Przejść do historii znów zachwycając świat - Barça vs United!
Odliczanie do godziny zero powoli się kończy. Do finałowego starcia Barçy z Manchesterem pozostały już tylko godziny. Dwa najsilniejsze kluby starego kontynentu zmierzą się po raz kolejny w wielkim finale najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych świata. Kto tym razem okaże się lepszy? Zespół Guardioli, który w ciągu trzech lat za kadencji Pepa zdobył już 9 pucharów czy może mistrz Anglii, Manchester United? Jedno jest pewne, batalia obu drużyn zapowiada się fantastycznie.
Powrót do przeszłości
Czerwiec, 2008 rok. Frank Rijkaard, człowiek, który po latach posuchy przywrócił Barçę na piłkarski szczyt zostaje zwolniony ze stanowiska trenera pierwszego zespołu. Odchodzi w niesławie, po przegranej z Realem Madryt zostaje obrzucony błotem i zrównany z ziemią zarówno przez dziennikarzy jak i przez Culés. "Zhańbiłeś koszulkę Barçy" grzmiał kataloński
Sport. Dowód na to jak szybko można stracić szacunek dla człowieka, który tak wiele z tym zespołem osiągnął prawda? On sam potrafił pożegnać się z klasą i podziękować za wszystkie wspaniałe chwile.
Na jego miejsce przyszedł Pep Guariola. Pierwszą moją myślą po otrzymaniu informacji o nominacji na szkoleniowca ukochanego klubu było zbluzganie człowieka, którego cholernie szanuję i po dziś dzień uważam za najlepszego prezydenta w historii klubu. Jak można zatrudniać trenera, którego jedynym doświadczeniem jest trenowanie rezerw, pomyślałem wówczas. Tym bardziej, iż jako jego kontrkandydatów wymieniało się absolutnie największych w swoim fachu z Mourinho i Hiddinkiem na czele. Gość, którego największym sukcesem na ławce trenerskiej był awans do trzeciej ligi hiszpańskiej miał objąć jeden z największych i najlepszych klubów świata. Od tamtej chwili minęły prawie 3 lata, a ja dziś nie wiem czy bardziej dziękować Bogu czy Laporcie, który podjął wtedy najlepszą decyzję swojego życia. Joana można było lubić lub nie, ale szanować go trzeba, bowiem bez niego nie było Guardioli, a tym samym tego niesamowitego zespołu.
Skromny człowiek, którego drugie imię powinno brzmieć "pokora" przebił Barçę Rijkaarda i Ronaldinho, sprawił, iż zespołem z Katalonii ponownie zachwycał się cały piłkarski świat. W swoim pierwszym sezonie udowodnił, iż na świecie i w futbolu nie ma rzeczy niemożliwych. To znaczy... może i są, ale na pewno nie dla jego podopiecznych, którzy dokonywali rzeczy wręcz nieprawdopodobnych. Bordowo-granatowi zdobyli w sezonie 2008/09 wszystko, co w klubowej piłce jest do zdobycia. Świat zapamiętał Barçę nie tylko ze względu na sukcesy, ale i niepowtarzalny styl gry, który podziwiali kibice i rywale. Guardiola stworzył Zespół przez duże Z. Od jego przyjścia minęły prawie 3 lata, a Barça nie przestaje wygrywać. W tym sezonie nadszarpnięty został jednak wizerunek klubu i tego Zespołu, nie do końca słusznie.
Po półfinałowych meczach z Realem Madryt pojawiło się wiele kontrowersji, którym przewodził nie kto inny jak José Mourinho. Tak, tak, ten sam, który szybko zapomniał o tym, co działo się w Mediolanie i Barcelonie w ubiegłym roku. Ten sam, który nawet po listopadowym, galaktycznym łomocie nie potrafił docenić klasy Blaugrany wypominając upadek (teatralny) w polu karnym Cristiano. Jutrzejsza batalia z Manchesterem United będzie doskonałą okazją do udowodnienia tego, co dla nas drodzy Culés jest oczywiste. Barça jest najlepsza, a przez większość krzykaczy i krytyków przemawia zwykła zazdrość. Katalończycy w pięknym stylu rozprawili się z angielską drużynę przed dwoma laty, dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
Messi i spółka mają coś do udowodnienia i doskonale zdają sobie z tego sprawę. Oby tym razem odbyło się bez prowokacji, bezmyślnych upadków Pedro czy Busquetsa i czerwonych kartek - Dla wielu właśnie tego trzeba by wreszcie docenić codzienne hektolitry potu wylewanych przez graczy trenujących na Ciutat Esportiva. Po ostatnich meczach z Arsenalem i Realem, Barcelonie przybyło wrogów, ludzi, którzy oceniają drużynę przez pryzmat kilku kontrowersyjnych sytuacji. Na stronach głównie angielskich drużyn więcej pisało się o piłkarzach Guardioli aniżeli swoich zespołach, nie wiem czy dlatego, że gra Arsenalu, Man U czy Chelsea była nudna jak Plebania w Telewizji Publicznej (bardzo możliwe), a pisać o czymś trzeba czy... to tylko kompleksy. Stawiam na to drugie bowiem Barça swoją grą przyprawiała swoich przeciwników o ów kompleksy z łatwością nie mniejszą od kolejnych wygranych Sobestiena Loeba w rajdowych mistrzostwach świata. W sobotę nadarzy się okazja do zamknięcia ust krytyków, być może jedna z ostatnich za kadencji Pepa Guardioli, który jak sam mówi "jest bliżej końca aniżeli początku" swojej kariery w Świątyni Futbolu.
Manchester żądny rewanżu
27 maja 2009 roku, Rzym. Barcelona po wspaniałym spektaklu pokonuje w finałowym meczu Ligi Mistrzów Manchester United i zdobywa trzeci w historii klubu Puchar Europy. Katalończycy do spotkania z Man U przystępowali uskrzydleni wyeliminowaniem w półfinałowej walce Chelsea Londyn, odwiecznego rywala w Lidze Mistrzów. Andrés i spółka udowodnili, że nadzieja umiera ostatnia i nigdy nie wolno przestawać wierzyć, udowodnił, że cuda się naprawdę zdarzają. Barcelona, która cały mecz grała bardzo słabo przeprowadziła
"tę akcję", zrobił to "ten Iniesta", zrobiła to "ta Barca".
W finale było łatwiej aniżeli byśmy przypuszczali. Początkowo bramce Valdésa zagrażał Cristiano Ronaldo, który wziął ciężar gry na swoje barki. W 9 minucie kapitalną akcję przeprowadził kontuzjowany! Iniesta, podał do Eto'o, a ten zrobił zrobił wiatrak z ostoi defensywy United i pokonał Van der Sara. Barça nadal zagrażała bramce rywali, przeważała i dążyła do zdobycia gola, który zapewniłby spokój. Udało się w
70 minucie, kiedy to kosmiczne dogranie Xaviego wykorzystał człowiek, który do piłki wyskoczył niczym wspaniały Osmany Juantorena. Mały ciałem wielki duchem Messi szybując nad defensywą Manchesteru podwyższył na 2:0 i rozstrzygnął losy meczu. Reakcji Ferdinanda i Van der Sara nie sposób zapomnieć. Patrzyli z nie mniejszym niedowierzaniem co my, z tą różnicą, że oni widzieli lot Messiego żywo. Manchester nie był w stanie się już podnieść i Barça trzeci raz w historii klubu zdobyła Puchar Europy. Skład mistrzowskiego zespołu w finale przedstawiał się następująco: Víctor Valdés, Sylvinho, Gerard Piqué, Yaya Touré, Carles Puyol, Sergio Busquets, Xavi Hernández, Andrés Iniesta, Thierry Henry, Samuel Eto'o i Leo Messi. Aż siedmiu graczy z tamtego składu wybiegnie także i jutro na murawę Wembley.
Droga do upragnionego finału
Manchester United drogę do finału miał łatwiejszą aniżeli Barcelona dowodzona przez Pepa Guardiolę. Czerwony Diabły zajęły 1 miejsce w grupie C, przed Valencią, Rangersami i Bursasporem. Podopieczni Alexa Fergusona wygrali 4 mecze i 2 zremisowali gromadząc na swoim koncie 14 punktów. Anglicy zdobyli 7 bramek tracąc zaledwie 1. W 1/8 Mistrzowie Anglii wyeliminowali Olympique Marsylią, remisując 0:0 i wygrywając 2:1. W ćwierćfinale Rooney i spółka rozprawili się z Chelsea Londyn, dwukrotnie pokonując The Blues (1:0, 2:1). W półfinale United nie mieli najmniejszych problemów z wyeliminowaniem Schalke 04 Gelsenkirchen. W pierwszym spotkaniu na Arena Auf Schalke Man U wygrał 2:0, w rewanżu na Old Trafford United wygrali 4:1.
Barcelona w swojej grupie mierzyła się z mistrzem Danii, Rosji i Grecji, odpowiednio z Kopenhagą, Rubinem Kazań i Panathinaikosem. Katalończycy bez problemu zajęli 1 miejsce w grupie D wygrywając 4 mecze i 2 remisując. Mistrzowie Hiszpanii strzelili rywalom 14 bramek tracąc 3. W 1/8 finału Barça stoczyła wspaniałe pojedynki z Arsenalem Londyn. W pierwszym spotkania Kanonierzy na Emirates Stadium wygrali 2:1, ale w rewanżu to Barça wygrała 3:1 i awansowała do kolejnej fazy. W ćwierćfinale ofiarą Barcelony padł Szachtar Donieck. Po laniu w Barcelonie (5:1), mistrzowie Ukraińcy w rewanżu przegrali 0:1. W półfinale Barça wyeliminowała Real Madryt. W pierwszym spotkaniu na Estadio Santiago Bernabéu, Blaugrana po dwóch golach Messiego zwyciężyła 2:0, w rewanżu padł remis 1:1.
Węgier arbitrem finału
Rozjemcą jutrzejszego finału będzie Węgier, Wiktor Kassai, jeden z najlepszych sędziów na świecie. Kassai ma 35 lat i funkcję arbitra międzynarodowego pełni od 2003 roku. Oprócz meczów Ligi Mistrzów, Węgier sędziował również na meczach Mistrzostw Świata w Republice Południowej Afryki. Urodzony w Tatabánii arbiter sędziował również finałowy pojedynek Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Kassai do tej pory sędziował w 60 meczach Ligi Mistrzów, w tym w 5 obecnego sezonu.
Abidal czy Puyol?
Pep ma już dziesiątkę pewniaków na finałowy mecz Champions League, jedyną niewiadomą wciąż pozostaje lewa obrona. W bramce zagra oczywiście Víctor Valdés, formację obronną tworzyć będą Dani Alves, Gerard Piqué i bardzo dobrze dysponowany Javier Mascherano. Guardiola nadal zastanawia się czy postawić na niebędącego w pełni zdrowia Puyola czy będącego po operacji wycięcia guza wątroby Abidala, który bez względu na jutrzejszy wynik jest największym bohaterem obecnego sezonu. Wydaje się, że żaden z dwójki piłkarzy nie jest gotowy na grę w pełnym wymiarze czasu. Na pozycji defensywnego pomocnika wystąpi Sergio Busquets, który linię pomocy będzie tworzył z Andrésem Iniestą i Xavim Hernándezem. Z kolei trójkę napastników stanowić będzie trio MVP, złożone z Messiego, Villi i Pedro.
Co z tą formą?
Wielu piłkarzy ostatnimi czasy nie miało okazji do gry w normalnym meczu. Czy jednak musimy martwić się o dyspozycję Messiego, Xaviego czy Iniesty? Na pewno nie, Guardiola zapewne nie bez powodu nie dał pograć największym swoim gwiazdom. Pep chce by jego piłkarze oprócz odpoczynku, poczuli głód gry i na Wembley dosłownie gryźli murawę. Na pewno nie musimy martwić się o dyspozycję Messiego. Najlepszy piłkarz świata dwóch ostatnich lat zbudzony w niedzielę o szóstej rano na mega kacu po sobotniej imprezie grałby jak z nut, ten typ tak po prostu ma. Zawsze i wszędzie jest gotów do gry na najwyższym światowym poziomie. Dodatkowym wyzwaniem dla Argentyńczyka jest imponujący rekord Cristiano Ronaldo, który w obecnym sezonie we wszystkich rozgrywkach zdobył jednego gola więcej aniżeli Leo. Dla fenomenalnego Argentyńczyka to będzie ostatnia okazja dom przebicia Portugalczyka.
Faworytem bukmacherów, i to wyraźnym, jest Barcelona. Kurs na zwycięstwo Katalończyków
wynosi 1.95, za to na Manchester United aż 3.7! Wysokie kursy są także jeśli chodzi o konkretne wyniki - za każdą postawioną złotówkę na zwycięstwo Barçy 2:0 otrzymać można 8 zł,
za złotówkę na wynik 1:0 dla Man Utd - aż 11 zł.
Największą niewiadomą jest forma Davida Villi, który w drugiej połowie sezonu gra znacznie słabiej aniżeli w pierwszej.
Guaje, który w reprezentacji Hiszpanii i w Valencii zawsze strzelał jak na zawołanie, gdzieś się zaciął. Prawdziwego mężczyznę poznaje się jednak po tym jak kończy, a David, który w finałowym meczu zagra w specjalnie zaprojektowanych butach na pewno nie wystrzelał jeszcze wszystkich naboi. Patrząc na Villę, który jest cieniem samego siebie widzę pewną analogię z Samuelem Eto'o. Jeden z najwspanialszych napastników, który miał zaszczyt biegać w bordowo-granatowej koszulce dwa lata temu też był w słabej formie, nie strzelał bramek i zawodził w lidze pod koniec sezonu. Jak zagrał w wielkim finale zapewne pamiętacie. Nie mam nic przeciwko by historia się powtórzyła. A Wy?
Podczas jutrzejszego wieczora Barça stanie przed kolejną szansą zapisania się w kartach historii futbolu. To będzie mecz nie tylko o Puchar Europy. To będzie również mecz o honor i chwałę, o dobre imię, które ostatnimi czasy zostało nadszarpnięte. Katalończycy zrobią wszystko by ponownie mieć u swoich stóp cały świat, by zamknąć usta tym, którzy czasami mówią zdecydowanie za dużo. Piłkarze Guardioli na liczne zarzuty i wrogie komentarze nie odpowiadają na konferencjach prasowych i tym podobnych, Messi i spółka odpowiedzą na boisku. To robią przecież najlepiej. Dla nas byli, są i zawsze będą zwycięzcami, bez względu na jutrzejszy wynik. Ale okazja do udowodnienia całemu światu swojej nieskazitelnej wielkości może szybko się nie powtórzyć. To będzie wielki mecz z wielkimi zespołami. Ale zwycięzca może być tylko jeden. Wielokrotnie udowadniali nam, że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Możemy być dumni bowiem jesteśmy świadkami największej Barçy w ponad stuletniej historii. Niechaj nasze bordowo-granatowe serca zabiją jak najmocniej! Leo, Andrés, Xavi, Víctor... spełnijcie nasze marzenia kolejny raz! "Tak to jest realne!" Visca El Barça y Visca Catalunya!
Przewidywane składy:
FC Barcelona: Víctor Valdés, Alves, Piqué, Mascherano, Puyol, Busquets, Xavi, Iniesta, Pedro, Villa i Messi.
Manchester United: Van der Sar, Fabio, Vidić, Ferdinand, Evra, Carrick, Park Ji Sung, Giggs, Valencia, Rooney i Hernández.
Komentarze (243)