Zgodnie z doniesieniami Mundo Deportivo oraz katalońskiego Sportu, FC Barcelona nie odwoła się od kary jednego meczu zawieszenia dla Tito Vilanovy. Jest to efekt zajścia pomiędzy drugim trenerem Barçy a José Mourinho po rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii.
Barcelona zachowuje się zatem niezwykle elegancko, zostawiając tę sprawę bez ciągu dalszego. Klub nie zgłasza apelacji do Sądu Rozgrywek, ponieważ byłoby to niezbyt logiczne, szczególnie w przypadku, gdy kara to zaledwie jedno spotkanie i dotyczy nie pierwszego, a drugiego trenera drużyny.
Jeśli chodzi o przypadek José Mourinho, Barça nie może zrobić oczywiście absolutnie nic. Chociaż klub jest oburzony taką decyzją Sądu Rozgrywek, nie zamierza wydawać w tej sprawie żadnych oświadczeń publicznych. Jest to swego rodzaju precedens, który sprawia, że Real Madryt traktowany jest według zupełnie innych standardów niż reszta klubów. Trzeba jednak przyznać, że decyzja Barcelony może wywoływać dyskusje, biorąc pod uwagę powagę zaistniałej sytuacji. Klub wychodzi z założenia, że wcale nie musi zabierać głosu, bo kwestię wysokości nałożonej na Mourinho przez Sąd Rozgrywek kary oceni piłkarski świat.
Należy podkreślić, że również w sierpniu i wrześniu Barcelona nie odpowiedziała w bardzo ostry sposób. Włodarze klubu z Camp Nou nie przedstawiali żadnych pretensji lub roszczeń w stosunku do Realu bądź samego Mourinho, który zachował się wręcz nieprawdopodobnie.
Dzisiejszej decyzji klubu nie skomentowali ani piłkarze, ani trener. Informacja zastała zawodników na zgrupowaniach reprezentacji, więc nie mają czasu na wypowiedzi, skupiając się na treningach w kadrze. Pep Guardiola natomiast weźmie udział w konferencji prasowej dopiero 14 października, dzień przed meczem z Racingiem Santander. Do tego czasu sprawa z pewnością przycichnie i nie będzie wokół niej tyle zamieszania.
Źródło: Mundo Deportivo/Sport
Komentarze (13)