Polsko-katalońska antypatia
Od pewnego czasu obserwuję dziwne zjawisko, które coraz częściej ujawnia się w świecie piłki nożnej w Polsce. Nieważne, na które internetowe forum sportowe się wejdzie, jakich przypadkowych ludzi, wiedzących co nieco o piłce, ale nie na tyle by być wiernym fanem Barcy, spyta o nazwę ich ulubionego zagranicznego klubu i tego, którego nie lubią, odpowiedź na pierwsze pytanie zazwyczaj brzmi: Real Madryt lub FC Liverpool a na to drugie... FC Barcelona. Nie chcę przez to powiedzieć, że całe polskie społeczeństwo jest przeciwne katalońskiemu klubowi, bo są też osoby, które nie znoszą włoskiej czy angielskiej piłki, ale większość ludzi uważa grę Barcy za nudną, małowartościową, nieskuteczną, niezbyt widowiskową. Postanowiłam zastanowić się nad tym dziwnym losem wypadków.
Wszystko zaczęło się w 2001 roku, gdy Wisła Kraków wylosowała Barcę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Ludzie z optymizmem patrzyli na kataloński klub, który miał niestabilny sezon i jedynie cudowną bramką Rivaldo zapewnił sobie możliwość gry w eliminacjach tego prestiżowego turnieju. Polacy uważali, że Wisła jest w stanie pokonać FC Barcelonę w dwumeczu. Przywitaliśmy Barcę na stadionie Białej Gwiazdy. Cała Polska stała murem za Wiślakami. Po efektownym meczu, nie powiem, że on był nadzwyczaj piękny, ale obfitujący w gole, które są w piłce nożnej najważniejsze, wygrała Barcelona 3:4. Wtedy jeszcze kibice w Polsce nie uważali tego za katastrofę, bo przecież przegrać u siebie różnicą jednej bramki i przy tym strzelając dwie, takiemu klubowi, takiej potędze, tylu gwiazdom, to przecież żaden wstyd. Tym bardziej, że rewanż w Barcelonie byłby nienajgorszym rozwiązaniem, całkiem możliwym do zrealizowania planem. Ale Wisła po słabym meczu nie zdołała wygrać z równie nieskuteczną Barceloną, Polacy przegrali 1:0. W Kraju nastał dzień żałoby. Jak mogliśmy przegrać z tak wielkim, a zarazem przeciętnym w tym spotkaniu, zespołem? Takie pytania pojawiały się niejednokrotnie.
Jednak nikt nie tracił nadziei, bo reprezentacja udanie zaczęła mecze eliminacyjne do Mistrzostw Świata i każdy wierzył, że poziom polskiej piłki się wyraźnie podnosi. W tym samym czasie Jerzy Dudek � gwiazdor narodowej reprezentacji i najlepszy polski bramkarz, podpisał kontrakt z Liverpoolem. Wszyscy kibice stanęli murem za �The Reds�, bo nie dość, że klub wygrał Puchar UEFA, to jeszcze gra tam Jurek i jest on pierwszym goalkeeperem. Więc co innego mogliby polscy kibice myśleć, niż ubóstwiać Liverpool, bo dał możliwość, wzbudził ambicje i nadzieje innych polskich zawodników. Ja osobiście niezbyt przepadam za angielskim klubem, żeby tego nie nazwać antypatią, wole po prostu Arsenal Londyn czy Manchester United. Wszystko potoczyłoby się bez większego echa i szkody dla Barcy, ale niestety Blaugrana grała w jednej grupie z Liverpoolem. Najpierw cudowne zwycięstwo 1:3 na Anfield Road i szał niezadowolenia ogarnął fanów piłki nożnej w Polsce. Jak to możliwe, że najpierw eliminują Wisłę, a potem nasz ukochany Liverpool, a przy tym Jurek musi wpuścić aż trzy gole i to u siebie, przed kibicami The Reds?! Następnie przyszła pora na remis 1:1 na Camp Nou, ale Liverpool odpadł z Ligi Mistrzów i jako główny powód uważano nie złą grę obronną Anglików, tylko to, że Barca nie pozwoliła im grać dalej przez zwycięstwo na ich terenie. Kibice w Katalonii, jak i polscy fani klubu z Barcelony byli zachwyceni grą ulubieńców w Lidze Mistrzów, ostatecznie Blaugrana przegrała w półfinale z Realem Madryt, późniejszym tryumfatorem imprezy. Katalończycy zakończyli sezon na czwartym miejscu w lidze hiszpańskiej i znowu musieli walczyć w eliminacjach do elitarnej Ligi Mistrzów.
W czerwcu 2002 roku odbyły się Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii, na których Polska zaliczyła fatalny występ, a tym samym nieskuteczność reprezentacji zamknęła drogę wielu polskim piłkarzom do kariery na zachodzie, podobnej do Jerzego Dudka, Jacka Bąka czy Tomasza Hajty. W lipcu zaczęły się przygotowania jedynej polskiej drużyny mającej szansę na wystąpienie w Lidze Mistrzów sezonu 2002/2003. Pewne przejście pierwszej rundy eliminacji przez aktualnych mistrzów Polski rokowało ogromne nadzieje na przyszłość, mimo iż w pamięci mieliśmy nieudany Mundial Azjatycki. Kibice w Polsce czekali z napięciem na losowanie. Piękny wakacyjny dzień, wielu ludzi wylegiwało się na plaży lub spacerowało po górach z radiem przy sobie, bardziej zapaleni kibice śledzili całą procedurę w telewizji. Po południu wszyscy wydali z siebie głośne: �uff�... Dla jednych to westchnięcie oznaczało koniec świata, dla innych dźwięk zadowolenia. Legia została dolosowana do klubu...FC Barcelona! Ponownie zaczęły się spekulacje. Czy Legię stać na pokonanie tak nieskutecznej, ale zarazem naszpikowanej gwiazdami Barcelony? Dlaczego Legia miałaby tanio się sprzedać i dać gładko wygrać Katalończykom? Legia � mistrz Polski, Barcelona � czwarte miejsce. Czy na pewno liga hiszpańska jest aż tak wielka? Odpowiedź na te pytania poznaliśmy w sierpniu. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana wygrała po męczarniach, ale równie pięknym golu nowego nabytku Riquelme, 3:0. Fani już wiedzieli, że nie da się tej straty odrobić, ponieważ nowy szkoleniowiec Louis van Gaal, słynący z bardzo taktycznej gry, zapowiedział, iż będzie agresywnie ustawiał swój zespół. Cóż w tym wypadku mogła zrobić polska drużyna? Chyba jedynie cieszyć się, że Barcelonę opuścił genialny Brazylijczyk Rivaldo i mieć nadzieję na potyczkę gości. Wszystko potoczyło się jednak z planem Katalończyków i wygrali oni 0:1 na Łazienkowskiej. Polskich kibiców ogarnęła czarna rozpacz.
Ja osobiście bałam się losowania grup, ponieważ perspektywa zagrania w jednej tabelce z Liverpoolem była bardziej niż prawdopodobna. Tego kibice w Polsce chyba by nie przeżyli. Jednak i Anglicy i Katalończycy znaleźli się w innych grupach, a fani Blaugrany mogli być spokojni o nie pogłębienie się tej ogromnej już antypatii do klubu z Camp Nou w Polsce.Obecnie sytuacja i stosunki pomiędzy Polakami i katalońskim klubem zaczynają się poprawiać, ponieważ coraz więcej ludzi wypowiada się przychylnie o Barcelonie oraz życzy jej wyjścia z wielkiego kryzysu, w którym znalazła się, tym bardziej, że temat ten jest dosyć często poruszany w mediach i świecie piłki nożnej. I Barcelona i Liverpool, z Jerzym Dudkiem w składzie, przeżywają trudne czasy. Zastanawiam się jednak, czy te pozytywne zdania nie są wypowiadane z lekką ironią w głosie, którą niewątpliwie da się słyszeć po kolejnych plotkach prasy o przejściu polskiego bramkarza na Camp Nou? Jest również druga strona medalu. W pewnym sensie po Mundialu Polacy zaczęli wypowiadać się niezbyt poprawnie o Realu Madryt i Luisie Figo, a to właśnie ten Portugalczyk najbardziej ucierpiał podczas meczu w katalońskiej twierdzy, i możliwe, że polscy kibice podziękowali katalońskim za �przysługę�, tzn. niekulturalne zachowanie się względem jednego z �ojców zwycięstwa� Portugalczyków nad Polakami w Korei.
Wszystkie drogi, proste lub bardziej zawikłane, sprowadzają się do tego samego, ale osobiście nie wiem, która z nich jest właściwa i nie rozumiem tego absurdalnego zachowania polskich kibiców względem katalońskiego klubu. Główny problem tej sprawy leży w kulturze fanów futbolu, która w Polsce stoi na fatalnym poziomie. Nie umieją się godzić z porażkami a co najgorsze, nie patrzą obiektywnie i nie widzą błędów popełnianych przez ich ulubieńców. Zwracają jedynie uwagę na to, kto pogrążył ich pupilków i �jakby tu mu wleźć za skórę�. Takie są realia polskiej piłki, a czasy, w których spokojnie będziemy mogli pójść na mecze nie nastąpią chyba zbyt szybko. Musimy zrozumieć, że piłka nożna to jest tylko sport, a wygrywa w nim lepszy, nie zawsze nasz faworyt...
Wszystko zaczęło się w 2001 roku, gdy Wisła Kraków wylosowała Barcę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Ludzie z optymizmem patrzyli na kataloński klub, który miał niestabilny sezon i jedynie cudowną bramką Rivaldo zapewnił sobie możliwość gry w eliminacjach tego prestiżowego turnieju. Polacy uważali, że Wisła jest w stanie pokonać FC Barcelonę w dwumeczu. Przywitaliśmy Barcę na stadionie Białej Gwiazdy. Cała Polska stała murem za Wiślakami. Po efektownym meczu, nie powiem, że on był nadzwyczaj piękny, ale obfitujący w gole, które są w piłce nożnej najważniejsze, wygrała Barcelona 3:4. Wtedy jeszcze kibice w Polsce nie uważali tego za katastrofę, bo przecież przegrać u siebie różnicą jednej bramki i przy tym strzelając dwie, takiemu klubowi, takiej potędze, tylu gwiazdom, to przecież żaden wstyd. Tym bardziej, że rewanż w Barcelonie byłby nienajgorszym rozwiązaniem, całkiem możliwym do zrealizowania planem. Ale Wisła po słabym meczu nie zdołała wygrać z równie nieskuteczną Barceloną, Polacy przegrali 1:0. W Kraju nastał dzień żałoby. Jak mogliśmy przegrać z tak wielkim, a zarazem przeciętnym w tym spotkaniu, zespołem? Takie pytania pojawiały się niejednokrotnie.
Jednak nikt nie tracił nadziei, bo reprezentacja udanie zaczęła mecze eliminacyjne do Mistrzostw Świata i każdy wierzył, że poziom polskiej piłki się wyraźnie podnosi. W tym samym czasie Jerzy Dudek � gwiazdor narodowej reprezentacji i najlepszy polski bramkarz, podpisał kontrakt z Liverpoolem. Wszyscy kibice stanęli murem za �The Reds�, bo nie dość, że klub wygrał Puchar UEFA, to jeszcze gra tam Jurek i jest on pierwszym goalkeeperem. Więc co innego mogliby polscy kibice myśleć, niż ubóstwiać Liverpool, bo dał możliwość, wzbudził ambicje i nadzieje innych polskich zawodników. Ja osobiście niezbyt przepadam za angielskim klubem, żeby tego nie nazwać antypatią, wole po prostu Arsenal Londyn czy Manchester United. Wszystko potoczyłoby się bez większego echa i szkody dla Barcy, ale niestety Blaugrana grała w jednej grupie z Liverpoolem. Najpierw cudowne zwycięstwo 1:3 na Anfield Road i szał niezadowolenia ogarnął fanów piłki nożnej w Polsce. Jak to możliwe, że najpierw eliminują Wisłę, a potem nasz ukochany Liverpool, a przy tym Jurek musi wpuścić aż trzy gole i to u siebie, przed kibicami The Reds?! Następnie przyszła pora na remis 1:1 na Camp Nou, ale Liverpool odpadł z Ligi Mistrzów i jako główny powód uważano nie złą grę obronną Anglików, tylko to, że Barca nie pozwoliła im grać dalej przez zwycięstwo na ich terenie. Kibice w Katalonii, jak i polscy fani klubu z Barcelony byli zachwyceni grą ulubieńców w Lidze Mistrzów, ostatecznie Blaugrana przegrała w półfinale z Realem Madryt, późniejszym tryumfatorem imprezy. Katalończycy zakończyli sezon na czwartym miejscu w lidze hiszpańskiej i znowu musieli walczyć w eliminacjach do elitarnej Ligi Mistrzów.
W czerwcu 2002 roku odbyły się Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii, na których Polska zaliczyła fatalny występ, a tym samym nieskuteczność reprezentacji zamknęła drogę wielu polskim piłkarzom do kariery na zachodzie, podobnej do Jerzego Dudka, Jacka Bąka czy Tomasza Hajty. W lipcu zaczęły się przygotowania jedynej polskiej drużyny mającej szansę na wystąpienie w Lidze Mistrzów sezonu 2002/2003. Pewne przejście pierwszej rundy eliminacji przez aktualnych mistrzów Polski rokowało ogromne nadzieje na przyszłość, mimo iż w pamięci mieliśmy nieudany Mundial Azjatycki. Kibice w Polsce czekali z napięciem na losowanie. Piękny wakacyjny dzień, wielu ludzi wylegiwało się na plaży lub spacerowało po górach z radiem przy sobie, bardziej zapaleni kibice śledzili całą procedurę w telewizji. Po południu wszyscy wydali z siebie głośne: �uff�... Dla jednych to westchnięcie oznaczało koniec świata, dla innych dźwięk zadowolenia. Legia została dolosowana do klubu...FC Barcelona! Ponownie zaczęły się spekulacje. Czy Legię stać na pokonanie tak nieskutecznej, ale zarazem naszpikowanej gwiazdami Barcelony? Dlaczego Legia miałaby tanio się sprzedać i dać gładko wygrać Katalończykom? Legia � mistrz Polski, Barcelona � czwarte miejsce. Czy na pewno liga hiszpańska jest aż tak wielka? Odpowiedź na te pytania poznaliśmy w sierpniu. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana wygrała po męczarniach, ale równie pięknym golu nowego nabytku Riquelme, 3:0. Fani już wiedzieli, że nie da się tej straty odrobić, ponieważ nowy szkoleniowiec Louis van Gaal, słynący z bardzo taktycznej gry, zapowiedział, iż będzie agresywnie ustawiał swój zespół. Cóż w tym wypadku mogła zrobić polska drużyna? Chyba jedynie cieszyć się, że Barcelonę opuścił genialny Brazylijczyk Rivaldo i mieć nadzieję na potyczkę gości. Wszystko potoczyło się jednak z planem Katalończyków i wygrali oni 0:1 na Łazienkowskiej. Polskich kibiców ogarnęła czarna rozpacz.
Ja osobiście bałam się losowania grup, ponieważ perspektywa zagrania w jednej tabelce z Liverpoolem była bardziej niż prawdopodobna. Tego kibice w Polsce chyba by nie przeżyli. Jednak i Anglicy i Katalończycy znaleźli się w innych grupach, a fani Blaugrany mogli być spokojni o nie pogłębienie się tej ogromnej już antypatii do klubu z Camp Nou w Polsce.Obecnie sytuacja i stosunki pomiędzy Polakami i katalońskim klubem zaczynają się poprawiać, ponieważ coraz więcej ludzi wypowiada się przychylnie o Barcelonie oraz życzy jej wyjścia z wielkiego kryzysu, w którym znalazła się, tym bardziej, że temat ten jest dosyć często poruszany w mediach i świecie piłki nożnej. I Barcelona i Liverpool, z Jerzym Dudkiem w składzie, przeżywają trudne czasy. Zastanawiam się jednak, czy te pozytywne zdania nie są wypowiadane z lekką ironią w głosie, którą niewątpliwie da się słyszeć po kolejnych plotkach prasy o przejściu polskiego bramkarza na Camp Nou? Jest również druga strona medalu. W pewnym sensie po Mundialu Polacy zaczęli wypowiadać się niezbyt poprawnie o Realu Madryt i Luisie Figo, a to właśnie ten Portugalczyk najbardziej ucierpiał podczas meczu w katalońskiej twierdzy, i możliwe, że polscy kibice podziękowali katalońskim za �przysługę�, tzn. niekulturalne zachowanie się względem jednego z �ojców zwycięstwa� Portugalczyków nad Polakami w Korei.
Wszystkie drogi, proste lub bardziej zawikłane, sprowadzają się do tego samego, ale osobiście nie wiem, która z nich jest właściwa i nie rozumiem tego absurdalnego zachowania polskich kibiców względem katalońskiego klubu. Główny problem tej sprawy leży w kulturze fanów futbolu, która w Polsce stoi na fatalnym poziomie. Nie umieją się godzić z porażkami a co najgorsze, nie patrzą obiektywnie i nie widzą błędów popełnianych przez ich ulubieńców. Zwracają jedynie uwagę na to, kto pogrążył ich pupilków i �jakby tu mu wleźć za skórę�. Takie są realia polskiej piłki, a czasy, w których spokojnie będziemy mogli pójść na mecze nie nastąpią chyba zbyt szybko. Musimy zrozumieć, że piłka nożna to jest tylko sport, a wygrywa w nim lepszy, nie zawsze nasz faworyt...
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)