Víctor Vázquez: Nie kupowałbym teraz Ceska
Były gracz Barcelony ocenia nowy etap swojej kariery, opowiada o nowych talentach i swoim przyjacielu Cesku.
Dzięki swoim umiejętnościom technicznym, Víctor Vázquez (rocznik 1987) odnosił w Barcelonie sukcesy u boku Messiego i Piqué, którzy obecnie czekają na transfer Ceska, innego członka niezapomnianej ekipy Cadete. W ciągu zaledwie kilku tygodni Vázquez zdobył już szacunek w Club Brugge. W czwartek w meczu eliminacji do Ligi Europy zdobył gola, a dziś debiutuje w lidze belgijskiej z zasłużoną etykietką cracka.
Jak idzie panu w Club Brugge?
Mam się dobrze, gram bliżej pola karnego niż w Barçy B. Futbol jest tu łatwiejszy w tym sensie, że nie jest tak techniczny i dzięki temu mogę się bardziej wyróżniać. Gramy systemem 4-3-3 i wystawiają mnie na pozycji prawego lub lewego pomocnika.
Mówią, że jest pan w zespole crackiem...
Jest nim Izraelczyk Lior Rafaelov, który przyszedł z Maccabi Hajfa i byłby jak Nolito. Nasza dwójka jest najbardziej wyszkolona technicznie.
Powiedziano mi, że nazywają pana "Prezes"...
Prezes? Nie. Koledzy nazywają mnie "Maestro". Myślę, że mówią tak z powodu mojej techniki.
Strzelił pan pięć goli w siedmiu meczach. Nieźle!
Najważniejszy był ten zdobyty w czwartek w meczu z Karabach, ponieważ było to spotkanie eliminacyjne rozgrywek UEFA. Pozostałe cztery zostały zdobyte w meczach towarzyskich w presezonie. Kiedy przychodzisz z Barcelony, strzelasz pewnie.
Odrzucił pan ważne oferty, aby przejść do Club Brugge?
Racing, Deportivo, Saragossa, Espanyol, Osasuna... ale żadna oferta nie była lepsza na poziomie klubowym. Nie mówię o pieniądzach. Dla mnie Brugge jest jak Atlético w Hiszpanii, to ekipa chcąca występować w rozgrywkach europejskich.
Był pan rozczarowany Barceloną?
Nie, rozczarowany nie. Ale smutny z powodu braku awansu. Klub zawsze dobrze mnie traktował, nie mam zarzutów. Chciałem zostać, ale już rok temu zdałem sobie sprawę, że nie będzie to możliwe. Moja szansa minęła, kiedy 8 lutego 2009 roku w meczu z Villarreal B na Miniestadi doznałem kontuzji. A teraz są tam gracze o podobnej jakości, ale młodsi i to normalne, że pokładają w nich wiarę. Być może nie umiałem dać z siebie sto procent, ale to, co mnie bolało najbardziej to czternaście miesięcy leczenia kontuzji.
Jakie cele ma pański zespół?
Mamy zamiar zdobyć tytuł, przede wszystkim ligowy, którego nie wygraliśmy od pięciu lat. Teraz ważne jest zakwalifikowanie się do Ligi Europy. Rozmawialiśmy na ten temat. Tutaj wszyscy rozmawiają o wszystkim. W Barcelonie, podczas pobytu w drużynie rezerw, nadal nie czułem się profesjonalnie, a tutaj tak.
Macie konkurencyjny zespół?
Po poziomie, który widziałem w Belgii, jestem pewny, że będziemy w pierwszej trójce.
Pytają pana o Barçę?
Tak, sporo mówi się o Barcelonie. Ludzie są fanatykami tej drużyny i miasta. Jakby oszaleli na punkcie mojej dziewczyny i mnie, ponieważ jesteśmy jedynymi Hiszpanami w klubie. Pytają mnie, jaka jest Barca. Tutaj wykonasz źle trzy podania i nic się nie dzieje, nie gwiżdżą na ciebie. Jeśli później odbierzesz piłkę i zanotujesz dobre podanie, jesteś bogiem.
Dlaczego nosisz numer '13'?
Chciałem nosić '10', ale miał ją już Marokańczyk Nabil Dirar, który jest tu ważnym graczem.
Grał pan z Ceskiem. Jak postrzega pan temat jego transferu do Barcelony?
To trudny temat. Ja bym go teraz nie kupował. Nie ze względu na jego jakość, bo ta jest niepodważalna, ale dlatego, że Thiago gra obecnie na bardzo wysokim poziomie. Cesc to dobra opcja, ale wydawanie tylu pieniędzy na zawodnika, którego nie potrzebujesz na danej pozycji jest zbyteczne. W każdym razie, jeśli transfer dojdzie do skutku, Barça zyska piłkarza, który ma dobrą technikę, zna klub i zawodników.
Jaki był najlepszy etap pańskiej kariery podczas 13 lat w Barcelonie?
Awans do Segunda B z Pepem Guardiolą i etap gry w drużynach młodzieżowych, ponieważ wygraliśmy wszystko.
A najgorszy?
Kontuzja, bez wątpienia.
[źródło: Mundo Deportivo]
Dzięki swoim umiejętnościom technicznym, Víctor Vázquez (rocznik 1987) odnosił w Barcelonie sukcesy u boku Messiego i Piqué, którzy obecnie czekają na transfer Ceska, innego członka niezapomnianej ekipy Cadete. W ciągu zaledwie kilku tygodni Vázquez zdobył już szacunek w Club Brugge. W czwartek w meczu eliminacji do Ligi Europy zdobył gola, a dziś debiutuje w lidze belgijskiej z zasłużoną etykietką cracka.
Jak idzie panu w Club Brugge?
Mam się dobrze, gram bliżej pola karnego niż w Barçy B. Futbol jest tu łatwiejszy w tym sensie, że nie jest tak techniczny i dzięki temu mogę się bardziej wyróżniać. Gramy systemem 4-3-3 i wystawiają mnie na pozycji prawego lub lewego pomocnika.
Mówią, że jest pan w zespole crackiem...
Jest nim Izraelczyk Lior Rafaelov, który przyszedł z Maccabi Hajfa i byłby jak Nolito. Nasza dwójka jest najbardziej wyszkolona technicznie.
Powiedziano mi, że nazywają pana "Prezes"...
Prezes? Nie. Koledzy nazywają mnie "Maestro". Myślę, że mówią tak z powodu mojej techniki.
Strzelił pan pięć goli w siedmiu meczach. Nieźle!
Najważniejszy był ten zdobyty w czwartek w meczu z Karabach, ponieważ było to spotkanie eliminacyjne rozgrywek UEFA. Pozostałe cztery zostały zdobyte w meczach towarzyskich w presezonie. Kiedy przychodzisz z Barcelony, strzelasz pewnie.
Odrzucił pan ważne oferty, aby przejść do Club Brugge?
Racing, Deportivo, Saragossa, Espanyol, Osasuna... ale żadna oferta nie była lepsza na poziomie klubowym. Nie mówię o pieniądzach. Dla mnie Brugge jest jak Atlético w Hiszpanii, to ekipa chcąca występować w rozgrywkach europejskich.
Był pan rozczarowany Barceloną?
Nie, rozczarowany nie. Ale smutny z powodu braku awansu. Klub zawsze dobrze mnie traktował, nie mam zarzutów. Chciałem zostać, ale już rok temu zdałem sobie sprawę, że nie będzie to możliwe. Moja szansa minęła, kiedy 8 lutego 2009 roku w meczu z Villarreal B na Miniestadi doznałem kontuzji. A teraz są tam gracze o podobnej jakości, ale młodsi i to normalne, że pokładają w nich wiarę. Być może nie umiałem dać z siebie sto procent, ale to, co mnie bolało najbardziej to czternaście miesięcy leczenia kontuzji.
Jakie cele ma pański zespół?
Mamy zamiar zdobyć tytuł, przede wszystkim ligowy, którego nie wygraliśmy od pięciu lat. Teraz ważne jest zakwalifikowanie się do Ligi Europy. Rozmawialiśmy na ten temat. Tutaj wszyscy rozmawiają o wszystkim. W Barcelonie, podczas pobytu w drużynie rezerw, nadal nie czułem się profesjonalnie, a tutaj tak.
Macie konkurencyjny zespół?
Po poziomie, który widziałem w Belgii, jestem pewny, że będziemy w pierwszej trójce.
Pytają pana o Barçę?
Tak, sporo mówi się o Barcelonie. Ludzie są fanatykami tej drużyny i miasta. Jakby oszaleli na punkcie mojej dziewczyny i mnie, ponieważ jesteśmy jedynymi Hiszpanami w klubie. Pytają mnie, jaka jest Barca. Tutaj wykonasz źle trzy podania i nic się nie dzieje, nie gwiżdżą na ciebie. Jeśli później odbierzesz piłkę i zanotujesz dobre podanie, jesteś bogiem.
Dlaczego nosisz numer '13'?
Chciałem nosić '10', ale miał ją już Marokańczyk Nabil Dirar, który jest tu ważnym graczem.
Grał pan z Ceskiem. Jak postrzega pan temat jego transferu do Barcelony?
To trudny temat. Ja bym go teraz nie kupował. Nie ze względu na jego jakość, bo ta jest niepodważalna, ale dlatego, że Thiago gra obecnie na bardzo wysokim poziomie. Cesc to dobra opcja, ale wydawanie tylu pieniędzy na zawodnika, którego nie potrzebujesz na danej pozycji jest zbyteczne. W każdym razie, jeśli transfer dojdzie do skutku, Barça zyska piłkarza, który ma dobrą technikę, zna klub i zawodników.
Jaki był najlepszy etap pańskiej kariery podczas 13 lat w Barcelonie?
Awans do Segunda B z Pepem Guardiolą i etap gry w drużynach młodzieżowych, ponieważ wygraliśmy wszystko.
A najgorszy?
Kontuzja, bez wątpienia.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (28)