Henry: Potrzebowałem nowego wyzwania (wywiad cz. 2)

challenger

8 maja 2011, 12:14

Brak komentarzy
Były napastnik Arsenalu, Barcelony i reprezentacji Francji cieszy się swoim życiem w Stanach i liczy, że jego obecny klub, New York Red Bulls, po porażce już w pierwszej rundzie zeszłorocznych play offów, zajdzie dużo wyżej w obecnym sezonie ligi MLS.

Nie mieliśmy wielu okazji do poznania Henry'ego - barcelonisty, kilka miesięcy po jego odejściu nadarza się okazja, by choć trochę to nadrobić. Poniżej druga część wywiadu jednego z najbardziej utytułowanych piłkarzy świata z dziennikarzem sekcji sportowej Reutersa, Simonem Evansem. Titi mówi w niej o swoich początkach w profesjonalnej piłce, potrzebie dostosowywania się piłkarza do intencji trenera, a także swoich relacjach z Ojcem, które odegrały ogromny wpływ na całą jego profesjonalną karierę.

Pierwszą część znajdziesz tutaj [KLIK!]


S.E.: Patrząc wstecz... Zawsze zastanawiało mnie, co poszło Ci nie tak w Juventusie. Grywałeś tam przeważnie na skrzydle, prawda?

T.H.: To był jeden z najgorszych sezonów w historii Juve... Gdy przyszedłem do klubu, był styczeń i zespół był na dziewiątym miejscu w lidze. Udało nam się zakończyć rozgrywki na szóstym miejscu, ale w klubie było wtedy wiele problemów. Co do mojej roli w drużynie - z początku Lippi widział mnie jako środkowego napastnika. Pamiętam pierwsze dwa mecze po transferze, sadzał mnie na ławce, ale gdy wchodziłem - to zawsze na środek ataku. Potem do klubu przyszedł Ancelotti i pozostałą część przyszło mi grać na lewym skrzydle. Na początku sprawiało mi to trochę trudności, Serie A to też specyficzna liga dla każdego napastnika, do tego zgranie z drużyną - graliśmy systemem 3-5-2 i musiałem dbać o lewą stronę na całej długości boiska.

Potem zaczęło mi iść lepiej, trafiałem do bramki i asystowałem kolegom, lecz później stało się coś pomiędzy mną a jedną z najważniejszych osób w klubie, co sprawiło, że podjąłem decyzję o opuszczeniu klubu. Prawdę powiedziawszy czułem się tam coraz szczęśliwszy, to była wspaniała drużyna, byliśmy dla siebie w szatni jak rodzina, ale doszło do czegoś, co mi się nie spodobało... Mój czas w Turynie dobiegł końca, nadeszła chwila by odejść i pojawiła się taka możliwość. Znów spotkałem się z Arséne'em.

Wenger z powrotem ustawił Cię na środek ataku...

Gdy przyjechałem do Londynu, Arséne powiedział "Marnujesz swój czas grając na skrzydle.", ale ja byłem młody [22 lata w chwili transferu do Arsenalu - przyp. ch.], ambitny. No i byłem już doświadczony grą na arenie międzynarodowej, reprezentantem swojego kraju. Ledwie rok wcześniej zdobyłem Puchar Świata grając szeroko... Ale dorastałem jako środkowy napastnik, Arséne to dostrzegał. To na tej pozycji dał mi zadebiutować w Monaco, gdy miałem ledwie 17 lat.

Pamiętam, że już w Londynie mówił mi: "Widziałem jak trafiasz do bramki jeszcze w juniorach, gdy byłeś bardzo młody. Grałeś wtedy jako środkowy napastnik i nie ma mowy, by miało się to zmienić. Masz w sobie potencjał na wiele bramek i nie mam co do tego cienia wątpliwości". Pomyślałem "OK, co mi szkodzi" choć mając doświadczenie z Mundialu i po okresie gry w Juve naprawdę chciałem budować swoją markę jako skrzydłowy.

Tak naprawdę, to nie szło mi tak źle - w tej roli zdobyłem przecież Mistrzostwo Świata, Mistrzostwo Francji z Monaco, miałem już wtedy na koncie kilka udanych występów w Lidze Mistrzów na skrzydle... No ale powiedziałem sobie "Dobrze, zobaczymy co z tego wyjdzie" i okazało się, że to działa.

Chyba można powiedzieć, że ta zmiana zaważyła na całej Twojej karierze...

Kto wie? To pewne, że nie zdobyłbym tylu goli. Ale jeśli chcesz osiągnąć sukces w tej grze, musisz nauczyć się jednej bardzo ważnej rzeczy: umiejętności adaptacji i dostosowywania swojej gry do różnych czynników. Tego, co jest od Ciebie wymagane, tego co podpowiada Ci Twoje ciało i intuicja. Mimo tego gdzie grałem w juniorach, do wielkiej piłki wszedłem jako skrzydłowy, bo po prostu tylko tam było dla mnie miejsce, tam pojawiła się okazja, wychodzisz i grasz. Dostosowujesz się.

W internecie można łatwo znaleźć kilka zestawień "Najładniejszych bramek Thierry'ego Henry". Mam swoje dwie ulubione: tę, którą zdobyłeś przeciwko "Spursom" gdy przebiegłeś przez całe boisko od własnego pola karnego, a także tę przeciwko United, gdy pokonałeś Fabiena Bartheza uderzeniem z obrotu... Też masz swoją ulubioną?

Gdy tylko spotykam jakiegoś fana Arsenalu, każdy ma swoją, wiesz, to strasznie zabawne. Widzisz, zawsze będzie się pamiętało bramkę z MU, tę z Tottenhamem, ktoś wspomni o Madrycie, komuś innemu przypomni się piętka z Charltonem, trafienie z Liverpoolem gdy remisowaliśmy 2:2, ale musieliśmy wygrać, żeby mieć pewność, że nie stracimy Ligi... Teraz, z perspektywy czasu, z dala od poprzednich etapów mojej kariery - wszystkie są pięknymi wspomnieniami, bardzo trudno wybrać jedną. Każda była po prostu inna. Niektórych ogromnie potrzebowała drużyna, inne były po prostu ładnymi bramkami... Dziwnie byłoby wybrać tę jedyną.

Dotarły do mnie relacje o Twoim Tacie i jego podejściu, gdy byłeś młody, tym nastawieniu, wedle którego gdy schodziłeś z boiska strzeliwszy 2 bramki, on mówił tylko "a co z sytuacją, którą zmarnowałeś w 50. Minucie?" Jak takie zachowania odbiły się na Tobie i Twojej karierze?

On miał na mnie ogromny wpływ. Mój Tata zawsze uczył mnie by nigdy nie spoczywać na laurach, nigdy nie być w pełni usatysfakcjonowanym, rozwijać się, dążyć po więcej i wiedzieć co robić, by to osiągnąć. To był jego sposób postrzegania futbolu. Coś Ci się udało? OK, dalej, kolejne wyzwanie... Ludzie mogą mówić: "Fajnie, tylko gdzie miejsce na to, by czerpać z tego radość?" Ale takie podejście sprawdzało się w moim przypadku.

Poza tym, w profesjonalnej piłce musisz być w ciągłej gotowości, czyhać na swoje szanse - szczególnie gdy jesteś napastnikiem. Nie uda Ci się to, jeżeli nie potrafisz myśleć w przód, jeśli nie potrafisz przewidywać wydarzeń na boisku. A rozmyślanie nad tym, co już się stało, Cię do tego nie zaprowadzi.

Myślę, że taka mentalność jest niezbędna by pozostać w piłce na topie przez 12-13 lat. Później może przyjść czas na upajanie się sukcesami, na zanudzanie opowieściami o nich dzieci i wnuków, ale póki grasz, póki jesteś w szatni, póki jutro masz trening - musisz utrzymywać koncentrację na najwyższym możliwym poziomie, by być w stanie przewidywać to, co dzieje się na boisku. Bo będziesz oceniany tylko przez pryzmat swojego ostatniego meczu.

Wiele razy, wierz mi, nawet w okresie najwyższego szczytu formy w Arsenalu - zdobywałem bramkę za bramką, mecz po meczu, ale wystarczał krótki przestój, nie trafiłem w jednym, drugim spotkaniu, i momentalnie pojawiali się krytycy. Nie ma w tym nic dziwnego. Tak już jest. By nauczyć się konsekwentnie unikać poczucia sytości i ciągle starać się ulepszać swoją grę - musisz mieć taką mentalność, jest ona absolutnie niezbędna.


Cz. 3 i ostatnia - wkrótce


[źródło: Reuters Soccer Blog]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze