Bohater o skandynawsko-blond włosach

Mariusz Buczak

20 marca 2007, 17:52

Brak komentarzy
Był słoneczny, wiosenny dzień. Królestwo Niderlandów. 21 marca 1963 roku. Na świat przychodzi On. Przez pierwsze lata, a nawet kilkanaście lat na północny-zachód od Amsterdamu, w niewielkim miasteczku o nazwie Zaandam chłopak ten, o "skandynawsko-blond" włosach nie miał większej pasji niż futbol. Kopał piłkę od rana do wieczora. Zapominał wtedy o całym świecie. Już wtedy postanowił, że zostanie piłkarzem. Będzie robił to, co kocha.

Rzeczywiście, ambitny, pracowity chłopak, w którym drzemał niemały potencjał zaczął odnosić sukcesy. Droga, którą postanowił w życiu podążać okazywała się właściwa. Kilka lat w Groningen, potem Amsterdam, później Eindhoven, w którym ów już dojrzały mężczyzna był niemal na ustach wszystkich futbolowych ekspertów. Nasz Bohater był niebanalnym piłkarzem, solidny, nieustępliwy defensor, z kapitalnym przeglądem pola. Fantastycznie "czytał" grę. Potrafił zagrać fenomenalnego cross'a przez kilkadziesiąt metrów co do milimetra. Miał również, jak na defensora całkiem niemały dorobek bramkowy. Lecz asem atutowym i jego firmową wizytówką były atomowe strzały z rzutów wolnych.

Do 1989 roku będąc w Eindhoven Nasz Bohater miał już w swoim dorobku 4 tytuły mistrza Holandii oraz mistrzostwo Europy z reprezentacją "Oranjes". Postanowił spróbować swych sił poza krajem ojczystym. Najpoważniejszą ofertę finansową złożył Naszemu Bohaterowi Silvio Berlusconi. Milan był niemal mekką dla ówczesnych gwiazd holenderskiej piłki. Marco Van Basten, Ruud Gullit czy Frank Rijkaard. Milan był wielki. Milan był potęgą na Starym Kontynencie. Milan był świeżo po zdobyciu kolejnego w swej historii Pucharu Europy. Wydawałoby się, że nie ma się co zastanawiać...

Tymczasem Nasz Bohater o "skandynawsko-blond" włosach wybrał inny klub. Za namową Johana Cruyffa podpisał kontrakt z FC Barcelona. Fani katalońskiego klubu nie przypuszczali, iż Nasz Bohater za lat 3 uczyni coś, co tylko w najpiękniejszych snach rysowało im się przed oczami (i mnie oczywiście też).

Nasz Bohater zaczynał nowy etap w swej karierze. Nowe życie, inna kultura, inna mentalność. To wszystko w stolicy Katalonii. Barça natenczas, pomimo tego, iż była fantastyczym, wielkim, ukochanym przez tysiące fanów klubem (ba, "więcej niż klubem") mogła tylko pomarzyć o jedynym i tym najcenniejszym pucharze, którego brakowało w gablocie muzealnej przy Aristides Maillol. Wielokrotne mistrzostwa Hiszpanii, Copa del Rey, Puchar UEFA (wcześnie Puchar Miast Targowych), Puchar Zdobywców Pucharów...hmm...imponujące, ale idę o zakład, że wielu kibiców Blaugrany wymieniłoby wszystkie powyższe trofea na ten jeden jedyny.
W 1961 roku pierwszy finał z udziałem Dumy Katalonii. Niestety Berno zalało się katalońskimi łzami. Barça przegrywa z lizbońską Benficą 2:3.
Ćwierć wieku później w Sevilli było tak blisko. Lecz ponownie fanom Dumy Katalonii jakby ktoś wbił nóż w serce. Bolesna porażka w rzutach karnych ze Steauą Bukareszt 0:2.

Pustka, rozpacz, złość, zazdrość...Zazdrość w odniesieniu poniekąd również do odwiecznego wroga Realu Madryt, który wówczas miał już na swoim koncie 6 tytułów w Pucharze Europy. Mijały 93 lata w historii Blaugrany. Dziewięćdziesiąt Trzy! Szmat czasu. I nareszcie stało się...

Londyn. 20 maja 1992 roku. Genueńska Sampdoria stawiała czoła Dumie Katalonii. Włoska kalkulacja i marzenia o rzutach karnych spełzły na niczym 111 minucie finałowego meczu o Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Do tej chwili brzmiał wynik 0:0. Rzut wolny Do jego wykonania już przygotowany był Nasz Bohater. Fani Dumy Katalonii wstrzymali oddech. Serca zabiły mocniej. Chwila napięcia...29-letni piłkarz o "skandynawsko-blond" włosach wykonał krótki rozbieg i uderzył futbolówkę potężnie, jak armatni pocisk...
To wszystko co działo się później na stadionie Wembley, w całej Katalonii oraz w sercu każdego kibica Blaugrany (gdziekolwiek i kimkolwiek by nie był) można określić jednym zdaniem: otwarcie się bram raju.
Przepiękny gol Naszego Bohatera dał najcenniejsze zwycięstwo. Upragniony, wymarzony, wyśniony, tak długo oczekiwany puchar nareszcie zdobyty! To było coś cudownego! Dla takich chwil warto żyć!

FC Barcelona w 1992 roku zdobyła po raz pierwszy w historii Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Bezpośrednio przyczynił się do tego bohater o "skandynawsko-blond" włosach. A nazywa się Ronald Koeman.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze