.
Po dłuższym czasie przestoju bliscy zdobycia kontaktowego gola byli piłkarze Getafe. Niepewne wyjście z bramki Valdésa podczas rzutu rożnego starał się w 69. minucie wykorzystać Manu del Moral, ale na nasze szczęście nie trafił w bramkę. Wydawało się, iż podczas równie ciekawej, co moda na sukces drugiej połowy nic interesującego się już nie wydarzy, tymczasem w 88. minucie dość nieoczekiwanie kontaktowego gola zdobyli przyjezdni. Dośrodkowanie z prawej strony boiska pięknym uderzeniem wykorzystał Manu del Moral, który kompletnie zaskoczył bezradnego Valdésa. Bohaterem Getafe mógł zostać już w doliczonym czasie gry Albin. Napastnik gości będąc zupełnie niepilnowanym w polu karnym nie zdołał jednak opanować piłki i jednocześnie zagrozić bramce Valdésa. Chwilę później arbiter zagwizdał po raz ostatni. Po bardzo nerwowej końcówce Barça wygrała z Getafe 2:1.
Dzisiejszy mecz był bardzo dziwny. Przez 60 minut oglądaliśmy Barçę do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić, grającą efektownie i stwarzającą sobie sytuacje. Podczas dwóch ostatnich kwadransów podopieczni Guardioli kompletnie usnęli, co prawie wykorzystali gracze Getafe. Prawie robi jednak wielką różnicę. Liczą się 3 punkty, które zbliżają Katalończyków do mistrzowskiego tytułu.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Milito, Adriano, Mascherano, Xavi, Iniesta (Afellay, min.81), Messi, Bojan (Keita, min.68), Villa (Jeffrén, min.89).
Getafe: Codina; Víctor Sánchez, Cata Díaz, Marcano, Miguel Torres, Borja, Casquero (Miku, min.60), Manu, Parejo (Mosquera, min.75), Albín, Arizmendi (Sardinero, min.67).
Gole: 1:0: Alves, min.17. 2:0: Bojan, min.50. 2:1: Manu del Moral, min.88.
Sędziował: Muñiz Fernández (Asturia).
Żółte kartki: Alves (min.2), Cata Díaz (min.25), Villa (min.30), Mosquera (min.87), Xavi (min.90+1).
Widzów: 81 913.
Na murawę zawodnicy obu drużyn wybiegli w koszulkach zadedykowanych leżącemu w szpitalu Érikowi Abidalowi. Pierwszy gwizdek sędziego poprzedziła także minuta ciszy ku pamięci ofiar Tsunami w Japonii.
Początek meczu zgodnie z katalońską tradycją optował w niezliczoną liczbę podań podopiecznych Pepa Guardioli, którzy pieścili futbolówkę niemniej czule niż facet swoją kobietę podczas gry wstępnej przed pierwszym razem. Getafe piłkę dotykało od święta, oczywiście tylko na chwilę. W 8. minucie włączyłem playstation. Przynajmniej tak mi się przez chwilę wydawało. Artysta nad artystami (znany też jako Xavi) popisał się fenomenalnym, podciętym z wielką elegancją podaniem zaadresowanym do będącego w polu karnym Messiego. Argentyńczyk przyjął piłkę na klatkę piersiową, efektownie uderzył z przewrotki, ale bardzo dobrze ustawiony Codina zatrzymał akcję marzeń gospodarzy. Chwilę później przykład z Xaviego wziął Messi, który doskonale dostrzegł wybiegającego na czystą pozycję Villę, który po starciu z Codiną utracił futbolówkę, by za chwilę ponownie ją odzyskać, dograł z powrotem do Leo, a ten minimalnie chybił.
W 15. minucie jeden z nielicznych wypadów gości pod pole karne Dumy Katalonii nieomal skończył się bramką. Błąd popełnił Milito, jednak natychmiastowe uderzenie Arizmendiego bezpiecznie minęło lewy słupek bramki Valdésa. Na odpowiedź Barçy 'zmuszeni' byliśmy czekać niecałe 60 sekund. Piękną kombinacyjną akcję trójki Messi, Xavi, Bojan zakończył świetną interwencją jeden z obrońców, który w ostatniej chwili wybił piłkę na rzut rożny. Barça napierała z każdą minutą coraz bardziej i defensywa przyjezdnych w końcu nie wytrzymała. Zamieszanie w polu karnym Getafe starał się wyjaśnić jeden z obrońców, który wybił piłkę głową przed pole karne. Pech gości polegał na tym, że idealnie w miejsce wybicia piłki wbiegał Dani Alves, który huknął jak z armaty zewnętrzną częścią stopy nie dając najmniejszych szans Codinie. Widziałeś to Sandro!? Widziałeś!? Wiecie, co mam na myśli. Barça na jedno bramkowym prowadzeniu nie zamierzała poprzestać. W polu karnym faulowany był David Villa, czego nie dostrzegło prawie uważne oko arbitra spotkania, zdezorientowanych graczy gości zaskoczył pressingiem Iniesta, który wyłuskał piłkę i dograł do Messiego. Argentyńczyk będąc w sytuacji sam na sam minął bramkarza przyjezdnych i trafił w słupek. Dobitka Villi o centymetry przeleciała nad poprzeczką bramki zespołu z przedmieść Madrytu.
W 22 minucie miał miejsce wyjątkowo piękny moment. Publiczność zgromadzona dzisiejszego wieczora na Camp Nou efektownym standing ovation pozdrowiła walczącego z chorobą Érika Abidala. Francuz kosmiczną grą w obecnym sezonie rozkochał w sobie Culés, którzy nie opuszczają swojego idola w tak trudnych chwilach, czego dowodem była inicjatywa zaproponowana przez samych kibiców. Po kilku minutach przestoju kolejną znakomitą akcję zagrała Barca. Messi przepięknie podał do Villi kompletnie zaskakując obronę gości, jednak David będąc w doskonałej sytuacji do podwyższenia wyniku zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału. W 34. minucie fatalny kiks Piqué a'ka Waka Waka sprawił, iż idealną okazję do wyrównania miał Casquero. Zawodnik Getafe uderzył, ale świetną interwencją popisał się Valdés, który uratował skórkę młodszemu koledze, którego forma ostatnimi czasy jest równie dobra, co gra Polonii Warszawa w polskiej ekstraklasie. Pep ma jednak większą cierpliwość aniżeli Józef Wojciechowski, dlatego kataloński playboy raczej nie skończy w Klubie Kokosa. Chwilę później kombinacyjną akcją odpowiedziała Barcelona. Niezliczoną ilość udanych dryblingów zaliczył Messi, podał do Alvesa, ten odegrał do wbiegającego w pole karne Xaviego, ale kapitan gospodarzy nieczysto trafił w piłkę i uderzył obok bramki Codiny. W 40. minucie zarażony chorobą Alvesa, Adriano świetnie wpadł w pole karne gości, mijając po drodze gracza Getafe, ale zabrakło wykończenia. Przed końcowym gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy swoją kolejną szansę zmarnował Villa, który ambitnie powalczył z trójką defensorów Getafe po czym będąc w trudnej sytuacji uderzył niecelnie. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą część gry w której dzielili i rządzili rycerze króla Guardioli.
Druga połowa rozpoczęła się od... gola dla Barçy. Niestety nieuznanego. Pięknym podaniem do Alvesa popisał się ten, co zawsze, Dani będąc sam na sam z portero gości zagrał do Villi, który trafił do pustej bramki. Arbiter liniowy dopatrzył się spalonego. Słusznie. Na prawidłowo zdobytego gola Barçy długo czekać jednak nie musieliśmy. W 49. minucie do akcji ofensywnej podłączył się Adriano, podał w pole karne do Messiego, który skupił na sobie uwagę trójki rywali, oddał do będącego w trudnej sytuacji Bojana, który bez namysłu uderzył i pokonał Codinę! Wielki szacunek dla młodego Krkica, który zdobył gola będąc w naprawdę mało komfortowej sytuacji. Po kilku minutach oddechu dla defensywy z burger kingiem na przedzie koszulki znów zaatakowała Barca. Wybiegającego na czystą pozycję Villę doskonale dostrzegł Iniesta, ale El Guaje w sytuacji sam na sam zachował się fatalnie nie wiedząc chyba samemu, co tak naprawdę w tej sytuacji chce zrobić. Nie minęło 120 sekund, a Villa znów zachował się jak... amator. Były snajper Valencii będąc na ósmym metrze otrzymał podanie od Iniesty i będąc bez jakiejkolwiek opieki rywali uderzył... wprost w Codinę. Formę (duże słowo) Davida w dzisiejszym meczu określiłbym jednym niecenzuralnym słowem, ale po prostu mi nie wypada. Chyba za często przebywa ostatnio w towarzystwie Piquénbauera.
Po dłuższym czasie przestoju bliscy zdobycia kontaktowego gola byli piłkarze Getafe. Niepewne wyjście z bramki Valdésa podczas rzutu rożnego starał się w 69. minucie wykorzystać Manu del Moral, ale na nasze szczęście nie trafił w bramkę. Wydawało się, iż podczas równie ciekawej, co moda na sukces drugiej połowy nic interesującego się już nie wydarzy, tymczasem w 88. minucie dość nieoczekiwanie kontaktowego gola zdobyli przyjezdni. Dośrodkowanie z prawej strony boiska pięknym uderzeniem wykorzystał Manu del Moral, który kompletnie zaskoczył bezradnego Valdésa. Bohaterem Getafe mógł zostać już w doliczonym czasie gry Albin. Napastnik gości będąc zupełnie niepilnowanym w polu karnym nie zdołał jednak opanować piłki i jednocześnie zagrozić bramce Valdésa. Chwilę później arbiter zagwizdał po raz ostatni. Po bardzo nerwowej końcówce Barça wygrała z Getafe 2:1.
Dzisiejszy mecz był bardzo dziwny. Przez 60 minut oglądaliśmy Barçę do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić, grającą efektownie i stwarzającą sobie sytuacje. Podczas dwóch ostatnich kwadransów podopieczni Guardioli kompletnie usnęli, co prawie wykorzystali gracze Getafe. Prawie robi jednak wielką różnicę. Liczą się 3 punkty, które zbliżają Katalończyków do mistrzowskiego tytułu.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Milito, Adriano, Mascherano, Xavi, Iniesta (Afellay, min.81), Messi, Bojan (Keita, min.68), Villa (Jeffrén, min.89).
Getafe: Codina; Víctor Sánchez, Cata Díaz, Marcano, Miguel Torres, Borja, Casquero (Miku, min.60), Manu, Parejo (Mosquera, min.75), Albín, Arizmendi (Sardinero, min.67).
Gole: 1:0: Alves, min.17. 2:0: Bojan, min.50. 2:1: Manu del Moral, min.88.
Sędziował: Muñiz Fernández (Asturia).
Żółte kartki: Alves (min.2), Cata Díaz (min.25), Villa (min.30), Mosquera (min.87), Xavi (min.90+1).
Widzów: 81 913.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)