Rzeka pomarańczowego ognia

Qba

17 lipca 2005, 16:18

Brak komentarzy
Trochę historii

W roku 1988 roku, a więc w minionym wieku XX, po grze w FC Barcelonie 'El Flaco' powrócił do klubu na trochę innych zasadach - jako trener pierwszej drużyny. Dla Barcelony rozpoczęła się najlepsza era w historii.
'El Flaco', przydomek niezbyt znany młodym fanom F.C. Barcelony, jednak kibice, którzy znali dawną, pokrytą dziś kurzem historię, wiedzą, że ten przydomek należał do Johana Cruyff'a. "Najlepsza era", o której wspomniałem na początku rozpoczęła się w sezonie 1988/89, a zwieńczeniem trenerskiej kariery Cruyff'a było zdobycie w 1992 roku, na Wembley, Pucharu Europy. Cruyff odszedł w 1996, jednak pamięć o tych triumfach nadal pozostaje w pamięci fanów. (Jeżeli ktoś chciałby poznać lepiej historię ławki trenerskiej F.C.B. to zapraszam do działu Byli trenerzy)

Kolejna Era
Po odejściu 'El Flaco' na ławce trenerskiej zasiadł Bobby Robson. Jednak już wtedy wiadome było, że jego zastępcą miał być nieodwołalnie Holender Luis Van Gaal. Ten właśnie pan miał osiągnąć sukcesy z klubem. Rozpoczęła się kolejna już era. "Era Holenderskiej Barcelony", która trwa do dziś i jej skutki właśnie dziś są odczuwane najbardziej.

W sezonie 1997-98, kiedy to za sterami zasiadł Van Gaal właśnie na jego prośbę sprowadzono z Milanu bardzo młodziutkiego zawodnika, o ogromnym potencjale - Patricka Kluiverta (cena tego piłkarza wyniosła 12 milionów funtów). Zresztą również on poprosił prezydenta o sprowadzenie kilku swoich ziomków. Byli to Reizeger, Wiston Bogarde i Ruud Hesp. Nikt jednak nie przewidywał, że z drużyny hiszpańskiej, a nawet katalońskiej (bo właśnie wtedy przeważali w składzie właśnie tacy zawodnicy) Barcelona stanie się teamem typowo holenderskim.

Pomarańczowa lawina
Rok później pan Luis Van Gaal doszedł do wniosku, że w składzie jest za mało jego rodaków. Zapragnął dodać do zespołu paru Holendrów. I tak w 1998 sprowadzeni zostali następujący piłkarze: Phillip Cocu, Frank i Ronald De Boer'owie oraz 'Bolo' Zenden. Barcelona zaczęła jednak drogę po równi pochyłej - w dół. Coraz to gorsze wyniki sprawiły, że w roku 2001 ówczesny prezydent rozwiązał kontrakt z panem Van Gaalem. Sądzono, że to on był przyczyną niepowodzeń klubu. Miało być już tylko lepiej. Z drużyny odeszło paru reprezentantów "Oranaje", jednak zarząd Barcelony nie widział nic złego w sprowadzeniu na Nou Camp kolejnego 'pomarańczowego' - Marca Overmarsa. Pomimo, że z każdym rokiem drużynie idzie coraz gorzej, to oprócz trenerów (i niestety wyników) nic się nie zmienia.

Wielka rewolucja - Nowa Era i Stare błędy
W roku 2003 odbyły się wybory prezydenckie w Barcelonie. Wygała je grupa Joana Laporty. Zapowiadano szereg zmian, a w końcu obiecywano poprawę wyników. Z jednym 'ale'. Na ławce zasiadł kolejny Holender - Franklin Edmundo Rijkaard. Drużyna zamiast piąć się do góry ku szczytowi tabeli, powolutku schodzi na sam dół (tak na marginesie - Holandia to kraj położony w depresji - mała dygresja nie mająca sensu, choć można się doszukiwać podobieństwa - depresja = dół, dno, spadek etc.). Ponadto, w chwili powstawania tego felietonu, prowadzone są rozmowy z holenderskim defensywnym pomocnikiem - Edgarem Davidsem. Oprócz tego transferu, w licznych gazetach sportowych coraz częściej mówi się o wzrastającym zainteresowaniu Rafaelem Van der Vartem ze strony Barcelony. Nie mam zamiaru zaprzeczać talentowi tego piłkarza, ale powinniśmy się zastanowić - dokąd zmierza Barcelona.

To co kiedyś dawało sukcesy i zwycięstwa niekoniecznie dziś ma być kluczem do wielkości i chwały. Świat brnie naprzód, razem z nim piłka nożna. Czy pomimo tego, że w piłce holenderskiej panuje regres, a drużyna narodowa ma problemy z awansem do Mistrzostw Europy powinno się opierać drużynę właśnie na zawodnikach posiadających obywatelstwo właśnie tego kraju?
Dlaczego Joan Laporta nie poszuka wzmocnień w Lidze Hiszpańskiej? Od wielu lat przychodzą do Barcelony zawodnicy ze wszystkich stron Europy. Zanim się przyzwyczają do piłki hiszpańskiej mija połowa sezonu. Czy piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego są słabsi? Tego nie wiadomo, ale jedno jest pewne - znacznie lepiej czują się tutaj, na 'własnych' boiskach, niż piłkarze z innych zakątków Europy...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze