Piqué: Pojedynek z Crouchem sporym wyzwaniem

mystique

21 marca 2011, 13:12

Brak komentarzy
FC Barcelona, myśląc o zdobyciu Pucharu Europy, może w tym sezonie jeszcze dwukrotnie odwiedzić Londyn. Jeśli Barça wygra z Szachtarem Donieck, a Tottenham pokona Real (co byłoby sporą niespodzianką), Piqué stanie oko z Peterem Crouchem.





"Nigdy nie grałem przeciwko niemu, ale mogę sobie wyobrazić, że jest to trudne zadanie", mówi. "Walka z nim w powietrzu jest praktycznie niemożliwa, wygranie takiej walki i upewnienie się, że później nie przechwyci piłki, to prawdziwe wyzwanie. Tottenham ma jednak również innych bardzo dobrych piłkarzy, na przykład Gareth Bale czy Van der Vaart są niezastąpieni. Przypominają nieco Arsenal. Lubią utrzymywać się przy piłce i grają futbol, który jest podobny do naszego stylu. Zmierzenie się z nimi byłoby prawdziwym spektaklem".

Losowanie sprawiło, że Piqué nie wróci na Old Trafford, ale na White Hart Lane z pewnością nie brakuje atmosfery Premier League, którą defensor Barcelony nadal ceni jaką jedną z najlepszych na świecie. "Zawsze lubiłem grać w Anglii, podziwiam pasję, z jaką ogląda się tam piłkę. Ważne mecze na Camp Nou zawsze okraszone są niesamowitą atmosferą, ale w Premiership spotykasz się z tym w każdym spotkaniu".

"Każdy stadion jest wypełniony ludźmi, kibice są częścią spektaklu, nie tylko go oglądają. Jestem też wielkim fanem angielskiej piłki, jest bardzo bezpośrednia, kreuje się wiele okazji do zdobycia bramki".

Z uwagi na problemy zdrowotne Érika Abidala i jego absencję do końca sezonu oraz na sytuację Carlesa Puyola, Gerard Piqué jest jeszcze ważniejszy dla zespołu, niż był do tej pory. "Na trybunach czujesz kompletną bezsilność", opowiada o odczuciach, gdy tylko jako kibic oglądał rewanżowy pojedynek z Arsenalem, "Nie mogłem patrzeć na sytuację, gdy Bendtner wychodził na czystą pozycję i drużynę zdołał uratować dopiero wślizg Mascherano".

Jeśli Barcelona spotka się z jego byłym klubem lub z Chelsea, będzie to dopiero finał. Jako rezerwowy oglądał finał w Moskwie z 2008 roku, kiedy w wyniku pomyłki kapitana The Blues, United sięgnęło po Puchar.

"Oni bardzo chcą wygrać Ligę Mistrzów", mówi o Chelsea, "byli od tego o krok, o jeden rzut karny. Końcówka mogła przyprawić o kłopoty z sercem. Dwie drużyny, które tak dobrze się znają, w takim punkcie sezonu, rozstrzygają wszystko w rzutach karnych. To jak rzut monetą, wybierasz orła - wypada reszka".

Ewentualny finał z Chelsea to również okazja do spotkania z partnerem z reprezentacji Hiszpanii - Fernando Torresem. Jego transfer do Londynu może tylko wzmocnić ekipę Carlo Ancelottiego w drodze do finału na Wembley. "Torres wyprowadzi Chelsea na kolejny poziom. Mają Drogbę, ale Torres da im jeszcze więcej możliwości".

"Strzelił dużo bramek dla Liverpoolu, jestem pewien, że będzie to robił również w Chelsea. Kiedy idzie ci dobrze i łapiesz kontuzję, nie jest łatwo zacząć od nowa i wrócić na swój poziom. Ale on jest jednym z tych piłkarzy, którzy to potrafią. Podobnie jak Cesc Fábregas".

Piqué pamięta o zdobyciu pierwszego Pucharu Europy. Miał pięć lat, kiedy Barcelona grała w 1992 roku na Wembley, pod słynnymi dwiema wieżami, przeciwko Sampdorii. "Oglądałem ten mecz w domu i pamiętam, jak świętowali to ludzie. Dla takiego klubu jest to zawsze niesamowity krok. Pierwszy Puchar to coś, czego pragniesz najbardziej".


[źródło: The Independent]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze