Oceny za mecz z Realem Madryt

Blazeq

14 grudnia 2011, 20:31

116 komentarzy

Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy. Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi  5.5". Tylko naprawdę rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.

Oceniający: Challenger, Ściah, Szumi, Blazeq.


Valdés – 3 –
„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Victor najwyraźniej przed meczem bardzo wziął sobie do serca tę radę Alfreda Hitchcocka i postarał się, aby znalazła ona zastosowanie również do widowiska piłkarskiego. Jego niezrozumiałe, niecelne podanie z pierwszej minuty meczu zapoczątkowało akcję Realu, która na nieszczęście gości i przy współudziale Sergio i Piqué zakończyła się bramką. To musiało przywołać wspomnienia – jedne dotyczyły tego, jak drużyny Mourinho potrafią bronić nawet najskromniejszego prowadzenia, drugie natomiast pamiętnych wpadek golkipera Barcelony sprzed kilku dobrych lat. Gdyby Cristiano Ronaldo nie zaprzepaścił szansy na podwyższenie jakże szybko uzyskanego prowadzenia, prawdopodobnie dziś nikt nie mówiłby o powrocie Dumy Katalonii do gry, ale raczej o początku panowania Realu Madryt w Hiszpanii. Trzeba oczywiście przypomnieć, że popisał się później znakomitą interwencją po strzale Kaki i zanotował kilka mniej widowiskowych obron, ale mogą być to jedynie powody, dla których nie zniżamy oceny jeszcze bardziej. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że niemal przegrany z wyłącznej winy bramkarza mecz, wygrało dziesięciu jego kolegów z pola. Przykra prawda, która powinna tylko przypominać, że każdy może mieć słabszy dzień, a waga meczu niestety przed tą prawidłowością nie chroni.

Alves – 7 –
Do bramki Alexisa zajmował tradycyjną dla siebie pozycję prawego obrońcy, jednak później został przesunięty przez Guardiolę dużo wyżej z zadaniem większej aktywności w ofensywie i stwarzania kolegom sytuacji poprzez dogrania z prawego skrzydła. Z tego zadania wywiązał się znakomicie, notując trzy kluczowe podania oraz świetną asystę przy golu Fàbregasa. Nie był to jednak wybitny występ Brazylijczyka, który zanotował aż 12 strat. Dani kontynuuje swoją przeciętną formę, co najlepiej widać na przykładzie niedokładnych podań i zbytniej nerwowości w grze. Z drugiej strony rola gracza zadaniowego nie jest łatwa, a w tym meczu nasz zawodnik sobie z tą odpowiedzialnością poradził całkiem dobrze.

Puyol – 9 –
Bohater kolejnych Wielkich Derbów. Obrona była najgorszą formacją Barcelony w tym meczu i Puyol był jej jedyną ostoją. Aż 11 przechwytów, z czego znaczna część na „ulubionym” rywalu Culés musi robić ogromne wrażenie. I robi. Tylko dwukrotnie stracił piłkę. Na większą aktywność w ofensywie nie starczyło mu czasu, bo zabezpieczając tyły nie raz musiał wybierać emigrację w strefę Alvesa, ubezpieczać Abidala lub naprawiać wyjątkowo liczne tego dnia błędy Piqué. Ewidentnie dbał o spokój Valdésa tego wieczoru. Gdyby nie część odpowiedzialności pośrednio (!) spływającej na Puyola za sytuację z pierwszej minuty, z radością nagrodzilibyśmy go „dyszką”. Może następnym razem będzie nam dane tak wywyższyć kapitana, który mimo swojego wieku i wyraźnie gorszej już kondycji, ponownie był duszą zespołu w najważniejszym z możliwych meczów piłkarskich.

Piqué – 4 –
Musiał zagrać, choćby ze względu na swój wzrost, ale do pierwszej bramki Barcelony był najsłabszym ogniwem obrony. Niby trudno było od niego wymagać powstrzymania nieuchronnego gola po wpadce Valdésa, ale spóźnienie Gerarda mocno skomplikowało sytuację, która była jeszcze do uratowania. Gol Alexisa chyba zdjął z młodszego partnera Puyola presję, która tym razem bez dwóch zdań towarzyszyła mu na Bernabéu od pierwszego gwizdka sędziego – może to brak ogrania, może nerwy wynikające z „rekonwalescencji” właśnie na tym stadionie, ale Piqué miał co najmniej cztery złe interwencje w pierwszej połowie, po których rywale mogli i powinni zdobyć bramkę. Łączna liczba ledwie czterech strat jest tu statystycznie wybitnie myląca, gdyż nie uwzględnia potknięć przed rywalem, koślawego przyjęcia czy gubionego krycia. Po przerwie, a tym bardziej po szczęśliwym golu Xaviego (lub nieszczęśliwym rykoszecie Marcelo), gra Gerarda wyglądała już znacznie lepiej i to w drugich 45 minutach uzbierał większość ze swoich 10 przechwytów. Ocena nie jest jednak przypadkowa, bo większa skuteczność Blancos kazałaby nam oceniać występ Piqué w znacznie smutniejszych nastrojach. Do wiosny powinien nabrać zgrania i większej pewności w grze.

Abidal – 7 –
Bardzo mało angażował się w grę ofensywną, skupiając się przez większą część gry na asekuracji Busquetsa i Piqué - z tej roli wywiązał się znakomicie. Wiele wyjaśniających główek i przeciętych podań to bardzo pozytywna strona jego występu. Nie można jednak zapominać o tym, że momentami nie wiedział co zrobić z piłką, posyłając długie podania, które lądowały na aucie bądź na głowach rywali, powodując straty (łącznie zanotował ich osiem). Może nie był to nadzwyczaj dobry mecz w wykonaniu Francuza, ale w najbardziej delikatnym momencie meczu, kiedy kilkukrotnie trwogę wśród Culés wzbudzał Valdés, a pracę obrony jeszcze dodatkowo utrudniał nieporadny Piqué, to właśnie on wraz z Puyolem – nie bójmy się wielkich słów – uratował mecz. Później, kiedy już goście się przeorganizowali i złapali odpowiedni rytm, wszystko stało się zdecydowanie łatwiejsze.

Busquets – 7 –
Wyśmienicie spełnił swoją rolę dystrybutora piłek spod bramki Valdésa do pomocników ofensywnych i napastników. Udanie utrzymywał się przy piłce i nie zanotował żadnego ryzykownego zagrania. Gorzej szło mu przez pierwsze pół godziny meczu upilnowanie atakujących każdy skrawek boiska graczy Realu. Busquetsowi brakowało w tym solidności i skuteczności, nie raz Di María, Coentrão lub Marcelo zostawiali go w tylnym lusterku. Młody Katalończyk otrzepał się jednak ze wszelkich faux pas po tym, jak gol Alexisa „wrócił” Barcelonę do meczu. Do ostatniego gwizdka sędziego Sergio zabezpieczał połowę Barçy już znacznie lepiej, notując łącznie aż 11 odbiorów i tylko dwa razy tracąc piłkę. Cieszy brak prowokacji rywala, może tylko przy jednym z trzech odgwizdanych na nim przewinień zbyt szybko wylądował na murawie. Progres wyrażający się dosadnymi zerami w statystykach fauli i kartek również daje powody do zadowolenia. Sergio już dawno dojrzał do gry z rywalami klasy światowej, ale w sobotę udowodnił, że nawet w tej najważniejszej i najbardziej emocjonującej w przypadku Barcelony rywalizacji, jest w stanie utrzymać nerwy na wodzy.

Xavi – 8 –
Z uwagi na większą ruchliwość w środku pola graczy Realu spowodowaną kapitalną grą Lassany Diarry nie mógł pozwolić sobie na zagrywanie tak charakterystycznych dla siebie prostopadłych podań. Ograniczył się zatem do rozgrywania piłki w obrębie kilkudziesięciu metrów ze wskazaniem na dogrania do często niekrytego Alvesa oraz świetnie dysponowanego Iniesty. Efekty jego gry widać było na tablicy z wynikami. Lider liczby podań wśród wszystkich zawodników (105) w 53. minucie zdecydował się na strzał z dystansu, który przy wydatnej pomocy Marcelo okazał się golem. Trzeba także zaznaczyć, że Xavi pokazywał swoją klasę także wtedy, kiedy to Real operował piłką. Jego presja dała efekt w postaci sześciu odbiorów i wielu spowolnień akcji gospodarzy, dzięki którym obrońcy mogli się lepiej zorganizować. Królewscy nie dali sobie rady z Creusem, a jeśli tego zawodnika dopuszcza się do względnie swobodnego operowania piłką, to można już tylko liczyć kolejne tracone bramki.

Iniesta – 9 –
Andrés okazał się jednym z decydujących graczy tego spotkania, napędzając w drugiej połowie niemal każdą groźną akcję Barcelony i racząc nas prawdziwymi technicznymi majstersztykami, jak chociażby przerzucenie Kheridy czy Coentrão. Zarzucić mu można tylko brak dokładnego kończącego podania, przez co jego wybitne ofensywne wejścia kończyły się rzutami rożnymi bądź łapaniem piłki przez Casillasa. Cóż to jednak za zarzut, skoro filigranowy pomocnik momentami w pojedynkę robił z obrony Realu ser szwajcarski. Kiedy natomiast rywal naciskał, Iniesta potrafił w sposób tyleż efektowny, co efektywny po prostu wyjść spod pressingu i rozpocząć akcję ofensywną. W najważniejszych spotkaniach Andrés nie zawodzi.

Fábregas  – 7 –
Nie był to wielki mecz byłego kapitana Arsenalu – aż 10 strat, brak spektakularnych podań i tylko jeden odbiór. Najważniejsze jednak, że ujawniła się kolejna wspólna cecha Cesca z Messim – przez cały mecz może go „nie być”, aż tu nagle nie wiadomo skąd zdobywa bramkę kluczową dla losów meczu. Trzepoczące w siatce „główki” barcelońskich „niziołków” w strategicznych momentach historii najnowszej Klubu stają się już znakiem firmowym ekipy Guardioli. Ktoś kiedyś wspominał, że takiej bramki jak Cristiano Ronaldo w finale Pucharu Króla, Barcelona Pepa nigdy nie potrafiłaby strzelić Realowi – nie ma się co przejmować, pewnie nie był to nikt poważny. Dość powiedzieć, że Fábregas błyskawicznie spłaca klubowi wydane na niego miliony.

Messi – 8 –
Messi podtrzymuje swoją równą i wysoką formę, asystując przy pierwszej bramce po kapitalnym rajdzie i zaliczając kluczowe podanie do Alvesa przy golu Cesca. La Pulga pojawiała się w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie w praktyce przechylając szalę zwycięstwa na korzyść Barcelony. Nie był to jednak wybitny występ Argentyńczyka. Trwożyć może liczba 16 strat popełnionych przez Leo oraz bardzo przeciętne radzenie sobie z parą defensywnych pomocników Realu: Lass – Alonso w przekroju całego spotkania. Najważniejsze jednak, że mimo wielu niepowodzeń, Messi wytrwale szukał luki i kiedy ją w końcu znalazł, od razu swoim podaniem otwierającym do Alexisa odwrócił losy meczu – to charakteryzuje liderów – w najtrudniejszych momentach, bez względu na formę i organizację gry swojego zespołu, genialnym zagraniem przywracają nadzieję.

Alexis Sánchez – 8 –
Znów harował jak wół roboczy na całej długości i szerokości boiska, ale tym razem przy znacznie większym zaufaniu kolegów i skuteczności w ofensywie. Przy bramce na 1:1 zachował się lepiej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. W pełnym biegu nie wykonał żadnego zbędnego ruchu, wykonał zaś całe mnóstwo niezbędnych dla zaskoczenia przeciwnika. Po powrocie ze szpitala, Chilijczyk z każdym meczem gra coraz lepiej, częściej rozumie się z partnerami, rozsądniej prowadzi akcje, skuteczniej drybluje i celniej strzela. Żadne zaskoczenie, z czasem tak miało być. Po to został sprowadzony. Radujmy się wraz z całym barcelonismo, że udowodnił to między innymi właśnie na Bernabéu!

Rezerwowi:

Keita – 6 –
Celem wprowadzenia Malijczyka było uzyskanie większego spokoju w środku pola i wniesienie siły fizycznej oraz wzrostu przy ewentualnych stałych fragmentach gry. Seydou poprawnie wywiązał się z tych ról, dodatkowo bardzo dobrze uczestnicząc w rozgrywaniu piłki z Xavim i resztą drużyny.

Villa i Pedro – bez oceny –
Pobiegali na Bernabéu odpowiednio 11 i 5 minut, nie wnosząc nic ciekawego do gry zespołu – ot zmiany na zyskanie czasu. Trudno w takim wypadku o jakąkolwiek ocenę.

 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (116)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze