Strzał z rzutu karnego i dwa gole zdobyte z akcji, pełne klasy i będące pokazem finezji. Leo Messi strzelił w sobotę hat-tricka, którym zamknął usta krytykom.
Messi przed meczem z Mallorcą znajdował się pod presją. Brak goli w ostatnich meczach i mniejszy wpływ na grę jego drużyny wywołały ogromną debatę, czy aby przypadkiem gwiazdę Barcelony nie dopadł kryzys. Ostatnio drużyna Guardioli nie grała porywająco, więc przed spotkaniem z Mallorcą wśród kibiców pojawiła się nerwowość. Wszyscy byli ciekawi jak zaprezentuje się zespół z Katalonii, a przede wszystkim jaki spektakl pokaże Leo Messi. Wszystkie wątpliwości zostały rozwiane w ciągu 30 minut gry, a żeby być bardziej szczegółowym, dokładnie w ciągu 29 minut i kilku sekund.
Wszystkie oczy skupione były głównie na jednym aktorze widowiska, a przecież na boisku grało ich dwudziestu dwóch. Wniosek - olbrzymia presja spoczywała na niewielkim Argentyńczyku, wszyscy oczekiwali, że zamknie usta krytykom, weźmie na barki grę Barcelony i poprowadzi ją do zwycięstwa. I jak sprawy się potoczyły? Czy to jest kryzys?
O żadnym kryzysie nie mogło być mowy. Wspierany w niesamowity sposób przez kibiców, gdy każde jego dotknięcie piłki kończyło się gromkimi brawami, niesiony dopingiem Leo po raz kolejny udowodnił, że miano najlepszego piłkarza świata nie zostało mu przypisane przypadkowo. Największa gwiazda Barcelony podołała zadaniu i błyszczała jak podczas najlepszych meczów. Znowu Leo nie zawiódł. Skutecznie, systematycznie i we wspaniały sposób znokautował rywala, zadając mu trzy szybkie ciosy rodem z bokserskiego ringu. Dobicie rywala pozostawił kolegom ciągle czuwając nad składną i przyjemną dla oka grą drużyny. Co więcej, jego wczorajszy hat-trick został zdobyty w niecałe pół godziny. To jego najlepszy wynik w karierze. Te bramki pozwoliły mu powrócić na pierwsze miejsce w tabeli najlepszych strzelców z 13 trafieniami na koncie. To niesamowity wynik. Dwóch graczy z Madrytu, Higuain i Cristiano Ronaldo, znajduje się za Messim, mając na koncie po 10 bramek.
Leo przyzwyczaił nas wszystkich, że potrafi zaskakiwać, każdego bez wyjątku. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że niektóre rzeczy są niemożliwe do wykonania, on i tak ich dokonuje we wspaniałym stylu. Przypomnijmy, że ma dopiero 24 lata. Jest to młody zawodnik, a mimo wszystko nerwy ma ze stali, jak weteran futbolu. Zademonstrował to w sobotę, bo przecież niedawno nie strzelił ważnego karnego, do tego doszły wątpliwości co do tego, czy pilkarz nie przechodzi kryzysu. Wszystkie te aspekty na pewno krążyły w jego głowie i wydawałoby się, że podejść do wykonania jedenastki i wkorzystać ją będzie mu bardzo trudno. Messi jednak nie zawiódł, zrobił to, co do niego należało, wykonał karnego ze stoickim spokojem, pewnie, nie dając szans bramkarzowi Mallorki. Ten gol dał mu zastrzyk energii, wiary we własne umiejętności, co udowodnił w oszałamiający sposób później kompletując klasycznego hat-tricka w niespełna 30 minut. Strzelił te gole z łatwością, lekkością i pewnością siebie. Czasem, gdy patrzę na grę Leo Messiego mam wrażenie, że piłka nożna to dziecinna igraszka.
Udowodnił to przy trzeciej bramce strzelonej. Doskonała piłka dograna przez Alvesa, pełna finezji, ale mimo wszystko bardzo trudna do wykończenia. Efekt? Messi ze stoickim spokojem, pewnym dotknięciem piłki lewą stopą, pakuje futbolówkę do bramki obok bezradnego Dudu Auote. Tym meczem Argentyńczyk zamknął usta krytykom, przynajmniej na jakiś czas. Z nutką finezji, sztuki i skutecznością godną mistrza, "oczyścił" siebie z zarzutów, a swojemu zespołowi dał kolejne punkty. Po meczu przyznał: "Zawsze byłem spokojny i przekonany, że prędzej czy później gole przyjdą".
Komentarze (59)