Okiem Johana Cruyffa. Niech Mou trenuje '9' na '11'

majik, challenger

19 kwietnia 2011, 14:29

Brak komentarzy
Najlepszą pochwałę jaką Mourinho mógł zaserwować Barcelonie, było ustawienie Realu. Jeśli grasz u siebie siedmioma obrońcami - musisz się bardzo bać... Bernabéu zazwyczaj nie pozwala swoim trenerom na takie ustawienia. To znaczy: "nie pozwalało". Czasy się widocznie zmieniły, choć tak było od zawsze. Co najlepiej może potwierdzić Fabio Capello. Mimo tego, że zdobył mistrzostwo, to defensywny styl kosztował go niemal nazajutrz utratę stanowiska.

Lękliwy, ale sprytny. Taki właśnie jest Mourinho. Konferencja prasowa poprzedzająca mecz posłużyła mu jako podkładka pod późniejszą, pomeczową. Wybierając sobie na czyje pytania odpowiada, a na czyje nie, powtarzając mantrę my w dziesiątkę, oni zawsze w jedenastkę, nie musiał wyjaśniać nikomu powodów takiego a nie innego ustawienia.

Przeszkadza takie zachowanie? Jednym tak, innym nie. I właśnie ten świadomy podział stanowił jego linię obrony - aby mógł rozmawiać o wszystkim, tylko nie o futbolu.

Mourinho to trener tytułów, a nie futbolu. Albo - precyzyjniej ujmując - nie jest trenerem piłki, którą rozumiemy jako sport będący spektaklem i rozrywką dla tych, którzy go oglądają, czy to w domu przed telewizorem, czy na stadionie. Mimo tego, Barcelonie to wszystko wyszło na dobre. Jeśli szkoleniowiec Królewskich był w stanie dać takie ustawienie na Bernabéu, to nie będzie inaczej na Mestalla, gdzie gra się bezpośrednio o tytuł i to tylko jeden mecz. W tym sensie, Guardiola i jego drużyna mogą czuć się uprzedzeni. I, choć będą wierni swojemu stylowi, muszą się poprawić.

Przebrać się za "mniejszą" drużynę
Mourinho ciągle powtarza, że przed meczem z Barçą jego treningi uwzględniają grę dziesięciu na jedenastu. W sumie to fakt, Barça dobrze by zrobiła udoskonalając swoją grę jedenastu na dziesięciu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli Madryt upiera się, by umniejszać siebie jako drużynę, by cofać się, a do tego zostawiać pole, piłkę i inicjatywę rywalowi - z pewnością powtórzy się sytuacja czerwonej kartki z sobotniego meczu. Gdybym był na miejscu Mourinho, trenowałbym nie dziesiątką, ale dziewiątką graczy przeciw jedenastce. Jeśli Pepe nadal będzie tak ustawiony, a jego zachowania będą sie powtarzać, będzie to całkiem naturalne jeśli również opuści wcześniej boisko.

W wielu momentach sobotni mecz przypominał mi finał Holandia-Hiszpania z Mistrzostw Świata w RPA. Tego dnia, i wstyd mi za to, Holandia postanowiła bardziej utrudniać grę przeciwnikowi niż sama grać w piłkę. Tak było. Przegrała i zostawiła po sobie jak najgorsze wspomnienia... Ciekawe. Albowiem ci, którzy teraz oklaskują przebiegłość Mourinho z Realem - dobrą ekipą ze względu na swój talent i jakość piłkarzy - w tamtym dniu oburzyli się, i słusznie, na holenderskie ustawienie i taktykę w trakcie gry.

Po drugie, jeśli chodzi o Barçę, trenowanie i doskonalenie gry jedenastu na dziesięciu jest potrzebne, gdyż nie jest dopuszczalne, by rywal tworzył ci więcej możliwości gry z jednym graczem mniej niż mając na boisku całą jedenastkę. Najwyraźniej coś jest nie tak, coś nie wychodzi... Dwie rzeczy, przede wszystkim. Jedna: nieświadomie, wygrywając 1:0, twoje myślenie jest następujące: z jednym mniej są już praktycznie załatwieni. I trochę zwalniasz. Ty, ten, tamten. Druga: w ekipie rywala dzieje się coś zupełnie odwrotnego. Wszyscy dają z siebie nieco więcej. Rozwiązanie? Proste, ale skuteczne: nieco szybsze rozgrywanie piłką. I ustawienie takie jakby było ich jedenastu. Żadnego cofania się. Wzajemne szukanie się na całym boisku i maksymalne oskrzydlanie gry. Aż do momentu, kiedy okaże się, że masz wystarczającą przewagę nie tylko w piłkarzach, ale także w bramkach.

Przewaga jaką masz, sprawia, że każdy z twoich rywali musi cię gonić, a twoja przewaga kadrowa materializuje się wówczas w przewagę bramkową. Jeśli zdarzy się tak jak w sobotę, że oni będą mieć większą potęgę reakcji pomimo gry w dziesięciu, to będzie to twój błąd, a nie ich zaleta. W listopadowych Gran Derbi, na Camp Nou - wierzcie lub nie - Królewscy wyszli na boisko myśląc, że mają tą samą jakość co drużyna Guardioli. I boleśnie przegrali 5:0.

Wielki krok do tytułu
Teraz, dostosowując się całkowicie do gry Barçy, do jej ofensywnego stylu i niekończącego posiadania piłki - bardziej dla zatrzymania rywala niż pokazania swojego potencjału, Real zremisował - dziękuję, do widzenia. W kontekście jesiennego 5:0 i drugiego 5:0 (wygranych nad Madrytem przez Barcelonę Guardioli w ciągu ostatnich trzech lat), ten remis nie wydaje się niczym specjalnym. Ale to bardzo dużo.

Wręcz wyśmienicie. Osiem punktów ligowej przewagi i jeden mecz mniej. Oczywiście, nie był to najlepszy mecz Barçy w tym sezonie. Ale mimo to, Barça remisuje na Bernabéu; remisuje z ustawieniem, które najwierniej oddaje prawdziwy charakter Mourinho. To kolejny krok Blaugrany do zdobycia tytułu, który najlepiej ze wszystkich pokazuje, kto tu jest dobry, a kto... już nie bardzo.

[źródło: El Periódico; Foto: Juan Medina, Reuters]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze