Cudowne dziecko, którego nikt nie zna

makaj

22 lipca 2011, 14:50

40 komentarzy
Nieśmiały poza boiskiem i małomówny. Chilijczyk wydaje się być kopią Leo Messiego.

"Od dziecka musiałem stawić czoła naturze. Nauczyłem się grać boso. Dlatego też biegam w tak charakterystyczny sposób, niemalże skacząc. Gdy chodziłem, musiałem omijać kamienie". Kiedy to mówił, miał tylko 16 lat, jedynie 13 minut na koncie w pierwszej lidze i bardzo niechętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy.

A porozmawiać chciał z nim każdy: wszyscy chcieli się dowiedzieć, kim jest dzieciak, który właśnie zadebiutował i okazał się być pomocny w zwycięstwie jego ekipy (Cobreloa) 5:4 nad Temuco. Sławy mu nie brakowało. Zarówno w Calamie, jak i Tocopilli, jego rodzinnej wiosce, był podziwiany przed wszystkim ze względu na umiejętności techniczne. "Jestem szczęśliwy, ale nie lubię mówić" - wyznał szczerze.

Chociaż Alexis stał się crackiem dość wcześnie, nadal ucieka od mikrofonów. Sława go męczy i jest dość nieśmiały. Woli "rozmawiać" na boisku. Kiedy był w szkole przy Uniwersytecie Katolickim w Rancangui, jego umiejętności żonglerskie i panowanie nad piłką naprawdę czyniły różnicę. Jak sam przyznał, w tym okresie często spychany był na margines. "Ponieważ potrafiłem robić dobre uniki, wszyscy się złościli i nie pozwalali mi grać" - powiedział przed laty. Były to czasy, kiedy Sánchez nie był jeszcze nazywany cudownym dzieckiem, ale nosił przydomek Dilla, jak nazywają go niektórzy przyjaciele do dziś. "Mówili mi, że wyglądam jak wiewiórka (po hiszpańsku ardilla - makaj), która skacze ponad drzewami i strąca piłki" - wyjaśnia.

Wtedy też Alexis otrzymywał powołania do młodzieżowych reprezentacji Chile. Był też bliski gry w Argentynie, jednak ani w Boca Juniors, ani w River Plate: w skromnym Altos Hornos Zapla. W towarzyskim spotkaniu, zorganizowanym przez drużynę z argentyńskiej prowincji Jujuy, w której rywalem była ekipa złożona z piłkarzy chilijskiego miasta Taltal, Alexis zagrał jedynie 45 minut i strzelił... 7 bramek. Ale młody chłopak nie chciał opuszczać rodziny: mamy Martíny i rodzeństwa Marjorie, Humberta i Tamary. Mama Alexisa, która zajmowała się łowieniem ryb, nie zarabiała na tyle, by zapewnić swoim pociechom wiele przyjemności. Wręcz przeciwnie, musiała się dwa razy zastanowić, zanim kupi kolejną parę butów. Kiedy Sánchez grał już w Cobreloi, marzył, aby odnieść sukces w piłce nożnej i wspomóc finansowo swoją rodzinę.

Wtedy też dostrzeżono jego postać na najwyższym szczeblu chilijskiego futbolu. Urodzony 19 grudnia 1988 roku w Tocopilli piłkarz zadebiutował w kadrze Chile, prowadzonej przez Nelsona Acostę, 12 lutego 2005 roku. Rok później, tuż przed Mundialem w Niemczech, Udinese pokonało Villarreal i Werder Brema i pozyskało w swe szeregi młody talent chilijskiego futbolu.

Drużyna z północy Włoch zapłaciła za Sáncheza 3 miliony dolarów i od razu, zgodnie ze swoim sportowym projektem dotyczącym młodych piłkarzy, wypożyczyła do Colo Colo, gdzie Chilijczyk trafił pod skrzydła Claudio Borghiego. Tam młody piłkarz został ochrzczony mianem nowego psa, ponieważ potrafił bezustannie biegać za piłką.

Ten dzieciak, który już z wieku siedmiu lat grał w piłkę z dorosłymi, opuścił teraz biedny rodzinny dom w Tocopilli. Ściany domu zrobione były z błota, za podłogę natomiast wystarczyć musiała uklepana ziemia. Chłopak z małej, nadmorskiej miejscowości na północy Chile został wybrany przez firmę Nike jako reprezentant marki w Ameryce Południowej.

Cudowne dziecko wciąż mówi mało. Alexis stał się symbolem chilijskiego futbolu, po takich graczach jak Zamorano i Salas. Co ciekawe, w 2007 roku poznał już Barcelonę. Do stolicy Katalonii Sánchez udał się na operację kontuzjowanej kostki, którą wykonywał Dr Ramon Cugat. W Barcelonie spędził 10 dni i obiecał, że kiedyś do niej wróci w bordowo-granatowej koszulce.

Inna wielka pasja Alexisa: romantyczne piosenki Marco Antonio Solísa

Chilijczyk Alexis Sánchez, fanatyk czatowania i surfowania po Internecie, w czasach, gdy był mniej znany, miał nawet swój fotoblog. Ale kiedy stronę odwiedzać zaczęły tysiące fanów, piłkarz zmuszony był ją zamknąć. Jego wielkim hobby stało się słuchanie muzyki. W swoim iPodzie ma tysiące piosenek, a jego gust jest dość eklektyczny: od Backstreet Boys po Metallicę. Jednak jego muzycznym idolem jest twórca piosenek o miłości, Marco Antonio Solís. Jeśli Sánchez uda się z Barceloną na tournée po Ameryce Północnej, będzie chciał spotkać się z artystą, który 6 sierpnia zagra koncert w teksańskiej miejscowości Odessa.


[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (40)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze