Marketingowa ofensywa Laporty
Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku - świecie globalizacji. W przeciągu kilkudziesięciu godzin jesteśmy w stanie przemieścić się w dowolny zakątek globu. Przekaz informacji jest jeszcze szybszy. Dostęp do Internetu, telewizji jest powszechny. Dzięki masmediom rozkwit przeżywa sport zawodowy. Miliony osób za pośrednictwem komputerów i telewizorów ogląda spotkania na żywo, co stanowi ogromny zastrzyk zarówno dla pośredników czyli stacji telewizyjnych jak i samych klubów oraz zawodników.
Początek takiej "globalnej sportowo-zawodowo-finansowej machiny" dał David Stern, osoba która trzęsie zawodową ligą koszykarską w Stanach Zjednoczonych - NBA. Właśnie z kontraktów z telewizją zbudował ligę, która od kilku dekad zachwyca się cały świat. Dziś przykład ze Sterna i jego metod czerpią prezydenci najpotężniejszych klubów piłkarskich na starym kontynencie. Wśród tych klubów jest także FC Barcelona.
Blaugrana jest specyficznym klubem. Od ponad stu lat, czyli od chwili założenia nigdy na strojach nie pojawiło się logo sponsora strategicznego. Rokrocznie budżet traci w ten sposób kilkadziesiąt milionów euro i to w sytuacji gdy są jeszcze do spłaty długi zaciągnięte przez poprzedniego prezydenta Joana Gasparta. A za kilka miesięcy ruszy gruntowna przebudowa Camp Nou - koszt inwestycji to 200 milionów euro które zostaną pożyczone z banków. Po kilku latach trzeba będzie zacząć spłacać zadłużenie, a to oznacza kolejne obciążenia.
Plan nakreślony przez Joana Laportę i jego ekipę zakładał wyjście z długów i osiągnięcie w 2010 roku obrotów przekraczających 400 milionów euro. To co wydawało się abstrakcją w 2003 roku, dziś jest na najlepszej drodze do realizacji. Teraz wiemy, że w 2007 roku klub obracał 320 milionami euro, co stawia nas na 3 miejscu w piłkarskim świecie, za Realem Madryt i Manchesterem United. A od nowego sezonu klub wzbogaci się o kolejne 65 milionów euro z tytułu nowych kontraktów z firmą Nike oraz telewizją. Plan Laporty jest bliski realizacji nawet wcześniej niż na koniec pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku, co oczywiście raduje nas Culés. Klub znajduje się w coraz lepszej kondycji finansowej przy równoczesnym zachowaniu tradycji co dla nas jest równie ważne.
Letnie tournee przynoszą finansowe korzyści i nie bez sensu jest zdobywanie przez Barçę dwóch bardzo dużych rynków. Pierwszy z nich to rynek USA oraz Meksyk, choć Stany Zjednoczone są krainą dziewiczą w porównaniu z Europą jeśli chodzi o piłkę nożną. Amerykanie chcą jednak się rozwijać i zdobywać doświadczenie w tej dyscyplinie sportu. Nie od dziś istnieje tu przecież zawodowa liga MLS. Przez pewien moment w głowach ludzi związanych z naszym klubem pojawił się pomysł, aby w MLS powstał klub-filia FC Barcelona, zaniechano jednak takich planów z powodów nie uzyskania odpowiednich zysków finansowych.
Działacze ograniczają się do organizacji w okresie letnich przygotowań kilkunastodniowych wycieczek do USA. W tym czasie rozgrywane są mecze towarzyskie, a fani mają okazję podziwiać z bliska gwiazdy futbolu. Podobnie sprawa wygląda z Azją oraz Bliskim Wschodem. Tam również jest widoczna marka klubu z miasta Gaudiego. Mecze w Chinach, Japonii, Egipcie, Katarze, Emiratach Arabskich itd. Wraz ze spotkaniami odbywają się otwarcia firmowych sklepów, szkółek piłkarskich, pozyskiwania nowych sponsorów, do coraz większej liczby państw dociera już klubowa telewizja.
To wszystko jest tylko zapleczem tego co kochamy wszyscy - czyli meczów piłkarskich. Potęga Barcelony wzięła się z tego, ze od zawsze w jej szeregach grali najwybitniejsi zawodnicy globu. Od Kubali, Maradony, Cruyffa przez Romario, Stoiczkowa do Ronaldinho, Messiego. Zawodnicy ci wymienieni i jeszcze rzesza innych zdobyła dla naszego klubu ogromną ilość pucharów, tytułów. Zawsze było to poparte finezyjną grą. To o nich starają się największe koncerny świata, aby brali udział w kampaniach reklamowych. Nike, Adidas, Gilette, Audi, Simens, Allianz itd. W dzisiejszych czasach nawet przeciętny zawodnik, np. David Beckham mając do pomocy ogromną grupę ludzi odpowiadających za jego wizerunek, jest maszynką do robienia pieniędzy. Chętnie zatrudniany przez potężne kluby ponieważ wzbogaca budżet swoją medialnością.
W cenie są również zawodnicy pochodzący z regionów, w których kontynentalny futbol jest ubóstwiany, a rodzime ligi oraz reprezentacji nie należą do światowego topu. Skąd w kadrach gigantów pojawiają się gracze z Chin, Japonii, Iranu, Izraela, Australia, Korei. Rodacy kibicujący swoim krajanom są w stanie zapłacić ogromne pieniądze aby podziwiać ich w akcji. Dlatego dziś skauci szkółek piłkarskich penetrują nawet takie kraje jak Wyspy Bora-Bora
Barcelona nie odstaje od światowych trendów. Stąd jednym z kryteriów dostania się do potężnego klubu jest fakt posiadania za sobą pokaźnej grupy kibiców lub chociażby rodaków, do których można dotrzeć przez marketing. Stąd Leo Messi już w wieku 20 lat jest twarzą reklamującą prawie wszystko w swojej ojczyźnie - od samochodów, przez ubrania po kosmetyki. Ronaldinho to twarz Nike oraz wielu innych firm. Jako powszechnie uważany za najlepszego gracza świata nie ogranicza się tylko do swojego kraju. Jest 'crackiem' uznanym na świecie. Messi dopiero dobija do tego poziomu. Meksyk oraz stany zamieszkane przez Meksykanów w USA są opanowane przez Rafę Márqueza, od kilku lat uznawanego za najlepszego sportowca w swoim rodzinnym kraju. Być może wkrótce powoli zacznie ustępować miejsca Giovaniemu Dos Santosowi, wschodzącej gwieździe Barçy. To na nich dwóch oparta zostanie kampania promocyjna Azulgrany w Ameryce Łacińskiej. A gdy w pierwszym zespole zadomowi się brat Giovaniego - Jonathan będzie ich już trzech.
Gdy już weszliśmy na terytorium Stanów Zjednoczonych - w najbliższym czasie FC Barcelona rozpocznie ostrzejszą walkę o fanów niż miało to miejsce do tej pory. Wszystko dlatego, że wspomniani już wyżej gracze otrzymają wsparcie w postaci Thiery'ego Henry'ego, który jest od niedawna główna postacią kampanii amerykańskiego koncernu odzieżowego Reebok. W rezerwach czyli w Barcelonie B szlify zdobywa wschodząca gwiazda piłki Gai Yigaal Assulin. Zawodnik pochodzi z Izraela. Za dwa, trzy lata zacznie regularnie grać w pierwszym składzie. A co za tym idzie rozpocznie się kampania medialna promująca tego świetnego skrzydłowego na świecie. Wszyscy dobrze wiemy, że ludzie pochodzenia izraelskiego są osobami bardzo zżytymi ze sobą oraz majętnymi. Podobnie postąpiła już Chelsea Londyn również kontraktując młodego gracza z tego kraju. Duża liczba rodaków Gaia mieszka w USA.
Rówieśnikiem Gaia jest Dennis Joseph Krol. Niemiec polskiego pochodzenia. Bardzo zdolny pomocnik. Również za dwa, trzy lata klub zacznie promować go na gwiazdę. Osoba, w której żyłach płynie zarówno nasza jak i krew naszych zachodnich sąsiadów może zjednać swoją wyśmienitą grą naprawdę liczną grupę fanów w Europie jak i na świecie.
Widać, że umiejętności to jedno a marketing to drugie. Aby zostać gwiazdą nie wystarcza tylko dobra gra. Dziś już małe dzieci mają swoje filmiki w internecie aby skauci mieli na nich oko. Każdy zawodnik prowadzi swoją prywatną stronę internetową, a bardziej medialny klub przyciąga do siebie bardziej medialnych zawodników, a co za tym idzie coraz wyższe kontrakty sponsorskie. FC Barcelona jest pod tym względem w ścisłej czołówce i już wkrótce zacznie wytyczać nowe trendy. Nie mając bogatego właściciela, sponsora strategicznego, już niedługo zostanie najbogatszym klubem na świecie. Nie powinniśmy się buntować na medialność graczy, tournee, mecze w najdalszych zakątkach świata, ponieważ bez tych podmiotów klub popadłby w marazm jak za czasów Gasparta. Jestem spokojny o wybory prezydenckie w 2010 roku. Joan Laporta przywrócił nam wiarę w klub. Podniósł go z ziemi i wprowadził na szczyt. Gratulacje Joan!
Początek takiej "globalnej sportowo-zawodowo-finansowej machiny" dał David Stern, osoba która trzęsie zawodową ligą koszykarską w Stanach Zjednoczonych - NBA. Właśnie z kontraktów z telewizją zbudował ligę, która od kilku dekad zachwyca się cały świat. Dziś przykład ze Sterna i jego metod czerpią prezydenci najpotężniejszych klubów piłkarskich na starym kontynencie. Wśród tych klubów jest także FC Barcelona.
Blaugrana jest specyficznym klubem. Od ponad stu lat, czyli od chwili założenia nigdy na strojach nie pojawiło się logo sponsora strategicznego. Rokrocznie budżet traci w ten sposób kilkadziesiąt milionów euro i to w sytuacji gdy są jeszcze do spłaty długi zaciągnięte przez poprzedniego prezydenta Joana Gasparta. A za kilka miesięcy ruszy gruntowna przebudowa Camp Nou - koszt inwestycji to 200 milionów euro które zostaną pożyczone z banków. Po kilku latach trzeba będzie zacząć spłacać zadłużenie, a to oznacza kolejne obciążenia.
Plan nakreślony przez Joana Laportę i jego ekipę zakładał wyjście z długów i osiągnięcie w 2010 roku obrotów przekraczających 400 milionów euro. To co wydawało się abstrakcją w 2003 roku, dziś jest na najlepszej drodze do realizacji. Teraz wiemy, że w 2007 roku klub obracał 320 milionami euro, co stawia nas na 3 miejscu w piłkarskim świecie, za Realem Madryt i Manchesterem United. A od nowego sezonu klub wzbogaci się o kolejne 65 milionów euro z tytułu nowych kontraktów z firmą Nike oraz telewizją. Plan Laporty jest bliski realizacji nawet wcześniej niż na koniec pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku, co oczywiście raduje nas Culés. Klub znajduje się w coraz lepszej kondycji finansowej przy równoczesnym zachowaniu tradycji co dla nas jest równie ważne.
Letnie tournee przynoszą finansowe korzyści i nie bez sensu jest zdobywanie przez Barçę dwóch bardzo dużych rynków. Pierwszy z nich to rynek USA oraz Meksyk, choć Stany Zjednoczone są krainą dziewiczą w porównaniu z Europą jeśli chodzi o piłkę nożną. Amerykanie chcą jednak się rozwijać i zdobywać doświadczenie w tej dyscyplinie sportu. Nie od dziś istnieje tu przecież zawodowa liga MLS. Przez pewien moment w głowach ludzi związanych z naszym klubem pojawił się pomysł, aby w MLS powstał klub-filia FC Barcelona, zaniechano jednak takich planów z powodów nie uzyskania odpowiednich zysków finansowych.
Działacze ograniczają się do organizacji w okresie letnich przygotowań kilkunastodniowych wycieczek do USA. W tym czasie rozgrywane są mecze towarzyskie, a fani mają okazję podziwiać z bliska gwiazdy futbolu. Podobnie sprawa wygląda z Azją oraz Bliskim Wschodem. Tam również jest widoczna marka klubu z miasta Gaudiego. Mecze w Chinach, Japonii, Egipcie, Katarze, Emiratach Arabskich itd. Wraz ze spotkaniami odbywają się otwarcia firmowych sklepów, szkółek piłkarskich, pozyskiwania nowych sponsorów, do coraz większej liczby państw dociera już klubowa telewizja.
To wszystko jest tylko zapleczem tego co kochamy wszyscy - czyli meczów piłkarskich. Potęga Barcelony wzięła się z tego, ze od zawsze w jej szeregach grali najwybitniejsi zawodnicy globu. Od Kubali, Maradony, Cruyffa przez Romario, Stoiczkowa do Ronaldinho, Messiego. Zawodnicy ci wymienieni i jeszcze rzesza innych zdobyła dla naszego klubu ogromną ilość pucharów, tytułów. Zawsze było to poparte finezyjną grą. To o nich starają się największe koncerny świata, aby brali udział w kampaniach reklamowych. Nike, Adidas, Gilette, Audi, Simens, Allianz itd. W dzisiejszych czasach nawet przeciętny zawodnik, np. David Beckham mając do pomocy ogromną grupę ludzi odpowiadających za jego wizerunek, jest maszynką do robienia pieniędzy. Chętnie zatrudniany przez potężne kluby ponieważ wzbogaca budżet swoją medialnością.
W cenie są również zawodnicy pochodzący z regionów, w których kontynentalny futbol jest ubóstwiany, a rodzime ligi oraz reprezentacji nie należą do światowego topu. Skąd w kadrach gigantów pojawiają się gracze z Chin, Japonii, Iranu, Izraela, Australia, Korei. Rodacy kibicujący swoim krajanom są w stanie zapłacić ogromne pieniądze aby podziwiać ich w akcji. Dlatego dziś skauci szkółek piłkarskich penetrują nawet takie kraje jak Wyspy Bora-Bora
Barcelona nie odstaje od światowych trendów. Stąd jednym z kryteriów dostania się do potężnego klubu jest fakt posiadania za sobą pokaźnej grupy kibiców lub chociażby rodaków, do których można dotrzeć przez marketing. Stąd Leo Messi już w wieku 20 lat jest twarzą reklamującą prawie wszystko w swojej ojczyźnie - od samochodów, przez ubrania po kosmetyki. Ronaldinho to twarz Nike oraz wielu innych firm. Jako powszechnie uważany za najlepszego gracza świata nie ogranicza się tylko do swojego kraju. Jest 'crackiem' uznanym na świecie. Messi dopiero dobija do tego poziomu. Meksyk oraz stany zamieszkane przez Meksykanów w USA są opanowane przez Rafę Márqueza, od kilku lat uznawanego za najlepszego sportowca w swoim rodzinnym kraju. Być może wkrótce powoli zacznie ustępować miejsca Giovaniemu Dos Santosowi, wschodzącej gwieździe Barçy. To na nich dwóch oparta zostanie kampania promocyjna Azulgrany w Ameryce Łacińskiej. A gdy w pierwszym zespole zadomowi się brat Giovaniego - Jonathan będzie ich już trzech.
Gdy już weszliśmy na terytorium Stanów Zjednoczonych - w najbliższym czasie FC Barcelona rozpocznie ostrzejszą walkę o fanów niż miało to miejsce do tej pory. Wszystko dlatego, że wspomniani już wyżej gracze otrzymają wsparcie w postaci Thiery'ego Henry'ego, który jest od niedawna główna postacią kampanii amerykańskiego koncernu odzieżowego Reebok. W rezerwach czyli w Barcelonie B szlify zdobywa wschodząca gwiazda piłki Gai Yigaal Assulin. Zawodnik pochodzi z Izraela. Za dwa, trzy lata zacznie regularnie grać w pierwszym składzie. A co za tym idzie rozpocznie się kampania medialna promująca tego świetnego skrzydłowego na świecie. Wszyscy dobrze wiemy, że ludzie pochodzenia izraelskiego są osobami bardzo zżytymi ze sobą oraz majętnymi. Podobnie postąpiła już Chelsea Londyn również kontraktując młodego gracza z tego kraju. Duża liczba rodaków Gaia mieszka w USA.
Rówieśnikiem Gaia jest Dennis Joseph Krol. Niemiec polskiego pochodzenia. Bardzo zdolny pomocnik. Również za dwa, trzy lata klub zacznie promować go na gwiazdę. Osoba, w której żyłach płynie zarówno nasza jak i krew naszych zachodnich sąsiadów może zjednać swoją wyśmienitą grą naprawdę liczną grupę fanów w Europie jak i na świecie.
Widać, że umiejętności to jedno a marketing to drugie. Aby zostać gwiazdą nie wystarcza tylko dobra gra. Dziś już małe dzieci mają swoje filmiki w internecie aby skauci mieli na nich oko. Każdy zawodnik prowadzi swoją prywatną stronę internetową, a bardziej medialny klub przyciąga do siebie bardziej medialnych zawodników, a co za tym idzie coraz wyższe kontrakty sponsorskie. FC Barcelona jest pod tym względem w ścisłej czołówce i już wkrótce zacznie wytyczać nowe trendy. Nie mając bogatego właściciela, sponsora strategicznego, już niedługo zostanie najbogatszym klubem na świecie. Nie powinniśmy się buntować na medialność graczy, tournee, mecze w najdalszych zakątkach świata, ponieważ bez tych podmiotów klub popadłby w marazm jak za czasów Gasparta. Jestem spokojny o wybory prezydenckie w 2010 roku. Joan Laporta przywrócił nam wiarę w klub. Podniósł go z ziemi i wprowadził na szczyt. Gratulacje Joan!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)