Barcelona w półfinale Pucharu Króla!

Makaj

25 stycznia 2012, 21:15

Sport

1255 komentarzy

Barcelona gra dalej! Po meczu, w którym nie brakowało absolutnie niczego: bramek, poprzeczek, fauli, żółtych i czerwonych kartek oraz kontrowersyjnych decyzji Barcelona zremisowała 2:2 z madryckim Realem. Dzięki wygranej na Santiago Bernabéu to piłkarze Pepa Guardioli wystąpią w półfinale Pucharu Króla.

Już przed pierwszym gwizdkiem arbitra było wiadomo, że ten mecz toczony będzie na śmierć i życie. Mimo porażki w pierwszym meczu nikt nie spisywał gości ze stolicy Hiszpanii na straty. Krytykowany ze wszystkich stron za ultradefensywną taktykę w pierwszym meczu, José Mourinho od początku dzisiejszego spotkania postawił na atak. Portugalski szkoleniowiec nie miał przecież nic do stracenia, a zyskać mógł niemal wszystko.

Piłkarze Realu od pierwszego gwizdka zastosowali agresywny pressing, co mogło się opłacić już po 13 sekundach gry. Alves zagrał do Piqué , który zostawił piłkę Pinto. Do lekkiego podania dopadł jednak Higuaín, ale jego uderzenie minęło bramkę gospodarzy. Chwilę później kolejną doskonałą okazję do zdobycia gola miał Argentyńczyk, ale jego strzał z najbliższej odległości obronił Pinto. Sędzia w tej sytuacji dopatrzył się ostatecznie spalonego, co było pierwszym z licznych jego błędów.

W 11. minucie spotkania kopię bramkowej akcji z pierwszego meczu przeprowadził Real. Kaká zagrał na lewą stronę do Ronaldo, który mocno uderzył po ziemi. Na szczęście Pinto nie dał się pokonać i nogami wybił piłkę. Real grając wysokim pressingiem całkowicie zdominował Barcelonę, która rozpaczliwie wybijała piłki na oślep i nie potrafiła rozwinąć skrzydeł. Pierwszą dobrą akcję gospodarze stworzyli w 15. minucie, ale Messi zbyt późno otrzymał podanie od Fábregasa i jego strzał nie mógł zaskoczyć Casillasa.

W 18. minucie miała miejsce pierwsza kontrowersja meczu. Rzut rożny wykonywał Real, piłkę głową musnął Pepe, a na kolejny korner futbolówkę wybił Busquets. Czy Hiszpan w tej sytuacji pomógł sobie ręką? Pomógł to może zbyt duże uproszczenie, natomiast piłka ewidentnie trafiła w rękę hiszpańskiego mistrza świata. Nie pomogły protesty Kaki, sędzia wskazał na narożnik boiska i zamiast jedenastki Real wykonywał kolejny rzut rożny.

Barça wciąż nie mogła się obudzić, a Real nadal konstruował akcje ofensywne. W 25. minucie kapitalnym uderzeniem z 25 metrów popisał się Mesut Özil, ale jego uderzenie szczęśliwie dla gospodarzy wylądowało na poprzeczce bramki Pinto. Chwilę później bramkarz Barcelony podał do będącego w polu karnym Higuaína, który z bliskiej odległości nie potrafił jednak skierować piłki do siatki, trafiając w 36-letniego bramkarza. Po dwóch kwadransach gry miała miejsce przykra sytuacja. W starciu z Arbeloą ucierpiał Andrés Iniesta, który nie mógł dalej kontynuować gry i z powodu kontuzji mięśniowej zmuszony był opuścić plac gry. W jego miejsce zameldował się na murawie Pedro.

Jeśli wcześniej napisałem o nieprzyznanym rzucie karnym dla Realu, teraz muszę wspomnieć o sytuacji z 35. minuty. Dobrą piłkę w polu karnym gości otrzymał Alexis, ale w starciu z Pepe padł na murawę i Fernando Teixeira Vitienes ponownie wskazał na narożnik boiska. Jak pokazały jednak powtórki, portugalski obrońca nie trafił w piłkę, a w nogi Chilijczyka. Był to zatem kolejny błąd sędziego, tym razem na niekorzyść Barcelony.

W 43. minucie Barcelona wyprowadziła zabójczą kontrę. Kilku rywali minął Leo Messi i zagrał do kompletnie niepilnowanego Pedro, który mocnym strzałem w krótki róg zmusił Casillasa do kapitulacji. Cały stadion eksplodował, bo to Real grał lepiej i zasługiwał na bramkę, tymczasem jedna dobra akcja Barcelony zakończyła się golem. Chwilę później brzydki faul zanotował Leo Messi, który w starciu z Pepe bezpardonowo kopnął Portugalczyka w łydkę. Argentyńczyk zobaczył żółtą kartkę, ale zyskał sympatię kibiców, którzy w tym momencie zaczęli skandować jego nazwisko. Kilkadziesiąt sekund po tym wydarzeniu to Messi był w brzydki sposób faulowany przed polem karnym Realu. Przewinił Lass Diarra, który w tej sytuacji powinien wylecieć z boiska, jednak nie będący dziś w dobrej dyspozycji sędzia zamiast wyrzucić Francuza z boiska, żółtym kartonikiem ukarał protestującego Casillasa. Cała akcja skończyła się jednak dla Barcelony fantastycznie. Rzut wolny wykonywał Xavi, ale trafił w mur. Do piłki dopadł Dani Alves i kapitalnym uderzeniem w okienko bramki podwyższył wynik meczu.

2:0 do przerwy. Czy Barcelonie mogło się jeszcze stać coś złego? Real przegrywał w tym momencie w dwumeczu 1:4! Kamery telewizyjne przedstawiały zrozpaczonego Mourinho, a piłkarze Barcelony już świętowali, czego najlepszym przykładem był taniec radości Abidala z Alvesem. Jak się okazało, druga połowa przyniosła nieprawdopodobne emocje.

Barcelona zaczęła drugą część gry lepiej niż pierwszą. W 50. minucie tuż przed polem karnym Realu faulowany był Messi, ale strzał Xaviego z rzutu wolnego poszybował nad bramką. Chwilę później gospodarze przeprowadzili piękną kombinacyjną akcję, ale w kluczowym momencie zabrzmiał gwizdek arbitra. Czyżby spalony? Nie, tym razem sędzia dopatrzył się (słusznie zresztą) zagrania ręką Leo Messiego.

Kolejna kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w 54. minucie. Po dośrodkowaniu Xabiego Alonso do piłki najwyżej wyskoczył Sergio Ramos i umieścił ją w siatce. Vitienes anulował jednak trafienie, co rozwścieczyło fanów Realu. Na pierwszy rzut oka była to błędna decyzja, ponieważ Dani Alves upadł w ramach dozwolonej walki w polu karnym. Jednak po dokładnym, kilkakrotnym obejrzeniu sytuacji obraz staje się jasny -

target="_blank">Ramos wyraźnie pociągnął Alvesa za ramię, powodując jego upadek.

Sędzia nie mógł jednak nie uznać kolejnej bramki dla Realu, która padła w 68. minucie. Özil zagrał w uliczkę do Cristiano Ronaldo, który położył Pinto i spokojnie skierował piłkę do pustej bramki. Po zdobytej bramce goście jeszcze bardziej rzucili się do ataku, stosując bardzo wysoki pressing i nie dając zupełnie rozegrać piłki Xaviemu i spółce. W 70. minucie Fábregasa zmienił Thiago, a dwie minuty później na tablicy wyników widniał już remis. Duży błąd popełnił Piqué, który zbyt krótko wybił piłkę. Futbolówka padła łupem gości, a ci nie zmarnowali tego prezentu. Dobre podanie otrzymał Karim Benzema, minął interweniującego Puyola i mocnym strzałem w krótki róg pokonał Pinto.

Szok na Camp Nou. Real Madryt, który był już na dnie, nagle podniósł się jak feniks z popiołów. Wystarczyły zaledwie trzy minuty, by doścignąć Barcelonę i znów liczyć się w walce o awans. Trzeba zresztą powiedzieć, że dwa gole Realu nie były dziełem przypadku, a dobrej i konsekwentnej postawy podopiecznych Mourinho. Swoją świetną grę mogli zakończyć zdobyciem trzeciego gola, ale bohater ostatniej akcji Karim Benzema nie opanował piłki w dobrej sytuacji. Gdyby to zrobił byłby sam na sam z Pinto…

Ostatnie dziesięć minut spotkania to istna wojna nerwów. Najpierw nad bramką strzelił Messi. Za chwilę Argentyńczyk popisał się solową akcją i mocno uderzył z 20 metrów, ale minimalnie niecelnie. W 85. minucie lewą stroną popędził Pedro i wycofał piłkę na szesnasty metr, gdzie czyhał już Messi, ale w ostatniej chwili uprzedził go Xabi Alonso. 60 sekund później rzut rożny wykonywali goście. Dośrodkowanie na strzał zamienił Cristiano Ronaldo, na szczęście dla Barcelony Portugalczyk chybił.

W samej końcówce zawodnikom puściły nerwy. Napięta atmosfera, która utrzymywała się przez cały czas, szczególnie dała o sobie znać podczas ostatnich pięciu minut spotkania. W 88. minucie z boiska wyleciał Sergio Ramos za uderzenie łokciem Busquetsa. Czy sędzia podjął słuszną decyzję? Moim zdaniem znów się pomylił. Ramos owszem, powinien opuścić plac gry z powodu czerwonej kartki, ale dużo wcześniej, z powodu innych nieprzepisowych wejść. Po kilkudziesięciu sekundach kolejny kartonik, tym razem koloru żółtego, obejrzał Granero. Brak Ramosa w defensywie do ostatnich chwil próbowali wykorzystać gospodarze, chcąc przechylić szalę zwycięstwa w meczu na swoją korzyść. W drugiej minucie doliczonego czasu wspaniałą okazję na zdobycie decydującej bramki miał Pedro, ale z najbliższej odległości trafił głową w Casillasa. Minutę później w nieprzepisowy sposób zatrzymywany był Alves. Faulował Pepe, a że był w tej sytuacji ostatnim obrońcą, powinien ujrzeć czerwoną kartkę. W ostatniej sytuacji meczu sędzia również się jednak nie popisał i pokazał krewkiemu Portugalczykowi tylko żółty kartonik. Chwilę później zabrzmiał ostatni gwizdek i z awansu mogli cieszyć się gospodarze.

Dla kibiców Barçy najważniejsza informacja jest taka, że to ich ulubiony zespół zagra w półfinale Pucharu Króla. Awans do kolejnej rundy piłkarze Guardioli zawdzięczają tylko i wyłącznie pierwszemu meczowi, w którym strzelili dwa gole i okazali się dużo lepsi od Realu. W rewanżu goście z Madrytu zupełnie zdominowali Barcelonę, która na własnym stadionie znalazła się w nie lada tarapatach. Królewscy przeważali przez cały mecz, stwarzając sobie zdecydowanie więcej dogodnych sytuacji. Wielkie słowa uznania należą się ekipie Mourinho za walkę. Przy wyniku z przerwy trudno było uwierzyć w sukces, jednak Real wyszedł na drugą część gry jeszcze bardziej umotywowany niż wcześniej, co niemal przyniosło znakomity efekt. Chociaż to Barcelona gra dalej, to jak to określił mój redakcyjny kolega Rozwad „moralnym zwycięzcą pojedynku może czuć się Real”. Piękne słowa pocieszenia dla fanów stołecznej ekipy, ale mimo wszystko liczą się liczby, a te są nieubłagane. To Barcelona zdobyła w dwumeczu więcej bramek i to ona zagra w kolejnej rundzie.

Oby podopieczni Guardioli wyciągnęli wnioski z tej niewątpliwie niezwykle nerwowej lekcji i w kolejnych spotkaniach nie powtórzyli dzisiejszych błędów.

Visca el Barça!

FC Barcelona: Pinto; Alves, Puyol, Piqué, Abidal; Busquets, Xavi, Iniesta; Messi, Cesc i Alexis Sánchez.

Real Madryt: Casillas; Arbeloa, Ramos, Pepe, Coentrao; Kaká, Lass, Xabi, Özil, Cristiano i Higuaín.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1255)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze