Wojnę psychologiczną czas zacząć
FC Barcelona jest w finale Ligi Mistrzów. Środowy remis z AC Milan premiował hiszpański klub awansem do końcowego starcia tych elitarnych rozgrywek. Przeciwnikiem "Dumy Katalonii" będzie angielski Arsenal. "Kanonierzy" zremisowali we wtorkowy wieczór z innym hiszpańskim klubem - Villarreal 0-0, a w całym dwumeczu po bramce zdobytej na Highbury przez Kolo Toure wygrali 1:0. Podopieczni Arsene'a Wenger'a będą bardzo wymagającym rywalem, ponieważ są oni drużyną, która chyba najlepiej w świecie potrafi grać atak pozycyjny. Ta taktyka tak znana przez każdego szkoleniowca, od prawie 10 lat stosowana przez francuskiego trenera Arsenalu, ciągle przynosi wspaniałe efekty. Finał zapowiada się nadzwyczaj interesująco. Będzie to wielkie święto futbolu, hiszpański porywający styl gry kontra zdyscyplinowani, niezwykle groźni Anglicy.
Najważniejsze dla Barcelony jest to, iż Frank Rijkaard będzie mógł skorzystać z usług wszystkich swoich piłkarzy. Do pełni zdrowia wrócą już Lionel Messi oraz Xavi, który po zerwaniu więzadeł krzyżowych 2 grudnia 2005 roku wróci do gry na finał Ligi Mistrzów. Konstruktor gry Barcelony wznowił już treningi i wzmocni "Dumę Katalonii" w ostatecznej rozgrywce. Żaden z graczy hiszpańskiej drużyny nie jest zawieszony za kartki, więc "Mister" będzie miał pełną talię zawodników Barçy.
W hiszpańskiej prasie aż wrze od meczowych podtekstów i pojedynków, który mają mieć miejsce w meczu finałowym. Najważniejszą rzeczą jest oczywiście osoba Henry'ego ale o nim później. Zaczęło się od tego, iż Samuel Eto'o po meczu z Milanem powiedział, że Francuz go nie obchodzi, a do Paryża jedzie po puchar. Odzew ze strony hiszpańskiej prasy był taki, że zasugerowali jakoby obaj napastnicy nienawidzili się. Podobno kilka lat temu Henry blokował przejście najlepszego piłkarza Afryki do Arsenalu. "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", mówi staropolskie przysłowie, więc i Eto'o nie pozostaje dłużny Francuzowi. Dzisiejsze gazety donoszą jakoby Samuel robił wszystko, aby transfer "14" Arsenalu pozostał tylko w głowach fanów. Wszystko to wydaje się być mało prawdopodobne, ponieważ niecały miesiąc temu Kameruńczyk wypowiadał się o Henrym w samych superlatywach i bardzo chciał, by grał on u jego boku już w przyszłym sezonie. Czyżby była to prowokacja ze strony Eto'o, czy może wymysł prasowych tabloidów hiszpańskich? Odpowiedź poznamy na pewno w przyszłym sezonie. Zupełnie odmiennego zdania od Eto'o jest Ronaldinho, który bardzo chce, by były gracz Juventusu Turyn przeszedł na Nou Camp. Stanie się tak najprawdopodobniej, jeśli Arsenal przegra z Barceloną w finale Ligi Mistrzów i utrzyma piąte miejsce w lidze, które nie jest premiowane grą w eliminacjach Champions League, a tylko pucharem pocieszenia, czyli Pucharem UEFA. Dla gracza formatu Henry'ego to stanowczo za mało. Były snajper Arsenalu Ian Wright mówi: "Jeśli Thierry zdobędzie Puchar Mistrzów i odejdzie z klubu nikt nie może mieć mu tego za złe. Zdobył z "The Gunners" wszystko co było do zdobycia. Przysłużył się klubowi jak nikt w historii. Może odejść." Sam zainteresowany o perspektywie zdobycia tytułu najlepszej klubowej drużyny Europy wypowiada się bardzo skromnie: "Jestem dumny, że jako pierwszy kapitan poprowadzę Arsenal Londyn w finale Ligi Mistrzów".
Dodatkowego smaczku przed meczem finałowym dodaje sprawa Thierry'ego Henry'ego. Sprawie przypatrują się kibice z całego świata i wszyscy wiedzą, iż francuski snajper ma podobno w lato przenieść się na Camp Nou. Od tego czy Arsenal zwycięży może zależeć decyzja byłego gracza AS Monaco, który nie wyklucza też pozostania na teraz Highbury, w przyszłym sezonie Emirates Stadium. Zastrzega, że nie chodzi tu o pieniądze, a o zmianę klimatu i poznanie nowego, bardziej widowiskowego stylu gry, czyli o przenosiny do ligi hiszpańskiej. Z drugiej jednak strony mówi się o astronomicznym kontrakcie dla Henry'ego, konkretne kwoty nie padają, jednak miałby on być rekordowy jeśli wziąć by pod uwagę historię klubu. Ostatnio pojawiły się tez pogłoski jakoby Thierry miałby przenieść się do odwiecznego rywala Barcelony - Realu Madryt, lecz to bardzo mało prawdopodobne. Podobno "Galacticos" zaproponowaliby mu kontrakt bagatela 12 mln € za sezon, a umowa miałaby obowiązywać przez kilka następnych lat. W wyścigu o Francuza odpadł już Inter Mediolan, który zapowiadał ściągnięcie gwiazdy Arsenalu na San Siro. Prezes "Nerazzurri" Massimo Moratti bardzo chciał mieć w swoim klubie atak Adrianno - Henry, jednak ten drugi chyba nie lubi Włoch, albo po prostu nie chce przenosić się do Serie A. Arsene Wenger nie ukrywa, iż zrobi wszystko, by zatrzymać swoją największą gwiazdę w klubie. Wszyscy wiedzą jaką klasę pokazuje Henry w każdym meczu, jak kompletnym jest piłkarzem, ile cech posiada, które sprawiają, że jest to jeden z najlepszych piłkarzy świata, a może i najlepszy napastnik na ziemi. Niewielu jest takich graczy, którzy potrafią tyle co Henry. Przed rewanżowym meczem ½ Ligi mistrzów, Marcos Senna brazylijski pomocnik z hiszpańskim paszportem stwierdził: "Trzeba jasno sobie powiedzieć, że gramy przeciwko najlepszemu napastnikowi świata. Jego osoba budzi respekt i to on głównie stanowi o sile Arsenalu".
Wszystko na czym zależy Barcelonie (finał i Henry) pozostają sprawą otwartą. Jeśli "Blaugrana" odniesie sukces w finale, to i Francuz najprawdopodobniej w przyszłym sezonie zasili szeregi mistrza Hiszpanii. Każdy, kto zna się choć trochę na piłce, wie, że nie można do końca wierzyć doniesieniom prasowym. Henry dał słowo Laporcie, zobaczymy ile warte są słowa Thierry'ego...
[źródło: własne]
Najważniejsze dla Barcelony jest to, iż Frank Rijkaard będzie mógł skorzystać z usług wszystkich swoich piłkarzy. Do pełni zdrowia wrócą już Lionel Messi oraz Xavi, który po zerwaniu więzadeł krzyżowych 2 grudnia 2005 roku wróci do gry na finał Ligi Mistrzów. Konstruktor gry Barcelony wznowił już treningi i wzmocni "Dumę Katalonii" w ostatecznej rozgrywce. Żaden z graczy hiszpańskiej drużyny nie jest zawieszony za kartki, więc "Mister" będzie miał pełną talię zawodników Barçy.
W hiszpańskiej prasie aż wrze od meczowych podtekstów i pojedynków, który mają mieć miejsce w meczu finałowym. Najważniejszą rzeczą jest oczywiście osoba Henry'ego ale o nim później. Zaczęło się od tego, iż Samuel Eto'o po meczu z Milanem powiedział, że Francuz go nie obchodzi, a do Paryża jedzie po puchar. Odzew ze strony hiszpańskiej prasy był taki, że zasugerowali jakoby obaj napastnicy nienawidzili się. Podobno kilka lat temu Henry blokował przejście najlepszego piłkarza Afryki do Arsenalu. "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", mówi staropolskie przysłowie, więc i Eto'o nie pozostaje dłużny Francuzowi. Dzisiejsze gazety donoszą jakoby Samuel robił wszystko, aby transfer "14" Arsenalu pozostał tylko w głowach fanów. Wszystko to wydaje się być mało prawdopodobne, ponieważ niecały miesiąc temu Kameruńczyk wypowiadał się o Henrym w samych superlatywach i bardzo chciał, by grał on u jego boku już w przyszłym sezonie. Czyżby była to prowokacja ze strony Eto'o, czy może wymysł prasowych tabloidów hiszpańskich? Odpowiedź poznamy na pewno w przyszłym sezonie. Zupełnie odmiennego zdania od Eto'o jest Ronaldinho, który bardzo chce, by były gracz Juventusu Turyn przeszedł na Nou Camp. Stanie się tak najprawdopodobniej, jeśli Arsenal przegra z Barceloną w finale Ligi Mistrzów i utrzyma piąte miejsce w lidze, które nie jest premiowane grą w eliminacjach Champions League, a tylko pucharem pocieszenia, czyli Pucharem UEFA. Dla gracza formatu Henry'ego to stanowczo za mało. Były snajper Arsenalu Ian Wright mówi: "Jeśli Thierry zdobędzie Puchar Mistrzów i odejdzie z klubu nikt nie może mieć mu tego za złe. Zdobył z "The Gunners" wszystko co było do zdobycia. Przysłużył się klubowi jak nikt w historii. Może odejść." Sam zainteresowany o perspektywie zdobycia tytułu najlepszej klubowej drużyny Europy wypowiada się bardzo skromnie: "Jestem dumny, że jako pierwszy kapitan poprowadzę Arsenal Londyn w finale Ligi Mistrzów".
Dodatkowego smaczku przed meczem finałowym dodaje sprawa Thierry'ego Henry'ego. Sprawie przypatrują się kibice z całego świata i wszyscy wiedzą, iż francuski snajper ma podobno w lato przenieść się na Camp Nou. Od tego czy Arsenal zwycięży może zależeć decyzja byłego gracza AS Monaco, który nie wyklucza też pozostania na teraz Highbury, w przyszłym sezonie Emirates Stadium. Zastrzega, że nie chodzi tu o pieniądze, a o zmianę klimatu i poznanie nowego, bardziej widowiskowego stylu gry, czyli o przenosiny do ligi hiszpańskiej. Z drugiej jednak strony mówi się o astronomicznym kontrakcie dla Henry'ego, konkretne kwoty nie padają, jednak miałby on być rekordowy jeśli wziąć by pod uwagę historię klubu. Ostatnio pojawiły się tez pogłoski jakoby Thierry miałby przenieść się do odwiecznego rywala Barcelony - Realu Madryt, lecz to bardzo mało prawdopodobne. Podobno "Galacticos" zaproponowaliby mu kontrakt bagatela 12 mln € za sezon, a umowa miałaby obowiązywać przez kilka następnych lat. W wyścigu o Francuza odpadł już Inter Mediolan, który zapowiadał ściągnięcie gwiazdy Arsenalu na San Siro. Prezes "Nerazzurri" Massimo Moratti bardzo chciał mieć w swoim klubie atak Adrianno - Henry, jednak ten drugi chyba nie lubi Włoch, albo po prostu nie chce przenosić się do Serie A. Arsene Wenger nie ukrywa, iż zrobi wszystko, by zatrzymać swoją największą gwiazdę w klubie. Wszyscy wiedzą jaką klasę pokazuje Henry w każdym meczu, jak kompletnym jest piłkarzem, ile cech posiada, które sprawiają, że jest to jeden z najlepszych piłkarzy świata, a może i najlepszy napastnik na ziemi. Niewielu jest takich graczy, którzy potrafią tyle co Henry. Przed rewanżowym meczem ½ Ligi mistrzów, Marcos Senna brazylijski pomocnik z hiszpańskim paszportem stwierdził: "Trzeba jasno sobie powiedzieć, że gramy przeciwko najlepszemu napastnikowi świata. Jego osoba budzi respekt i to on głównie stanowi o sile Arsenalu".
Wszystko na czym zależy Barcelonie (finał i Henry) pozostają sprawą otwartą. Jeśli "Blaugrana" odniesie sukces w finale, to i Francuz najprawdopodobniej w przyszłym sezonie zasili szeregi mistrza Hiszpanii. Każdy, kto zna się choć trochę na piłce, wie, że nie można do końca wierzyć doniesieniom prasowym. Henry dał słowo Laporcie, zobaczymy ile warte są słowa Thierry'ego...
[źródło: własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)