FC Barcelona drugi raz z rzędu sięgnęła po Puchar Gampera. W tym roku zaproszonym rywalem okazał się zespół Napoli, ale gospodarze nie okazali się być zbyt gościnni, aplikując podopiecznym Waltera Mazzarriego aż pięć goli.
Mecz o Puchar Joana Gampera, założyciela klubu ze stolicy Katalonii, nie mógł odbyć się chyba w lepszym momencie. Kibice, szczęśliwi po zdobyciu przez ich ukochany klub Superpucharu Hiszpanii, tłumnie zjawili się na Camp Nou, by bawić się razem z piłkarzami. Sami zawodnicy mają natomiast nieoczekiwane wolne, ponieważ w wyniku strajku rozgrywki Ligi BBVA są na razie odwołane. W takim wypadku Guardiola mógł spokojnie dać zagrać wszystkim swoim gwiazdom, nie bojąc się, że wyjdą na murawę zmęczeni. Dla Napoli był to natomiast świetny test przed ruszającymi niebawem rozgrywkami włoskiej Serie A.
Obie drużyny rozpoczęły mecz spokojnie, bez frontalnych ataków na bramkę przeciwnika. Pierwszy strzał oddał w 9. minucie Cesc Fàbregas, ale dobrze ustawiony De Sanctis nie dał się zaskoczyć. Co ciekawe, były gracz Arsenalu grał w pierwszej połowie na pozycji klasycznej ‘9', spychając na lewą stronę Davida Villę. Minutę później cudowną bramkę z przewrotki zdobył gwiazdor Napoli, Edinson Cavani, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej zawodnika, który odgrywał do Urugwajczyka. Kilka minut później wyborną sytuację do zdobycia gola miał Fàbregas, ale w sytuacji sam na sam z bramkarzem włoskiej ekipy Hiszpan fatalnie przestrzelił.
Co nie udało się w 19. minucie, powiodło się kilka chwil później. Iniesta zagrał na lewą stronę do Adriano, ten zwodem minął obrońcę i dośrodkował w pole karne, a wbiegający Fàbregas nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Napoli zdołało odpowiedzieć jedynie szybką akcją Lavezziego z lewej strony boiska, jednak strzał Argentyńczyka w dobrym stylu sparował Pinto. Chwilę później zgromadzeni na Camp Nou fani po raz kolejny mieli powody do radości. Piłkę wymienili między sobą Keita z Iniestą; Malijczyk odegrał do Hiszpana i od razu ruszył w pole karne. Iniesta przerzucił futbolówkę nad obrońcami gości, a Keita bez problemu pokonał bezradnego De Sanctisa. Jeszcze przed przerwą fantastyczną sytuację na podwyższenie rezultatu miał David Villa, ale nie potrafił pokonać bramkarza gości w sytuacji sam na sam.
W przerwie Pep dokonał pierwszych zmian. Za Montoyę na olacu gry pojawił się Dos Santos, Bartra zmienił Piqué, Sergi Roberto wszedł za Iniestę, a za nieskutecznego Villę pojawił się na placu gry Pedro. Urodzony na Wyspach Kanaryjskich gracz miał pecha, bowiem w przeciągu 180 sekund dwukrotnie trafił albo w słupek, albo w poprzeczkę. W 57. minucie na Camp Nou po raz kolejny podniosła się wrzawa. Tym razem nie z powodu bramki, ale zmiany: z murawy zszedł żegnany brawami Fàbregas, a pojawił się na niej Leo Messi. Na efekty jego gry nie trzeba było długo czekać. Po pięciu minutach Argentyńczyk wykonywał rzut wolny: huknął jak z armaty, ale piłka odbiła się od poprzeczki. Na miejscu znalazł się pechowiec Pedro, który strzałem głową podwyższył rezultat meczu.
Trzy minuty później na listę strzelców wpisał się sam Messi. Argentyńczyk zagrał do Xaviego, Hiszpan wypuścił w uliczkę Pedro, a 24-letni gracz nie namyślając się długo dośrodkował w pole karne. Tam znalazł się Messi, który strzałem do pustej bramki dopełnił formalności. Największy crack Barçy, najlepszy piłkarz świata, dał o sobie znać jeszcze raz, w 77. minucie. Asystę zaliczył Abidal, wypuszczając w uliczkę Messiego, a Argentyńczyk nie miał problemów z pokonaniem De Sanctisa. Prawie 80 000 widzów miało powody do radości: atmosfera piłkarskiego święta, obecna na długo przed meczem, wciąż była obecna na Camp Nou. Przed końcowym gwizdkiem szansę miał jeszcze Pedro, który będąc oko w oko z golkiperem gości próbował go lobować. Jego strzał minął jednak bramkę Napoli.
Barcelona pewnie i zasłużenie pokonała rywala z Włoch. Przewaga podopiecznych Pepa Guardioli nie podlegała żadnej dyskusji. Dość powiedzieć, że Barcelona przez około 70% czasu gry utrzymywała się przy piłce. Świetny mecz zaliczył Cesc Fàbregas, który pokazał, że mimo zaledwie kilku treningów z nowymi-starymi kolegami wie już, na czym polega gra Barcelony. Pochwalić należy również, co nie dziwi już chyba nikogo, Leo Messiego. Ten piłkarski geniusz, choć grał tylko pół godziny, zdołał dwukrotnie umieścić piłkę w siatce. Jeśli w takiej formie zespół Pepa Guardioli będzie w piątek w Monako, o wyniku Superpucharu Europy możemy być spokojni.
Barcelona 5:0 Napoli
Bramki: 1:0: Fàbregas, min.26. 2:0: Keita, min.31. 3:0: Pedro, min.62. 4:0: Messi, min.66. 5:0: Messi, min.77.
FC Barcelona: Pinto; Montoya (Dos Santos, min.46), Fontás (Abidal, min.64), Piqué (Bartra, min.46), Adriano, Keita (Sergio Busquets, min.64), Thiago (Xavi, min.59), Iniesta (Sergi Roberto, min.46), Kiko Femenía (Cuenca, min.46), Cesc (Messi, min.57) i Villa (Pedro, min.46).
Napoli: De Sanctis (Rosati, min.83); Campagnaro (Grava, min.82), Cannavaro, Britos (Arónica, min.40); Maggio (Víctor Ruíz, min.78), Dzemali, Inler (Donadel, min.59, Dossena (Lucarelli, min.78); Lavezzi (Zuñiga, min.59), Hamsik (Santana, min.68); Cavani (Mascara, min.68).
Sędzia: Álvarez Izquierdo.
Żółte kartki: Lavezzi, min. 36.
Mecz z okazji 46. edycji Pucharu Gampera odbył się na Camp Nou w obecności 78 002 widzów.
[źródło: Własne/fot.Sport]
Manita już na początku sezonu; Barça 5:0 Napoli
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (1056)