Mistrzostwo to tylko marzenie
Błąd za błędem. Tak można w krótkiej sentencji, aczkolwiek nie łacińskiej, skwitować Barcelonę, a raczej jej grę w ostatnich meczach. Pomińmy to, że nie wygrała, drużyna prowadzona przez Holendra Rijkaarda od listopada roku ubiegłego 2006 (a mamy dziś rok 2007 i to nie jest 1 stycznia tylko 3 marca) ani jednego wyjazdowego meczu. F.C.Barcelona jest obecnie na drugim miejscu w Primera Division. Nie zasłużyła jednakże na to miejsce. Dlaczego? Otóż z dwóch powodów. 1. Ma najlepszy skład od paru lat jeśli chodzi o nazwiska, a piłkarze którzy w jej skład wchodzą nie są kontuzjowani. Cules chcą gwiazdy? Ronaldinho (według niektórych największa gwiazda na świecie), Eto'o (według niektórych najbardziej niedoceniana gwiazda na świecie), Zambrotta (według również mniej licznych osoba, która w większym stopniu przyczyniła się do zdobycia Mistrzostwa Globu przez Włochów), Puyol (wg wielu super-obrońca, nie od dziś ani od wczoraj), Xavi [gwiazda wg sir Alexa Fergusona (ktoś się temu panu sprzeciwi?)] i inni. 2. Nie zasłużyła na miejsce drugie, bo to miejsce jest dla niej za wysokie. Za wysokie? TAK. Wystarczy popatrzeć na wyniki ‘niesamowitej Barçy', która sądzi, iż zdobędzie trzeci raz pod rząd kolejne Mistrzostwo Hiszpanii. BA! Mówi się nawet o potrójnej koronie! Potrójniej koronie? Po porażce z Sewillą? Sewillą, która przeżywa (według wielu ‘ekspertów') długo oczekiwany kryzys... Jak widzimy Sewilla w kryzysie za nic ma sobie Barcelonę w ultra-defensywnym ustawieniu. HA! Nawet się pokusiła, żeby grając w osłabieniu 10 na 11 strzelić super-portero Barcelony (przez wielu po wpadce z Liverpoolem osłanianym) jedną, a później (a jak!) pyknąć spokojnie drugą bramkę. Ale odchodzimy od tematu. Dlaczego za wysoko jest Barcelona? Otóż, jak to świetnie powiedział pan Leszek Orłowski (który w swoich relacjach na C+ zdecydowanie za wiele czasu poświęca ploteczkom niż relacji z boiska) La Liga przypomina obecnie wyścig żółwi. Ten traci punkty, za tydzień tamten i tak w kółko. Jeśli Barcelona miałaby dobrego rywala, który grałby pewnie (dajmy na to taką Chelsea) to byłaby wiceliderem od ładnych paru miesięcy. A do dziś (no: wczoraj) była liderem! Z czego to wynika? Z postawy Realu, Valencii, Sewilli czy Atlético.
Odejdźmy teraz od rozgrywek La Liga, które są bardzo ciekawe, powiększają zera na kontach właścicieli serwisów oferujących zakłady, a wpędzają w CO NAJMNIEJ zły humor obstawiających. Champions League. To rozgrywki, które Barcelona chce wygrać. Ale czy Blaugrana poradzi sobie z Liverpoolem, który co prawda nie prezentuje błyskotliwych rozwiązań, ale z Barçą poradził sobie w ‘jaskini lwa' z łatwością? Są znowu dwa wyjścia. Barcelona wygra to spotkanie i awansuje do dalszej fazy LM jeśli nie straci bramki (co w ostatnim czasie jest rzadkością). Jak piłkarze ‘The Reds' zaaplikują Valdésowi rameczkę, to możemy już sobie odpuścić. Dlaczego? Otóż - w ostatnich spotkaniach, kiedy Barcelona traci bramke (niezależnie czy wygrywa czy przegrywa) traci chęć do gry. Jest anty-Barceloną z zeszłego sezonu, która po straconej bramce rzucała się do przodu miażdżąc przeciwnika i zdobywała dwie, trzy brameczki. Teraz tego nie ma. Brak ambicji. Brak determinacji. Brak jakiejkolwiek myśli trenerskiej. Myśli trenerskiej? Tak! Myśli trenerskiej! Dlaczego Barcelona po wyjściu na drugą połowę z Liverpoolem, Sewillą czy Saragossą wyszła nieskoncentrowana. Dlaczego cała drużyna? Jest to wina trenera, który powinien wiedzieć jak zmobilizować ekipę, którą ma pod sobą, a mimo to nie zrobił tego nie pierwszy raz. I znowu pytanie - czemu w meczu z Sewillą nie zagrał żaden napastnik (w podstawowym składzie). Czemu zagrał znowu Oleguer, który popełnia błąd za błędem przy bardziej wymagających rywalach? Czemu nie zdjęto go w zamian za Eto'o? Przecież mógł go zastąpić jeden ze znajdujących się na boisku - Zambrotta i uważam, że ten umiejętnościami przerasta Katalończyka (sic!) o cztery tysiące głów!!! W obronie jest (jak to mówią grający w WoWa i nie tylko ludzie) IMBA! A w napadzie? Proszę państwa! Asysta na L'poolu i Sevilli oczymś świadczą! A co w kolejnym meczu pokazuje Giuly? NIC! Przez duże N, I oraz C, a nawet z wykrzyknikiem. Bramka w meczu z Athl. Bilbao? Przypadek! Przecież dośrodkowanie, którego był autorem było po prostu złe! Trafiło do obrońcy przeciwników! Większa zasługa w tej bramce należała do Eto'o, ale to inna sprawa.
Mówiąc krótko - Rijkaard po odejściu swojego asystenta nie wie co robić. Transfer Zambrotty i Thurama to nie jego pomysł tylko Tixi'ego. Zresztą Eto'o został ściągnięty przez Laportę, a Ronaldinho przez Rosella. Rijkaard zachowuje się jak dziecko we mgle. Stawia na Giuly'ego, który nic nie robi, na Oleguera, który popełnia 14 kilo błędów w jednym meczu, a mimo to nie zdejmuje go. Wydaje mi się, że Rijkaard jest jak dziecko we mgle - wierzy, że zespół, który wygrał Ligę Mistrzów pozwoli mu na zwycięstwo i w tym roku. A zanosi się na to, że zamiast potrójnej korony Barcelona może osiągnąć co najwyżej sukces z 1999 roku - Puchar Hiszpanii. Jakby to ironicznie powiedzieli fani WoWa (Word of Warcraft) - Gratz Rijkaard! GRATZ! A jakby to powiedzieli całkiem serio kibice Realu (z tego roku) - FUERA! I jedni i drudzy mieliby rację. Fuera!
Odejdźmy teraz od rozgrywek La Liga, które są bardzo ciekawe, powiększają zera na kontach właścicieli serwisów oferujących zakłady, a wpędzają w CO NAJMNIEJ zły humor obstawiających. Champions League. To rozgrywki, które Barcelona chce wygrać. Ale czy Blaugrana poradzi sobie z Liverpoolem, który co prawda nie prezentuje błyskotliwych rozwiązań, ale z Barçą poradził sobie w ‘jaskini lwa' z łatwością? Są znowu dwa wyjścia. Barcelona wygra to spotkanie i awansuje do dalszej fazy LM jeśli nie straci bramki (co w ostatnim czasie jest rzadkością). Jak piłkarze ‘The Reds' zaaplikują Valdésowi rameczkę, to możemy już sobie odpuścić. Dlaczego? Otóż - w ostatnich spotkaniach, kiedy Barcelona traci bramke (niezależnie czy wygrywa czy przegrywa) traci chęć do gry. Jest anty-Barceloną z zeszłego sezonu, która po straconej bramce rzucała się do przodu miażdżąc przeciwnika i zdobywała dwie, trzy brameczki. Teraz tego nie ma. Brak ambicji. Brak determinacji. Brak jakiejkolwiek myśli trenerskiej. Myśli trenerskiej? Tak! Myśli trenerskiej! Dlaczego Barcelona po wyjściu na drugą połowę z Liverpoolem, Sewillą czy Saragossą wyszła nieskoncentrowana. Dlaczego cała drużyna? Jest to wina trenera, który powinien wiedzieć jak zmobilizować ekipę, którą ma pod sobą, a mimo to nie zrobił tego nie pierwszy raz. I znowu pytanie - czemu w meczu z Sewillą nie zagrał żaden napastnik (w podstawowym składzie). Czemu zagrał znowu Oleguer, który popełnia błąd za błędem przy bardziej wymagających rywalach? Czemu nie zdjęto go w zamian za Eto'o? Przecież mógł go zastąpić jeden ze znajdujących się na boisku - Zambrotta i uważam, że ten umiejętnościami przerasta Katalończyka (sic!) o cztery tysiące głów!!! W obronie jest (jak to mówią grający w WoWa i nie tylko ludzie) IMBA! A w napadzie? Proszę państwa! Asysta na L'poolu i Sevilli oczymś świadczą! A co w kolejnym meczu pokazuje Giuly? NIC! Przez duże N, I oraz C, a nawet z wykrzyknikiem. Bramka w meczu z Athl. Bilbao? Przypadek! Przecież dośrodkowanie, którego był autorem było po prostu złe! Trafiło do obrońcy przeciwników! Większa zasługa w tej bramce należała do Eto'o, ale to inna sprawa.
Mówiąc krótko - Rijkaard po odejściu swojego asystenta nie wie co robić. Transfer Zambrotty i Thurama to nie jego pomysł tylko Tixi'ego. Zresztą Eto'o został ściągnięty przez Laportę, a Ronaldinho przez Rosella. Rijkaard zachowuje się jak dziecko we mgle. Stawia na Giuly'ego, który nic nie robi, na Oleguera, który popełnia 14 kilo błędów w jednym meczu, a mimo to nie zdejmuje go. Wydaje mi się, że Rijkaard jest jak dziecko we mgle - wierzy, że zespół, który wygrał Ligę Mistrzów pozwoli mu na zwycięstwo i w tym roku. A zanosi się na to, że zamiast potrójnej korony Barcelona może osiągnąć co najwyżej sukces z 1999 roku - Puchar Hiszpanii. Jakby to ironicznie powiedzieli fani WoWa (Word of Warcraft) - Gratz Rijkaard! GRATZ! A jakby to powiedzieli całkiem serio kibice Realu (z tego roku) - FUERA! I jedni i drudzy mieliby rację. Fuera!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)