Okiem Johana Cruyffa. Madryt powinien przeprosić
W swoim cotygodniowym felietonie Johan Cruyff nie omieszkał poruszyć jednego z aktualnie najbardziej bulwersujących tematów w hiszpańskiej piłce. Oryginał ukazał się na łamach El Periódico 21.03.2011.
Po krótkim "odpoczynku" na reprezentacje nadejdzie wielkimi krokami decydująca faza sezonu. Przystąpienie do niej z zachowaniem szans na wszystko to sam w sobie ogromny sukces. Wygrana czy przegrana poszczególnych tytułów - to już kwestia detali.
Mija 15 dni bez Ligi i Ligi Mistrzów. Ale gdy już wrócimy na boisko, będzie to jak sylwestrowy sznur fajerwerków. Dla Barçy i Madrytu pewne jest, że zagrają 12 meczów, może 14, a z ewentualnym finałem na Wembley - maksymalnie 15. Dwa miesiące z dwoma meczami na tydzień. Zmartwiony kontuzjami? Kartkami? Kondycją tego, tamtego czy owego? Z mojej strony - zero skarg. Wręcz przeciwnie. Jestem zachwycony. I myślę, że to samo można powiedzieć z perspektywy nie tylko Barcelony, ale także Realu.
Wszystko, nic... albo coś pośrodku
Jesteś już jedną nogą w rozstrzygającej fazie sezonu. Teraz decyduje się, kto zgarnie tytuły, a Ty wciąż możesz wygrać wszystko. Albo wszystko przegrać. Dotyczy to tak Barcelony, jak i Madrytu... Skarżę się? Dlaczego? Na co? Jeśli mam dobrą ekipę - a Barça i Madryt ją mają - ciągle mam wiele możliwości by zakończyć sezon na szczycie.
To szczególny moment sezonu. Im więcej coraz ważniejszych meczów, tym większe wyczerpanie, więcej kartek, mniej precyzji. Po emocjach ostatnich miesięcy może to brzmieć odkrywczo dziś, ale prawda jest taka, że każdego roku jest to samo. Różnica w obecnych rozgrywkach jest taka, że ostatnio ta charakterystyka dotyczyła Barçy - ale nie Realu. O tej porze roku nie byli choćby w dwóch rozgrywkach naraz, a co dopiero w trzech. Narzekają, że są zmęczeni? Z ich pozycji doprawdy dziwne by było, gdyby tego nie robili.
W tej sytuacji w jakiej oba kluby są na dziś dzień, mogąc wygrać lub przegrać wszystko - jedni narzekają, inni nie. Zapewniam Was - jako że przeżyłem to najpierw jako piłkarz, później jako trener - trzeba cieszyć się bieżącą chwilą. Co wygramy na koniec sezonu? Cokolwiek, wiele, wszystko? Super - i zareaguję tak na każde rozstrzygnięcie. A gdy jakiś tytuł nam ucieknie w maju? Jeśli większość lub wszystkie? Taki jest sport.
Sukces lub porażka - sprawa względna
To, co jest ważne dla obu drużyn, to, że od września do dziś sezon dostarcza im więcej radości niż smutku. Każda z drużyn w swoim stylu, każda ze swoimi znaczącymi zwycięstwami. Jeśli przegrasz jeden finał (CdR), czy półfinał lub ćwierćfinał Ligi Mistrzów - nie może to oznaczać to, że zostawisz za sobą kiepski sezon. Wręcz przeciwnie. W jednej z rozgrywek możesz być lepszy (Barca) czy gorszy (Real) - tu akurat mówimy o rodzimej lidze - ale inne puchary mogą wynagrodzić tę gorycz. Toteż ja zawsze patrzę całościowo na sezon, nie na jeden mecz. Czy ligowa wygrana Barçy sprawi że Real zostanie z niczym? Nie. Czy pucharowa wygrana Realu sprawi, że Barça zostanie z niczym? Absolutnie nie. Wydarzy się to, co ma wydarzyć, wygra ten, a nie inny - trzeba jednak przyznać, że to dobry sezon dla obu klubów.
Wszyscy chcą wygrać. Jednak linia oddzielająca sukces od porażki jest bardzo cienka. Przykład Bayernu Monachium jest tu idealny. W ciągu 10 dni przegrali na trzech frontach. I to zawsze w meczu u siebie. W Pucharze Niemiec: przegrana 0:1 z Schalke Raúla. Później, dotkliwe 3:1 z Borussią Dortmund w lidze. Coraz dalej od lidera. A 15. marca przegrana 2:3 z Interem w Lidze Mistrzów. Nie zapominajmy, że mecz wyjazdowy zakończył się przecież wygraną Bayernu (1:0). Takie przykłady obrazują, że futbol to piękny, ale i okrutny sport.
W Anglii podobnym przypadkiem jest Arsenal. Została im rodzima liga, ale seria remisów w czasie kiedy trzeba było wygrywać - zemści się na drużynie aspirującej o mistrzowski tytuł.
W jakimkolwiek sporcie tytuły to zawsze nagroda końcowa, ale nigdy nie minimalizuję wysiłku jaki włożono, aby próbować je zdobyć. Zawsze go doceniam. Tak samo sportowe zachowanie - stawiam je ponad wszystkim innym. Rywalizacja nie stoi w sprzeczności z zachowaniem sportowo szlachetnym. Dowody wsparcia piłkarzy Realu, Olympique czy Getafe dla Erika Abidala, sprawiają, że czuję się dumny mogąc je obserwować i przypominają, że do dziś ciągle czuję się jeszcze sportowcem... Nie ma z tym nic wspólnego dostrzeganie, słyszenie i czytanie wszystkiego, co się "subtelnie" insynuuje i mówi o dopingu i/lub sidłach jakie Barça ciągle zakłada na swoich adwersarzy. Tym bardziej, że to zbieg okoliczności, którego chyba już znam wyjaśnienie... Taka różnica w zachowaniu i sposobie wyrażania reprezentowanych wartości "na" i "poza" boiskiem, mieszanie tematów tak wyraźnie wykraczających poza boiskową rywalizację - ze sportem nie ma już nic wspólnego.
Poniżyć rywala
To oskarżenie jest zbyt ciężkie, zbyt oburzające, aby obyło się bez stosownych do jego skali przeprosin. Nie tylko ze strony tego, kto podał je do wiadomości publicznej, ale także tych, którzy są uwikłani w tę sprawę - mianowicie samego Realu Madryt.
Mówiąc zresztą o oskarżeniach, dodam też, że naturalność, z jaką lekceważy się rywali Barçy czy Madrytu w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów, stanowi kolejny przykład poziomu zachowań w świecie sportu. Sportowiec rzadko okazuje brak szacunku innym, w szczególności swoim rywalom. Natomiast tym, którzy są poza boiskiem i którzy nigdy nie byli profesjonalnymi sportowcami - przychodzi to z nadmierną łatwością.
[źródło: El Periódico]
Po krótkim "odpoczynku" na reprezentacje nadejdzie wielkimi krokami decydująca faza sezonu. Przystąpienie do niej z zachowaniem szans na wszystko to sam w sobie ogromny sukces. Wygrana czy przegrana poszczególnych tytułów - to już kwestia detali.
Mija 15 dni bez Ligi i Ligi Mistrzów. Ale gdy już wrócimy na boisko, będzie to jak sylwestrowy sznur fajerwerków. Dla Barçy i Madrytu pewne jest, że zagrają 12 meczów, może 14, a z ewentualnym finałem na Wembley - maksymalnie 15. Dwa miesiące z dwoma meczami na tydzień. Zmartwiony kontuzjami? Kartkami? Kondycją tego, tamtego czy owego? Z mojej strony - zero skarg. Wręcz przeciwnie. Jestem zachwycony. I myślę, że to samo można powiedzieć z perspektywy nie tylko Barcelony, ale także Realu.
Wszystko, nic... albo coś pośrodku
Jesteś już jedną nogą w rozstrzygającej fazie sezonu. Teraz decyduje się, kto zgarnie tytuły, a Ty wciąż możesz wygrać wszystko. Albo wszystko przegrać. Dotyczy to tak Barcelony, jak i Madrytu... Skarżę się? Dlaczego? Na co? Jeśli mam dobrą ekipę - a Barça i Madryt ją mają - ciągle mam wiele możliwości by zakończyć sezon na szczycie.
To szczególny moment sezonu. Im więcej coraz ważniejszych meczów, tym większe wyczerpanie, więcej kartek, mniej precyzji. Po emocjach ostatnich miesięcy może to brzmieć odkrywczo dziś, ale prawda jest taka, że każdego roku jest to samo. Różnica w obecnych rozgrywkach jest taka, że ostatnio ta charakterystyka dotyczyła Barçy - ale nie Realu. O tej porze roku nie byli choćby w dwóch rozgrywkach naraz, a co dopiero w trzech. Narzekają, że są zmęczeni? Z ich pozycji doprawdy dziwne by było, gdyby tego nie robili.
W tej sytuacji w jakiej oba kluby są na dziś dzień, mogąc wygrać lub przegrać wszystko - jedni narzekają, inni nie. Zapewniam Was - jako że przeżyłem to najpierw jako piłkarz, później jako trener - trzeba cieszyć się bieżącą chwilą. Co wygramy na koniec sezonu? Cokolwiek, wiele, wszystko? Super - i zareaguję tak na każde rozstrzygnięcie. A gdy jakiś tytuł nam ucieknie w maju? Jeśli większość lub wszystkie? Taki jest sport.
Sukces lub porażka - sprawa względna
To, co jest ważne dla obu drużyn, to, że od września do dziś sezon dostarcza im więcej radości niż smutku. Każda z drużyn w swoim stylu, każda ze swoimi znaczącymi zwycięstwami. Jeśli przegrasz jeden finał (CdR), czy półfinał lub ćwierćfinał Ligi Mistrzów - nie może to oznaczać to, że zostawisz za sobą kiepski sezon. Wręcz przeciwnie. W jednej z rozgrywek możesz być lepszy (Barca) czy gorszy (Real) - tu akurat mówimy o rodzimej lidze - ale inne puchary mogą wynagrodzić tę gorycz. Toteż ja zawsze patrzę całościowo na sezon, nie na jeden mecz. Czy ligowa wygrana Barçy sprawi że Real zostanie z niczym? Nie. Czy pucharowa wygrana Realu sprawi, że Barça zostanie z niczym? Absolutnie nie. Wydarzy się to, co ma wydarzyć, wygra ten, a nie inny - trzeba jednak przyznać, że to dobry sezon dla obu klubów.
Wszyscy chcą wygrać. Jednak linia oddzielająca sukces od porażki jest bardzo cienka. Przykład Bayernu Monachium jest tu idealny. W ciągu 10 dni przegrali na trzech frontach. I to zawsze w meczu u siebie. W Pucharze Niemiec: przegrana 0:1 z Schalke Raúla. Później, dotkliwe 3:1 z Borussią Dortmund w lidze. Coraz dalej od lidera. A 15. marca przegrana 2:3 z Interem w Lidze Mistrzów. Nie zapominajmy, że mecz wyjazdowy zakończył się przecież wygraną Bayernu (1:0). Takie przykłady obrazują, że futbol to piękny, ale i okrutny sport.
W Anglii podobnym przypadkiem jest Arsenal. Została im rodzima liga, ale seria remisów w czasie kiedy trzeba było wygrywać - zemści się na drużynie aspirującej o mistrzowski tytuł.
W jakimkolwiek sporcie tytuły to zawsze nagroda końcowa, ale nigdy nie minimalizuję wysiłku jaki włożono, aby próbować je zdobyć. Zawsze go doceniam. Tak samo sportowe zachowanie - stawiam je ponad wszystkim innym. Rywalizacja nie stoi w sprzeczności z zachowaniem sportowo szlachetnym. Dowody wsparcia piłkarzy Realu, Olympique czy Getafe dla Erika Abidala, sprawiają, że czuję się dumny mogąc je obserwować i przypominają, że do dziś ciągle czuję się jeszcze sportowcem... Nie ma z tym nic wspólnego dostrzeganie, słyszenie i czytanie wszystkiego, co się "subtelnie" insynuuje i mówi o dopingu i/lub sidłach jakie Barça ciągle zakłada na swoich adwersarzy. Tym bardziej, że to zbieg okoliczności, którego chyba już znam wyjaśnienie... Taka różnica w zachowaniu i sposobie wyrażania reprezentowanych wartości "na" i "poza" boiskiem, mieszanie tematów tak wyraźnie wykraczających poza boiskową rywalizację - ze sportem nie ma już nic wspólnego.
Poniżyć rywala
To oskarżenie jest zbyt ciężkie, zbyt oburzające, aby obyło się bez stosownych do jego skali przeprosin. Nie tylko ze strony tego, kto podał je do wiadomości publicznej, ale także tych, którzy są uwikłani w tę sprawę - mianowicie samego Realu Madryt.
Mówiąc zresztą o oskarżeniach, dodam też, że naturalność, z jaką lekceważy się rywali Barçy czy Madrytu w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów, stanowi kolejny przykład poziomu zachowań w świecie sportu. Sportowiec rzadko okazuje brak szacunku innym, w szczególności swoim rywalom. Natomiast tym, którzy są poza boiskiem i którzy nigdy nie byli profesjonalnymi sportowcami - przychodzi to z nadmierną łatwością.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)