"Już nie jestem Bakero od gola z Kaiserslautern"

Gilu

8 kwietnia 2011, 14:05

Brak komentarzy
José Mari Bakero prowadzi już swój drugi klub w Polsce. W 2009 roku objął Polonię Warszawa, a teraz jest trenerem Lecha Poznań.

Albert Jorquera (El Mundo Deportivo): Jaki jest sekret tego Lecha Poznań, który był przedostatni, gdy Bakero przychodził do klubu, a po kilku miesiącach jest szósty?

José Mari Bakero: Po pierwsze praca. Z drugiej strony miałem już rok doświadczenia, co pozwoliło mi zrozumieć mentalność polskiej piłki. Gdy przybyłem, z różnych powodów jednostka była ważniejsza od kolektywu i postanowiliśmy spróbować odwrócić sytuację.

W waszym pierwszym meczu wygraliście z Manchesterem City, wyeliminowaliście Juventus, zakwalifikowaliście się do 1/16 finału... Ligę Europy wspominasz jako coś pięknego, czy frustrujesz się na myśl o porażce z Bragą?

Chłopie... Wspominam to jakoś coś pięknego. Nigdy wcześniej nie prowadziłem drużyny w Lidze Europy jako pierwszy trener. Zadebiutować przeciwko Manchesterowi, zasłużenie wygrać 3:1 na stadionie z 40 tysiącami fanów... Fenomenalne. To był dla mnie naprawdę specjalny dzień. Wyeliminowanie przez Bragę pozostawiło mi gorzki posmak w ustach. Zabrakło nam doświadczenia i odrobiny szczęścia.

Puchar Polski jest ważnym trofeum?

Tak, kiedy Lluís Milà i ja przybyliśmy do klubu, byliśmy tak nisko w tabeli, że trudno byłoby walczyć o europejskie pucharu poprzez ligę. Naszym celem jest zbliżyć się do pierwszej trójki i zakwalifikować się do Ligi Europy poprzez Puchar Polski. Tak jak mówisz, puchar jest ważnym trofeum.

Wyeliminowaliście swoją poprzednią drużynę, Polonię Warszawa. W dodatku na ich stadionie. Odczuwałeś jakąś chęć zemsty?

Nie, nie. Szczerze, nie mam żadnego urazu w stosunku do Polonii. To było spotkanie ciężkie, trudne. Graliśmy przeciwko dobrej drużynie, w 80% stworzonej przeze mnie... I dlatego jest to dobry zespół, co?! Byliśmy po porażce z Bragą, musieliśmy tylko zostawić to za sobą i wygrać... Podobało mi się nastawienie drużyny. Było dojrzałe.

O czasach w Polonii lepiej nie mówić? Pytam, ponieważ wielu ludzi nie rozumiało twojego odejścia, gdy byliście w czołówce tabeli.

Mówiło się tutaj wiele o mnie i nie dlatego, że coś powiedziałem, ale dlatego że ktoś powiedział coś o mnie. Najczęściej negatywnego. To była niespodzianka dla mnie, ale zostałem zwolniony mając 47 lat i teraz nie jestem już zaskoczony. Mimo wszystko jest to coś, co w głębi duszy dalej mnie boli.

Jakie są różnice między piłką polską i hiszpańską?

Spójrz, tutaj jest jakość i doświadczenie, ale brakuje ciągłości i próbujemy wprowadzić rzeczy, których tutaj nie rozumieją, jak na przykład rotacja. Jest to często wspominane w prasie. Dla mnie jest to dziwne, ponieważ jestem krytykowany za niepewność, kiedy tak naprawdę jestem osobą, której najbardziej ufają zawodnicy (śmiech). Pracujemy nad taktyką, ale z moją wizją, która bardzo się różni od tutejszej. Znam szkółkę Barçy, ale to dziwne: tutaj dużo bardziej liczy się wynik końcowy niż prawdziwa analiza i szczerość. Wygrać czy przegrać... Jasne, to jest ważne! Ale liczy się także forma zrobienia tego, ponieważ gdy chce się ewolucji, trzeba robić analizy. Wprowadziliśmy cotygodniowe spotkania przy nagraniach wideo. Analizujemy spotkania, rywali... W Hiszpanii używa się tego od dawna, tutaj jeszcze nie. Zawodnicy to lubią i rozumieją, co chcę im przekazać.

Mówisz o "szkole Barçy". 4-3-3, gra piłką... Można mówić o Lechu ze stylem Barçy?

Są fazy. W ostatnich sześciu miesiącach ta drużyna straciła najważniejszych zawodników, Lewandowskiego i Peszkę, którzy byli świetni i potencjał ofensywny drużyny się zmienił. Wcześniej zależało więcej od tych indywidualności i teraz staramy się wprowadzić więcej pracy całej drużyny, tak jak powinno być. I tak jak mówisz, próbujemy grać najlepiej jak potrafimy piłką. 4-3-3, na które teraz przeszliśmy, procentuje. Zrobić to dobrze, procentuje. Zrobić to, nie do końca, ale dobrze, tak. Trzeba to także zmechanizować.

Rozmawiałeś już z Lechem o przyszłym sezonie?

Mam klauzulę, według której jeśli zakwalifikuję się do rozgrywek europejskich, kontrakt zostanie automatycznie przedłużony. Odzyskaliśmy spokój i zobaczymy co potrafimy. I na tym należy się skupić. Po części klub, po części ja.

Życie w Polsce - twoja rodziny mieszka w Warszawie, ty mieszkasz w Poznaniu... Jak to mija?

Prawda jest taka, że życie z rodziną w Warszawie było świetne. Z nami było w porządku, był spokój, mieszkaliśmy w nowoczesnym mieście. Teraz przyszło nam żyć w takiej sytuacji, głównie przez szkołę dzieci (Jon i Lorea). Zobaczymy, co przyniesie obecny rok.

Kiedy przybyłeś do Polski, byłeś traktowany jak bohater...

Jest tutaj mnóstwo kibiców Barcelony i Realu, ale myślę, że więcej Barcelony, szczerze. Kiedy na początku pytają cię o to, jest sympatycznie, ale w końcu jesteś trenerem i chcesz, żeby doceniali cię za to. Kariera piłkarska minęła. Na początku mówiono więcej o tym, jak byłem piłkarzem.

Bakero od gola z Kaiserslautern...

(śmiech) Tak, częściej pytano mnie o "Dream Team" niż o bycie trenerem. Za pierwszym czy drugim razem mi się podobało, opowiadałem anegdoty o kolegach, ale mam już swój wiek i chcę być szanowany za bycie szkoleniowcem. Kiedy przychodziłem do Lecha, świat nie kwestionował moich zdolności, tylko pisał, że w Polsce jest wielki, były piłkarz... "To do niczego niepodobne!" Tak jak mówisz, już nie jestem Bakero od gola z Kaiserslautern, teraz jestem szanowany za bycie trenerem.

I Barça. Jak ją widzisz?

Poza pięknym futbolem Barça przekazuje coś ważnego, o czym zawsze mówiłem i czego zawsze broniłem zarówno w Polsce jak i w Hiszpanii: w każdym miejscu serce musi być na właściwym miejscu. Kiedy grałem dla Barcelony, było wielu zawodników, którzy nie byli Katalończykami. Atmosfera była narodowa i inni się przystosowali. Obecna Barça to ma, ma też szczęście posiadając serce w La Masíi i jest to mnożone przez 100. Barça jest prowadzona przez Katalończyka z olbrzymim doświadczeniem. Wszystko to skutkuje stabilnością z dużą dawki pozytywnej energii. Poza profesjonalizmem jest tam również poważny stosunek do tego, co chcą osiągnąć, ponieważ wiedzą, skąd są.

Jak widzisz dwa zbliżające się mecze z Realem, a być może nawet cztery?

Zawsze mówię, że w dwumeczu Barça jest faworytem, a pojedyncze spotkanie jest otwarte i wiele zależy od dostępności zawodników obu drużyn. W Realu jest różnie gdy gra lub nie Cristiano. W Barcelonie oczywiście także wiele zależy od Messiego, ale nie w aż takim stopniu, ponieważ posiada zawodników zdeterminowanych jak Pedrito czy Villa. W lidze zdecydowanym faworytem jest Barça. Musiałaby zdarzyć się jakaś katastrofa pozasportowa, żeby nie zdobyła tytułu.

W sztabie trenerskim Barcelony jest wielu byłych piłkarzy "Dream Teamu"... Powrót jest czymś, o czym dużo myślisz, czy obrana droga sprawia, że jest to niemal niemożliwe?

Dawno temu podjąłem decyzję, że zostanę trenerem i trzymam się tej drogi. Jestem z Barçy i jasne, że czasami wspominam ją z nostalgią, cholera! Ale nie jestem tym, o którym należy pamiętać. Teraz mam swoją drogę, jestem tutaj, ale zawsze będą miał iluzję, że pewnego dnia ktoś do mnie zadzwoni i zaproponuje coś interesującego, więc logicznie rzecz biorąc powrót do Barcelony byłby wspaniały.

[źródło: El Mundo Deportivo]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze