Dziś startuje Liga Mistrzów. Barça obsesją reszty Europy

challenger

13 września 2011, 03:09

22 komentarze
Nie wiadomo, czy trudniejsze zadanie czeka Katalończyków, celujących w trzecie w ostatnich czterech latach zwycięstwo w Champions League, czy Real, Manchester United i Chelsea, które chcą wreszcie fantastyczną ekipę z Camp Nou pokonać.

Najładniej kopiącą piłkę drużyną w historii ogłosiły już Barcelonę najtęższe futbolowe głowy. Argumentują, że w takim stylu nie wygrywał Real Alfredo Di Stéfano z lat 50. ani nawet Ajax Johana Cruyffa w latach 70. Gdyby jednak porównać gabloty z trofeami, zespołowi Pepa Guardioli wciąż dużo do legendarnych ekip brakuje. Katalończycy nie zdołali nawet obronić trofeum, które Real wygrywał pięć, a Ajax trzy razy z rzędu.

Jeśli w maju na Allianz Arena Puchar Europy znajdzie się nad kudłatą głową kapitana Carlesa Puyola, wątpliwości będzie mniej. Od 1992 r., gdy UEFA dokonała odkrycia na miarę wynalezienia koła powołując do życia znoszącą złote jajka Ligę Mistrzów, nikt rok po roku najlepszą drużyną Europy nie został, ale dla Barcelony byłby to trzeci triumf w ostatnich czterech latach.

Słabe punkty w szatni mistrzów Hiszpanii znaleźć trudno. Trudniej niż rok temu. Wtedy Barça piłkarzy wymieniała (Villa za Ibrahimovicia, Mascherano za Touré), teraz eksportowała rezerwowych (Krkić, Jeffren, Milito), a dokupiła gwiazdy. Sprowadzony z Udinese Alexis Sánchez na rozszyfrowanie sposobu gry kolegów potrzebuje czasu. Odzyskany z Arsenalu Cesc Fábregas szybko przypomniał sobie szczenięce czasy, gdy trenerzy juniorów Barcelony prosili go, by ze stoperem Gerardem Piqué chronili malutkiego Leo Messiego. Fábregas twierdzi, że przez osiem lat w Anglii z 2000 meczów Barcelony widział 1998.

Szansa na pokonanie katalońskich gwiazd byłaby większa, gdyby jej obwieszony medalami, wychwalany przez trenerskie autorytety szef przestał się rozwijać. Ale Guardiola, choć wmawia mu się, że stworzył maszynę idealną, latem jeszcze ją udoskonalił. W pierwszym meczu ligowym zrezygnował z ustawienia 4-3-3 i przeszedł na 3-4-3. O wielkiej rewolucji nie ma mowy, to taktyka wyjęta z kajetu Cruyffa, który stosował ją na początku lat 90. U Guardioli za defensywę odpowiadali jednak lewy obrońca Éric Abidal i... defensywni pomocnicy Busquets i Mascherano, ustawieni na środku i prawej stronie, a Barcelona rozniosła 5:0 grający w LM Villarreal. Rinus Michels i Ştefan Kovács, twórcy futbolu totalnego, który [pod wodzą najpierw pierwszego, a potem drugiego - przyp. challenger] doprowadził do sukcesów zarówno Ajax, jak i reprezentację Holandii, pewnie byliby Barceloną zachwyceni.

Szanse na pokonanie obrońców tytułu wydają się jeszcze mniejsze, bo nawet jeśli szatnię Guardioli nawiedzi zaraza, trudno będzie tę drużynę zatrzymać. A przecież już w ostatnich sezonach wydawało się to niemożliwe. Przez trzy lata Katalończycy przegrali w LM tylko jeden dwumecz. Dwa lata temu przez wybuch wulkanu Eyjafjallajökull podróżowali na półfinał z Interem autobusem i ulegli 1:3. W rewanżu zdołali wbić rywalom tylko jednego gola.

Europejscy mocarze stają więc na głowie, by "coś" na Barcelonę wykombinować.

Gdy Alex Ferguson przegrał z Barceloną ostatni finał, ogłosił, że lepszej drużyny w czasie 26-letniej pracy w Manchesterze United nie widział. Choć w maju różnica między zespołami była gigantyczna, Szkot na pewno się nie podda. W 1988 r. powiedział, że United zdobędzie więcej mistrzostw kraju od Liverpoolu, choć miał ich wtedy ledwie 7, a najwięksi rywale 17. Słowa dotrzymał w maju, gdy kibice cieszyli się z 19. tytułu.

Trener MU od lat powtarza, że trzy Puchary Europy to za mało na tak potężny klub. - Alex chce zostać najlepszym trenerem w historii. Pokonanie Barcelony jest teraz jego największym wyzwaniem - mówi Sam Allardyce, trener West Hamu, kumpel szkockiego szkoleniowca, i tłumaczy, że wielką zaletą sir Aleksa jest to, że zawsze wie, kiedy przebudować drużynę.

Latem Ferguson uznał, że znów nadszedł czas na zmiany. Dwa tygodnie temu w pierwszej jedenastce, która rozbiła Arsenal 8:2, zagrało tylko dwóch piłkarzy z majowego finału LM.

Nową drużynę stworzył też trener Realu José Mourinho. Hiszpańscy dziennikarze twierdzą, że tak silnej kadry Santiago Bernabéu jeszcze nie widziało. Gdyby nie wielki rywal z Katalonii, madrytczycy byliby faworytem LM. Dziesiąty Puchar Europy to mania szefa Realu Florentino Péreza, o swoim trzecim triumfie marzy też portugalski trener, który wcześniej wygrywał z Porto i Interem.

Mourinho nauczył już zespół, jak nie przegrywać z Barceloną (poległ w dwóch z sześciu tegorocznych spotkań), więc w finale nie byłby bez szans. Trudniej wyobrazić sobie, że Real pokona największego rywala w drodze do Monachium. Ostatni raz lepszy bilans w ligowych El Clasico wypracował w sezonie 2007/08, dwa tegoroczne dwumecze z największym rywalem przegrał.

Zwycięstwa w LM tradycyjnie pragnie też właściciel Chelsea Roman Abramowicz. "Pragnie" to mało powiedziane. Po odejściu Mourinho, średnio raz na rok zwalnia trenera, aż w ubiegłym sezonie ostatecznie stracił wiarę, że sukces osiągnie drużyna oparta na Johnie Terrym, Franku Lampardzie i Didierze Drogbie. Rzucił na piłkarzy aż 137 mln funtów (najwięcej z faworytów) i na szefa nowej Chelsea mianował André Villasa-Boasa, uważanego za najzdolniejszego trenera w Europie. Wychowanek Mourinho mówi, że gdyby nie wierzył w pokonanie Barcelony, zmieniłby zawód.

Mocarze skupiają się na pokonaniu hegemona, tymczasem mało kto dziś pamięta, że na zwycięstwo w najważniejszych europejskich rozgrywkach czekano na Camp Nou przez dziesięciolecia. I tylko Guardiola upiera się, że niezależnie od tego, ile jego drużyna zdobędzie pucharów, nie może się równać z katalońskim "Dream Teamem", który w 1992 r. wygrał Ligę Mistrzów pierwszy raz.


WITAMY W LM

Borussia Dortmund
W 2003 roku, gdy ekipa z Zagłębia Ruhry ostatnie raz występowała w LM, w jej ataku biegali Márcio Amoroso (kupiony za 25 mln euro) i Jan Koller (12,7 mln), a w pomocy Tomáš Rosický (14,5 mln) i Sunday Oliseh (7,5 mln). Przez wielkie transfery klub po opuszczeniu Ligi Mistrzów niemal zbankrutował. Dziś najdroższym piłkarzem w kadrze jest reprezentacyjny pomocnik Chorwacji, Ivan Perišić, kupiony tego lata z Brugge (5,5 mln euro). Pomaga mu trzech Polaków, kadrowicze z Serbii, Egiptu, Japonii i Paragwaju, a także szerokie grono młodych zdolnych reprezentantów Niemiec, których najbogatsze kluby świata chętnie by wykupiły. Borussię stać jednak na odrzucanie ofert opiewających nawet na 30 mln euro. W poprzednim sezonie zespół Jürgena Kloppa powszechnie ogłoszono mianem najładniej grającego w Bundeslidze.

Teraz czas na Europę.

Manchester City
Nieczęsto zdarza się, by tak obawiano się debiutanta. City pierwszy raz gra w fazie grupowej LM, ale bukmacherzy oceniają ich szanse wyżej niż Bayernu, Arsenalu, Milanu i Interu. Gdyby finansowana przez emirackich szejków drużyna zdobyła pierwsze od 41 lat europejskie trofeum, wywołałaby sensację. W ostatniej dekadzie tylko jeden debiutant dotarł do półfinału LM - Villarreal pięć lat temu.

Oţelul Galaţi
"Prezesie, nie jestem zadowolony z mojej obecnej formy i osiągnięć. Chciałbym by obniżył mi pan pensję o 30%", powiedział latem 2010 roku Gabriel Paraschiv. Rumuński rozgrywający zarabiał do tej pory 6 tys. euro miesięcznie. Później o zmniejszenie pensji poprosiło dwóch kolejnych piłkarzy...

Po Unirei i CFR 1907 Kluż, Oţelul jest kolejnym egzotycznym uczestnikiem fazy grupowej LM rodem z Rumunii. Kibice pokochali charakterną drużynę, dla której występ w najważniejszych klubowych rozgrywkach Europy będzie jednym z największych sukcesów w historii klubu.

Piłkarze Oţelulu może nie grają pięknie, ale w rodzimej lidze zasłużenie dorobili się opinii futbolowych pracoholików. W poprzednim sezonie nie wierzył w nich nikt. Prezes Marius Stan w listopadzie ogłosił, że jeśli jego zespół zdobędzie pierwsze w historii mistrzostwo, to przejdzie na piechotę 200 km. Przeszedł. Nie wiadomo, jak długo będzie maszerował, jeśli Oţelul awansuje do fazy pucharowej LM.



[źródło: GW Sport 12.09.11, s. 14]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (22)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze