Pojedynek z Jeżem K.
Potężny Niedźwiedź poprosił kiedyś Jeża, aby ten dowodził zającami biegającymi po jego trawie. Jeż w młodości hasał po niedźwiedzich polach i bardzo miło te czasy wspominał, więc propozycję przyjął. Na początku szło całkiem nieźle. Zające co prawda trochę marudziły na kłującego zwierzaka, ale na jego rozkaz stawały karnie w szeregu i biegały dokładnie tak jak im nakazał. Szybko okazało się, że kłute przez Jeża zajączki nie tylko biegały najszybciej, ale też bardzo zgrabnie. Świetnie radziły sobie zarówno na własnym jak i sąsiednich polach, a także podczas biegów w dalekich krajach.
Na niedźwiedzie pole ciągnęły całe tabuny szakali, aby podziwiać popisy wspaniałych zajęcy. Skarbiec robił się pękaty i wszyscy byli zadowoleni. Szczęście jest jednak bardzo kruchą substancją i nawet z pozoru błahe wydarzenie potrafi je zniszczyć bezpowrotnie. W przypadku naszych bohaterów było podobnie. Kłopoty zaczęły się, gdy Miś swą potężną łapą machnął nad kolczastą głową. Jeż w obronnym odruchu postawił igły na sztorc i niedźwiedzia łapa ugrzęzła w kolcach.
- Auuu - jęknął z bólu Miś, dmuchając w obolałą kończynę - mógłbyś uważać - warknął, gdy ból nieco ustąpił.
- Sam lepiej uważaj, bo jak się zwinę w kłębek to na jednej łapie nie skończę - syknął Jeż stawiając dęba kolce na swym grzbiecie.
- Wynoś się ty wredny stworze - wrzasnął Miś, cały czas dmuchając w ranną łapę.
Jeż położył igły na plecach i spokojnie opuścił gawrę. Jednak obydwa zwierzaki wiedziały, że sprawa nie jest zakończona. Niedźwiedź najchętniej pozbyłby się Kolczastego, ale póki co było to niemożliwe. Zające biegały szybko i ładnie, więc oglądające je szakale na takie fanaberie by nie pozwoliły. Poza tym Miodojadowi bardzo zależało na sukcesach swego stada, jednak ranna łapa domagała się zemsty.
Na polu nadal panowała sielanka. Tylko Niedźwiedź od czasu do czasu drażnił Kolczastego, bacznie obserwując wystające kolce. Jego cierpliwość została nagrodzona. Jeż Kolczasty zestresowany ciągłymi utarczkami kłuł kogo popadło. Najpierw dostało się zającom. To spowodowało emigrację biegaczy na inne pola. Młode zające nie potrafiły jeszcze tak dobrze hasać, a obsiadające zielone pole szakale coraz groźniej pomrukiwały i co gorsze wokół trawy siadało ich coraz mniej. Potem siłę igieł poczuły gwiżdżące podczas biegów kosy. Jeża drażniło wszystko wokół, a sił do walki miał coraz mniej. Pewnego popołudnia słaniając się na łapkach, dreptał wolno po trawie, aż tu nagle stanął przed nim potężny Miodojad, uważając na igły, ujął Kolczastego pod brzuch i szybkim ruchem wyrzucił go za ogrodzenie, krzycząc przy tym, że Jeż Kolczasty to kłótliwy nieudacznik.
- Po takim ciosie raczej długo nie wstanie - mówił z dumą Miodojad do jeżowego następcy - Rogatego Kozła.
Tu jednak Niedźwiedź bardzo się pomylił, bowiem teraz zemsty domagała się zraniona duma Jeża.
Och zemsto, zemsto cóżeś ty za pani! Niczym dobra wróżka przywracasz głowie rozum, ciału zdrowie i nikt prócz ciebie nie potrafi zmobilizować do pracy, choć by najcięższej.
Kozioł pomrukiwał z zadowoleniem, bo nawet w najśmielszych snach nie przypuszczał, że trafi na tak wspaniałe pole. Jego radość była nawet uzasadniona. Nie mógł przecież wiedzieć, że Miodojad upatrzył sobie wcześniej Nosorożca, ale ten związany z polem we własnym kraju musiał z propozycji Misia zrezygnować. Jednak co się odwlecze to nie uciecze, więc jak tylko Nosorożec
odzyskał swobodę pierwsze swe kroki skierował do niedźwiedziej gawry i Kozioł przestał się
cieszyć (poszedł w odstawkę).
Szary Nosorożec to potężne zwierzę, patrzy przed siebie i niczego się nie boi. Miś tak bardzo ufał Nosorożcowi, że zgodził się nawet na sprowadzenie jego zajęcy. Zdawało się nawet, że to rozsądne posunięcie, bowiem zwierzaki te pod wodzą Szarego biegały najszybciej na świecie.
Na zielone pole znów powróciła radość i o Jeżu Kolczastym wszyscy zapominali. Jeż był jednak w podłym nastroju. Najpierw grzecznie na zachowanie Misia poskarżył się sędziemu. Tam usłyszał, że zachowanie Niedźwiedzia nie naruszyło żadnego paragrafu.
- A więc to tak - pomyślał trochę rozgoryczony - ale ty też nie musisz naruszać prawa - odezwał się jakiś chochlik w jego głowie.
Jeż nieco poweselał, wrócił do norki i spokojnie obserwował biegające po polu zające. Nosorożec patrzy tylko przed siebie, więc interesowały go tylko wygrane biegi. Z tego powodu zające, choć zwyciężały w zawodach, to jednak po trawie poruszały się niezgrabnie, co zaczęło irytować siedzące po wokół pola szakale. Jeż nie mówiąc nic nikomu opuścił swoją norę. Przyczaił się w zielonej trawie. Wkrótce, niczego nie podejrzewając, przechadzał się przechadzał się tamtędy Niedźwiedź. Kolczasty chwilę poczekał. Jak tylko Miś znalazł się w zasięgu jego łapek, wskoczył w gęste futro, szybko zwinął się w kłębek i przetoczył przez misiowe futro (nie naruszając przy tym żadnego paragrafu - ostatecznie stać go na prawników). Niedźwiedź po krótkiej szamotaninie zwalił żgającą kulę ze swego grzbietu, ale wpadła ona na przechodzącego Nosorożca i na jego plecach urządziła sobie harce. Niedźwiedź nie zastanawiając się długo, uderzył Kolczastego łapą, powodując jego upadek na ziemię. Jeż dla bezpieczeństwa nastroszył kolce i spokojnie podreptał do swej norki, a na do widzenia obydwu zwierzakom pokazał język. Niedźwiedź za to z ranną łapą pobiegł do sędziego.
- Jeż ma kolce, więc ich używa - wyjaśnił podenerwowany sędzia, po wysłuchaniu skargi,
- ale to była bestialska napaść - upierał się Miś,
- wynocha - wrzasnął stróż prawa, sięgając po dubeltówkę - i niech mi się żaden z was tu więcej nie pokazuje - krzyknął za uciekającym Niedźwiedziem.
Jeż, przejeżdżając się po niedźwiedzim grzbiecie poczuł się dużo lepiej, więc czynność tę powtórzył kilkakrotnie. Tym razem Miś był bezradny. Pewną nadzieję obudziły w nim wizyty innych Niedźwiedzi, które różnymi sposobami próbowały zachęcić Kolczastego do pracy na swym polu. Jeż tylko przecząco kiwał łebkiem, a bardziej natrętnym pokazywał kolce.
Na misiowym polu za to robiło się coraz goręcej. Zające Nosorożca przegrywały bieg za biegiem, a ich ruchy były irytująco koślawe. Wielu szakali, za przykładem Jeża zaczęło kąsać Niedźwiedzia i Nosorożca. Ataki te na początku nieśmiałe po pewnym czasie przerodziły się w prawdziwą furię i Miś ścigany przez stado szakali musiał w pośpiechu opuścić zielone pole. Nosorożec patrzy tylko przed siebie, a wobec jego grubej skóry i krwiożercza watacha była bezradna, na polu jednak nie zamierzał dłużej pozostać, więc spokojnie poszedł za szefem.
Dzisiaj na zielonym polu rządzą inne misie, ale zające jak na razie nie dorównują swym kolegom z przed lat. Nic dziwnego, że szakale coraz częściej spoglądają w stronę norki z Jeżem, ale Kolczastemu bardzo spodobało się kłucie igłami i pewnie na zieloną trawę już nie powróci. Chociaż kto wie co mu jeszcze do głowy wpadnie?
Na niedźwiedzie pole ciągnęły całe tabuny szakali, aby podziwiać popisy wspaniałych zajęcy. Skarbiec robił się pękaty i wszyscy byli zadowoleni. Szczęście jest jednak bardzo kruchą substancją i nawet z pozoru błahe wydarzenie potrafi je zniszczyć bezpowrotnie. W przypadku naszych bohaterów było podobnie. Kłopoty zaczęły się, gdy Miś swą potężną łapą machnął nad kolczastą głową. Jeż w obronnym odruchu postawił igły na sztorc i niedźwiedzia łapa ugrzęzła w kolcach.
- Auuu - jęknął z bólu Miś, dmuchając w obolałą kończynę - mógłbyś uważać - warknął, gdy ból nieco ustąpił.
- Sam lepiej uważaj, bo jak się zwinę w kłębek to na jednej łapie nie skończę - syknął Jeż stawiając dęba kolce na swym grzbiecie.
- Wynoś się ty wredny stworze - wrzasnął Miś, cały czas dmuchając w ranną łapę.
Jeż położył igły na plecach i spokojnie opuścił gawrę. Jednak obydwa zwierzaki wiedziały, że sprawa nie jest zakończona. Niedźwiedź najchętniej pozbyłby się Kolczastego, ale póki co było to niemożliwe. Zające biegały szybko i ładnie, więc oglądające je szakale na takie fanaberie by nie pozwoliły. Poza tym Miodojadowi bardzo zależało na sukcesach swego stada, jednak ranna łapa domagała się zemsty.
Na polu nadal panowała sielanka. Tylko Niedźwiedź od czasu do czasu drażnił Kolczastego, bacznie obserwując wystające kolce. Jego cierpliwość została nagrodzona. Jeż Kolczasty zestresowany ciągłymi utarczkami kłuł kogo popadło. Najpierw dostało się zającom. To spowodowało emigrację biegaczy na inne pola. Młode zające nie potrafiły jeszcze tak dobrze hasać, a obsiadające zielone pole szakale coraz groźniej pomrukiwały i co gorsze wokół trawy siadało ich coraz mniej. Potem siłę igieł poczuły gwiżdżące podczas biegów kosy. Jeża drażniło wszystko wokół, a sił do walki miał coraz mniej. Pewnego popołudnia słaniając się na łapkach, dreptał wolno po trawie, aż tu nagle stanął przed nim potężny Miodojad, uważając na igły, ujął Kolczastego pod brzuch i szybkim ruchem wyrzucił go za ogrodzenie, krzycząc przy tym, że Jeż Kolczasty to kłótliwy nieudacznik.
- Po takim ciosie raczej długo nie wstanie - mówił z dumą Miodojad do jeżowego następcy - Rogatego Kozła.
Tu jednak Niedźwiedź bardzo się pomylił, bowiem teraz zemsty domagała się zraniona duma Jeża.
Och zemsto, zemsto cóżeś ty za pani! Niczym dobra wróżka przywracasz głowie rozum, ciału zdrowie i nikt prócz ciebie nie potrafi zmobilizować do pracy, choć by najcięższej.
Kozioł pomrukiwał z zadowoleniem, bo nawet w najśmielszych snach nie przypuszczał, że trafi na tak wspaniałe pole. Jego radość była nawet uzasadniona. Nie mógł przecież wiedzieć, że Miodojad upatrzył sobie wcześniej Nosorożca, ale ten związany z polem we własnym kraju musiał z propozycji Misia zrezygnować. Jednak co się odwlecze to nie uciecze, więc jak tylko Nosorożec
odzyskał swobodę pierwsze swe kroki skierował do niedźwiedziej gawry i Kozioł przestał się
cieszyć (poszedł w odstawkę).
Szary Nosorożec to potężne zwierzę, patrzy przed siebie i niczego się nie boi. Miś tak bardzo ufał Nosorożcowi, że zgodził się nawet na sprowadzenie jego zajęcy. Zdawało się nawet, że to rozsądne posunięcie, bowiem zwierzaki te pod wodzą Szarego biegały najszybciej na świecie.
Na zielone pole znów powróciła radość i o Jeżu Kolczastym wszyscy zapominali. Jeż był jednak w podłym nastroju. Najpierw grzecznie na zachowanie Misia poskarżył się sędziemu. Tam usłyszał, że zachowanie Niedźwiedzia nie naruszyło żadnego paragrafu.
- A więc to tak - pomyślał trochę rozgoryczony - ale ty też nie musisz naruszać prawa - odezwał się jakiś chochlik w jego głowie.
Jeż nieco poweselał, wrócił do norki i spokojnie obserwował biegające po polu zające. Nosorożec patrzy tylko przed siebie, więc interesowały go tylko wygrane biegi. Z tego powodu zające, choć zwyciężały w zawodach, to jednak po trawie poruszały się niezgrabnie, co zaczęło irytować siedzące po wokół pola szakale. Jeż nie mówiąc nic nikomu opuścił swoją norę. Przyczaił się w zielonej trawie. Wkrótce, niczego nie podejrzewając, przechadzał się przechadzał się tamtędy Niedźwiedź. Kolczasty chwilę poczekał. Jak tylko Miś znalazł się w zasięgu jego łapek, wskoczył w gęste futro, szybko zwinął się w kłębek i przetoczył przez misiowe futro (nie naruszając przy tym żadnego paragrafu - ostatecznie stać go na prawników). Niedźwiedź po krótkiej szamotaninie zwalił żgającą kulę ze swego grzbietu, ale wpadła ona na przechodzącego Nosorożca i na jego plecach urządziła sobie harce. Niedźwiedź nie zastanawiając się długo, uderzył Kolczastego łapą, powodując jego upadek na ziemię. Jeż dla bezpieczeństwa nastroszył kolce i spokojnie podreptał do swej norki, a na do widzenia obydwu zwierzakom pokazał język. Niedźwiedź za to z ranną łapą pobiegł do sędziego.
- Jeż ma kolce, więc ich używa - wyjaśnił podenerwowany sędzia, po wysłuchaniu skargi,
- ale to była bestialska napaść - upierał się Miś,
- wynocha - wrzasnął stróż prawa, sięgając po dubeltówkę - i niech mi się żaden z was tu więcej nie pokazuje - krzyknął za uciekającym Niedźwiedziem.
Jeż, przejeżdżając się po niedźwiedzim grzbiecie poczuł się dużo lepiej, więc czynność tę powtórzył kilkakrotnie. Tym razem Miś był bezradny. Pewną nadzieję obudziły w nim wizyty innych Niedźwiedzi, które różnymi sposobami próbowały zachęcić Kolczastego do pracy na swym polu. Jeż tylko przecząco kiwał łebkiem, a bardziej natrętnym pokazywał kolce.
Na misiowym polu za to robiło się coraz goręcej. Zające Nosorożca przegrywały bieg za biegiem, a ich ruchy były irytująco koślawe. Wielu szakali, za przykładem Jeża zaczęło kąsać Niedźwiedzia i Nosorożca. Ataki te na początku nieśmiałe po pewnym czasie przerodziły się w prawdziwą furię i Miś ścigany przez stado szakali musiał w pośpiechu opuścić zielone pole. Nosorożec patrzy tylko przed siebie, a wobec jego grubej skóry i krwiożercza watacha była bezradna, na polu jednak nie zamierzał dłużej pozostać, więc spokojnie poszedł za szefem.
Dzisiaj na zielonym polu rządzą inne misie, ale zające jak na razie nie dorównują swym kolegom z przed lat. Nic dziwnego, że szakale coraz częściej spoglądają w stronę norki z Jeżem, ale Kolczastemu bardzo spodobało się kłucie igłami i pewnie na zieloną trawę już nie powróci. Chociaż kto wie co mu jeszcze do głowy wpadnie?
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)