Oceny za mecz z Santosem

Challenger

21 grudnia 2011, 15:42

86 komentarzy

Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Villa 7, a Pedro  5.5". Tylko naprawdę rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.

Oceniający: Ściah, challenger, Szumi, Blazeq

Valdés – 7 – Zachowanie koncentracji było kluczowym elementem w dobrej grze Victora. Drużyna przez większą część spotkania troskliwie dbała o naszego portero grając futbol totalny, co nie pozwalało graczom Santosu rozwinąć skrzydeł w bezpośredniej okolicy pola karnego Valdésa. Bramkarz Barçy nie był jednak tym razem zupełnie bezrobotny. W rzadkich momentach słabości obrony, Valdés miał okazję pokazać swoje nieprzeciętne umiejętnośc. Stanął na wysokości zadania, broniąc doskonałą okazję 1 na 1 Borgesa, a także strzał Neymara - czym w pełni zrehabilitował się za przejawy słabszej formy w ostatnich spotkaniach. Pewny punkt zespołu.

Alves – 10 – Przed pierwszym gwizdkiem można było przypuszczać, że Dani funkcjonować będzie na zwyczajowej dla siebie pozycji prawego obrońcy, jednak tuż po rozpoczęciu spotkania rozpoczął swój show wszędobylskości. Pełnił w tym meczu rolę obrońcy, skrzydłowego, napastnika, nie brakowało go także w pomocy. Kursował na całej długości i szerokości boiska, zdawał się być wszędzie i najlepszym efektem tego są dwie doskonałe asysty. Szkoda, że nie decydował się częściej na strzały, bo miał okazje na własną bramkę. Co ważne, nie zaniedbywał swych obowiązków w obronie – co czasem mu się zdarza, gdy zbytnio „podpali się” na grę głównie na połowie rywala... Uparł się chyba, żeby pognębić młodszego kolegę z kadry. Kilkakrotnie wracał z ambicją za Neymarem i po prostu podkradał mu piłkę, kiedy tylko miał okazję – szczególnie efektownie w 15. minucie.

Puyol – 8 – Ponownie ostoja defensywy. Kapitan w całości poświęcił się dziś grze obronnej, a efekty jego postawy były widoczne w niemal każdej akcji Santosu. Kilkoma interwencjami uchronił od kłopotów Valdésa i przez cały mecz krył blisko rywali, nie pozwalając im zbytnio zadomowić się na połowie Barçy. Dobrze czytał grę i skutecznie asekurował niepewnego w tym meczu Piqué. Osiem razy skutecznie odbierał piłki, po czym momentalnie oddawał je do dyspozycji kreatywniejszych kolegów. Pomniejsze wpadki bez konsekwencji, choć jedną z nich (gdy Neymar zrobił z Puyi'ego „wiatrak” na prawym skrzydle) Brazylijczycy powinni zamienić na bramkę – należy jednak pamiętać, że była to jedna z wielu sytuacji, gdy Puyol dublował pozycję kolegi, a przy kumulacji takich sytuacji jak w meczu z Santosem (Piqué, rzadziej: mocno angażujący się w ataku Alves) nawet na błędy takiego kalibru należy spoglądać rozsądnie. Ocena wysoka, lecz występ bezbłędny uczyniłby ją jeszcze wyższą.

Piqué – 3 – „Śpiąca królewna” barcelońskiej obrony kilka razy narkoleptycznie zachowała się na boisku, popełniając błędy w rażąco banalnych sytuacjach. Najprostsze elementy futbolowego rzemiosła tym razem sprawiały Piqué kolosalną trudność, przez co młody obrońca wyglądał na tle koncertowo grających kolegów niczym śmiałek wybierający się na konwent miłośników Warhammera w przebraniu Harry’ego Pottera. Piqué wciąż nie wygląda na ogranego, tkwi wciąż na etapie odnajdywania formy, co przychodzi mu zresztą – jak pokazały to już niedawne GD – dosyć powoli. Widać było to także w finale KMŚ, gdy był najsłabszym trybikiem barcelońskiej machiny obronnej. Wyjątkowo kiepsko wyprowadzał piłkę, notując przy tym więcej strat niż przechwytów. Kilka interwencji, m.in. po stałych fragmentach gry, nie zmienia faktu, że piłki gubił zdecydowanie za często, dokładność podań zostawił chyba w hotelu, krył przeważnie „na radar” i za rywalami spóźniał się notorycznie. Pozostawało wtedy albo wyciągać lornetkę, albo faulować. Geri częściej wybierał drugą z opcji i nic dziwnego, że skończył występ z żółtą kartką na koncie - a trzeba przecież dodać dwa sprezentowane w pierwszej połowie Santosowi rzuty wolne (faule na Borgesie i Neymarze), w niebezpiecznie bliskiej odległości od linii pola karnego Valdésa. Na szczęście Brazylijczycy byli łaskawi nie skorzystać... W końcu, gdy Piqué spektakularnie potknął sie o piłkę, otrzymał od Guardioli zasłużony odpoczynek. Ufff!

Abidal – 8 – Wystawienie pewniejszego w obronie Francuza (a nie Adriano) było słusznym ruchem Guardioli – Abi się nie nudził i stanowił w tym meczu bardzo pewny punkt formacji obronnej Dumy Katalonii. Sumiennie wykonywał swą pracę w defensywie i stronił od zbędnego ryzyka. Na palcach jednej ręki można policzyć jego wyjścia do przodu, ale z racji mnogości graczy Barçy w drugiej linii, nie było popytu na zbytnią aktywność Abidala na połowie Santosu. Natomiast do spółki z Puyolem Abi robił wiele, by asekurować ospałego Piqué. Prócz kilku skutecznych interwencji w strefie Gerarda, bardzo dobrze spisywał się przy wyprowadzaniu piłki, zachowując dużo więcej zimnej krwi niż w spotkaniu z Realem. Co warte podkreślenia, w kilku akcjach zniechęcił do popisów na swojej stronie Neymara, a Borges - jeden z lepszych napastników brazylijskiej ligi - na tle Abidala po prostu nie istniał.

Busquets – 9 – Znakomicie wywiązał się ze swoich obowiązków. Zawsze pojawiał się tam, gdzie powstawało zagrożenie. Można chyba stwierdzić, że nie zanotował żadnego niepotrzebnego ruchu. Tylko jedna niegroźna strata i aż czternaście przechwytów mówią same za siebie. Gracze Santosu nie byli w stanie dokładnie rozgrywać piłki w zagęszczonym, grającym agresywnym pressingiem środku pola Barçy, a próby wielu krótkich i długich zagrań kapitalnie „czytał” i przecinał Sergio. Prócz nienagannej postawy w destrukcji, należy też wspomnieć jego sztandarowe, zawiązujące akcje kolegów, szybkie zagrania z pierwszej piłki – i wyłania się obraz jednego z najbardziej kompletnych defensywnych pomocników świata, kluczowego dla funkcjonowania systemu gry Guardioli. Bez Sergio utrzymanie dominacji i tempa gry przez Blaugranę na przestrzeni praktycznie całego spotkania byłoby raczej niemożliwe. Słusznie uznany przez Xaviego cichy bohaterem meczu.

Ewentualne podwyższenie oceny Busquetsa uzależniamy od Waszych opinii w komentarzach.

Thiago – 7Jeden z ważniejszych testów młodego pomocnika. Zdał go bardzo dobrze – może jeszcze nie celująco, ale na pewno na poziomie, który przy jego wieku powinien zadowalać każdego cule! Wszechstronny, choć nie najaktywniejszy, z graczy Barçy środka pola – wspomagał Busquetsa oraz robił wszystko, co mógł, by regularnie nakręcać ofensywę. Ochoczo oskrzydlał grę zespołu. Dwukrotnie bardzo bliski strzelenia gola (więc nic dziwnego, że z gola Fàbregasa cieszył się, jak z własnego), lecz zabrakło mu precyzji. Niezrażony tym faktem, kontynuował swoje poczynania w ofensywie, trzykrotnie „odpalając” podania kluczowe – niestety, nie zostały one wykorzystane przez kolegów. Thiago miał w większości przypadków sporo miejsca na lewej stronie, z czego sumiennie i systematycznie korzystał, rozciągając swoją aktywnością defensywę Santosu. Szkoda, że Alves zmarnował jego świetną wrzutkę pudłując szczupakiem w drugiej połowie. Byłaby z tego zagrania przednia asysta. W przekroju całego meczu, nie popełnił błędów oczywistych, aczkolwiek kilka jego decyzji pod presją dyskretnie przypominało o tym, że młody Thiago wciąż jest na etapie zbierania doświadczenia. Zabrakło niewiele do wyższej oceny, lecz i tak był to niezwykle udany występ - zarówno dla 20-latka, jak i klubu. Finał Mundialito to kolejny namacaly dowód, że tego chłopaka czeka wielka przyszłość.

Xavi – 10 – Asysta i gol otwierające wynik – czy można chcieć więcej w finale meczu o klubową koronę piłkarskiego świata?! Ocena Creusa nie może tego bagatelizować – a że później grał spokojniej? Cóż, cały geniusz Xaviego polega na tym, że w odpowiednich momentach gry bierze odpowiedzialność za wynik na barki własne, a w odpowiednich – dzieli się nią z kolegami. Wyróżniamy „Generała” oczywiście ze efektowną bramkę i doskonałe podanie „angielką” (jeszcze długo po meczu wywołujące zachwyty dziennikarzy na całym świecie) przy bramce Messiego, ale także kapitalne podanie do Fàbregasa (znalazł się oko w oko z Cabralem) i regulowanie tempa gry zespołu przez całe 90 minut. Xavi kolejny raz udowadnia, że jego gra to kwintesencja, symbol wszystkiego, czym dziś jest Barcelona. Po wypracowaniu dwóch pierwszych goli, mag PepTeamu mógł sobie pozwolić na względnie oszczędniejszą grę w pozostałej części meczu i wypada stwierdzić, że… zupełnie zasłużenie. Wielki występ w wielkim meczu. Jak długo można ekscytować cały świat zespołowym futbolem na najwyższym mozliwym poziomie?

Iniesta – 8 – Z racji taktyki w tym konkretnym meczu, nie był tak ofensywnym graczem jak ostatnio nas do tego przyzwyczaił. Nie próbował indywidualnych rajdów, a raczej skupiał się na grze wzajemnej z kolegami – ataku pozycyjnym, szybkiej grze „z klepki” i wspomaganiu defensywy aktywnym pressingiem. Andresowi nie obca jest gra bliżej własnej bramki. W końcu parę lat temu potrafił występować nawet na prawej obronie i te umiejętności szczególnie mu się przydały w finale Mundialito. Hiszpan zanotował sześć przechwytów tworząc z Busquetsem i Xavim niezwykle efektywne trio uniemożliwiające graczom Santosu na rozwinięcie skrzydeł w środku pola.

Fàbregas – 7Nieustannie wymieniał się pozycjami z Messim, Iniestą i Xavim, a niekiedy także z Busquetsem i Thiago. Starał się być bardzo aktywny i nie unikał wycieczek nawet na środek boiska, ale swoją skutecznością już tak nie zachwycał. Uzbierał 10 strat (wynikających głównie z pochopnych decyzji, ambicji i tzw. „gorącej głowy”), co może trochę razić w przypadku piłkarza takiego formatu - ale można też na to spojrzeć z tej strony, że w tym meczu Fàbregas miał za zadanie współpracować z Messim, grać kreatywnie, nie unikać odważniejszych prób penetracji defensywy rywala i okazjonalnie pojawiać się na pozycji środkowego napastnika. Śmiało można stwierdzić, że pod tymi względami nie zawiódł. Gol, strzał w słupek i świetne otwierające podanie do Messiego z drugiej połowy były ze strony Fàbregasa ozdobą meczu i świadectwem udanego występu. W porównaniu do kolegów z pomocy miał też relatywnie mniejszy udział w pressingu, ale dobrze zastępowali go w tym elemencie Thiago z Iniestą. Kolejny udany mecz i kolejne trofeum dopisane do kolekcji byłego kapitana Arsenalu.

Messi – 10Cały Leo… Stawka jest jego największym motywatorem i nawet jeśli przy wyniku 3:0 nie wyjdzie mu jakaś akcja – jest na siebie bardziej zły niż wszyscy Cules razem wzięci. Fenomenalny występ spod herbu 2 goli i 1 asysty, zasługujący na równie fenomenalną notę. Choć cztery podania otwierające partnerom drogę do bramki (poprzedzone genialnymi zrywami, w których mijał graczy Santosu niczym snopki zboża), brzmią na tle „efektów” gry Messiego, jak mrzonka – i tak warto znów je sobie przypomnieć... Czapki z głów, w meczu o klubowy prymat na świecie, argentyński czarodziej znów dał swój show. Żyjemy w epoce Lionela Messiego i warto to doceniać.

 

Rezerwowi:

Mascherano – 7 – „Z marszu” musiał zastąpić nie dysponowanego najlepiej Piqué i można spokojnie stwierdzić, że Argentyńczyk świetnie wywiązał się z tego zadania. Po jego wejściu gra obronna Barçy wyraźnie się uspokoiła, a swoboda Brazylijczyków na połowie Barçy kończyła się de facto na 30. metrze. Choć u boku Puyola wystąpił po raz pierwszy i było widać jego przyzwyczajenie do gry z kimś z dwójki Piqué-Abidal, to stopniowo tracący nadzieję i ochotę na zmianę wyniku gracze Santosu nie komplikowali wieczoru obrońcy Barcelony. W pojedynczych przypadkach jego czas reakcji mógł być co prawda lepszy, ale generalnie trudno zarzucić jego występowi cokolwiek poważnego. Jak zwykle kilka interwencji „Jefazo” zasługiwało na oklaski i uznanie, a typowymi dla siebie walecznością i ambicją – mocno przyczynił się do zachowania czystego konta przez zespół. Rzetelnie asekurował partnerów. Otrzymał co prawda żółtą kartkę za faul i w jednej akcji do spółki z kolegami dał się wykazać Valdésowi, ale wynikało to z pojedynczych niedokładnych zagrań partnerów, w których Javier nie miał szans na poprawne ustawienie się. Bardzo dobrze, że pojawił się na murawie.

Pedro – 6Rekonwalescent nie zdołał wpłynąć na losy meczu, ale w trakcie 12 minut potrafił zaliczyć ładny przechwyt i świetnie zagrać klatką piersiową do Alvesa, który z sobie tylko znanych powodów nie zdobył bramki.

Fontàs – bez oceny – Wejście zdecydowanie na zaprezentowanie się i dodanie motywacji młodemu obrońcy ze strony trenera. Przecież nie po to leci się kilka tysięcy kilometrów, żeby nie wystąpić w żadnym meczu… Tym razem brak oceny.

 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (86)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze