'Być albo nie być, wygrać albo...'
Tak wiec nadszedł nowy rok, nowe oczekiwania, nowe pomysły, które każdy stara się zrealizować najlepiej jak może. Z Barceloną nie jest inaczej. Każdy z nas chciałby aby ich ukochana drużyna grała „chociaż” tak jak w poprzednim roku. I tu już na sam początek spadł na nas kibiców zimny prysznic, bo to chyba odpowiednie określenie tego co stało się w ostatnim meczu. Porażka 3-0 mówi wszystko. To nie był przypadek. W tamtym meczu zabrakło czegoś. Czegoś co wyróżniało Barce jeszcze nie tak dawno temu gdy na każdego przeciwnika spoglądała jak na beniaminka, bez względu na to czy było to Levante, Getafe czy Real Madryt. Teraz ten pułap zmniejszył się. Taki rozwój wypadku na pewno sprzyja „Królewskim”, którzy po zmianie trenera i zakupie Gravesena poczuli, że Barcelona tak naprawdę jest jeszcze w zasięgu ich możliwości i muszą wykorzystać szanse, która została im dana. Chociaż słowo "została" jest trochę rzucone przedwcześnie, bo wszystko okaże się po meczu z Realem Sociedad,w którym przynajmniej częściowo będziemy mogli ocenić w jakiej dyspozycji są nasi ulubieńcy.
Wydaje mi się, że sytuacja, która się teraz wytworzyła jest idealna dla pokazania całego kunsztu trenerskiego Franka Rijjkarda. Tak jak i dokładnie rok temu wykazał, że jego praca nad zespołem nie poszła na marne tak i w tym stoi przed kolejnym wyzwaniem. Bo chyba oczywistym jest, że w takich momentach jak te czynniki psychologiczne decydują o tym czy drużyna będzie się powoli staczać czy wróci do swojej normalnej dyspozycji. I nie dotyczy to tylko indywidualnych zawodników, ponieważ każdy kto oglądał ostatni mecz wie, że problem zaczyna się od defensywy, przez pomoc, do ataku( całe szczęście, że jeszcze bramkarza nie wymieniłem). Zmiany personalne nie powinny zmienić zbyt dużo. Niepokojące może być natomiast to, że bardzo oczekiwane wzmocnienia nie nadchodzą, a o tym, że są potrzebne wiedzą na pewno doskonale Ci, którzy widzieli minę Laporty podczas ostatniego meczu. No właśnie czasu ucieka, a nie mamy go zbyt duzo. Dwie dobre opcje już uciekły. Mowa tu oczywiście o Morientesie i Anelce, który niedługo ma przeprowadzić się do Turcji (a przy okazji gratuluje mu, że w końcu zagra w oczekiwanym "wielkim" klubie). No, ale co pozostaje takim jak my. Musimy z niecierpliwieniem czekać na ruchy naszego zarządu i wierzyć, że wszystko pójdzie tak gładko jak wcześniej. Swoja drogą nie wiem jak Laporta i spółka mogli przeoczyć Gravesena, którego za śmieszne pieniądze sprowadził do siebie Real. Chociaż być może się mylę, bo przecież wszystkie działania zarządu nie są podawane do wiadomości mediów, a o niektórych z nich można się dowiedzieć dopiero "po latach". W każdym bądź razie poszukiwania defensywnego pomocnika muszą trwać nadal.
Te wszystkie zapewnienia, że rużyna "przebudziła się i nabrała motywacji" nic nie znaczą dopóki my kibice nie obejrzymy drużyny, która walczy bo nie oszukujmy się. Można przegrać, ale nie w takim stylu. A przecież nie minęła jeszcze połowa sezonu. Rzekłbym nawet, że prawdziwy sprawdzian na Dumy Katalonii właśnie nadchodzi. Na szczęście dla nich samych nie muszą oni patrzeć na to jak grają rywale, tylko robić swoje. W tym sezonie to Real goni Barce, a nie odwrotnie. Nasuwa się tylko pytanie czy nie będzie powtórki z zeszłego roku, w którym to Barca goniła "Królewskich" i dogoniła tych którzy tak pięknie rozpoczęli sezon. Przecież ta cała sytuacja, która się wytworzyła jest dokładnie powtórką tego co oglądaliśmy dokładnie 12 miesięcy temu z tym, że nastąpiła zamiana miejsc. Jednak w tym całym porównaniu zabrakło Valencii, która jest gotowa na to, żeby obronić tytuł mistrzowski. Dlatego i o niej nie należy zapominać. Poza tym w przeciwieństwie to Barcy i Realu klub ma naprawdę spore problemy finansowe w związku ze złym zaplanowaniem budżetu, który nie potrafił uwzględnić tego, że drużyna nie zakwalifikuje się do następnej rundy Ligi Mistrzów. Tak wiec w tym sezonie o końcowe pierwsze miejsce w Primera Division walczyć będą trzy drużyny. Pierwsza to Barca, która musi wziąć się do roboty i złapać „drugi oddech”. Drugi zespół to Real, który przez zmiany jakie dokonał w zespole zaczął znowu liczyć się w tym wyścigu, no i Valencia, która pomimo tego, że miała słabszą passę potrafiła odrodzić się i zacząć grać prawie tak dobrze jak rok temu. Naturalnie nadal największe szanse zostają dla Barcy, która swoją wyższość pokazuje po spojrzeniu na tabele Ligi Hiszpańskiej, jednak taki zwykły obserwator nie jest w stanie ocenić na co stać drużynę prowadzoną przez holenderskiego szkoleniowca. Modlą się na pewno teraz w Madrycie i Valencii o to, żeby katalońska drużyna nie grała już tak jak w 2004 roku. Modlą się na pewno i w Anglii gdzie londyńska Chelsea dosłownie miażdży swoich kolejnych rywali i z niecierpliwością czeka konfrontację pomiędzy obydwoma zespołami. Pytanie tylko czy Barcelonie uda się powrócić na szczyty w tym sezonie wygrywając La Liga i LM, bo co tu dużo mówić. Kiepska forma piłkarzy widoczna była nie tylko w ostatnim meczu, ale jeszcze przed świętami. Chociaż wtedy szczęście nam sprzyjało to do wygrania dubletu może go zabraknąć. A to wszystko jest w zasięgu ręki. "Wystarczy" się dobrze przyjrzeć i sięgnąć po to co może nie jest aż tak widoczne, ale za to jakie potrzebne...
Wydaje mi się, że sytuacja, która się teraz wytworzyła jest idealna dla pokazania całego kunsztu trenerskiego Franka Rijjkarda. Tak jak i dokładnie rok temu wykazał, że jego praca nad zespołem nie poszła na marne tak i w tym stoi przed kolejnym wyzwaniem. Bo chyba oczywistym jest, że w takich momentach jak te czynniki psychologiczne decydują o tym czy drużyna będzie się powoli staczać czy wróci do swojej normalnej dyspozycji. I nie dotyczy to tylko indywidualnych zawodników, ponieważ każdy kto oglądał ostatni mecz wie, że problem zaczyna się od defensywy, przez pomoc, do ataku( całe szczęście, że jeszcze bramkarza nie wymieniłem). Zmiany personalne nie powinny zmienić zbyt dużo. Niepokojące może być natomiast to, że bardzo oczekiwane wzmocnienia nie nadchodzą, a o tym, że są potrzebne wiedzą na pewno doskonale Ci, którzy widzieli minę Laporty podczas ostatniego meczu. No właśnie czasu ucieka, a nie mamy go zbyt duzo. Dwie dobre opcje już uciekły. Mowa tu oczywiście o Morientesie i Anelce, który niedługo ma przeprowadzić się do Turcji (a przy okazji gratuluje mu, że w końcu zagra w oczekiwanym "wielkim" klubie). No, ale co pozostaje takim jak my. Musimy z niecierpliwieniem czekać na ruchy naszego zarządu i wierzyć, że wszystko pójdzie tak gładko jak wcześniej. Swoja drogą nie wiem jak Laporta i spółka mogli przeoczyć Gravesena, którego za śmieszne pieniądze sprowadził do siebie Real. Chociaż być może się mylę, bo przecież wszystkie działania zarządu nie są podawane do wiadomości mediów, a o niektórych z nich można się dowiedzieć dopiero "po latach". W każdym bądź razie poszukiwania defensywnego pomocnika muszą trwać nadal.
Te wszystkie zapewnienia, że rużyna "przebudziła się i nabrała motywacji" nic nie znaczą dopóki my kibice nie obejrzymy drużyny, która walczy bo nie oszukujmy się. Można przegrać, ale nie w takim stylu. A przecież nie minęła jeszcze połowa sezonu. Rzekłbym nawet, że prawdziwy sprawdzian na Dumy Katalonii właśnie nadchodzi. Na szczęście dla nich samych nie muszą oni patrzeć na to jak grają rywale, tylko robić swoje. W tym sezonie to Real goni Barce, a nie odwrotnie. Nasuwa się tylko pytanie czy nie będzie powtórki z zeszłego roku, w którym to Barca goniła "Królewskich" i dogoniła tych którzy tak pięknie rozpoczęli sezon. Przecież ta cała sytuacja, która się wytworzyła jest dokładnie powtórką tego co oglądaliśmy dokładnie 12 miesięcy temu z tym, że nastąpiła zamiana miejsc. Jednak w tym całym porównaniu zabrakło Valencii, która jest gotowa na to, żeby obronić tytuł mistrzowski. Dlatego i o niej nie należy zapominać. Poza tym w przeciwieństwie to Barcy i Realu klub ma naprawdę spore problemy finansowe w związku ze złym zaplanowaniem budżetu, który nie potrafił uwzględnić tego, że drużyna nie zakwalifikuje się do następnej rundy Ligi Mistrzów. Tak wiec w tym sezonie o końcowe pierwsze miejsce w Primera Division walczyć będą trzy drużyny. Pierwsza to Barca, która musi wziąć się do roboty i złapać „drugi oddech”. Drugi zespół to Real, który przez zmiany jakie dokonał w zespole zaczął znowu liczyć się w tym wyścigu, no i Valencia, która pomimo tego, że miała słabszą passę potrafiła odrodzić się i zacząć grać prawie tak dobrze jak rok temu. Naturalnie nadal największe szanse zostają dla Barcy, która swoją wyższość pokazuje po spojrzeniu na tabele Ligi Hiszpańskiej, jednak taki zwykły obserwator nie jest w stanie ocenić na co stać drużynę prowadzoną przez holenderskiego szkoleniowca. Modlą się na pewno teraz w Madrycie i Valencii o to, żeby katalońska drużyna nie grała już tak jak w 2004 roku. Modlą się na pewno i w Anglii gdzie londyńska Chelsea dosłownie miażdży swoich kolejnych rywali i z niecierpliwością czeka konfrontację pomiędzy obydwoma zespołami. Pytanie tylko czy Barcelonie uda się powrócić na szczyty w tym sezonie wygrywając La Liga i LM, bo co tu dużo mówić. Kiepska forma piłkarzy widoczna była nie tylko w ostatnim meczu, ale jeszcze przed świętami. Chociaż wtedy szczęście nam sprzyjało to do wygrania dubletu może go zabraknąć. A to wszystko jest w zasięgu ręki. "Wystarczy" się dobrze przyjrzeć i sięgnąć po to co może nie jest aż tak widoczne, ale za to jakie potrzebne...
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)