(nie)Domowe przedszkole
Leo Messi, wraz z Ronaldinho i Eto'o stanowi o sile Barcelony, Giovanni dos Santos, już dobija się do pierwszego składy drużyny, a Bojan Kroić ledwo przeniósł się z drużyny juniorów, do Bacry B, a już jest jej gwiazdą. Duma Katalonii od dawna słynie ze znakomitej pracy z młodzieżą, a wychowankowie zawsze są w klubie graczami bardzo ważnymi. Ten sielankowy obraz przesłania jednak coraz wyraźniej dostrzegalną tendencję, która to, niestety, nie wróży dobrze przyszłości klubu.
Pozornie sytuacja wygląda dobrze. Proces wdrażania młodego zawodnika do zawodowego footballu wygląda zatem tak, jak wyglądał w katalońskim klubie od zawsze. Młodziak najpierw gra w drużynach juniorskich. Kiedy tam się wyróżnia, a jego opiekunowie dostrzegają ze w towarzystwie swoich rówieśników nie jest już w stanie piłkarsko się rozwijać, wędruje do zespołu C, następnie do B, a jeśli jest wystarczająco dobry dostaje w końcu szansę występów razem z główną drużyną. Drogę taką, podobnie jak trójka obecnych talentów, przechodzili niedawno zawodnicy bez których nie można dziś sobie wyobrazić podstawowej jedenastki bordowo - granatowych, tacy jak np. Valdés, Puyol, czy Xavi. W czym więc problem? Piłkarsko rzeczywiście w niczym. Sytuacja komplikować zaczyna się dopiero wtedy, gdy spojrzymy w paszporty piłkarzy. Hiszpańskie trio niedawnych absolwentów la Masia wymienione wyżej, zostało zastąpione przez Argentyńczyka, Meksykanina, oraz co prawda Hiszpana, ale z nazwiskiem raczej bałkańskim, niż iberyjskim.
Jeśli ktoś uważa, że tym nie należy się przejmować, to jest w błędzie. Nie ma co prawda nic złego w tym, że klub rozgląda się za utalentowanymi graczami nie tylko na swoim podwórku, ale wszystko powinno mieć swoje granice. Do la Masia ściągani są z poza kraju chłopcy w coraz młodszym wieku. Krkić urodził się w Hiszpanii, więc jego pobyt w akademii klubowej nie stanowi dlań takiego problemu jak dla chłopców takich, jak rok starszy od niego dos Santos. Giovanni, tak samo jak Messi został sprowadzony do szkółki F.C. Barcelona w wieku 13 lat. Niby nic w tym złego, ale taka drastyczna zmiana otoczenia, stylu życia, znajomych oraz przeprowadzka na inny kontynent dla trzynastolatka nie jest zapewne sprawą ani łatwą, ani też przyjemną. Ponadto dochodzi niezwykła presja. Wielu chłopców nie jest w stanie wytrzymać tak długiej separacji od rodziny w tak młodym wieku. Przykładem może być Ariel Guguetti, który został do Barcelony ściągnięty w 1998 roku. Czternastoletni wówczas Argentyńczyk, okrzyknięty nowym Maradoną, nie potrafił wytrzymać narzuconego mu przez życie tempa i w ogóle zrezygnował z zawodowego uprawiania piłki nożnej! Podobne przykłady mnożyć można długo.
Najistotniejszym problemem jest jednak sytuacja Francesca Fabregasa. Kolejne, po Guardioli, Xavim i Iniescie cudowne dziecko, będące owocem specyficznego systemu szkolenia środkowych pomocników w la Masia, jest już gwiazdą, ale w Arsenalu! Barça ma obecnie problemy z brakiem klasowego pivota, ale co w tym dziwnego, skoro pozwala się na skaperowanie gracza takiego jak Cesc. W całkowitym skupieniu na zagranicznych talentach, w cieniu zostali rodowici Hiszpańscy juniorzy. Młody, wciąż rozwijający się, ale zarazem już doświadczony, pivot, do tego rodowity Katalończyk byłby teraz Barcelonie niezwykle przydatny... Ale za błędy trzeba płacić... Fabregas w Arsenalu czuje się doskonale i nie ma zamiaru nigdzie się ruszać z Londynu. A zwłaszcza do F.C. Barcelona, gdzie nie został odpowiednio doceniony. Ten przykład powinien być dla katalońskiego klubu nauczką.
Graczy zaczyna się ściągać z całego świata i to w coraz młodszym wieku, a akademia dla młodzieży powoli przeistacza się w przedszkole... Niestety przedszkole to, dla większości, nie jest domowe, bo oddalone o wiele setek, a nawet tysięcy kilometrów od domu i rodziny... Obcokrajowcy, powoli będą stanowić w la Masia większość. Już dożyliśmy czasów, gdy o obliczu drużyny decyduje Brazylijczyk, Kameruńczyk i Argentyńczyk. Jednak kapitanem jest cały czas wychowanek klubu, rodowity Hiszpan, a co najważniejsze rodowity Katalończyk. Wielkimi krokami zbliżają się jednak czasy, w których kapitanem, będzie Australijczyk, który wraz z grającym również w podstawowym składzie Hindusem i Etiopczykiem ukończył szkółkę Barçy, a w tej szkółce, w drużynie siedmiolatków występuje, 3Chinczyków, 2Turków, 2 Rosjan, Arab, Haitańczyk, Kubańczyk, Etiopczyk. A na ławce czekają na zmianę Kanadyjczyk, Peruwiańczyk, Norweg i Mongoł... i jeden Hiszpan, który i tak już nie wierzy, że wejdzie na boisko... Tylko kto w kraju będzie się z taką drużyną utożsamiał...?
Pozornie sytuacja wygląda dobrze. Proces wdrażania młodego zawodnika do zawodowego footballu wygląda zatem tak, jak wyglądał w katalońskim klubie od zawsze. Młodziak najpierw gra w drużynach juniorskich. Kiedy tam się wyróżnia, a jego opiekunowie dostrzegają ze w towarzystwie swoich rówieśników nie jest już w stanie piłkarsko się rozwijać, wędruje do zespołu C, następnie do B, a jeśli jest wystarczająco dobry dostaje w końcu szansę występów razem z główną drużyną. Drogę taką, podobnie jak trójka obecnych talentów, przechodzili niedawno zawodnicy bez których nie można dziś sobie wyobrazić podstawowej jedenastki bordowo - granatowych, tacy jak np. Valdés, Puyol, czy Xavi. W czym więc problem? Piłkarsko rzeczywiście w niczym. Sytuacja komplikować zaczyna się dopiero wtedy, gdy spojrzymy w paszporty piłkarzy. Hiszpańskie trio niedawnych absolwentów la Masia wymienione wyżej, zostało zastąpione przez Argentyńczyka, Meksykanina, oraz co prawda Hiszpana, ale z nazwiskiem raczej bałkańskim, niż iberyjskim.
Jeśli ktoś uważa, że tym nie należy się przejmować, to jest w błędzie. Nie ma co prawda nic złego w tym, że klub rozgląda się za utalentowanymi graczami nie tylko na swoim podwórku, ale wszystko powinno mieć swoje granice. Do la Masia ściągani są z poza kraju chłopcy w coraz młodszym wieku. Krkić urodził się w Hiszpanii, więc jego pobyt w akademii klubowej nie stanowi dlań takiego problemu jak dla chłopców takich, jak rok starszy od niego dos Santos. Giovanni, tak samo jak Messi został sprowadzony do szkółki F.C. Barcelona w wieku 13 lat. Niby nic w tym złego, ale taka drastyczna zmiana otoczenia, stylu życia, znajomych oraz przeprowadzka na inny kontynent dla trzynastolatka nie jest zapewne sprawą ani łatwą, ani też przyjemną. Ponadto dochodzi niezwykła presja. Wielu chłopców nie jest w stanie wytrzymać tak długiej separacji od rodziny w tak młodym wieku. Przykładem może być Ariel Guguetti, który został do Barcelony ściągnięty w 1998 roku. Czternastoletni wówczas Argentyńczyk, okrzyknięty nowym Maradoną, nie potrafił wytrzymać narzuconego mu przez życie tempa i w ogóle zrezygnował z zawodowego uprawiania piłki nożnej! Podobne przykłady mnożyć można długo.
Najistotniejszym problemem jest jednak sytuacja Francesca Fabregasa. Kolejne, po Guardioli, Xavim i Iniescie cudowne dziecko, będące owocem specyficznego systemu szkolenia środkowych pomocników w la Masia, jest już gwiazdą, ale w Arsenalu! Barça ma obecnie problemy z brakiem klasowego pivota, ale co w tym dziwnego, skoro pozwala się na skaperowanie gracza takiego jak Cesc. W całkowitym skupieniu na zagranicznych talentach, w cieniu zostali rodowici Hiszpańscy juniorzy. Młody, wciąż rozwijający się, ale zarazem już doświadczony, pivot, do tego rodowity Katalończyk byłby teraz Barcelonie niezwykle przydatny... Ale za błędy trzeba płacić... Fabregas w Arsenalu czuje się doskonale i nie ma zamiaru nigdzie się ruszać z Londynu. A zwłaszcza do F.C. Barcelona, gdzie nie został odpowiednio doceniony. Ten przykład powinien być dla katalońskiego klubu nauczką.
Graczy zaczyna się ściągać z całego świata i to w coraz młodszym wieku, a akademia dla młodzieży powoli przeistacza się w przedszkole... Niestety przedszkole to, dla większości, nie jest domowe, bo oddalone o wiele setek, a nawet tysięcy kilometrów od domu i rodziny... Obcokrajowcy, powoli będą stanowić w la Masia większość. Już dożyliśmy czasów, gdy o obliczu drużyny decyduje Brazylijczyk, Kameruńczyk i Argentyńczyk. Jednak kapitanem jest cały czas wychowanek klubu, rodowity Hiszpan, a co najważniejsze rodowity Katalończyk. Wielkimi krokami zbliżają się jednak czasy, w których kapitanem, będzie Australijczyk, który wraz z grającym również w podstawowym składzie Hindusem i Etiopczykiem ukończył szkółkę Barçy, a w tej szkółce, w drużynie siedmiolatków występuje, 3Chinczyków, 2Turków, 2 Rosjan, Arab, Haitańczyk, Kubańczyk, Etiopczyk. A na ławce czekają na zmianę Kanadyjczyk, Peruwiańczyk, Norweg i Mongoł... i jeden Hiszpan, który i tak już nie wierzy, że wejdzie na boisko... Tylko kto w kraju będzie się z taką drużyną utożsamiał...?
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)