Letni zlot Barcelonismo

Katalończyk

17 lipca 2005, 16:41

1 komentarz
Na dzień 18. sierpnia za pewne wielu czekało z utęsknieniem. Właśnie tego dnia miał rozpocząć się drugi oficjalny, letni zlot fanów FC Barcelony organizowany przez serwis www.fcbarca.com. Jako miejsce zjazdu wybrano ponownie Sieraków i jego przepiękne okolice!!!

Wszystko rozpoczęło się jednak na Dworcu Głównym w Poznaniu. To właśnie tam miała odbyć się zbiórka części uczestników zlotu przed wyjazdem do Sierakowa. I tak się stało. Jako pierwsi pojawili się Baqu wraz ze Srutem, którzy czekali na resztę ekipy. Następnie pojawił się nowy uczestnik zlotu - Katalończyk, a chwilkę po nim Dżemik wraz z Młodym i Komandorem. Później pojawił się wielki duszą - mały ciałem Saviola, a także Szyja i Gutek. Ekipa była już powoli gotowa, przez kilkanaście minut panowała bardzo fajna atmosfera wśród uczestników, która rokowała świetną zabawę na zjeździe. Pozostało już tylko czekać na Barcela i jego kompana Robaka. Wyżej wymieniona dwójka zjawiła się oczywiście na czas, ale ich przyjazdowi towarzyszył mały szok. Podczas gdy spodziewaliśmy się wysłużonej Skody Favorit, Barcel "załatwił" Forda Escorta. Całe wydarzenie było o tyle zabawne, że Dżemik także "dysponował" Fordem Escortem, dodatkowo o identycznym kolorze nadwozia, tak wiec można by powiedzieć, ze pojawili się bliźniacy. Po chwili ustalono, że przewodnim samochodem będzie Escort Barcela, następnie podzieliliśmy się miedzy auta i tak w Escorcie numer 1 jechali: Barcel, Robak, Katalończyk i Komandor natomiast barw Escorta numer 2 "bronili": Dżemik, Młody, Baqu i Srut. Jedynymi, którzy pozostali w Poznaniu byli Saviola, Szyja i Gutek, którzy czekali na tamtejszy PKS. Tak więc pełni zapału i dobrego humoru wyruszyliśmy na podbój Sierakowa. Podróż mimo, że dość długa (około 70 km) minęła szybko, na co wpływ niewątpliwie miał Barcel i szybkie tempo jakie narzucił. Planowo nastąpił jeden "przystanek" aby "napoić" Forda Barcela, a przy okazji dać szanse palaczom "nakarmić raka". Po chwili kontynuowaliśmy podróż i bez problemu dotarliśmy do miejsca przeznaczenia, czyli do Sierakowa!!!

Pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne, panowała świetna pogoda, okolica była naprawdę piękna, jedyne do czego można było mieć pretensje to jakość tamtejszych dróg (no ale w końcu to Polska...), a ściślej mówiąc potworne dziury, które powodowały, że dość mocno załadowane Escorty często przycierały o podłoże. W końcu dotarliśmy do ośrodka, na terytorium, którego znajdowały się nasze domki. Pewnym jest, że prezentowały się one okazale i chyba nikt nie miał prawa narzekać. Następnie zaskoczyła nas panująca tam cisza, a także niestety brak zainteresowania ze strony właścicieli. Po kilku minutach zjawił się tajemniczy pan, który wytłumaczył nam "co i jak", a następnie wręczył kluczyki do wcześniej zarezerwowanych 3 domków. Po chwili nastąpił podział uczestników pomiędzy lokale. Dyskusja nie trwała długo, wszyscy byli raczej ugodowi i tak w domku nr 1 zamieszkali: Dżemik, Młody, Barcel, Robak i Komandor. Lokatorami domku nr 2 zostali: Baqu, Srut, a także mający przyjechać trochę później Saviola, Szyja i Gutek. Natomiast barw chałupki nr 3 bronił Katalończyk wraz z ekipa Sharifa, w skład której wchodzili: AnRil, E.T. oraz Misiek, którzy mieli dołączyć jednak trochę później. Pierwsze co rzucało się w oczy po rozgoszczeniu w domku to naprawdę duży luksus tam panujący. Każdy z trzech domków był dwupoziomowy, miał bardzo dobrze wyposażoną kuchnię (palnik gazowy, lodówka, dość dobrej jakości meble, a także zlewozmywak), łazienka natomiast była wyposażona w kabinę prysznicową i oczywiście WC, w razie gdyby ktoś musiał załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. Na dole można by rzec, że znajdował się pokój gościnny wraz z TV, 2 fotelami, kanapą i stołem, natomiast na górze były dwie niewielkie sypialnie, w skład, których wchodziły 4 w miarę wygodne łóżka wraz z pościelą. Jak więc łatwo wywnioskować w każdym z domków mogło się wyspać spokojnie po 5 osób, dodatkowo w naprawdę komfortowych warunkach. Tak więc początek zjazdu był niewątpliwie udany i pozwalał niezwykle optymistycznie spoglądać w przyszłość (w tym wypadku 4 dni i 4 noce). Po kilku godzinach ekipa zjazdowa była niemal pełna, pojawili się kolejno Sharif, E.T., AnRil i Misiek, a następnie Saviola, Szyja i Gutek. Jedynym, który miał jeszcze dołączyć był Looky, ale jego przyjazd miał jednak nastąpić dopiero w piątek. Tak więc byli prawie że wszyscy i zaczęto się zastanawiać jak by tu sobie zorganizować czas na najbliższe popołudnie i wieczór. Ściśle z tym związane były niewątpliwie wycieczki do sklepu, gdzie zaopatrywano się w jedzenie, a także w przeważającej większości napoje nisko, jak i wysoko %. Następnie dostaliśmy pewnego rodzaju ostrzeżenie od Boga, ponieważ podczas trwającej burzy, bardzo blisko naszych domostw uderzył w coś piorun. Hałas był ogromny, szyby w domku niemal wyleciały z obramowań. Jak na sam początek było to niezłe przeżycie. Następnie postanowiliśmy, że cała ekipa zbierze się w domku nr 3, czyli u Sharifa. Planowo, każdy z uczestników założył na siebie koszulkę Barcelony, a przynajmniej Ci którzy takową mieli, wyjątkiem był Misiek, który jak się okazało był fanem Liverpoolu i właśnie taką koszulką dysponował. Gdy wszyscy się zebrali, można powiedzieć, że chwyciliśmy szable w dłoń, w tym wypadku szable zastąpiliśmy browarami, no może poza kilkoma wyjątkami, które ograniczyły się do picia nieskazitelnie czystej “wody” ( ;]] ). Gdy wszyscy byli zadowoleni postanowiliśmy włączyć TV, było to na pewno dobre posunięcie, bo właśnie w środę miały odbyć się dwa bardzo ważne wydarzenia sportowe: towarzyski mecz Polski z Danią w piłkę nożna, a także jak się później okazało złoty medal dla Otylii Jędrzejczak. Atmosfera podczas przepływu naszej pływaczki była niesamowita, prawie wszyscy krzyczeli, skandując imię i nazwisko naszej złotej medalistki, zapanowała niezwykle optymistyczna atmosfera. Inaczej miała się sprawa co do meczu Polaków z Duńczykami. Po tym jak dowiedzieliśmy się, że Dania prowadzi już 2-0 zainteresowanie meczem nagle spadło. Dopiero drugiego dnia dzięki Przeglądowi Sportowemu dowiedzieliśmy się , że Polacy ulegli aż 1-5, co na pewno nie jednego z nas zaskoczyło i zasmuciło. Wracając jednak jeszcze do środowego wieczoru, wszyscy bawili się naprawdę dobrze, kilkakrotnie doszło do niezwykle ciekawych dyskusji na temat FC Barcelony. Wszyscy trzymali się dobrze i byli “Heyah pozytywni”. Kilku culés było już na tyle zmęczonych, że poszli, ewentualnie zostali odprowadzenie do swoich domków. Mimo wszystko z resztą nadal było ok i bawiliśmy się dobrze, królował polski Hip-Hop, a w szczególności ulubiony kawałek Dżemika “Pies” w wykonaniu Pięć Dwa Dębiec. Następnie ciekawą wędrówkę postanowili odbyć Baqu z Katalończykiem, którzy po kilkudziesięciu minutach marszu odnaleźli w lesie klub, w którym była naprawdę ciekawa impreza, jednak, że pora było już późna postanowiliśmy wrócić do ośrodka. Im bliżej było północy tym bardziej można było odczuć, ze niektórym po prostu chce się spać, a że nikt nikogo nie chciał trzymać na siłę, ekipa powoli rozrzedzała się, aż w którymś momencie postanowiliśmy, ze idziemy jednak w kimę. Dzień był niezwykle udany, panowała świetna atmosfera, jednak jak się później okazało najlepsze miało dopiero nadejść....

W czwartek pierwsze co rzuciło się w oczy to piękna pogoda jaką uraczył nas “Pan z góry”, a także tak zwany kac. W większości domków wyznaczono osoby, które udały się do sklepów, bo jak wiadomo jeść i pić trzeba, w szczególności pić w myśl zasady Dżemika, która mówiła “czym się strułeś, tym się lecz”, wiec nie jeden z nas postanowił dostosować się do tej maksymy i śniadanie rozpoczął od... browara. W każdym z domków dostosowano się także do maksymy “dzień bez Igrzysk, dzień stracony”, dlatego też od samego rana towarzyszyły nam IO. Po zjedzonym śniadaniu i krótkim odpoczynku postanowiliśmy, że nie warto siedzieć w chałupkach i tracić czas na oglądanie Olimpiady, dlatego też wybraliśmy się na pierwszy oficjalny mecz piłki nożnej. Po dojściu na boisko, za pewne każdego z nas zmartwiła jakość murawy, a raczej kępki trawy, które powodowały że boisko było bardzo nierówne. Następnie trzeba było wybrać 2 drużyny, które miały ze sobą rywalizować. Jako, ze Polacy to ugodowy naród, nie było większych kłótni co do tego, kto ma z kim grać. Tak więc skład drużyny pierwszej prezentował się następująco: AnRil, Robak, Barcel, Komandor, Gutek, Katalończyk, E.T. oraz Sharif! Barw drużyny drugiej bronili zaś: Dżemik, Młody, Baqu, Srut, Szyja, Misiek i Saviola. Mimo, że panował potworny upał mecz był rozegrany w dość szybkim tempie co zaowocowało dość spora ilością bramek. Postaci wyróżniających się było naprawdę wiele, jednak na największe słowa uznania zasługuje niewątpliwie Sharif. Chłopak pokazał nam Patricka Kluiverta LIVE. Aż miło było patrzeć jak nasz goleador marnuje sytuacje, w których nawet kulawy ślepiec trafiłby do bramki, ale jak sam Sharif mówił: “chcieliście Kluiverta, to go dostaliście”. Po dość wyrównanym meczu wygrała drużyna pierwsza w stosunku bramek 6-3! Mimo, że słońce grzało potwornie postanowiliśmy jeszcze “pobawić” się w rzuty karne. W tym elemencie piłkarskiego rzemiosła lepsza okazała się jednak drużyna Dżemika. Ledwie żywi, udaliśmy się w kierunku ośrodka. Tam każdy z nas napoił się, zjadł coś, włączył oczywiście Igrzyska i odpoczął trochę. Po pewnym czasie padła słuszna uwaga, że grzechem było by nie wykorzystać tak pięknej pogody i nie iść na plażę. Na odzew nie trzeba było długo czekać i spragnieni orzeźwiającej kąpieli udaliśmy się nad jeziorko. Mimo, że woda nie była jakoś super ciepła, każdy z nie ukrywaną chęcią do niej wskoczył. Po pewnym czasie postanowiliśmy, ze wrócimy do ośrodka by tam odpocząć. Oczywiście po przyjściu królowały IO. Gdy zbliżała się godzina 19:00, zdecydowaliśmy, że zaczniemy wielkie “ucztowanie”. Tego dnia przyszła kolej na domek nr 2. Wystawiono stoły przed dom, ładnie je połączono i udekorowano napojami (bynajmniej nie mineralkami :D). .Jednak, że chcieliśmy zrobić naprawdę profesjonalną ucztę postanowiliśmy się złożyć na tzw. “zagrychę”. Trzeba przyznać, ze było to posunięcie jak najbardziej właściwe. Lista “dodatków” była imponująca: kabanosy, chipsy, śledzie, grzybki, ogórki było tego dużo. Daniem głównym były oczywiście napoje nie koniecznie bezalkoholowe. Mimo wszystko postanowiliśmy się dostosować do słów pewnej znanej piosenki “chlejemy za trzech, wypić to nie grzech”, dlatego też po szybkiej zrzucie polskiego złotego, udaliśmy się do sklepu, aby uzupełnić zapasy. Podróż do sklepu była jednak niezwykle ekscytująca, gdyż królowały przyśpiewki typu “Barça!!! Barça!!! Barça!!!” czy “Puta Madrid Puta” i tym podobne. Po dojściu do sklepu ładnie się przywitaliśmy z tamtejszą obsługą, Dżemik zrobił nawet reklamę naszego ukochanego serwisu! W pełni uradowani wróciliśmy do ośrodka! I ponownie wszyscy wytężyli swoje gardła, obwieszczając wszystkim na około nasza przynależność klubową. Po powrocie ponownie dosiedliśmy do stołu, niczym do Wigilii, z ta różnicą że nie było opłatka. Toastów było naprawdę sporo, zaczynając od tych za dziewczyny Młodego, czy E.T., aż po toasty za pierwszą “11-kę” Barçy. Naprawdę nikt się nie oszczędzał, szkoda że właśnie tego dnia nie było z nami Lookiego, bo nie ma co ukrywać, że później raczej wszyscy bardziej uważali na siebie i na ilość spożywanego pokarmu i trunków. Zabawa podczas czwartkowego wieczoru była przednia, świetna atmosfera i aż dziw bierze, że Barcel z Robakiem nie przyłączyli się do tej “Wigilii”. Co robili pozostanie ich słodką tajemnicą, żaden z nas w to nie wnikał, choć sami mają na pewno czego żałować. Im robiło się później, tym wielu z uczestników miało już dosyć, mimo że “Polak potarfi” powoli udawaliśmy się do domków na zasłużony odpoczynek. Zabawnych historii podczas tego wieczora było wiele, ja przytoczę na przykład swoją, o której dowiedziałem się dopiero drugiego dnia, mianowicie po zakończeniu imprezy. Problem w tym, że udałem się nie do swojego domku, a do domostwa stojącego obok, w którym mieszkali lokatorzy, którzy mieli nie wiele wspólnego z naszym zlotem. Zacząłem krzyczeć “wpuśćcie mnie kur**”, “co jest z tymi drzwiami” i takie tam. Pełen smutku wróciłem do domku, w którym mieszkał Baqu z ekipą i zacząłem się żalić że nie chcą mi otworzyć drzwi. Słusznie stwierdzili, że dobijałem się nie do tego domku, wiec Baqu nakierował mnie na właściwą chatkę, za co drugiego dnia byłem mu niezmiernie wdzięczny. Dlatego, ze mój krok był dość chwiejny i nie równy, na dnia następnego mówili, ze prostowałem drzewa, czemu zaprzeczyć nie mogę! Jak wiec łatwo się domyślić było naprawdę wesoło. Wszyscy położyli się spać w oczekiwaniu na następny dzień! Uogólniając, patrząc z perspektywy całego zlotu czwartek był chyba najbardziej udanym dniem!!!

No i nadszedł piątek, a wraz z nim potworny kac i “kapeć w gębie”, który objawił się większości uczestników zlotu. Każdy starał się “leczyć” w myśl zasady Dżemika. Jak się okazało nie był to tylko jeden powód, tego że dzień ten zaczął się fatalnie. Od samego rana padał deszcz, który jak się później okazało nie dał nam spokoju przez prawie cały dzień. Tak więc do późnych godzin popołudniowych oglądaliśmy IO. Krótko po tym jak deszcz zaprzestał swoich działań, pojawił się ostatni uczestnik zlotu, mianowicie Looky. Postanowił się przywitać ze wszystkimi, co przerwało na krótki czas monotonię oglądania Igrzysk. Gdy pogoda się w miarę ustabilizowała Baqu wpadł na pomysł żeby iść poganiać za piłką. Mimo, ze pomysł początkowo wydawał się szalony mając na uwadze padający przez niemal cały dzień deszcz, postanowiliśmy jednak przychylić się do tego. Wyruszyliśmy w stronę boiska. I jak łatwo się domyślić, było ono mocno nasiąknięte wodą, co powodowało, że wytworzyło się błoto i było bardzo ślisko, czego najlepszym przykładem jestem ja sam, gdyż zaliczyłem niezwykle efektowny upadek i wyglądałem jak “człowiek błoto”. Składy drużyn były podobne do tych z poprzedniego meczu, z tym wyjątkiem, że w drużynie Sharifa zabrakło Gutka i Robaka co zaowocowało tym, ze mecz nie był aż tak wyrównany jak poprzednio. Co prawda dostaliśmy Szyję w zamian za Komandora, ale na niewiele to się zdało. Tego dnia “dzień konia” miał Młody, który strzelił 3 bramki, a cały meczyk zakończył się wynikiem 4-2 dla ekipy Dżemika. Ponownie rozegraliśmy karne, w których znów lepsi okazali się “ludzie Dżema”. Wróciwszy do domu wielu postanowiło wskoczyć pod prysznic. Ponownie posiedzieliśmy trochę przed TV oglądając Olimpiadę. Jak się łatwo domyślić wieczorem nastąpiła znów zabawa. Tym razem jednak wielu postanowiło podejść do tematu bardziej lightowo i nie pić z taka częstotliwością jak dnia poprzedniego, co spowodowało, ze miedzy innymi ekipa Baqu & squad postanowiła oglądać w TV “Piątek 13-nastego” wytwarzając przy okazji chore klimaty. Wieczór było o tyle udany , że bardziej wytrwali, brali udział w dyskusjach, które toczyły się do godziny 4:30 nad ranem. Mimo wszystko około godziny 5 już chyba wszyscy leżeli grzecznie w swoich łożach oczekując na sobotę!!!

No cóż sobotni poranek, mimo że weselszy niż piątkowy, także nie pozwalał myśleć optymistycznie na temat tego co mielibyśmy robić tegoż właśnie dnia, a wszystko przez dość niska temperaturę na zewnątrz. Jak wiec nie trudno się domyślić, spora część dnia upłynęła na oglądaniu Igrzysk, bądź graniu w karty. Dopiero po południu gdy w miarę się ociepliło postanowiliśmy wyruszyć na rozegranie ostatniego meczu. Niestety spotkała nas niemiła niespodzianka. Całe boisko było zajęte. Niektórzy postanowili pograć w kosza, inni siedzieli na ławce oczekując na zwolnienie się chociaż jednej bramki. Gdy do tego doszło ekipa w skład, której wchodzili Młody, Katalończyk, Looky, Barcel, Sharif, Saviola, Komandor, Dżemik, czy później Gutek postanowiła sprawdzić swoje siły w wykonywaniu rzutów karnych. Mimo, ze trafiło się kilku “Beckhamów”, zawody stały na dość wysokim poziomie. Gdy część ekipy była już zmęczona, naturalnie wróciliśmy do ośrodka. Po drodze Dżemik wpadł na pomysł by iść nad jezioro. Do jego pomysłu dostosowali się Katalończyk, Robak, Komandor i Sharif. Mimo, że było dość chłodno kąpiel była jak najbardziej udana. Po chwili postanowiliśmy wrócić do ośrodka i czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Postanowiliśmy wyruszyć na poszukiwania dziewicy, jednak jak się łatwo domyślić nic z tego nie wyszło, co prawda trafiliśmy po drodze na pewną imprezę, jednak nie trafiła ona w gusty naszej ekipy. Ogólnie eskapada była nieudana. Jak się okazało, tego dnia domki podzieliły się. Domostwo Sharifa poszło dość wcześnie spać, ekipa Baqu oglądała filmy, a później próbowała zakłócić ciszę nocną wokół domku Sharifa i ekipy, natomiast w domku Dżemika, zapanował spokój i grzecznie dyskutowano, bądź oglądano TV.

W końcu nadszedł smutny dzień wyjazdu. Nie ma co ukrywać , że niedziela upłynęła pod hasłem wyjazdu. O godzinie 10:30 wyjeżdżali pierwsi zlotowicze. Byli to Sharif, Misiek, E.T., AnRil, a także Srut.Wszyscy grzecznie się pożegnali i przyrzekli sobie, ze za rok znów się spotkamy. Po zaledwie kilku minutach musieliśmy pożegnać Saviolę, Gutka i Szyję, którzy udali się na PKS. Reszta osadników zebrała się w domku Dżemika i tam oczekiwała na godzinę 12:00, kiedy wszyscy mieli już wyruszyć w kierunku swoich domów. Te kilkadziesiąt minut na pewno umilił nam pewien program przyrodniczy, który na pewno w jakiś sposób poprawił nam humory. No i nadeszła godzina “zero”. Zdaliśmy właścicielowi domki i wyruszyliśmy na ostatnią wspólną wyprawę do sklepu. Po chwili nasza ekipa znów uszczuplała. Dżemik, Młody i Komandor wyjechali pierwsi, a chwile po nich ekipa nr 2 czyli: Barcel, Robak, Looky, Katalończyk i Baqu. W ten sposób zakończył się drugi oficjalny letni zjazd fanów FC Barcelony organizowany przez serwis fcbarca.com!!!

Zlot był bardzo udany, cały czas panowała świetna, przyjazna atmosfera. Mimo, że moja relacja jest dość obszerna nie może być wiernym odzwierciedleniem całego zjazdu. Jedna osoba nie może być świadkiem wszystkiego co działo się na zlocie. Mogę jednak ręczyć, że było naprawdę świetnie i za rok na pewno wyruszymy podobną ekipą na następny zjazd!!! Tym czasem do zobaczenia na Grand Derby (w Gdańsku?).

Visca el Barça!!!
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze