Xavi: Gol, o jakim marzyłem

Lelu

17 lipca 2005, 15:03

Brak komentarzy
Marzeniem każdego culé jest zwycięstwo nad Realem Madryt na Bernabéu w ostatniej minucie, jeśli to możliwe, to po niesprawiedliwym karnym, i żeby porażka przyczyniła się do tego, że drużyna przeciwnika przegrała ligę. Xavi Hernández był bardzo blisko tego, by spełnić te wszystkie warunki. Strzelił zwycięskiego gola Realowi na jego terenie na pięć minut przed końcem. Jeśli chodzi o przegranie ligi, to jeszcze się okaże, chociaż obecny lider, Valencia, ma tylko punkt przewagi nad drużyną z Madrytu. Zawiódł tylko, jeśli chodzi o niesprawiedliwego karnego, bo jego strzał był zupełnie przepisowy, ale akrobatyczne wykończenie akcji, jaką zainicjował Ronaldinho swym niesamowitym podaniem było wyjątkowo spektakularne. Był to gol, który nie przestaje cieszyć oka nawet po wielokrotnym oglądaniu w telewizji. Takie bramki przynoszą sławę temu, kto strzela. Pod tym golem podpisał się Xavi.

Co pan czuje po strzeleniu jednego z najważniejszych goli w sezonie?

Wielką radość. Prawda jest taka, że dla culé strzelenie decydującego gola na Bernabéu, to szczyt. O takim golu zawsze marzyłem.

Lepiej być nie może...

Tak, to prawda. Czuję, że jestem ważny dla drużyny i szczęśliwy jak nigdy.

Wciąż marzycie o mistrzostwie?

Wiemy, że to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Pewne jest, że jeżeli nie wygramy, to nie dlatego, że nam się nie chciało.

Kibice są głodni tytułów...

Tak, ludzie chcą sukcesów. Wystarczyło zobaczyć reakcję kibiców na lotnisku El Prat po zwycięstwie z Realem. Mam nadzieję, że wciąż będą nas dopingować. Jak na razie dajemy im wszelkie powody ku temu, żeby byli w euforii.

Szatnia też jest w euforii?

Jak wygrywasz taki mecz, oczywistym jest, że jesteś trochę poza rzeczywistością. Ale teraz znowu twardo stąpamy po ziemi.

Jak by Pan wytłumaczył tak pozytywną zmianę między pierwszą i druga rundą?

Myślę, że bardzo ważne było znalezienie odpowiedniego systemu gry, jak również świadomość tego, o co gramy. To była podstawa, reszta jest już łatwiejsza.

Czy przyjście Davidsa w zimie naprawdę było takie ważne?

Tak, dzięki Edgarowi osiągnęliśmy doskonałe połączenie między graczami silnymi, fizycznymi i pozostałymi, bardziej technicznymi. To jeden z kluczy do sukcesu.

A Ronaldinho?

Co ja mogę więcej powiedzieć o Brazylijczyku? Jest genialny. To lider. Gra swobodnie i przynosi nam równowagę.

Jaki procent przyznałby Pan Rijkaardowi w tym sukcesie?

Duży. Dzięki misterowi znaleźliśmy system, 4-3-3, który nam leży najbardziej. Gramy otwartymi skrzydłami i zagęszczonym środkiem.

Jak się pracuje z nowym kierownictwem?

Prawda jest taka, że dzięki nim odzyskaliśmy spokój. To, co robią, robią bardzo dobrze. Czujemy, że nas chronią i dobrze nam z tym.

Zmiany w klubie są aż tak widoczne w szatni?

Jasne. W Barcelonie zmieniło się wszystko. Zarówno na poziomie socjalnym, jak i kierownictwo, prezydent oraz gracze. Ważne była cierpliwość. Teraz widać, że ludzie wiążą duże nadzieje z tym projektem. Kierownictwo działa dobrze, gracze są zdopingowani, a ludzie pełni nadziei. Czego chcieć więcej?

W niedzielę, Espanyol...

Uwaga na Espanyol! Wiadomo, że w ostatnich latach z Espanyolem szło nam na Camp Nou bardzo dobrze. Ale derby to zawsze coś innego. Są w trudnej sytuacji, grają o pozostanie w lidze i przyjadą po zwycięstwo.

Mówi Pan, że biało-niebiescy są w tej chwili groźniejsi niż kiedykolwiek?

Tak, jestem przekonany, że nie będzie to Espanyol taki, jak w ostatnich latach - przyjeżdżający po to, by zamknąć się na swojej połowie w celu wywiezienia jednego punktu. Przyjadą po zwycięstwo na Camp Nou i dlatego mecz będzie bardzo otwarty.

Espanyol gra o utrzymanie, ale Barça gra o mistrzostwo...

Tak. Gramy o wszystko, żeby marzenia o lidze trwały jeszcze jedną kolejkę. Wiadomo, że patrząc na różnice punktową, jaka dzieli nas od Espanyolu, jesteśmy zdecydowanymi faworytami, ale swoją wyższość trzeba pokazać na boisku, a nie na papierze.

A jak się Panu powodzi w reprezentacji?

Bardzo dobrze, chociaż strasznie żałuję, że dwaj moi koledzy, Puyol i Luis García, nie mogą być ze mną z powodu kontuzji.

Teraz musi Pan zdobyć zaufanie Saeza.

Selekcjoner doskonale mnie zna, a ja postaram się wykonać swoją robotę najlepiej jak potrafię.

[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze