Liga Mistrzów, czyli Barcelona, a angielska Wielka Czwórka

SZUMI

26 października 2008, 21:51

Brak komentarzy
Kilka godzin temu zakończyłem oglądnie meczu na szczycie ligi angielskiej Chelsea - Liverpool, w którym drużyna gospodarzy po raz pierwszy od czterech lat i ośmiu miesięcy poległa na własnym stadionie w krajowych rozgrywkach (trzeba pamiętać, że przegrali np. z Barceloną w Lidze Mistrzów).

W trakcie jego trwania dokonywałem analizy różnic między ligą angielska, a hiszpańską mając na uwadze ostatnie mecze La Liga, które miałem przyjemność oglądać- druzgocące zwycięstwa Barcelony nad Atlético i Almerią oraz względnie wyrównane derby Madrytu. Analiza ta ma na celu ocenę szans FCB na utarcie nosa "wielkim" brytyjskiej piłki nożnej w obecnej edycji Ligi Mistrzów. W porównaniu nie uwzględniam przedstawicieli innych lig, gdyż wg mnie ponownie ich szanse na osiągniecie czegokolwiek są czysto iluzoryczne, ani pozostałych klubów z Primera Division, gdyż artykuł rozrósłby się do niebotycznych rozmiarów.

Przygotowanie fizyczne

Jak wszyscy pamiętamy, w zeszłym sezonie w półfinale omawianych rozgrywek los zetknął Nas z mistrzem Anglii - Manchesterem United. Dwumecz ten nie przejdzie do annałów historii jako najciekawszy, ani tym bardziej najlepszy w naszym wykonaniu. Nie da się zaprzeczyć, że gwiazdy ówczesnej drużyny jak Ronaldinho, Deco, Zambrotta, czy nawet Messi , Eto'o lub Henry na tle brytyjskiego giganta prezentowały się bardzo słabo jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, a najbardziej wytrzymałość. W tym sezonie jednak Pep Guardiola zdecydowanie postawił na poprawę tego mankamentu. Nawet zawodnicy o tak słabych warunkach fizycznych jak Bojan, dzięki zleconym ćwiczeniom na siłowni prezentuje się o wiele lepiej. W starciu z Johnem Terry czy Rio Ferdinandem z całą pewnością nie widzę go jako zwycięzcy fizycznej walki bark w bark, ale przewrócić go już nie jest tak łatwo, a wrodzony spryt pozwoli mu wyjść z opresji obronną ręką.

Jeżeli chodzi o wytrzymałość to po ostatnich meczach FCB jestem również miło zaskoczony. Po schodzących zawodnikach nie było widać nadmiernego zmęczenia, byli w stanie przez długie minuty meczu stosować pressing. Zdecydowana poprawa w tym elemencie nie oznacza oczywiście, że Nasi zawodnicy będą teraz biegali od 1. do 90. minuty w takim tempie jak dzisiaj Lampard, Gerrard, Xabi Alonso czy Dirk Kuyt, niemniej duża ilość podań i ich szybkość w połączeniu ze zwiększoną wydolnością organizmów Naszych gwiazd są w stanie zapewnić równorzędną rywalizację również na tym polu.

Rotacje w składzie, długa i wyrównana ławka rezerwowych

Należy zwrócić uwagę na nieznany w Barcelonie system rotacji wprowadzony przez legendarnego - byłego już - kapitana Barcelony, obecnego trenera, Pepa Guardiolę. Dzięki temu w najważniejszych momentach zawodnicy wciąż zachowują świeżość, co dało się odczuć w spotkaniu z Almerią. Jedynym tak silnie rotującym skład trenerem jest Rafa Benitez z FC Liverpool. Arsène Wenger dokonuje zmian w wyjściowej jedenastce głównie w Pucharze Ligi Angielskiej i w Pucharze Anglii, natomiast w Lidze Mistrzów i Premiership skład pozostaje raczej niezmieniony.

Co trzeba z całą pewnością zaznaczyć, w porównaniu do poprzedniego sezonu wydłużyła Nam się zdecydowanie ławka rezerwowych. Wreszcie jesteśmy w stanie konkurować z "Fantastic Four" ligi angielskiej również w tej kategorii. Jeden wypadający trybik katalońskiej maszynki nie powoduje rozsypania się całego mechanizmu, vide mecz z Athletic Bibao, gdzie mimo braku najważniejszych ogniw potrafiliśmy zwyciężyć.

Kontuzje

Zarówno w zeszłym sezonie jak i dwa sezony temu kontuzje były plagą drużyny. Wiele było teorii na ten temat, od błędów fizjoterapeutów, aż do obarczania winną Rijkaarda za zły program treningowy. Nie jest jednak to istotne obecnie, gdyż niezależnie od tego co zmienił Pep, problem został wykluczony. Można oczywiście wspomnieć o "wirusie FIFA", czy kontuzjach Keity lub Hleba, jednakże wynikają one z tego, że piłka nożna jest sportem kontaktowym, a nie błędów sztabu szkoleniowego czy samego trenera. Warto tu zaznaczyć dla porównania, że w dzisiejszym klasyku ligi angielskiej nawet na ławce rezerwowych Chelsea i Liverpoolu zabrakło takich zawodników jak Drogba, Essien, Ballack, Torres czy Skrtel. Warto tu wymienić rezerwowych obu klubów, gdzie wiele nazwisk brzmi dość egzotycznie:
Chelsea: Cudicini, Ivanovic, Paulo Ferreira, Alex, Belletti, Scott Sinclair, Franco Di Santo. Liverpool: Cavalieri, Dossena, Hyypia, Lucas, Pennant, Benayoun, Babel.

Atmosfera w szatni, osoba trenera

Niewiele chyba tu trzeba mówić, gdyż wszyscy wiemy doskonale jak wiele było w poprzednim sezonie niesnasek w drużynie. Guardiola oczyścił drużynę z fermentu, wprowadził dyscyplinę, czasem dziwną, czasem zaskakującą, ale grunt, że skuteczną. Na pewno nie bez znaczenia pozostają jego zasługi dla Barcelony oraz umiejętność współpracy i kooperacji z gwiazdami. Niebagatelną sprawą są także jego katalońskie korzenie.

Wychowankowie

Żaden wielki europejski klub nie ma tak wielu wychowanków w składzie jak Blaugrana. Zaczynając od Valdésa poprzez Puyola, Xaviego, Iniestę aż do Messiego można naliczyć pięciu zawodników podstawowej jedenastki. Biorąc pod uwagę pukających śmiało do składu Bojana, Victora Sancheza, Pedro czy Busquetsa mamy już prawie skompletowaną całą drużynę.

Giganci na glinianych nogach, czyli piłka nożna a kryzys finansowy

Niewiele się o tym temacie mówi, ale kluby Wielkiej Czwórki lada chwila mogą stanąć na progu bankructwa. Zadłużenie tych klubów sięga niebotycznych kwot: ManU - 963 mln euro, Chelsea - 928 mln euro, Liverpool - 441 mln euro, Arsenal - 401 mln euro. Nie byłoby o tym słychać gdyby nie kryzys finansowy na świecie, ale wobec chociażby szacunkowych strat Romana Abramowicza które wg różnych źródeł osiągają okolice kilku mld euro czy tego, że główny sponsor Czerwonych diabłów- amerykański gigant ubezpieczeniowy AIG - jest na krawędzi bankructwa możemy mieć lada chwila do czynienia z recesją angielskiej ligi, która obecnie jest najbogatsza. Uważa się, że FC Barcelona raczej nie ucierpi specjalnie na kryzysie, a jeśli w ogóle, to na pewno nie w takim stopniu jak brytyjskie tuzy.

Na koniec

Podsumowując, uważam że FC Barcelona jest o wiele silniejsza w porównaniu do poprzedniego sezonu. Składa się na to wiele czynników: trener z nowymi pomysłami, młodzi i głodni sukcesu wychowankowie czy dwuletnia posucha jeśli chodzi o trofea.
Pokuszę się jeszcze ponadto o stwierdzenie, że z taką grą jaką ostatnio prezentuje Blaugrana, żaden przeciwnik Nam nie straszny. W całej Europie, a nawet na całym świecie, nie ma takiej drużyny, która oparłaby się sile ofensywnej Naszej drużyny.

Końcowa ocena może być tylko jedna: jeśli nie zajdzie żaden kataklizm, Barcelona ma wszelki dane aby zetrzeć na proch i pył nie tylko angielską "Wielką Czwórkę", ale po drodze robiąc sobie przerwę na takie mecze jak z FC Basel, odprawić także z kwitkiem madrycki duet.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze